Nie wiem po co ten tytuł

              

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Strategia optymalnie zrównoważonego rozwoju „NiC”

Właśnie usłyszałem prezydenta tego kraju, w którym mieszkam, który na ogólnoświatowym szczycie klimatycznym w Katowicach ogłasza dumę z zasobów węgla w Polsce, które starczą jeszcze na 200 lat. Rozbieżności poglądów w tym temacie spore są, skoro kto inny dzisiaj u Janiszewskiego mówił o dwunastu latach. Dwanaście czy dwieście, brzmi podobnie. W sprawie wypowiedział się Instytut Sztuki i Rozwoju, który opowiada o strategii rządu w sprawie ograniczenia emisji CO2.

sobota, 1 grudnia 2018

Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia

Jest to cytat z listu św. Pawła do Filipian, werset 4:13. Wytatuował go sobie na klacie David Rose, aktor porno w wersji homo. W jego przypadku trafniejsze byłoby tłumaczenie: Wszystko mogę w Tym, który mnie utwardza.

Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu (Jaś Kapela)

Przyznam, że tytuł mnie zaintrygował. Po co w zasadzie sięgać po mocno nieaktualne felietony z 2010 roku plus minus 2? Części odniesień już nie łapię, a nie wydają mi się aż tak frapujące, żeby sprawdzać w sieci, o co chodziło. Na szczęście takich nieświeżych tekstów jest w sumie mało. Część dotyczy ówcześnie rządzącej Platformy „Obywatelskiej” i można ahistorycznie stwierdzić, że te ataki utorowały drogę „P”i„S”-owi do władzy. Można, ale czynić z tego Jasiowi zarzut byłoby głupotą. Do dzisiaj mamy w głowie obraz Polski jako kraju umęczonego i biednego. Tymczasem według wielu wskaźników nie jest z nami aż tak źle. Jak wiele razy mówi Kapela, nasz pracodawca przeciętnie z jednego złotego zainwestowanego w pracownika wyciska ponad półtora. Jest to średnia w skali europejskiej imponująca, skoro wyższa o jakieś 25% (przeciętnie). Powszechne narzekania na wysokie koszty pracy brzmią w tym kontekście jak pies miauczący, co mało mleka daje. Jeśli chodzi o tytuł zbioru, to chodziło o fejsbukowy wygłup. Powstała grupa o nazwie „Odebrać dzieci Terlikowskiemu i oddać parze homoseksualnej!!!”. Terlikowski opowiadał, jak pokazał to córce, która się tym przejęła. Kompetencjami rodzicielskimi popisał się tak wspaniale, że rzeczywiście chyba lepiej by było, aby dzieci przejęła jakaś normalna para gejów. Język i wyobraźnię Jaś ma, więc rozbawił mnie parokrotnie, co jest trudne, bo ponury jestem z natury. Przekonałem się o tym, kiedy zobaczyłem parę zdjęć, na których jest jedna ponura twarz wśród uchachanych buzi dokoła.

[95]
Ale wróćmy do chamów. Niewątpliwie jest tak, że niektórzy potrafią wyrażać swoje emocje i opinie za pomocą słów w rodzaju: „Szanowany panie, czy byłby pan łaskaw przesunąć swoją dłoń w stronę wschodzącego słońca, gdyż odnoszę wrażenie, że uwiera mnie w miejscu, gdzie bije serce każdej ludzkiej istoty”. Inni natomiast powiedzieliby: „Weź tę grabę z mojego cyca, klingoński wypierdku, którego mama podkłada głos w reklamach społecznych, a tata rozbija się daewoo lanosem, zanim przypierdolę ci w kostropate coś, co masz zamiast twarzy.” Która z tych wypowiedzi, według państwa, charakteryzuje chama? Jacek Żakowski pewnie by wiedział. Ja nie jestem pewien.

[250] Ogólne wnioski na temat tego, co zrobić z biednymi, nasuwają się oczywiste: przenieść ich gdzie indziej. Biedni zresztą też to po części rozumieją. Czasami nawet tak okrutnie dobrze, że wsiadają na pontony czy inne tratwy i próbują przepłynąć jakiś ocean. Profesor Janusz Majcherek martwi się jednak, że nasi polscy biedni nie są równie zdesperowani. Co gorsza, nie dysponujemy żadnym oceanem, więc sprawa jest niemal beznadziejna.

[490]
Na przykład w   klub sportowy Zagłębie Lubin. Jego piłkarze też nie cierpią na nadmierne zarobki. Raczej przeciwnie. Ich pensje są tak małe, że po pracy muszą się zajmować handlem. Czym handlują piłkarze, gdy nie biegają po boisku? Oczywiście sprzedają mecze. Trzeba więc było tych biednych piłkarzy jakoś wesprzeć. Pewnie dlatego 90 procent sponsoringu ze strony KGHM idzie na sport. Dokładanie się do budowy stadionu również wydaje się naturalną działalnością spółki giełdowej. W końcu któregoś dnia członkowie jej zarządu nie będą już członkami jej zarządu. A klub potrafi się chyba odwdzięczyć.

[512]
Chwin wprowadza w swoim tekście termin „mniejszości intelektualnej”, do której oczywiście sam się zalicza. Ktoś młodszy i bardziej arogancki niż ja mógłby spytać: jakim prawem? Czy nie należałoby do tej mniejszości przeprowadzać jakichś egzaminów, które oblewałyby osoby niewiedzące, kto reżyserował Pogardę? Chwin twierdzi, że nie.
Chwin zarzucił nakręcenie tego filmu Antonioniemu, a obecny konstrukt społeczny nazywany „prawdą” twierdzi co innego.

[735, o wynurzeniach Hołowni]
Informacja trzecia: modlić można się wszystkim. „Przed Bogiem [człowiek wierzący – J.K] nie musi się «spinać», może modlić się emocjami, poirytowaniem, zmęczeniem”. To chyba odpowiedź na pytanie zadane w poprzednim akapicie. Skoro można się modlić zmęczeniem, to czemu nie zmywaniem albo sprawdzaniem Facebooka? Podejrzewam, że nawet więcej jest osób, które się modlą sprawdzaniem Facebooka niż zmęczeniem. Mam nadzieję, że informator Hołownia raczy również o nich wspomnieć w kolejnym wywiadzie dla prasy kobiecej.

[897, zadanie gimnazjalne]
Uzasadnij, że Karol Wojtyła po wyborze na papieża pozostał patriotą.
Patriotyzm to umiłowanie własnego narodu. Naród to grupa ludzi, których łączy wspólna kultura, język, religia. Można być patriotą dowolnego narodu. Nie ma powodu uważać, że Karol Wojtyła po wyborze na papieża przestał być patriotą. Jednocześnie nie ma przyczyn, by sądzić, że pozostał patriotą polskim. Będąc od dłuższego czasu zaangażowany we wspólnotę Kościoła katolickiego, z którym łączyła go wspólna kultura, język (Sobór Watykański II, dopuściwszy możliwość odprawiania mszy w językach narodowych, podkreślił, że językiem liturgicznym Kościoła jest łacina), a przede wszystkim religia, był patriotą watykańskim. Proces przepoczwarzania się papieża z patrioty polskiego w patriotę watykańskiego zaczął się już w seminarium, aby przybrać ostateczny kształt wraz z wyprowadzką Wojtyły do Watykanu. Przyszły papież pozostał patriotą, tylko zmienił naród, który umiłował.

[1016]
„Kochacie waszych ludzi? Kochacie to, co robicie? Bo jeśli nie ma w   was miłości, w waszych ludziach nie będzie siły. (…) Nie wiem, czemu tu jestem, bo niewiele wiem o zarządzaniu, ale jeśli chcecie zmienić waszych ludzi, musicie ich kochać”. Matka Teresa jako propagatorka kapitalizmu kognitywnego? Swoją drogą nie wiem, co robiła na konferencji w San Francisco pt. „Inżynieria i architektura zmiany”. Ale podejrzewam, że zarabiała pieniądze.

[1148]
Trend, żeby dawać ludziom tylko to, co najlepsze, zaczął się już zresztą jakiś czas temu. Jego odpryski można obserwować na stronie internetowej Polskiego Radia. Jeden z popularniejszych artykuł na tejże nosi tytuł: „Nagrała seks z psem”. Jak można się domyślać szacunek do odbiorców wymaga, aby takie artykuły były publikowane, bo czytelnicy witryny Polskiego Radia lubią zwierzęta (jak wskazują tematy innych popularnych artykułów) i   się takimi tematami interesują. Zapewne są to więc najlepsze tematy. Być może nawet lecą z   płyt. Z pewnością nie ma dnia, kiedy by ktoś nie nagrał seksu z psem. Czy szacunek dla odbiorców nie wymagałby, żeby Polskie Radio informowało o   tym codziennie?

[1242]
Nielubiących Biebera jest jednak znacznie więcej. Więc gdy menedżer Justina zapowiedział, że jego podopieczny wyruszy w trasę koncertową po krajach, które wytypują fani, na forach zrobiło się gorąco. Można było głosować na dowolny kraj. Bez żadnych ograniczeń. Czy można się zatem dziwić, że szybko na pierwsze miejsce wysforowała się Korea Północna?

[2219, o wyborach prezydenckich w 2010]
Na szczęście są też inni kandydaci. Oni mają coś ciekawego do powiedzenia. Na przykład Korwin-Mikke: „Chciałbym odebrać prawo wyborcze wielu osobom, nie tylko kobietom”. Albo Marek Jurek, dla którego „prześladowanie homoseksualistów jest zdrowym odruchem samoobrony społeczeństwa”. Co być może tłumaczy popularność kandydatów, którzy starają się nic nie powiedzieć.
Ci inni to Komorowski i J. Kaczyński.

[2381]
Jakoś nie przypominam sobie, żeby którakolwiek z istniejących sejmowych komisji śledczych coś wyjaśniała, co zapewne wynika wyłącznie z mojej ignorancji, a nie rzeczywistych dokonań tych instytucji, które zapewne są wszechstronne i dogłębne. A jednak jakoś umykają wzrokowi opinii publicznej. Przynajmniej mojemu. Na tyle skutecznie, że odnoszę wrażenie, iż w działalności komisji wcale nie chodzi o to, żeby coś wyjaśnić, ale jedynie, żeby wyjaśniać.

[2784, genialny felieton o „inwestowaniu w kapitał ludzki”]
I czas na mojego mistrza. Przed państwem Włodzimierz Osuch! Autor projektu „Wstań, unieś głowę”. Za jedyne 5,17 miliona złotych zorganizował kursy dla 48 trwale bezrobotnych. Na których osoby te „wyuczyły się różnych zawodów i umiejętności – od fryzjerstwa i obsługi wózka widłowego po malowanie na szkle”. Sto tysięcy na głowę? Za kurs fryzjerstwa? Uczyli się go w Paryżu? A malowania na szkle na prywatnych lekcjach u Edwarda Dwurnika? A w czasie lekcji wachlowały ich egipskie hostessy? Warto też wejść na stronę internetową projektu (projekt-sampo.com.pl). Można tam znaleźć takie ciekawe artykuły jak „Przerwa w lekcjach i pokazuje waginke”. Zresztą strona to za dużo powiedziane, raczej blog i trudno powiedzieć, kiedy po raz ostatni został on dotknięty ludzką ręką.

[2943]
Przy okazji choroby Nergal ma okazję wypowiedzieć się na temat obyczajów polskiej prawicy: „Nigdy bym nie przypuszczał, że moja choroba może się stać dla pewnych osób pretekstem do prowadzenia swojej własnej krucjaty. Głosy o tym, że moja obecna sytuacja może mnie rzekomo zbliżyć do Boga, sprawić, że odrzucę swoje ideały i ugnę kark przed jedynym słusznym w tym kraju światopoglądem, nie tylko zaskoczyły mnie, ale i przeraziły. To typowy przykład cynicznego wykorzystywania cudzego nieszczęścia dla zbijania dodatkowego kapitału dla swoich własnych poglądów. Zachorował, na pewno nawróci się, odkryje, że religia chrześcijańska, z którą tak zajadle walczy, stanie się mu bliska…”.
I dalej: „Czytałem lepsze książki niż Biblia, czytałem też mądrzejsze. Wojna, krew, szantaż, gwałty, kazirodztwo, pedofilia, zoofilia, kolaboracja, zdrada… zło wyziera z każdej strony”.

środa, 28 listopada 2018

Jonas

Jonasów jest dwóch, nastoletni i dojrzały (czyli po trzydziestce). Pierwszy chodzi do szkoły, a jak wiadomo, szkoła albo zdrowie, w każdym razie lekko nie jest. Pojawia się Nathan, nowy chłopak w klasie, który wcale nie wygląda na geja, bo jest zadziorny i bezczelny. Nieco to nawet dziwne, że zainteresował się Jonasem. Jonas dojrzały zostaje wyrzucony przez partnera z domu z powodu deficytu wierności, ale nie snuje się po mieście ot tak, bez celu. Z jakiegoś powodu ciągle ma na oku dorodnego blondaska. W jego sytuacji lepiej byłoby nie szastać pieniędzmi na drogi hotel, w którym blondasek pracuje na recepcji. Skutki papierosa zapalonego w pokoju hotelowym są opłakane, ale nic nam nie mówią, żeby Jonas na tym specjalnie finansowo ucierpiał. Tym samym film odcina się od realizmu w sensie balzakowskim. Obie historie Jonasów są ze sobą zgrabnie splecione i byłoby paskudnym nietaktem wyjawiać, w jaki dramatyczny sposób są ze sobą powiązane. Ciekawostka jest taka, że aktorów grających Jonasa i blondaska dzieli różnica wieku lat czterech, a w scenariuszu - osiemnastu. Zgadzamy się, że grający postać tytułową Félix Maritaud ma przed sobą świetlaną przyszłość w wielu ponurych filmach. W zakończeniu pewna prawda wychodzi na jaw po latach, choć bardzo to dziwne, bo jej zdradzenie nie wiąże się ze szczególnym osobistym kosztem. Obejrzenie filmu też nie wiąże się z wielkim osobistym kosztem, w sumie wyszliśmy lekko na plusie.

Cukiernik czyli The Cakemaker

Może mógłbyś ze mną tam pójść? - pyta Oren ledwie co poznanego cukiernika Tomasa. Tam, czyli do sklepu, w którym Oren chce kupić prezent dla syna. Ciach, bez zbędnych fabularnych owijek w bawełnę, widzimy mężczyzn splecionych cieleśnie. Mija rok i i ciągle się spotykają, ale z rzadka, bo Oren ma pracę i rodzinę w Jerozolimie, a w Berlinie bywa najwyżej raz na miesiąc. Niespodziewanie w pewnym momencie kontakt się urywa, a smutek rzuca cień na prosiaczkowate oblicze Tomasa. Po krótkim śledztwie okazuje się, że Oren zginął w wypadku i dlatego nie reagował na wiadomości, które Tomas zostawiał na poczcie głosowej. Nie wydaje się, żeby Tomas był człowiekiem zamożnym, ale scenariusz przewidział, że stać go było na porzucenie pracy i wyjazd do Jerozolimy, gdzie odnalazł żonę Orena, a po niedługim czasie nawet zatrudnił się w jej kawiarence jako piekarz ciast. Ani słowem przy tym nie zdradził się, jakie były jego związki z Tomasem. Więcej o fabule nie będzie, ale można się domyślać, że prawda wyjdzie na jaw, choć jakie tego będą efekty - to już takie jasne nie jest. Zwłaszcza że zakończenie jest otwarte. Bohaterowie są dość mało wylewni, więc to widz musi odgadnąć, co kierowało Tomasem, gdy postanowił się zbliżyć do rodziny swojego zmarłego kochanka. Pierwsze z brzegu nasuwające się wyjaśnienie to tęsknota po utraconej miłości, której namiastkę może w ten sposób uzyskać. Ciekawostki: Przed Tomasem w kawiarni żony do kawy oferowano jakieś humusy lub szakszuki, a w zestawie z kawą kosztowały 25 szekli (szekla to praktycznie jeden peelen). Poza tym niesłychanie ważny jest certyfikat koszerności, który można na przykład stracić, kiedy goj dotknie piekarnik. Szczypta kolorytu lokalnego - zawsze dobry pomysł. [X]
The Infamous Middle Finger The Infamous Middle Finger