Nie wiem po co ten tytuł

              
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 czerwca 2025

Akatyst

O Akatyście (z wielkiej litery, bo chodzi o jeden konkretny) wspomniał w swojej książce Dalrymple. Ów Akatyst z wielkiej litery to bizantyjska modlitwa ku czci Matki Bożej. Jej zmówienie to zapewne więcej niż dwadzieścia minut, a odśpiewanie - około godziny. Jest Akatyst niewątpliwym zabytkiem językowym nie pozbawionym swoistego uroku. Dalrymple przytoczył cytat:
Retorzy, słów wielu miłośnicy, milkną przed Tobą jak ryby bezgłośne - widzimy to, Bogurodzico. Nie mogą bowiem powiedzieć, jak pozostając dziewicą możesz rodzić.
Cóż, buńczuczne to stwierdzenie. Podejrzewałbym, że jednak mieliby coś do powiedzenia, no chyba że NAPRAWDĘ stanęliby przed obliczem Maryi. Przyznam, że i mnie by wtedy zatkało.

Kolejny cytat:
Moc swą zjawiając Stwórca nowe ukazał stworzenie nam, którzy przezeń jesteśmy. Z łona, co nie zaznało nasienia, wyszedł i ustrzegł to łono nienaruszone, abyśmy cud ten uznając chwalili je i wołali [...]
W SZA powiedzieliby too much information, zwłaszcza gdybyśmy chcieli tłumaczyć to dzieciom. Ale kto wie, nadchodzą nowe, ekscytujące czasy, w których tego rodzaju odniesienia będą częścią podstawy programowej przedmiotu szkolnego „przygotowanie do życia w czystości”. W takim razie za świętym Augustynem zawołam: „daj mi czystość i powściągliwość, lecz nie teraz jeszcze“. Chyba wiedział, co mówił, skoro gdzie indziej rzekł „Nic tak nieodparcie nie degraduje duszy mężczyzny jak pieszczoty niewiasty“. Miejmy nadzieję, że pieszczoty mężczyzny nie są obarczone podobnym ryzykiem.

sobota, 18 maja 2024

Siły nadprzyrodzone w tarapatach?

Czytam nagłówki o nowych wytycznych Watykanu w sprawie zjawisk nadprzyrodzonych, o których piszą onety i gazety. Co ciekawe, najmniej atencji okazuje strona Vatican News, która napisała o domniemanych zjawiskach nadprzyrodzonych. Przed przeczytaniem artykułu wyobraziłem sobie, że ustalono regulamin działania sił nadprzyrodzonych, które ujmuje w formalne karby ich radosną - do tej pory - twórczość. Pamiętamy o pewnym hierarsze z Ameryki Łacińskiej, który na mocy sprawowanego urzędu przekreślił wszelkie, coraz częstsze, objawienia, w których Najświętsza Panienka lub inny święty od Dzieciątka krytykowali aktualne władze kościelne za życie w luksusie i inne podobne sprawy. Gdyby Panienka wychwalała biskupa, to oczywiście nie byłoby problemu z takim objawieniem. Dla mnie najbardziej zmarnowaną szansą było objawienie w Licheniu, gdzie postawiono ten sakralny gargamel na życzenie Matki Bożej, która zagroziła, że jeśli ludzie tego nie zrobią, to ona pokaże jak tego dokonać. Trzeba było jej pozwolić! Niechby położyła fundamenty, wyręczyła operatorów dźwigów, wzniosła mury i je otynkowała. Cały świat musiałby przyznać, że oto katolicyzm jest prawdziwą religią, choć zatwardziałe serca i umysły wyznawców innych odłamów religii abrahamowych mogłyby uznać to za działanie szatana. Jak zwykle ludzie wyręczyli Maryję, a według licznych świadectw - przykładają swą śmiertelną rękę do kreacji cudów. Cudownie nierozłożone ciało świętej Bernadetty, której na wszelki wypadek nałożono woskową maskę (aby nie odstraszać pielgrzymów), jest jednym z licznych przykładów. Na stronach katolickich oczywiście nie uświadczymy nic poza zachwytem dla tego cudu. Po pobieżnym przeczytaniu tekstu na Vatican News dostałem to, czego się w sumie spodziewałem: kolejnej instrukcji obsługi pralko-żelazka EEM62310L, czyli jakieś nudne ględzenie o procedurach i ciałach właściwych dla rozpatrywania. Cudem byłoby, gdyby szerokie rzesze rzymskich katolików dyskutowały o tym tekście i spierały się o szczegóły użytych łacińskich formułek. Czy cudowne zeszłotygodniowe odnalezienie kluczyka do samochodu odrzucamy jako zjawisko nadprzyrodzone z powodu prae oculis habeatur, czy też prohibetur et obstruatur? Jest jeszcze jeden rodzaj cudów, o którym milczy dokument watykański, a który ja nazwałbym secundum Szymborska - chodzi o te wszystkie jej Żaby w Trawie i inne wymienione w Jarmarku cudów i wielu innych wierszach. O, jednak wierzę w cuda!

piątek, 3 listopada 2023

Obrona przed relatywizmem czyli chrześcijańskie absurdy moralne

Idea odpowiedzialności zbiorowej


...czyli grzechu pierworodnego. Wszyscy jesteśmy winni z powodu postępku Adama i Ewy, choć nie mieliśmy najmniejszego wpływu na przebieg tych wydarzeń. Inna sprawa, że nauka wyklucza istnienie pierwszej pary ludzi, więc jedyna możliwa interpretacja upadku człowieka to metafora. Jezus zatem poświęcił się za metaforę, ale grzechu pierworodnego w ten sposób nie usunął. Grzech pierworodny jest wymysłem dość późnym, bo z wieku piątego. Był to pierwotnie prywatny pogląd św. Augustyna, który włączono do doktryny. Z punktu widzenia obserwatora zewnętrznego względem religii całkiem jasne jest, dlaczego tak uczyniono. Kościół niniejszym jeszcze mocniej uzasadnił potrzebę swojego istnienia, będąc jedyną instytucją, która prowadzi ludzi do zbawienia oferując chrzest jako rytuał zmazujący rzekomą winę grzechu pierworodnego.

Idea nieskończonej kary

Chodzi rzecz jasna o piekło. Ciekawe, że są dobre doktrynalne podstawy, by uważać, że piekło nie będzie trwało wiecznie, co wynika z Apokalipsy św. Jana, ale wizja wiecznych mąk, od których zbawia Kościół, lepiej przemawia do wyobraźni. Tej idei nie ma w Starym Testamencie, co sprawia, że bardzo trudno myśleć o moralnej przewadze Nowego Testamentu nad Starym. Moja dość podstawowa intuicja moralna wskazuje na to, że nawet Hitler i Stalin nie zasługują na wieczne męki. Najlepsze jest jednak to, że według doktryny katolickiej los Hitlera i Stalina podzielą te szerokie rzesze (Bogu ducha winnych) ludzi, którzy znają przesłanie tej religii, ale go nie akceptują. Ci, którzy nie znają, zapewne też nie trafią do nieba, ale cytując stary czeski mem, „tento problem dojebal system” chrześcijański, więc najlepsza odpowiedź to „trochę trafią, trochę nie trafią” lub „trafią, ale będą mieć gorsze wi-fi i ciepłą wodę tylko od ósmej do dziewiątej dwadzieścia”.

Idea ofiary zastępczej

Poświęcenie się dla innych jest zawsze godne podziwu, choć z podziwem dla ofiary Jezusa bym nie przesadzał. Skoro był Bogiem, to wiedział, co się wydarzy, w szczególności że zmartwychwstanie, więc cała ta męka to jest jedynie przedstawienie, a nie prawdziwa śmierć. Na tych warunkach i ja gotów byłbym dać się ukrzyżować, gdyby to miało odmienić świat na lepsze. Jeśli Jezus był człowiekiem bez boskich mocy i umarł naprawdę, to oczywiście żałujemy, że do tego doszło, ale przecież nie on jeden padł ofiarą mordu sądowego lub innej niesprawiedliwości. Żałujemy Sokratesa, Morusa czy Kolbego. Oczywiście nie postać ofiarnika jest ważna w tym miejscu, a niegodziwość systemu, w którym dopuszcza się ofiarę zastępczą. Czy fajnie byłoby żyć w świecie, w którym - dajmy na to - morderca chodzi wolny, bo jego matka zgodziła się być usmażoną na krześle elektrycznym zamiast niego? Dodajmy ten absurd dodatkowy: łaska, którą Bóg obdarzył świat po „śmierci” Jezusa, spłynęła na ludzi właśnie dlatego, że dopuścili się na nim ohydnej zbrodni.

Idea bezwarunkowego uwielbienia

Dlaczego mam być wdzięczny Bogu? Za co? Za świat? Owszem, świat bywa miły, bywa zachwycający, ale też okrutny i nieprzewidywalny, pełen raków, dżum, covidów i trzęsień ziemi. Chrześcijanie mogliby podsunąć wiele innych powodów, by okazywać wdzięczność Bogu, ale nigdy nie uda im się zatrzeć tego, że uwielbienie Boga jest konieczne do zbawienia. Istota, która w tak patologiczny sposób domaga się wychwalania siebie samej, już z tego jednego powodu zasługuje na rezerwę (w ujęciu łagodnym) lub wręcz na wzgardę. I też na odrobinę współczucia, jakie na przykład okazałbym nauczycielkom, które krzykiem domagają się od uczniów szacunku dla siebie. Posłuch może w ten sposób osiągną, ale szacunku niemal na pewno nie.

Idea zbrodni bez ofiar

Na tym polu chrześcijaństwo doznaje największych klęsk, co prowadzi do odpływu wiernych, zwłaszcza młodych. Rozumiem, że Bogu nie podobają się rozwody (tylko w NT, bo w ST rozwody są cool), masturbacja lub seks homo, ale brutalna prawda jest taka, że poglądy Boga rozmijają się coraz bardziej z tym, co sądzą na te tematy zwykli ludzie. Niemal wszystkie religijne moralne postulaty są formułowane jako arbitralne sądy, których nie trzeba uzasadniać. A kiedy teiści biorą się za ich obronę, to zwykle używają argumentów niereligijnych (najczęściej cytując wątpliwe badania lub przestarzałe naukowe teksty). Tymczasem wedle współczesnej wiedzy masturbacja jest zjawiskiem najzupełniej normalnym i nieszkodliwym (w granicach rozsądku, nadmiar nigdy nie jest wskazany, nawet w modlitwie). Nie jest zrozumiałe, czemu ślubu nie mogą zawrzeć pary kochających się kobiet lub mężczyzn, które funkcjonalnie nie różnią się niczym od bezpłodnej pary hetero. Piszę na wszelki wypadek: jeśli ktoś zwróci mi uwagę, że rozwody wiążą się z cierpieniem, to się zgodzę, ale przecież w wielu sytuacjach rozwód jest lepszym wyjściem niż trwanie w nieszczęśliwym małżeństwie. Inne zbrodnie bez ofiar, z którymi zupełnie bez sensu walczy Kościół, to Harry Potter lub Halloween. A wisienką na torcie jest polska policja ścigającą dziecko za zbezczeszczenie hostii.

Na koniec słówko o meta-idei wyprowadzania „absolutnych” wartości moralnych z tekstów „natchnionych”, co nie jest specyficzne dla chrześcijaństwa. Wszystko wskazuje na to, że te „absolutne” wartości nie są wcale absolutne, lecz dobierane według aktualnych potrzeb. Według Biblii jedzenie krewetek jest równie godne potępienia, co seks homo (ale niewolnictwo już nie, ono jest ok). Jedną z bezczelnych tez chrześcijan jest pogląd o wartościach chrześcijańskich jako podstawie współczesnej moralności. Przypadkiem wiele szeroko rozpowszechnionych intuicji moralnych (nie kradnij, nie kłam itd. - nb. tego ostatniego NIE MA wśród dziesięciu przykazań, jest tylko „nie kłam w pewnych okolicznościach”), które można sensownie wywieść z perspektywy ewolucyjnej, współbrzmi z chrześcijańskimi, ale wiele innych - nie. Odwołanie do wartości „absolutnych” jest atrakcyjne, bo sprawia, że oponenci wyglądają na desperatów podważających fakty. Ale czy istnieją „fakty moralne”? Lekko wątpię, a to dlatego, że nie zetknąłem się z żadnym prawem moralnym, od którego nie byłoby jakichś odstępstw lub które nie wymagałoby doprecyzowania. Dla przykładu: czcij ojca swego i matkę swoją. No jasne, czcij ojca, który, powiedzmy, zapłodnił i się zmył, i matkę alkoholiczkę, której odebrano dziecko, kiedy miało pięć lat.

środa, 22 lutego 2023

piątek, 2 września 2022

Przygody Sindbada Żeglarza (z Księgi tysiąca i jednej nocy)

U Philipa K. Dicka zdarzają się postaci ludzi zamożnych i wpływowych, które w podeszłym wieku urządzają sobie kosztowne „powroty do dzieciństwa” z elektronicznie ożywionymi pluszowymi króliczkami i pistoletami na wodę. W moim przypadku mogłaby to być elektryczna kolejka, którą dostałem pod choinkę wraz z prostownikiem elektrycznym, powierzonym z niefrasobliwą ufnością przez moich rodziców paroletniemu dziecku. Oczywiście, że spaliłem nieszczęsny prostownik, a jak przy tym nie spłonęła cała chata - to pozostanie elektryzującą tajemnicą po wszystkie wieki. Chwilowo karmię swoje wewnętrzne dziecko wspomnieniem pierwszej przeczytanej w całości książki, Przygód Sindbada Żeglarza Leśmiana. - Ty niedopierku jakiś! - zakrzyknął wuj Tarabuk na siostrzeńca Sindbada, gdy ów posądzał wuja o bycie wariatem. Skoro z virtualo można za friko ściągnąć Księgę tysiąca i jednej nocy, skąd Leśmian wziął pomysł na swoją książkę, postanowiłem sprawdzić, jak układały się relacje Sindbada z wujem w oryginale. Już wyjaśniam: układały się nijak, bo o Tarabuku Księga milczy. Za to jest dwóch Sindbadów, ubogi Tragarz i zamożny Żeglarz, który opowiada o swoich przygodach Tragarzowi przez parę dni z rzędu, codziennie wypłacając mu „sto miskali złota”. (Na takich warunkach mógłbym słuchać Żenka Martyniuka, nawet przez cały tydzień.) Do zażyłości między Sindbadami doszło po tym, kiedy Tragarz przysiadł na ławce przy bramie domostwa Żeglarza i, widząc domowników ucztujących w przepychu, zawołał: Chwała Tobie[, Allachu], który wedle swojej woli jednym bogactwo, innym niedostatek zsyłasz i tego, kogoś sobie upodobał, wywyższasz, innych zaś, jeśli zechcesz, poniżasz [4868], czym zdumiał Żeglarza, a mnie uradował, bo te słowa oddają najważniejszy sens religii w życiu społecznym, jakim jest utrzymywanie status quo, w którym nierówności, majątkowe i inne, traktowane są jak element boskiego planu. I komu to przeszkadzało? W średniowieczu mało komu, ale trochę się zmieniło od tamtych czasów. Sindbad Leśmiana jest, by tak rzec, bardziej erotyczny, skoro w czasie każdej podróży poznaje nowe niewiasty, z którymi często się żeni (choć potomstwa się nie doczekał, czyżby nie uważał na lekcjach, kiedy omawiano temat prokreacji?). Sindbad z Księgi jest mniej jurny, bo i mniej okazji nadarza mu się, by wykazać się na tym polu. Lecz jeśli chodzi o seks pozaludzki, to Księga nie ma zahamowań: A gdy my byliśmy pochłonięci rozmową, z morza wynurzył się ogier, zarżał donośnie i zaraz pokrył klacz. A skoro już uczynił z nią, co zamierzał, zeskoczył z niej i chciał ją z sobą uprowadzić [4980]. Tymczasem u Leśmiana Koń Morski tańcem hipnotyzował konie króla Miesza, by w ten sposób otumanione pożreć. W Księdze, jak u Leśmiana, pojawia się olbrzymi ptak:
przypomniałem sobie pewne opowiadanie, dawno zasłyszane od podróżników i pielgrzymów, którzy dalekie wyprawy odbyli. Według opowieści tej na odległych wyspach żyje ptak ogromnego wzrostu, zwany Ruch, który swoje małe karmi słoniami. I nabrałem pewności, że kopuła, którą właśnie zobaczyłem, jest jajem Rucha [5115]
Nosorożce też wchodziły do menu piskląt Rucha.
Na wyspie tej żyje również zwierzę podobne z postaci do byka. Żeglarze, podróżnicy i ludzie, którzy wędrują przez góry i różne odległe lądy, opowiadali mi, że ten dziki zwierz, który nazywa się nosorożec, może wielkiego słonia na swój róg nadziać i nie zauważywszy go nawet, dalej się pasie. Ów słoń na jego rogu umiera, a pod wpływem słonecznego upału topi się jego tłuszcz i kapie na głowę nosorożca, zalewa mu oczy i oślepia go. Nosorożec kładzie się do snu na brzegu morza, a wtedy przylatuje ptak Ruch, chwyta go w szpony i zanosi swym dzieciom, które pożerają nosorożca wraz ze słoniem tkwiącym na rogu [5190].
U Leśmiana Sindbad w państwie króla Pawica zostaje żywcem pogrzebany, a raczej wrzucony do groty, gdzie składano nieboszczyków wraz z żywymi jeszcze małżonkami, którym dawano trochę chleba i wody. W Księdze jest podobnie, choć tej wersji nie dałbym do czytania dzieciom.
Wtedy wstałem, ująłem w dłoń piszczel po jakimś zmarłym człowieku i podszedłszy do kobiety, uderzyłem ją w sam środek głowy. Upadła na ziemię i straciła przytomność, a ja uderzyłem ją po raz drugi, a potem trzeci, aż wyzionęła ducha. I zabrałem jej chleb i wszystko, co z sobą miała [5572].
Po wielu trupach w końcu znalazł wyjście z groty. A jak poradził sobie Sindbad ze Starcem Morskim?
(...) przyniosłem wielki kamień spomiędzy drzew i podszedłem z nim do uśpionego starucha, po czym uderzyłem go tak mocno w głowę owym kamieniem, że aż mięso mu się z krwią pomieszało i zginął – oby Allach nie miał nad nim zmiłowania! [5715]
Jakby ktoś się nie domyślał, u Leśmiana wszystko jest wygładzone, a okropieństwa - amputowane. W Księdze co chwilę wspomina się o wspaniałym Allachu, co brzmi szczególnie ironicznie w chwilach największych nieszczęść. Czy ironia była zamierzona, nie jestem w stanie odgadnąć. U Leśmiana jest stanowczo mniej dewocyjne, ale zdarzają się odwołania do Allacha.

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Uczucia obrażone czapką

Kiedy na Twitterze zobaczyłem cos takiego:
pomyślałem, że wygłup. Ale nie, rzecz jest znana i relacjonowana, na przykład tu. Opiszę to tak, jak zrozumiałem. Oskarżonym był Bartosz Horbowski, który wraz z kolegami 24 grudnia 2016 wszedł do kościoła w Międzygórzu w Sudetach, kiedy skończyła się pasterka, a proboszcz Andrzej Adamiak chodził między wiernymi i rozdawał niekonsekrowane opłatki (po jaki organ robi się coś takiego!?). Ksiądz machnięciem ręki zrzucił czapkę koledze Horbowskiego, ten zaczął to filmować komórką, a widząc to Adamiak rzucił się na niego rozsypując opłatki, po czym dołączyli do niego wierni. Wskutek zdarzenia chłopak stracił komórkę, ale ocalał zapis wideo z kościelnej kamery. Przez parę lat Horbowski był ciągany po sądach za napaść, w końcu został uniewinniony, ale po wyczerpaniu pełnej ścieżki legislacyjnej, z odwołaniem do wszelkich instancji poza Sądem Ostatecznym, prokuratura zaczęła ścigać Horbowskiego z paragrafu o obrażeniu uczuć religijnych. Wszystkie prawiczki, śmiejące się z uczuciowo rozdygotanych lewicowych śnieżynek i broniące zapisu kodeksu karnego o obrażaniu uczuć religijnych, proszone są o puknięcie się w łeb. Jeśli coś jest w środku, może to doprowadzi do stosownej refleksji. Niezwykle żałosne jest podtrzymywanie autorytetu instytucji zapisami w kodeksie karnym i decyzjami politycznymi w stylu Czarnka, który chce ratować frekwencję w szkolnej katechezie wprowadzając element przymusu: religia lub etyka. (Swoją drogą, oznacza to w zasadzie potrzebę zatrudnienia nauczyciela etyki w każdej szkole - czy nie ma pilniejszych pozycji w budżecie niż ta kosztowna fanaberia?) Drogi Kościele katolicki, ja naprawdę nie chcę być napastliwy wobec twojej osoby prawnej, najchętniej miałbym cię w zadku i w ogóle o tobie nie myślał i pisał. Obiecuję ci to, kiedy tylko przestaniesz uważać, że wolno ci urządzać życie ludziom, których nie interesuje twoja chora ideologia.

piątek, 5 sierpnia 2022

System kościelny, czyli przewagi pana K. (Tomasz Polak)

Bez wahania rzekłbym, że ta książka rozwala system, przez co rozumiem dużą ilość szokujących twierdzeń na centymetr kwadratowy. Szokujących nie tyle dla mnie, co dla wyobrażonego przeze mnie czytelnika-katolika. Kościół nie musi jednak obawiać się tej książki. Wiadomo, jaka byłaby pierwsza linia obrony: autor Polak nienawidzi Kościoła ze względu na urojone urazy. Z tego, co mi wiadomo, Polak miał powody do zerwania z tą instytucją po sprawie Paetza, kiedy zderzył się z systemem, który opisuje. Systemem, który wytworzył mechanizmy obronne głęboko sprzeczne z wysoką moralną świadomością, której ma być orędownikiem. Inny powód, by Kościół nie bał się książki, jest jej profesorski styl. Gdyby przetłumaczyć ją z profesorskiego na polski, mogłaby być naprawdę niebezpieczna. W dalszych partiach, kiedy Polak sięga do przykładów „z życia” bywa super ciekawie, ale wcześniej trzeba przebrnąć przez „wprowadzenie metodologiczne”, do czego zalecam zimne okłady na przegrzane zwoje mózgowe. Później przeczytamy na przykład o „spontanicznie podejmowanej w ramach tego systemu ochrony osób winnych (a w szczególności eksponentów systemu)” (152) - czy ktoś skojarzy te słowa z kościelną pedofilią? Ale spokojnie, jest parę ustępów, o których mówi się o niej wprost (o innych wybrykach również). W nawiązaniu do „wprowadzenia metodologicznego” pozwolę sobie zauważyć, że narzędzia tam opisane mają charakter złożonych metafor, z jakich słyną nauki humanistyczne. Jedną z nich jest niżej wspomniana „maszyna społeczna”, a inną - metafora jądra i powłok zaczerpnięta z informatyki (jądro systemu może obsługiwać różne powłoki, a sprowadzając rzecz na ziemię: na pececie będzie chodził Linux, a jeśli zechcemy - Windows). W ujęciu Polaka system kościelny ma niezmienne jądro i różne powłoki, czyli różne formy istnienia Kościoła jako organizacji. Miałem wrażenie, że w jakimś momencie autor zadeklarował możliwość zastosowania metafory do powłok innych niż katolicka, ale jeśli tak, to w książce niewiele znajdziemy na ten temat. O ile rozważania dotyczące „systemu kościelnego” mają sens w odniesieniu do niektórych odłamów chrześcijaństwa, to trudno mi sobie wyobrazić, by objąć nimi wszystkie chrześcijańskie denominacje w liczbie wielu tysięcy. Żeby nie być gołosłownym przytoczę przykład Tima Sledge'a, byłego pastora południowo-baptystycznego, którego Kościół słabo pasuje do tezy o uniwersalnym systemie. Zanim przejdę do wybranych cytatów i kwestii szczegółowych pochwalę autora za znakomite cytaty z Brechta, którymi dowcipnie zilustrował swoje tezy (przytaczam jeden z nich poniżej [41]).

„Odwrócona logika interpretacji” (55) to kościelna teza o kształcie Kościoła jako wypełnieniu woli Jezusa. Jesteśmy tacy, bo On tego chciał. W podobny sposób niegdyś Stomma wyśmiał Kendalla stojącego po stronie Francji w jej zmaganiach z Burgundią w XV wieku. Francja zwyciężyła, a jak wiadomo, zwycięża zawsze to, co piękne i dobre. To była ironia, jakby ktoś nie wyczuł.

„Synkretyzm przewyższeń” (64) - określenie Gerda Theissena na sytuację wczesnych chrześcijan, którzy zaszczepili swój kult w podatnej glebie hellenistycznej symboliki religijnej, jednocześnie lansując pogląd o wyższości własnych wierzeń. Zapewne każdy w coś wierzący uważa swoją wiarę za lepszą od alternatyw, ale przekonanie o wyższości chrześcijaństwa zaowocowało unikalną, szeroką działalnością misyjną, a to już jest coś nowego w antycznym pejzażu religijnym.

Autor omawia interpretację wersów Mk 14,51-52 o młodzieńcu okrytym w białe prześcieradło (69), który uciekł nago w czasie eskortowania Jezusa: Marek był synem właścicielki ogrodu Getsemani, który pobiegł zobaczyć, co się tam odwala, i uciekł widząc zagrożenie. Zdarzenie weszło do ewangelii Marka z dwóch innych możliwych powodów: jako nawiązanie do młodzieńca w pustym grobie (też w biaym prześcieradle) lub do rytuału chrztu wczesnych chrześcijan, kiedy nadzy ochrzczeni wychodzili z wody i owijali się w prześcieradła.

Teza druga (83) spośród sześciu głównych dotyczy kościelnego splotu dwóch konceptów: anarchicznego i archicznego. Pierwszy pochodzi od wywrotowego „impulsu Jezusa”, drugi jest efektem zinstytucjonalizowania chrześcijaństwa, które dokonało się już w pierwszym wieku. Rzekłbym, że dalekim echem tego splotu są słowa JP2 o tym, że nie ma wolności bez Chrystusa. Jest to oczywisty absurd, w którym wolność miesza się z przymusem.

„Odruchowa perwersja” (93) to określenie autora na nierealnie wysoko zawieszoną poprzeczkę moralną chrześcijaństwa, co prowadzi do patrzenia przez palce na moralne niedociągnięcia i upadki, z których można się podźwignąć poprzez rytuał spowiedzi i pokuty. W samej instytucji Kościoła w połączeniu z jej postulowaną „świętością” prowadzi to do skutków trafnie przez autora ujętych (w skrócie: hipokryzja kościelnych funkcjonariuszy, oczekiwanie przywilejów z racji „świętości”, interpretacja sprzeciwu wobec Kościoła jako ataku na „wartości ”).

W tezie trzeciej jest mowa o „ateistycznym jądrze systemu kościelnego”. Szok i jazda po bandzie, nieprawdaż? Autor tłumaczy to tak: system kościelny okazuje się nie do obrony, kiedy spojrzymy nań z zewnątrz i kiedy odmówimy podstaw ubóstwieniu, a zarazem odczłowieczeniu Jezusa, które się w nim dokonuje – czyli kiedy zrozumiemy, że jego rdzeniem jest pustka w tym właśnie miejscu, w którym przywołuje on Boga (132). Ja ująłbym rzecz ostrożniej: Kościół jest zajęty głównie uzasadnieniem swojej świętości, którą zespolił ze świętością przedmiotu swojej czci, czyli sfantazmatyzowanej wizji boskiego Jezusa, opieczętowanego dogmatami. Swoją drogą, metafora Boga jako „pustego miejsca” (134), w którym każdy widzi to, co sam przynosi, jest interesująca, bo obejmuje ateistów, zarówno słabych (którzy widzą tam mgłę), jak i silnych (którzy widzą pustkę). Przy okazji poznajemy notyfikację KNiW (Kongregacji Nauki i Wiary) przeciwko Anthony'emu de Mello, który również pisał o Bogu jako „czystej pustce”, a zarzucono mu między innymi „radykalny apofatyzm”. O pustym miejscu pisał Polak jeszcze przed rozstaniem z Kościołem - zaskoczyło mnie to lekko. Jeszcze jeden smaczny cytat: nie Jezus zwany Chrystusem liczy się w nim [Kościele] naprawdę, ale aktualna polityczna i religijna konstelacja, dla której Jezus-Mesjasz jest tylko pretekstem. To dlatego autokrata Justynian i jego żona, która przeszła długą drogę od cyrkowej prostytutki po dostojną żonę cesarza, skuteczną polityczkę i świętą prawosławia, pokazują nam się teraz (wraz z innymi postaciami ówczesnej społeczności) w przestrzeni cesarskiego Kościoła. Zobacz też [143] niżej.

„Bieg jałowy” (146) - tak autor opisuje współczesną kondycję Kościoła. Nikt nie czyta encyklik, papieskich dekretów czy adhortacji, choć w Polsce ciągle udajemy, że to ważne kościelne dokumenty o znaczeniu społecznym. Więcej kontrowersji wywołuje to, czy mięso w piątek jest grzechem, co mnie tylko bawi, ale sprawa regulacji aborcji drogą polityczną - już nie tak bardzo. Wydaje mi się, że Kościół poległ lub polegnie niedługo od własnego miecza. Jeśli się ciągle pitoli o wolności i miłości, to ludzie zaczną brać to serio i zauważą, że więcej wolności i miłości można znaleźć poza Kościołem. Swoją drogą, zapytałbym o ów jałowy bieg Obirka, który uważa, że katolicyzm poza Polską wrze od nowoczesnych idei. Jak przekonuje nas Polak, paroksyzmy modernizacyjne w rodzaju Vaticanum II są duszone w zarodku w ciągu jednego pokolenia. W tym konkretnym przypadku dusicielem okazał się święty Jan Paweł Drugi. Może sprawdzą się przepowiednie mówiące, że Kościół stanie się mniejszy, ale bardziej skonsolidowany - ale wokół czego? Prawdopodobnie wokół tego, co się tak podobało pewnej znanej krowie, zachwyconej żywiołowością afrykańskiego katolicyzmu (i zamykającej oczy na jego obrzydliwe zacofanie w kwestiach obyczajowych).

W ramach kształtującego się systemu kościelnego odkryto „pewien uniwersalny wzorzec interpretacji winy i ratunku" (156), co pierwotnie odnosiło się do postaci Jezusa, który w rozumieniu jego towarzyszy poniósł karę za próbę podważenia status quo, ale dzięki boskiej interwencji wrócił do życia - i to jako sam Bóg. W ten sposób przekuto nieszczęśliwe zdarzenie w szczęście zbawienia. A zbawienie potrzebne jest winnym, czyli grzesznikom, którymi są wszyscy, a to jest koniecznym skutkiem wyżej wspomnianej „odruchowej perwersji”.

„Wszechświat nauki i Wszechświat teologii nie pokrywają się” - to teza Michała Hellera. Wszechświat jest jeden - odpowiada Polak. Gdyby zinterpretować „wszechświat” jako obszar zainteresowań, to problem niby znika, ale według Hellera „wszechświat” nauki jest istotnie zawarty we „wszechświecie” teologii. Z tym również Polak polemizuje obszernie, z czego przytoczę tylko kwestię niemożliwości teologicznej autorefleksji, czyli krytycznego badania własnych założeń wstępnych (zob. też [204]). Poza tym, jako krasnoludkolog mógłbym twierdzić, że „wszechświat” krasnoludkologii zawiera właściwie „wszechświat” teologii.

[14]
Jezus głosił królestwo [Boże], a nastał Kościół. (Alfred Loisy, 1857-1940)

[32]
W przeniesieniu na rzeczywistość społeczną ujęcie takie pozwala definiować maszynę społeczną jako strukturę hierarchicznie grupującą ludzi i przejmującą ich życiową energię, by urzeczywistniać projekt, którego sednem jest zazwyczaj przejęcie jak największej części przestrzeni publicznej/społecznej i uczynienie jej przestrzenią zaspokojenia własnych pragnień i pożądań, a zarazem towarem.
Kościół jest jedną z takich maszyn, które konkurują z innymi o zasoby energii w celu podtrzymania swojej egzystencji, a jeśli to możliwe - ekspansji. Ciekawe, czy autor by się zgodził z poglądem, że maszyną jest również system korporacji (o tyle osobliwą, że zbudowaną z maszyn niższego rzędu).

[41]
„Co pan robi”, zapytano pana K., „kiedy kocha pan jakiegoś człowieka?”. „Tworzę sobie jego koncept”, powiedział pan K., „i staram się, żeby był podobny”. „Ów koncept?” „Nie”, powiedział pan K., „ów człowiek”. (B. Brecht, Geschichten vom Herrn Keuner)
Opowiastka ilustruje stosunek (ang. intercourse) Kościoła, czyli zakochanego, do Jezusa, czyli obiektu westchnień. Dalej autor pisze: Chrześcijaństwo jako system zerwało z Jezusem z Nazaretu do tego stopnia, że nie jest mu już potrzebne odnoszenie się do niego w konkretności jego ludzkiego życia – zamiast tego odnosi się do swojego obrazu Jezusa, a to bynajmniej nie jest to samo. (45)

[43]
Jeśli weźmiemy pod uwagę dziejowe s k u t k i dokonania tych kilku czy kilkunastu osób, które przeżyły śmierć Jezusa jako osobistą i religijną klęskę, ale nie poddały się tej klęsce, lecz spontanicznie przekuły ją w dynamiczne wyznanie wiary, musimy uznać, że był to jeden z najważniejszych psychospołecznych procesów w historii.

[46]
W sporach uczestniczą również tacy uczeni, którzy twierdzą, że do realnego Jezusa dotrzeć nie można, bo go w ogóle nie było (np . George Albert Wells [w książce Did Jesus exist?]), ale zdecydowana większość badaczy zajmuje stanowisko podobne jak Vermes.
Moim wzorcowym mitystą (dobrze spolszczyłem angielskie „mythicist”? - wyznawcę poglądu o Jezusie jako postaci mitycznej, a nie realnej) jest Richard Carrier, któremu przeciwstawia się Bart Ehrman. Jak widać, nie jest Carrier wielce oryginalny, ale być może wypracował oryginalną argumentację, która zrobiła na mnie dobre wrażenie, choć nie do tego stopnia, by mnie przekonać. W moim przypadku zadziałała brzytwa Fjałkowskiego: jeśli przyjęcie pewnej tezy nie ma większego znaczenia niż jej odrzucenie, to nie warto się nią zajmować. Jezus zmyślony, czy istniejący jako konkretna osoba, a może postać zlepiona z paru antycznych kaznodziei - nie wpływa na mój sprzeciw wobec katolicyzmu i chrześcijaństwa w ogóle. Wspomniany Vermes uznaje realność postaci Jezusa, ale nie w postaci ikony czczonej w chrześcijaństwie. Należy tu również wymienić Augustyniaka, który zinterpretował Jezusa w sposób drastycznie odmienny od tradycji chrześcijańskiej.

[70]
Przyjmuje się, że Emaus jest historyczną miejscowością z czasów Jezusa, chociaż nie udało się jej odnaleźć ani zidentyfikować we współczesnych badaniach archeologicznych czy historycznych.

[91]
Jezus, który został skazany na śmierć za naruszenie obowiązującego porządku religijno-społecznego przez głoszenie „dobrej nowiny wyzwolenia”, przywoływany jest dla uzasadnienia skazywania na śmierć ludzi, którzy robią dokładnie to, co on – naruszają obowiązujący porządek religijno-społeczny, tyle że jest to teraz porządek, który w przekonaniu jego zwolenników zbudowany został na „dobrej nowinie wyzwolenia”.

[120]
Średniowieczne katedry były oczywistymi miejscami życia społecznego w jego wielorakich przejawach: miejscami spotkań, handlu, sądów, rozmów zawodowych i organizacyjnych, zabawy, odpoczynku itp. Ścisła sfera sacrum ograniczała się jedynie do prezbiterium.

[123, tłumaczenie Polaka pierwszych wersów Biblii, podobno wierniejsze od innych]
„Przede wszystkim to (wszech)bóg upasł niebo i ziemię, kiedy ziemia była bezładna i pusta i ciemno było nad paszczą otchłani i opar (wszech)boga podnosił się z paszczy wód”.

[127]
wiara jest darem Boga przez Ducha Świętego
Cytat ze Wspólnej deklaracji w sprawie nauki o usprawiedliwieniu, podpisanej 31 października 1999 roku w Augsburgu przez Kościół katolicki i Światową Federację Luterańską. Wprawdzie wyparłem się Ducha Świętego, ale zanim to uczyniłem, Bóg miał wiele okazji by przekazać mi ten dar. Dlaczego mi poskąpił?

[143]
(…) ikona Trójcy Andrieja Rublowa jest w istocie reprezentacją wielkiej pustki, zionącej tam, gdzie ludzie oczekują Boga. Dlatego obraz ten wpisu-je się w tę samą perspektywę co pozostałe omawiane tu przykłady: nie ma Boga, jest puste miejsce, a na nim mniej lub bardziej udana reprezentacja oczekiwania, na które Bóg miałby odpowiedzieć.
Przemawia za tym wizerunek twarzy, identycznej u trzech postaci. Twarzy „pustej”, „abstrakcyjnej”, „z religijnego fantazmatu”. Podobna symbolika „pustej przestrzeni” uwidacznia się w gotyckich katedrach, połączeniu zabiegu uwznioślenia z degradacją ludzkich istot w jej obrębie.

[145]
Trudno się oprzeć wrażeniu skrajnej sztuczności, jakie wywiera na przykład neogotycka katedra Najświętszego Serca Jezusa w Guangzhou w chińskiej prowincji Guangdong albo katedra świętego Józefa w Dar-es-Salaam w Tanzanii czy katedra Niepokalanego Poczęcia Maryi w La Plata w Argentynie i bardzo podobna w Moskwie – wszystkie w tym samym neogotyckim stylu.

[147]
„Cesarz pyta Bodhidharmę: «Jaka jest pierwsza zasada świętych nauk?» Bodhidharma odpowiada: «Ogromna pustka, nic świętego». «Kim więc jest ten, który stoi przede mną?» – pyta cesarz. «Nie wiem, Wasza Wysokość» – odpowiada Bodhidharma”.
Konkluzja autora: samoświadomość buddyjska jednoznacznie przewyższa samoświadomości innych wielkich kultur religijnych świata – z samoświadomością kościelnego chrześcijaństwa na czele. Jeśli powyższa opowieść mówi prawdę o buddyzmie, to mamy zjawisko zdumiewające. Sukces odniósł system wierzeń, który nie daje ludziom komfortu wiedzy. A ludzie przecież chcą wiedzieć, albo przynajmniej tego, by ktoś inny za nich wiedział.

[175, kolejne mądre słowo]
zasada hikesji rozwinięta w kulturze greckiej
Cytat z internetu: u Greków był specjalny obrządek błagania, tzw. hikesja, który polegał na dotknięciu się kolan, prawicy i brody (nie zarostu — o zarost tu nie chodzi). Odtrącić takiego błagającego jest grzechem względem Zeusa Hikesjosa, patrona błagalników. Autor wspomina o tym rozważając pojęcie (kościelnego) azylu, niegdyś zasady powszechnej, która wyrodziła się w „azyl dla kościelnych pedofilów i aferzystów”.

[176]
Wewnątrz systemu kościelnego udało się mianowicie zaimplementować przekonanie, że adekwatna ocena działań „ludzi Kościoła” możliwa jest wyłącznie zgodnie z regułami tegoż systemu, a więc wyłącznie za sprawą instancji Kościoła . Przekonanie to, jakkolwiek z perspektywy obiektywnej i niezależnej oceny absurdalne, zostało w znacznym stopniu zaakceptowane także przez polityczne systemy niereligijne.
W tym kontekście omawiana jest wewnątrzkościelna instrukcja Crimen sollicitationis, umożliwiająca ukrywanie przestępstw pedofilii w Kościele. Przy okazji, nie dajmy sobie zamydlić oczu, jakoby została ona błędnie przełożona na angielski (jak twierdził prałat Scicluna, 181).

[188, piękny tytuł tekstu Polaków, Tomasza i Beaty Anny]
„Fantazmatyczna maszyna Kościoła” i „pragmatyczna maszyna łupieska”: dwie największe polskie maszyny społeczne

[204]
(…) teolog nie ma dostępu do przedmiotu swojego zainteresowania zasadniczo innego niż ten, którym dysponuje pracujący obok niego na tym samym materialnym przedmiocie badań historyk, literaturoznawca, psycholog czy socjolog. Ma bowiem do dyspozycji tego samego rodzaju dokumenty (w najszerszym możliwym znaczeniu tego słowa) wydarzeń i procesów historycznych czy stanów świadomości jak te, którymi zajmują się specjaliści reprezentujący inne dyscypliny. Oznaczałoby to, że praca teologa staje się teologią, ponieważ on sam deklaruje, że uprawia teologię

poniedziałek, 16 maja 2022

To prawda, nie ma stuprocentowo pewnej antykoncepcji

W swojej naiwności chciałem napisać, że seks homo wydaje mi się dość mało ryzykowny w aspekcie prokreacyjnym. Ale wobec powyższego nikt nie może czuć się bezpieczny, nawet geje.

czwartek, 24 marca 2022

Miłuj nieprzyjaciół swoich, albo ich zabijaj

Temat dzisiejszej lekcji religii: o szlachetnej Jael, która przebiła skroń Siserze (Sdz 4:21).
Ilustracja wzięta ze Speculum Humanae Salvationis (Westfalia, ok. 1360). [X]

niedziela, 13 marca 2022

Czy podpisałeś już petycję?

Nieważne, ile dywizji ma papież. Ile Matek Boskich ma Putin? - to jest pytanie. Matka Boska Częstowchowska, Fatimska, z Lourdes, z Gwadelupy, z Knock, z Medjugorie, z Kibeho, z Garabandal - tu się zatrzymam, bo w którymś momencie trzeba.

sobota, 12 marca 2022

Patriarcha Cyryl bredzi

Nikt chyba się nie spodziewał, że Cyryl sprzeciwi się wojnie. Jak rozumiem, w Rosji nawet nie wolno mówić o wojnie, bo ta „specjalna operacja wojskowa” miała na celu zapobieżenie wojnie, jak usłyszeliśmy od Ławrowa. W bardzo mętnym wywodzie Cyryl powiązał konieczność interwencji na Ukrainie z paradami gejów. Bo co? Tacy geje rozpoczęliby paradę w Kijowie i siłą impetu zakończyli w Moskwie, a ludzie by się zorientowali, że geje mają ładniejsze kiecki od Cyryla, lepszy mejkap, a także więcej luzu i swagu? To jest niewątpliwie prawda, ale nie jest z tobą tak źle, Cyrylu. W konkurencji drag queen zająłbyś mocne trzecie miejsce, zaraz po RuPaulu i kardynale Burke'u.

poniedziałek, 9 sierpnia 2021

Deus meus Zeus

Nie, niestety nie zostałem wyznawcą Zeusa, za to zauważyłem, że Zeus jest świetnym chwytem erystycznym w dyskusjach o wierze, zwłaszcza wobec argumentów „naiwnych”. Nienawidzisz Boga! - zarzuci mi chrześcijanin lub muzułmanin. Tak jak ty nienawidzisz Zeusa - odpowiadam. „Nienawidzę Jezusa, jak nienawidzę Zeusa” - tak mógłbym podsumować swoje stanowisko w kwestii nienawiści do bogów. Jest jednak pewien niuans: nie jest całkiem niedorzeczne mieć stosunek emocjonalny do postaci literackich, więc mógłbym na serio rozważać ewangelicznego Jezusa w kontrze do barona Harkonnena. Lub hrabiego Drakuli. Lub Świntusi Macabrescu. Spotykam się również z argumentem o pięknie wiary, a zwłaszcza piękna i cenna jest wiara „dziecinna”, tym piękniejsza i cenniejsza, jeśli żywi taką człowiek dorosły. Tyle że gdyby to była wiara w Zeusa lub świętego Mikołaja, chrześcijanin nie postrzegałby jej jako pięknej, a raczej zatroskałby się o zdrowie psychiczne wierzącego. Dziecinna wiara jest czymś najbardziej pożądanym przez Kościół katolicki, bo taki wierzący nigdy nie zapyta, czy to słuszne, że pieniążki z ofiar poszły na mazdę proboszcza lub że katecheta obściskuje ministrantów. I jest zgodna z Ewangelią (Mt 18:3, Mk 10:14, Łk 18:17). Nieważne, że Paweł mówił: Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce (1 Kor 13:11). Już widzę możliwe wykręty apologetów. To rzadka okoliczność, że miło mi zgodzić się z Pawłem przeciw Jezusowi.

czwartek, 17 czerwca 2021

Ken's Guide to the Bible (Ken Smith)

Poniżej spisuję wybrane fragmenty książki, której autor przeczytał Biblię i zrobił sobie z niej wypisy, które skomentował. Najsłynniejszy cytat z tej książki: Jeśli przyjąć, że Jan napisał swoje listy upalony trawką, to jego Apokalipsa powstała pod działaniem LSD. Ominąłem epizod z Mojżeszem, którego wojska wygrywały w bitwie tak długo, jak długo mógł utrzymać ręce w górze. Miał problemy, ale w końcu znalazł pomocników. Kolejny przykład, kiedy Bóg stawia jakieś dziecinne wymagania. Bez rąk Mojżesza w górze Bóg nie mógłby pomóc? Ken nie jest bardzo napastliwy, po prostu dzieli się wrażeniami z lektury, które nie zrobiłyby na nikim większego wrażenia, gdyby chodziło o baśnie braci Grimm. Ale to Biblia, święty tekst natchniony od Boga! Który mało który chrześcijanin przeczytał w wersji nieokrojonej. Jak to zwykle bywa, podobnie jak Richard Dawkins, autor Ken Smith widzi w Jezusie piękną postać, która odwraca przesłanie Starego Testamentu. Zawsze będę z tym polemizował, bo Bóg starotestamentowy za winy ojców karał dzieci do dziesiątego pokolenia, a nowotestamentowy Bóg wrzuca cię do piekła na wieczność, jeśli w niego nie wierzysz. I mówi to sam JEZUS, nie żaden z jego apostołów. Stary Bóg karał niesprawiedliwie, ale jednak przez czas skończony. Nowy nie jest już taki wyrozumiały.

Jedna z ilustracji otwierających książkę przedstawia Rispę, która dzielnie odganiała ptaki od trupów swoich ukrzyżowanych synów. Synowie byli wydani Gibeonitom, którzy z przyzwoleniem Jahwe zażądali od króla Dawida siedmiu potomków króla Saula, wówczas już nieboszczyka, których śmierć miała zadośćuczynić całemu złu, jakiemu od Saula zaznali. (2 Sm 21:1-10)

Starotestamentowa zasada „oko za oko” odnosiła się tylko do sytuacji, kiedy 1) mężczyźni walczą ze sobą, 2) uderzają ciężarną kobietę, 3) która przez to roni przedwcześnie i 4) doznaje poważnych obrażeń. (Wj 21:22-25)

Twarz Mojżesz po rozmowach z Bogiem zaczęła świecić, zaczął więc ją zasłaniać. Szczegół pominięty w filmach holiłódzkich. (Wj 34:29-35)

Nie patyczkował się Bóg, kiedy lud prowadzony do ziemi obiecanej łamał jego zakazy. Po śmierci 250 Izraelitów, karze za nieposłuszeństwo wobec Mojżesza, ludzie mówią Bogu: hej, ale przestań nas zabijać, a ten zsyła plagę, która uśmierciła 15 tysięcy. (Lb 16) Kiedy Izraelici poślubili Madianitki, Bóg dał się przebłagać, zaraza wytłukła tylko 24 tysiące. (Lb 25:1-9)

Porównajmy sobie wersy:
Jeszcze raz Pan zapłonął gniewem przeciw Izraelitom. Pobudził przeciw nim Dawida... (2 Sm 24:1)
oraz
Powstał szatan przeciwko Izraelowi i pobudził Dawida... (1 Krn 21:1)
Niewiele się różnią Pan i szatan.

Do grobu proroka Elizeusza złożono innego nieboszczyka (w okolicznościach wojennych), a ów nieboszczyk ożył i wstał. To jedyny przypadek w Biblii, że wskrzeszenia dokonał nieboszczyk. (2 Krl 13:20-21)

Jahwe nie jest jedynym Bogiem! Obiecuje Elizeuszowi zwycięstwo nad Moabitami, ale ich król złożył swojemu bogu Kemoszowi ofiarę ze swojego pierworodnego i wygrał! (2 Krl 3:18-19, 26-27) Nie ma w książce wzmianki o pojedynku na węże między Mojżeszem i Aaronem a kapłanami faraona, którzy mieli swoją magię, ale oczywiście nie tak potężną, jak przywódca Izraelitów. (Wj 7:10-12)

Anioły to słodkie uskrzydlone istoty? Ten, który wybił 185 tysięcy Asyryjczyków oblegających Jerozolimę, chyba taki przyjemny nie był. (2 Krl 19:35)

Przeczytajcie sobie Psalm 18, w którym Jahwe przypomina Balroga. Tu w tłumaczeniu Kochanowskiego.
Trzęsły się góry, bo Pan był gniewem wzruszony.
Dym się kurzył z nosa Jego, oczy pałały
Żywym ogniem, a z oblicza węgle strzelały.
Schylił nieba i spuścił się: ćma nieprzejźrzana,
Ogromna pod nogi Jego była posłana.
Siedział na lotnym cherubie, na niezścignionych
Skrzydłach latał akwilonów nieujeżdżonych.
Oblókł się w noc, swą stolicę mgłami osadził,
Chmury wkoło i ogromne burze zgromadził.
Autor wspomina o Psalmie 137, który kiedyś włączył do swojego repertuaru zespół Boney M („By the rivers of Babylon”). Zespół nie był tak szalony, żeby wyśpiewać psalm do końca, gdzie mowa jest o synach Babilonu w zemście roztrzaskiwanych o skały.

„Czytanie Księgi Przysłów przypomina nieustanne czytanie sentencji z chińskich ciasteczek”. Przykład: Rynna ciekąca stale w dzień dżdżysty, podobna do żony swarliwej (Prz 27:5). Moraliści lubiący cytować Biblię chętnie sięgają do tej księgi, ale pomijają niektóre myśli. Ubogi niemiły nawet najbliższemu, a bogacz ma wielu przyjaciół. (Prz 14:20) Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz - nie umrze. (23:13) W Prz 17:8 jest mowa o podarunkach, które ułatwiają życie, choć w wielu angielskich tłumaczeniach w miejsce podarunku mamy łapówkę. Z mojego doświadczenia wynika, że praktycznie niemożliwe jest ustalenie, które z tłumaczeń jest słuszne.

Ja również podwinę twą suknię do góry, tak że widoczna będzie twoja nagość, twoje cudzołóstwa i haniebna twoja rozwiązłość. (Jr 13:26-27) Bogu, ty lepiej Pornhub sobie włącz, to więcej zobaczysz, aczkolwiek twojej ulubionej zoofilii tam jednak nie znajdziesz.

Ciężko być prorokiem Jahwe. Bóg upokarza Ezechiela bardziej niż Jeremiasza: każe mu zjeść zwoje pergaminu, zgolić i spalić włosy z głowy, potem leżeć na lewym boku przez trzynaście miesięcy. Bóg nakazuje Ezechielowi przez te trzynaście miesięcy jeść jedynie chleb pieczony na ludzkim kale, a kiedy Ezechiel błaga o litość, Bóg zezwala mu jeść chleb pieczony na krowich plackach. (Ez 3:1-2; 4:9, 12, 14-15; 5:1-4) Rozdział 23 Księgi Ezechiela to bodaj najostrzejszy przykład biblijnej pornografii ze słynną wizją rozpustnych sióstr, które łakną kochanków z przyrodzeniem o oślich proporcjach. Dzieci, które by to przeczytały, miałyby się z czego spowiadać.

Ozeasz miał więcej szczęścia jako prorok, bo Bóg nakazuje mu płodzić dzieci, których imiona mają być profetyczne: imię córki Lo-Ruchama znaczy „niekochana”, bo Bóg odwrócił się od Izraela, a imię syna Lo-Ammi oznacza „nie mój lud”, bo wyrzekł się Bóg ludu swojego. (Oz 1)

Trzej królowie , którzy rzekomo złożyli pokłon nowo narodzonemu Dzieciątku, są dziwnie słabo potwierdzeni w Ewangeliach. U Mateusza nazywanie są „mędrcami”, nie „królami”, poza tym nie wiadomo, ilu ich było. Poza tym ich wizyta przypadła na mniej więcej drugie urodziny Jezusa. (Mt 2:1-2, 7-12, 16)

Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. (Mt 10:28, por. Łk 12:4-5) Super ciekawe, ów „Ten” pisany z wielkiej litery to kto? Czyżby nieskończenie miłosierny Bóg?

O co chodzi z pocałunkiem Judasza? Jest zupełnie niezrozumiały, jeśli Judasz miał w ten sposób zidentyfikować Jezusa. Niedługo wcześniej jest mowa o szalonej popularności Jezusa (Mt 21:8-11), a wśród ludzi, którzy przyszli go aresztować, byli jego niedawni rozmówcy z debat w świątyni (Łk 22:52-53), którzy musieli zapaść na ostrą prozopagnozję, skoro nie umieli go rozpoznać.

Kolejna ciekawostka: Weronika ze swoją chustą jest pozabiblijnym zmyśleniem. Nigdzie w Biblii nie ma żadnej Weroniki, a tym bardziej Weroniki ocierającej twarz Jezusa.

Autor ewangelii św. Jana miał tupet, bo jako autorytet zacytował sam siebie (w J 18:9 jest przekręcony cytat z J 6:39).

Cytat z książki: Tytaniczne wysiłki Pawła zaowocowały dwojako: 1) Jezus stał się jednym z najszerzej znanych ludzi w historii, 2) z autentycznych nauk Jezusa zostały jedynie strzępy.

Rację miał Hitchens, który na pytanie o cuda biblijne odparł, że wskrzeszanie zmarłych to była w tamtych czasach rutyna. Dokonał tego i Paweł, który wskrzesił słuchacza swoich wywodów, tak pasjonujących, że nieszczęsny przysnął, wypadł przez okno z drugiego piętra i skręcił sobie kark. (Dz 20:7-12)

Lesbijstwo jest wspomniane w Biblii tylko raz (Rz 1:26-27), oczywiście w tonie przygany - tak, były pośle Wiplerze.

W liście do Galatów Paweł wypowiada życzenie, aby ci, którzy inne niż on głoszą nauki, ucięli sobie penisy. Jak zwykle, Biblia Tysiąclecia bardzo dyskretnie ujmuje temat. (Ga 5:12)

W drugim liście Jana jest definicja miłości: wypełniaj przykazania Pana. Teraz jest jasne, co chrześcijanie mają na myśli mówiąc, że wyznają religię miłości. (2 J 1:6)

Sąd Ostateczny [od tego miejsca tłumaczenie fragmentu książki pod tym tytułem]

„Dzień Sądu” to jedynie zwieńczenie ciągu wielu niecodziennych zdarzeń, które składają się na koniec świata, czyli Sąd Ostateczny. Jego opis w Apokalipsie św. Jana ciągnie sie przez osiemnaście rozdziałów. Oto najważniejsze punkty.

Jezus, który w niebie wygląda jak nieżywe jagnię z siedmioma rogami i siedmioma oczami (jak widać, Jan przywiązywał wagę do szczegółów), łamie pieczęć na zwoju trzymanym przez Boga. W ten sposób daje sygnał do rozpoczęcia szeregu nieszczęść na ziemi. Nie nastąpi to jednak, zanim anioł uczyni znak na czołach wszystkich 144 tysięcy ludzi, którzy będą zbawieni.

I oto następują katastrofy: ziemia zostaje zbombardowana „gradem i ogniem zmieszanym z krwią” i licznymi innymi nieprzyjemnymi substancjami. Otwierają się bramy piekieł, z których roi się szarańcza z ludzkimi obliczami, z malutkimi koronami na głowach, żądląca ludzi przez pięć miesięcy. Potem dwieście milionów aniołów na koniach z lwimi głowami ziejącymi ognistą siarką zabija trzecią część ludzkości. [Hm, a mnie kiedyś wmawiano, że liczba 144 tysi ma oznaczać nieokreśloną liczbę wielu ludzi. Skoro jest mowa o dwustu milionach, to jednak autor Janek był w stanie pomyśleć większa liczbę - G.]

Później lekko się uspokaja. Na ziemi pojawia się dwóch proroków z nadnaturalnymi i śmiercionośnymi mocami. Prorocy dręczą ludzkość przez 1260 dni. Wtedy zabija ich „bestia” z piekła, a po trzech i pół dnia zmartwychwstają i idą do nieba. Towarzyszy temu trzęsienie ziemi, w którym ginie siedem tysięcy ludzi.

W tym czasie w niebie dochodzi do wojny, anioł Michał triumfuje nad Diabłem i zrzuca go na ziemię, gdzie ów sprzymierza się z drugą bestią (nie tą poprzednią) i wspólnie, przez czterdzieści dwa miesiące, uprzykrzają życie ludziom wybranym przez Boga. Wówczas pierwsza z bestii wkracza na scenę i zmusza wszystkich, by pod karą śmierci oddawali cześć drugiej bestii. Wszyscy czciciele otrzymują „znak bestii”. (Chrześcijańscy fundamentaliści nigdy nie wspominają, że te 144 tysiące wybrańców Boga też zostali naznaczeni, bo każdy otrzymał ten znak od bestii.)

Boska krwawa łaźnia powraca: aniołowie z olbrzymimi sierpami zabijają tysiące, niedobitków wykańczają plagi i gradobicia, a trzęsienia ziemi zrównują z ziemią miasta, nie omijając Babilonu, „wielkiej dziwki”. Druga bestia i pierwsza (zwana teraz „fałszywym prorokiem”) zostają wrzucone do jeziora płonącej siarki. W bitwie na Armagedonie wszyscy ich żołnierze zabici zostają od miecza przez istotę zwaną Słowo Boga.

Anioł pochwytuje Diabła, skuwa go w łańcuchy i wrzuca do piekła. Jest to sygnałem do wskrzeszenia dla tych, którym obcięto głowy, kiedy nie wyparli się Jezusa.

Mija tysiąc lat, Diabeł znowu wychodzi z piekła i zbiera kolejną, potężną armię („Goga i Magoga”). Zanim jednak dojdzie do bitwy armie zostają spalone ognistym deszczem, a Diabeł kończy w jeziorze płonącej siarki, do którego wrzucono bestię i fałszywego proroka.

To sygnał do drugiego zmartwychwstania: Sądu Ostatecznego, czyli głównego zdarzenia. Wszyscy powstają z martwych (najwyraźniej nie przetrwał żaden człowiek) i stają przed wielkim, białym tronem, a czyje imię nie jest zapisane w księdze życia, ten trafia do jeziora siarki.

Znika niebo, piekło, ziemia i wszyscy zmarli. [O! Czyżby to znaczyło, że piekło nie jest na wieczność? - G.] Na ich miejscu pojawia się nowa ziemia i nowe niebo, z którego zstępuje „Nowa Jerozolima”, miasto ze szczerego złota, zajmujące tysiąc pięćset mil sześciennych [to mniej więcej tyle, ile Fobos, księżyc Marsa - G.].

Do tego momentu opisy Jana były boleśnie dokładne, ale odtąd staje się dziwnie małomówny, poskąpił zwłaszcza opisów życia w Nowej Jerozolimie. Będzie tam wieczny dzień, a jego mieszkańcy będą służyli Bogu i Jezusowi i żadni „rozpustni” ludzie nie będa mieli tam wstępu.

To tyle. Koniec. Apokalipsy, Nowego Testamentu, całej Biblii.

„...czas jest bliski”, mówi Jezus w ostatnich rozdziałach Biblii. „Wkrótce powrócę!” Dwa tysiące lat później wierni wciąż czekają.

wtorek, 25 maja 2021

Apologeci mówią

And Jesus said unto them, "And whom do you say that I am?" They replied, "You are the eschatological manifestation of the ground of our being, the ontological foundation of the context of our very selfhood revealed." And Jesus replied, "What?."

Quotation of the minute z infidels.org.

poniedziałek, 3 maja 2021

Biblia dla ubogich duchem

Sdz 19:1–30
Józka żona, Baśka, zwiała do Wiednia, do ojca, całkiem niedługo po ślubie. Józek odczekał parę miechów i w końcu pojechał do Wiednia. Stefan, Baśki ojciec, ucieszył się, bo z Józkiem zawsze dobrze się piło. Po trzech dniach Józek chce wracać do Wrocławia, ale Stefan mu mówi, no weź, nie jedź, tylko ze mną wypij. No i Józek został. I tak samo następnego dnia. Ale piątego dnia Józek mówi dość i pojechał z Baśką do domu do Wrocławia. Po drodze zatrzymali się w Ostrawie, bo Józek nie lubił po ciemku prowadzić. A w Ostrawie pusto, nie ma gdzie przekimać, ale zobaczył ich stary Karol i mówi, nie stój tu człowieku, chodź do mnie na noc, obalimy flachę. Godzinę później rozniosła się o tym wieść i mieszkańcy miasta poszli pod blok Karola i zaczęli wołać, daj nam tego Józka, bo chcemy go wyciupciać. A Karol im na to, czy wam odjechało? Jak już musicie, to weźcie sobie Baśkę, albo jeszcze lepiej, moją córkę Asię, która jest dziewicą. Józek się spietrał i wystawił Baśkę za drzwi, a wtedy mężczyźni z Ostrawy zrobili jej przez noc gangbang i bukkake. Po wszystkim Baśka doczołgała się pod drzwi lokalu Karola i legła na wycieraczce. Rano Józek wstał, zobaczył ją i mówi, wstawaj Barbara, bo musimy jechać. Baśka jakaś nieruchawa była, to ją wrzucił na tylne siedzenie seicento i pojechał. Gdy już dojechał do Wrocławia, pokroił ją na szesnaście kawałków i rozesłał do wszystkich województw, żeby wszyscy się dowiedzieli, jaka jest gościnność w Ostrawie.

Mk 4:10-13
„Wy, koledzy, już wiecie, co i jak, no ale innym będę tak to mówił, że nic nie skumają i się nie połapią, o co chodzi, za to głębia przekazu będzie. Więc nie dziwcie się, że będę niby głupio gadał, ale my tu mamy swoją tajemniczkę, i po co ktoś miałby coś z tego zrozumieć?”

Mk 14:51-52
Ostro zabalowali na tej Ostatniej Wieczerzy, bo gdy żandarmi eskortowali Jezusa, to szedł za nimi jakiś niedopieszczony gostek owinięty tylko w prześcieradło. Chcieli go złapać, ale on uciekł goły, bo w prześcieradle by go schwytali.

1 P 3:15
A jak was będą wypytywać, czemu wierzycie w Jezusa, to nie wolno wam tego mieć w odbycie, ani udawać, że nie słyszycie. Możecie rozkminiać te cytaty, co je wyżej widać. Możecie też wyjaśnić, jak to niby niegramotny Piotr napisał te listy w czystej grece, czyli w nie swoim języku. Tylko proszę nie mówcie, że wierzycie, więc to prawda, bo tak może równie dobrze powiedzieć muzułmanin, buddysta, animista, mbomboista, dźinista, hinduista, zoroastrianin, sikh, scjentolog oraz żyd reformowany.

wtorek, 9 marca 2021

A co tobie wydaje się prawdą?

Apologetyka to rodzaj zabawy, choć tego zdania w większości nie podzielą osoby w nią zaangażowane. Czemu zabawy? Hume zauważył, że rozum jest niewolnikiem pasji i uczuć, zjawisk, nad którymi nie mamy kontroli, więc w procesie zmiany stanowiska racjonalna argumentacja nie ma znaczenia. To oczywiście zbyt radykalne stwierdzenie, bo zdarza się jednak, że ktoś zmienia zdanie wskutek dyskusji, ale jest w tym zawsze komponent mistyczny. Sam tego doświadczyłem nieraz, dla przykładu zdarzyło mi się pewnego ranka obudzić z przekonaniem, że turystyka jest zajęciem nieciekawym w sensie zupełnie przyziemnym, ale i w tym głębszym, jaki znamy z Elegii podróżnej. Nie było tak, aby przyśniła mi się jakaś nowa racja za bezsensem zwiedzania, więc zmiana ta nie miała charakteru racjonalnego. Post factum zracjonalizowałem sobie tę sytuację, co wyglądało mnie więcej tak, że chodząc po Stambule przysłuchiwałem się koledze, który czytał z bedekera, napisanego wyjątkowo ciekawie. Wyobraziłem sobie, że zamiast się tłuc wiele dni autokarem czytam to sobie w fotelu w domu. Nadal byłoby ciekawe. A co konkretnie wynikło z tego, że widziałem tę ścianę Hagii Sofii, w którą rzekomo cudownie weszli wierni tuż przed wtargnięciem Turków, a wyjdą, kiedy budynek stanie się znów chrześcijański? Nic szczególnie. Kto lub co odpowiada za mój sen tej nocy? Ogarnęła mnie w nim wielka rozpacz z powodu tego, że inni w czasie tego samego pobytu widzieli wiele atrakcji, które mnie ominęły. Po przebudzeniu zadałem sobie pytanie: to ma być powód do zmartwień? I tak uwolniłem się od manii turystycznej. Od religii uwolnić się jest dużo trudniej. Od ateizmu też - przyznam uczciwie. Nie mam pojęcia, co mogłoby mnie przekonać do wiary w jakiegokolwiek boga. Apologeci udają, że mogą to zrobić za pomocą racjonalnego (w ich mniemaniu) wywodu. W moim głębokim przekonaniu prawie nigdy nie oznacza to, że prezentują argumenty, które ich samych skłoniły do wyznawania religii, będącej przecież w 99% przypadków uwarunkowaniem wyniesionym z dzieciństwa. Czy jest więc sens, by ateiści przyłączali się do tego apologetycznego teatru kabuki? Niestety tak. W przeciwnym razie powstałoby wrażenie, że wierzący mają za sobą prawdziwe argumenty, a niewierzący „nienawidzą Boga”, jak to głupkowato wyjaśniono w filmie Bóg nie umarł. Debat na temat religii jest coraz więcej, obejrzałem parę, a zawsze uderzało mnie to, że nie wspominano o tym, od czego należałoby zacząć, mianowicie: jakie mamy kryterium prawdy? I skąd wiadomo, że możemy tę prawdę w ogóle posiąść? Zdaje się, że wierzący muszą wierzyć, że coś jest prawdą absolutną, choćby twierdzenie, że istnieje bóg lub bogowie, więc powinni umieć wyjaśnić, dlaczego to uznają za prawdę (a wcześniej uprzejmie wyjaśniliby pojęcie „boga”). Wszelkie „wielkie” pytania o początek świata, o życie po śmierci, o sens życia, na które odpowiada religia, mają charakter wtórny wobec pytania o jej prawdziwość. Czemu nie napisałem „rzekomo odpowiada”, choć miałem na to chęć? Bo odpowiada naprawdę, ale co z tego? Dopóty, dopóki będzie możliwość innej odpowiedzi na te pytania w obrębie innego systemu filozoficznego czy religijnego, nie czuję się zobowiązany, by przyjąć coś na wiarę. Oczywiście żartuję. Wczoraj po kolacji objawiła mi się stworzycielka świata, Elżbieta Kopytko-Pustecka, która dokona aktu retroaktywnej kreacji za 2834 dni. Na szczęście udało mi się jej wyperswadować ten pomysł ze światem. A teraz idę leczyć zrytą banię.

Czy ty nie wiesz, że...

...Centrum Nauki Kopernik miało zostać Centrum Nauki Kopernik im. śp. profesora Lecha Kaczyńskiego. Pozwolę sobie zgłosić dalej idącą propozycję: Centrum Nauki Kopernik im. śp. profesora Lecha Kaczyńskiego pod wezwaniem Matki Boskiej Nieustającej Boleści.

poniedziałek, 28 grudnia 2020

Jezus błogosławi nudystom

A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. (Mt 6,28)

[X]

poniedziałek, 2 listopada 2020

Katolicyzm to ideologia śmierci, nienawiści i moralnego kalectwa

Jakbym wyjął pewne sformułowania z ust Jasia Pawła. Wobec stylu argumentacji episkopatu i prawiczków w zasadzie czuję się zwolniony z uzasadniania tych oczywistości. Króciutko: ideologia śmierci, bo każe kobietom rodzić trupki. Ideologia nienawiści - choćby z powodu nagonki na LGBT, czyli ludzi, którzy nikomu, poza wyobrażonymi postaciami mitycznymi, nie wyrządzają krzywdy okazując miłość na swój sposób. Ideologia moralnego kalectwa - z obu wymienionych powodów, ale to kalectwo nie jest wypadkiem przy pracy, to immanentna cecha ideologii katolickiej, która każe zachwycać się sadystycznym spektaklem rzekomej ofiary, jaką z siebie niby złożył Bóg chrześcijański. Dedykuję te myśli zwłaszcza protestującym katoliczkom, które deklarują wiarę, ale występują przeciw wypaczeniom. Nie, te wypaczenia są istotą ideologii katolickiej, więc im szybciej będzie zmarginalizowana, tym lepiej dla nas wszystkich. W imię tej ideologii uczyniono z Polski, kraju popierdolonego, kraj do rozpierdolenia, w którym za chwilę mogą płonąć kościoły i wybuchać bomby. Te emocje trzeba zrozumieć, że posłużę się cytatem z kretynki Szydło o antyszczepionkowcach. Nie życzę Kościołowi płonących kościołów, ale liczę na to, że opustoszeją ekspresowo i karki narodowe będą bronić pustek. W dalszej przyszłości życzę, by gmachy świątyń pozbawione finansowania przerabiano na sex shopy i dyskoteki dla gejów. Życzę też katolickim zakutym pałom, by w niedługiej przyszłości patrzyli na to, jak polskie kobiety urządzają sobie radosne imprezy po udanej aborcji „na życzenie”. Kobiety, nie dajcie sobie wmawiać, że aborcja jest jakimś dramatem. Czasami żałuję, że matka mnie nie wyskrobała. Gdyby to zrobiła, nigdy nie zetknąłbym się z czymś tak ohydnym, nikczemnym i obłudnym jak ideologia katolicka.

The Infamous Middle Finger The Infamous Middle Finger