Nie wiem po co ten tytuł

              

czwartek, 11 stycznia 2018

Stefan Bratkowski pisze

Decjusz nie wspominał już o tym, że ci mężczyźni malowali się „barwiczkami” jak kobiety (ale to nie zniewieściałość upowszechniła homoseksualizm, któremu hołdował m.in. Jan Olbracht; homoseksualistą był już, zdaje się, młody wojak Władysław, który zginął pod Warną).
Cytat pochodzi z Najkrótszej historii Polski, strona 139, a poprzedzony jest opinią Decjusza o nieprzystojnych mężczyznom ubiorach i fryzurach, znamionach rozkładu wywołanego zbytnim bogactwem. Książka Bratkowskiego jest ciekawa i czyta się dobrze, więc generalnie polecam, a powyższe zdanie to raczej wypadek przy pracy. Mam żal do autora, że nie wyjaśnił przyczyn upowszechnienia się homoseksualizmu. Mógłby też wspomnieć o niepokojącym rozkwicie heteroseksualizmu. Czym było to spowodowane? Czy hołdowanie homoseksualizmowi jakkolwiek przypomina hołd pruski w 1525 roku? Na własny użytek przyjmuję, że tak, bo to jest zabawniejsza opcja. Już bardziej poważnie zauważmy, że rzutowanie w przeszłość naszych wyobrażeń o zniewieściałości jest pożałowania godne. W epokach późniejszych mężczyźni zwykli nosić peruczki i pudrować się, a robili to w najpotężniejszej w Europie Francji. „Zniewieściały” Mozart zaliczał jedną pannę za drugą, więc weź przestań, drogi autorze.

Wilde Maus

Film z outfilmu, który nas zaskoczył, bo z powodzeniem można by wyciąć z niego wątek homo bez specjalnego uszczerbku dla głównego wątku, a precyzyjniej rzecz ujmując: duet gejów można by podmienić parą cisgenderową, białą, opresyjną i zorientowaną na tradycyjne role płciowe. Główna postać to Georg, znany z ciętego języka komentator muzyki poważnej, który niespodziewanie traci pracę w redakcji, do czego się nie przyznaje żonie. Po kilku perypetiach obejmujących znajomego z liceum, jego przedsięwzięcia biznesowe i próbę rozliczenia się z szefem za wyrzucenie z pracy Georg w cudzym samochodzie staje zimą pod mieszkaniem żony odziany jedynie w majtki. Georg stoczył się, ale trudno mi orzec, że w sposób spektakularny, bo bywały bardziej malownicze upadki. Wstrząśnięty nie jestem, raczej zmieszany, więc sorry Bondzie. Za to warto z całą pewnością propagować zasłyszaną w dialogu wieść o tym, że zespół White Stripes ściągnął swój znany muzyczny akord z piątej symfonii Brucknera.

poniedziałek, 8 stycznia 2018

niedziela, 7 stycznia 2018

Ludwik XI - „...Europa w sieci pająka...” (Paul Murray Kendall)

Książka Kendalla stała się legendarna, z czym zgadzają się nawet historycy francuscy, z rezerwą podchodzący do autorów anglojęzycznych, a szczególnie amerykańskich. Kiedy w 1423 roku rodził się Ludwik, syn Karola VII, nie było nawet pewne, czy monarchia francuska odrodzi się z zamętu wojny stuletniej, w której znaczącą przewagę mieli Anglicy popierani przez francuskich książąt. Sprawę uratowała Joanna d'Arc, której kilka zwycięstw nad najeźdźcami zmobilizowało króla do energiczniejszych działań w celu zakończenia angielskiej dominacji. Już jako młody człowiek Ludwik nabrał pewności, że nie chce być władcą podobnym do swojego ojca, który sprawy państwa powierzył innym, a sam zajmował się głównie uciechami dworskimi. Doszło nawet do tak zwanej pragerii (od Pragi czeskiej), kiedy możnowładcy próbowali osadzić na tronie Delfina Ludwika, co zakończyło się jego zesłaniem do Delfinatu, prowincji na południowym wschodzie Francji. Wkrótce okazało się, że rządy Ludwika robią tak dobre wrażenie, że przyćmiewają samego króla, który zażądał powrotu syna do stolicy. Bezwolny król okazał stanowczość w tym jednym przypadku: wobec swojego syna, który po wojskowej interwencji zbiegł do księcia Burgundii. Teraz zaczyna się komedia pozorów, bo książę Burgundii, formalnie lennik króla Francji, chętnie przygarnął Delfina składając mu należne honory, ale oczywiście miał nadzieję wykorzystać gościa w swojej rozgrywce przeciw Francji. Choćby w taki sposób, aby mieć w przyszłości na tronie swoją pacynkę. Przeliczył się. Prawie cała późniejsza polityka Ludwika to były zabiegi o to, żeby nie doszło do aliansu Burgundii, Bretanii i Anglii przeciw Francji. Bretania była najmniejszym z graczy, łatwa do spacyfikowania w przypadku osłabienia sojuszy, ale Burgundia była prawdziwą ością w gardle. W historii alternatywnej można by sobie nawet wyobrazić triumf bogatej Burgundii nad Francją, a trzeba wiedzieć, że obejmowała ona również Niderlandy i zachodnie ziemie cesarskie, co sprawiało, że książę częściowo (i również tylko formalnie) był lennikiem cesarskim. W najczarniejszym momencie swego panowania, w czasie pertraktacji w Péronne, był Ludwik de facto więźniem cholerycznego księcia Karola Zuchwałego, a na domiar złego wyszły na jaw antyburgundzkie akcje agentów króla w Liège, podówczas wolnym mieście, które książę chciał przyłączyć do swoich włości. Król zgodził się na wszystkie warunki, czym ocalił głowę, w której snuły się kombinacje przeciw Burgundii. Ludwik bardzo niechętnie używał wojska, a niemal wszystkie swoje przedsięwzięcia załatwiał transferem pieniędzy. Edwardowi IV, królowi Anglii, po jego najeździe zgodził się płacić daninę, którą lubił nazywać „pensją”, w zamian za to miał spokój od północy. Obiecał pomoc woskową Szwajcarom, ale poza jedną symboliczną falangą nie dostali nic poza wsparciem finansowym. Okazała się to bardzo dobrą inwestycją, bo to właśnie walcząc ze Szwajcarami książę burgundzki poniósł dwie dotkliwe klęski, z których się już nie podniósł. Ciągle wierząc przesadnie w swoje militarne zdolności obległ Nancy i tam padł w bitwie. Prawie na każdej karcie książki król przyznaje komuś jakieś dotacje, ustanawia pensje, rozdaje drogie prezenty lub choćby zwalnia z podatków, co też jest rodzajem gratyfikacji. Autor nie wnika zanadto głęboko w system, który pozwalał dysponować Ludwikowi takimi funduszami, a pamiętajmy, że w tym czasie królowie Polski byli żebrakami na łasce i niełasce możnowładców. Krótko rzecz ujmując, Ludwik XI zakończył we Francji feudalizm, czyli poskromił swoich lenników robiąc krok w celu zbudowania jednolitego państwa rządzonego przez monarchę absolutnego. Jest to zapewne najlepszy z ustrojów, pod warunkiem, że na tronie siedzi właściwa osoba. Ludwik jako król kiepsko odpowiadał ówczesnym wyobrażeniom o feudalnym monarsze, który powinien olśniewać przepychem i wspaniałością dworu. Zadowalał się prostym ubiorem, sypiał po wiejskich izbach lub nawet w namiotach, poza tym nieustannie podróżował po kraju, czym wprawiał w rozpacz posłów Mediolanu, którzy mieli dość tych kurnych chat, gdzie musieli nocować, aby być z królem. Królewska abnegacja przyczyniła się po części do próby zrzucenia go z tronu w ramach tak zwanej Ligi Dobra Publicznego, która chciała na tronie osadzić królewskiego brata, całkowicie podporządkowanego woli książąt. Król pozornie uległ Lidze, ocalił tron godząc się na rządy brata w Normandii i zgodnie ze swoimi przypuszczeniami już niedługo potem brat słał do króla o pomoc, kiedy nie mógł sobie dać rady z tysiącem spraw i roszczeń, które do niego kierowano. Jeśli mowa o Mediolanie, to pod koniec panowania Ludwik zręcznie i bez użycia wojsk ustabilizował sytuację na Półwyspie Apenińskim, ale jego mniej rozgarnięty syn, czyli Karol VIII, już się od interwencji nie powstrzymał. Widzieliśmy go w serialu o papieżu Borgii jako mężczyznę w sile wieku, a naprawdę był wtedy ledwo po dwudziestce. Umarł śmiercią niemal komiczną, bo po uderzeniu głową we framugę drzwi. Wracając do Ludwika warto wspomnieć o Arrasie, słynnym mieście tkaczy, które zawsze sprzeciwiało się królowi Francji. Ten wypędził wszystkich mieszkańców, zmienił nazwę miasta na Franchise („wolność”) i nakazał w swoich miastach wyznaczenie obywateli do osiedlenia się tamże. Jak było do przewidzenia, miasta pozbyły się ludzi, których im nie było żal stracić, przybysze do Franchise myśleli bardziej o powrocie niż o przywróceniu świetności zakładów tkackich, więc po krótkim czasie król musiał przyznać się do porażki i zgodzić się na powrót dawnych mieszkańców Arrasu. Przy okazjach takich, jak ta książka, warto zajrzeć do Stommy (Królów francuskich wzloty i upadki). W tekście o Ludwiku XI mało jest o samym królu, więcej o dwóch legendach go otaczających. Jednej czarnej, według której był Ludwik nieledwie wampirem zażywającym kąpieli w krwi młodych wieśniaczek, ponadto bezbożnikiem i okrutnikiem. Tak mówi tradycja ludowa, która może przetrwać te pięćset lat, jeśli będzie pożywką dla pisarzy, którzy z kolei nadadzą jej nowy impet, jak to zapewne stało się w wieku XIX, kiedy Ludwik był w sztuce przedstawiany jako postać z piekła rodem. Druga legenda to ta tworzona przez Kendalla, który nieustannie stoi po stronie króla i interpretuje fakty na jego korzyść. Jest to całkiem zgodne z podejściem naukowym, ale zacytujmy ze Stommy: „zniszczenie państwa burgundzkiego (bez względu na to, jak ciekawa i płodna byłaby jego kultura) było słuszne, albowiem - uroczy to sylogizm - Burgundia nie przetrwała, a przetrwała Francja”. Jak u Szekspira dama, która zaprzeczała zbyt gorliwie, słusznie była podejrzana, tak zbytnie pochwały też wywołują nieufność. Przeczytajcie sobie omówienia Szymborskiej książek o Katarzynie Medycejskiej i o Iwanie Groźnym. Krótkie, trafiające w punkt i zabawne.

[49]
Ekorszerzy piekli chłopów na wolnym ogniu, żeby wyznali, gdzie ukrywają kosztowności, i często zapominali wyciągnąć ofiary z płomieni. Zdarzało się, że wpychali mężczyznę do króliczej klatki i kolejno gwałcili na niej jego żonę.
Wspomniani ekorszerzy to żołnierze bez przydziału i żadnej kontroli, pamiątka po zakończonej wojnie stuletniej. Delfin Ludwik zasłynął akcją wojskową, w której zatrudnił tych ludzi i w ten sposób rozwiązał jeden z ówczesnych problemów.

[61, o Delfinacie]
W ciągu paru stuleci Delfinom udało się stworzyć coś w rodzaju państwa, ale było to państwo najeżone enklawami, z labiryntem przywilejów takim, że nawet Delfinowie w niektórych swych posiadłościach byli wasalami dostojników Kościoła.

[62, o polityce Delfina Ludwika w jego kraju]
Aby zachęcić rolników, opodatkował zboże importowane do Delfinatu z Francji.
Nic dziwnego więc, że wkurzył tatusia.

[194, rady Ludwika dla księcia Mediolanu w sprawie pewnej misji dyplomatycznej]
„[Uważam] za konieczne, by w projektowanym przedsięwzięciu uczestniczyło paru księży, zakonników lub prałatów, bez nich bowiem mogłoby się łacno zdarzyć, że wśród wielmożów nie będzie żadnej zdrady ani podstępu, ani zaiste bez ich udziału żadne oszustwo nie może być ukartowane”.
Jednocześnie był to niezwykle pobożny człowiek, który co chwilę zanosił modły do różnych Świętych Panienek, których bez liku miał w swoim królestwie.

Dishoom

Ciekawe, czy kiedyś w filmie bollyłódzkim zobaczymy prawdziwy pocałunek. Chociaż od czasu do czasu w układach tanecznych ruchami bioder postaci sygnalizują niedwuznacznie gotowość odbycia stosunku seksualnego, najśmielszy kontakt damsko-męski polega na półsekundowym przytknięciu ust do policzka. Zastanawiające jest również, czy w Indiach wyświetlane są filmy zachodnie i czy robi się ich wersje ad usum Delphini. Sprawdziłem pobieżnie i na aktualnym hinduskim afiszu znalazłem Paddingtona 2 i Jumanji 2, propozycje raczej mało rozwiązłe. Jeśli do produkcji bollyłódzkich przykładamy nasze zachodnie kryteria, to niemal na pewno wyjdzie nam „najgorsze gówno, jakie kiedykolwiek widziałem”, bo taki komentarz widziałem pod Dishoom. Co mi przypomina komentarz pod pornosem: „Pedalska ohyda, najgorsze półtorej godziny w życiu”. Akcja filmu to przygody Kabira, dzielnego hinduskiego agenta, na Bliskim Wschodzie, w celu odnalezienia porwanego zawodnika krykieta, od którego zależy zwycięstwo z Pakistanem w finałach zawodów. Sprawa jest wagi państwowej, warta miliardów rupii. Momentami fabuła trzyma się realizmu, który czasem przechodzi w magiczny, kiedy nasi detektywi odwiedzają znanego powszechnie pedałka (w kraju arabskim), odkrywają kolejną poszlakę dzięki niesamowitemu zbiegowi okoliczności lub wychodzą cało z opresji bez wyjścia jak ten Bond w aucie spadającym w przepaść. Rozmach produkcji robi wrażenie, są pościgi, helikoptery, ładne pustynne pejzaże. Nie ma żadnej biedy, nikomu nie doskwiera brak płynności finansowej - prócz głównego bandziora. Niestety polski lektor nie tłumaczył tekstów piosenek. W bazie okropnych terrorystów Alishka, pomocnica Kabira, tańcząc śpiewa:
Morning, we'll think about our deeds tonight.
Morning, we can count our mistakes.
Let's unite for tonight, who knows if we'll meet again!
Morning, we'll head back home.
Morning, let the world say what it wants.
Let's unite for tonight, who knows if we'll meet again!
I'll survive hell, for the cure of love!
I'll survive hell, for the cure of love!
I can die for you, no harm saying so!
I'll survive hell, for the cure of love!
Take me in your arms.
A few moments is all I seek.
I feel the same.
I feel the same.
I can die for you, no harm saying so!
I'll survive hell, for the cure of love!
I'll survive hell, for the cure of love!
I can die for you, no harm saying so!
I'll survive hell, for the cure of love!
Let's feign love till morning.
Let's make false promises till morning.
Let's unite for tonight, who knows if we'll meet again!
Let's spoil ourselves till morning.
Let's fulfill all desires till morning.
Let's unite for tonight, who knows if we'll meet again!
A końcowa piosenka poświęcona jest miłości Junaida do Muskaan. Całkiem naturalne, choć poznał ją minutę wcześniej przez wideoczat.
Your mother..
My mummy..
Your father..
My daddy..
Your aunt..
My aunt..
Your brother, my brother-in-law.
All the accusations hold true in love.
I've thought of some good names.
In two years, you'll bear children, my children.
Come, O beloved!
Come into my arms!
Come, O beloved!
Come, O beloved!
Come, O beloved!
Come into my arms!
Come, O beloved!
I'll carry all your shopping bags.
I'll drop the children to school daily.
But I'll forget our anniversary.
Say that you agree to it.
Promise that I'll go on vacation every year.
I'll get a great gift, no matter what.
If you make me cry, you'll get burnt curry.
Say that you agree to it.
My promises hold true forever.
Your darling is not a weak man.
In two years, you'll bear children, my children.
Come, O beloved!
Come into my arms.
Come, O beloved!
Come, O beloved!
Come, O beloved!
Come into my arms!
Come, O beloved!
I'll wait for you every evening.
I'll make sure we're late for the movie.
I'll date you like this all my life.
Darling, this is what I've decided.
I'll skip my friends' parties.
I'll break the heart of all my exes.
I'll stitch the buttons on your shirt.
Darling, I too have decided.
There are a few good deeds left.
You think of some good names too.
In two years, you'll bear children, my children.
Come, O beloved!
Come into my arms.
Come, O beloved!
Come, O beloved!
Come, O beloved!
Come into my arms!
Come, O beloved!
Jeśli chodzi o Kabira, widzę, że ta postać pojawiła się już w paru wcześniejszych filmach. Trzeba przyznać, że jest to kawał chłopa, Tom of Finland na pewno chciałby go sportretować.

Za jakie grzechy, dobry Boże? czyli Qu'est-ce qu'on a fait au Bon Dieu?

Siedemnaście milionów roześmianych buź nie może się mylić. Ale te buzie były francuskie, a różni mędrcy w rodzaju Stommy mówią nam, że Francuzi lubują się w bardziej wyrafinowanych żartach niż my pod naszym biało-buraczanym sztandarem. Jak dla mnie, subtelność dowcipu de Funèsa jest nawet bardziej ulotna niż szczerość posła Kaczyńskiego, kiedy po wygranych wyborach mówił o pakiecie demokratycznym. Państwo Verneuilowie mają cztery dorosłe córki, widzimy w szybkich migawkach, jak pierwsze trzy z nich wychodzą kolejno za zasymilowanych Francuzów pochodzenia algierskiego, żydowskiego i chińskiego. Nie wszyscy się uśmiechają, mówi fotograf do zebranych po trzecim ślubie patrząc wymownie w kierunku rodziców panny młodej. Co za ulga, okazało się, że czwarta córka Laure chce poślubić katolika, ale przeżyją lekki szok, kiedy go zobaczą, bo nie miała odwagi przyznać, że jest to katolik z Wybrzeża Kości Słoniowej, czyli niezbyt biały. (Na razie nie zdradzam więcej niż można wypatrzeć w zwiastunie.) Pomimo wstępnych niesnasek między pierwszymi trzema zięciami dochodzi do uzgodnienia spisku, by doprowadzić do zerwania Laure z jej chłopakiem, czym niby mają pomóc swoim teściom, którzy zaczęli być trochę dziwni po spotkaniu z ukochanym Laure. Nic ze spisku nie wyszło, ale być może rodzina pana młodego doprowadzi do odwołania ślubu, bo czarnoskóry, konserwatywny tatuś nie jest specjalnie zachwycony swoją przyszłą synową - kto to widział, żeby chłopak z porządnej rodziny brał sobie bladą twarz za żonę. Na załączonych obrazkach można zobaczyć, jak nieprzepadający za sobą zięciowie reagują na zaproszenie na święta do swoich teściów. [X]

sobota, 6 stycznia 2018

Latynoski ogier czyli How to Be a Latin Lover

Dzieciństwo spędzone w ubóstwie sprawiło, że życiowym celem Maxima stał się ożenek z majętną kobietą, najlepiej niemłodą i z problemami sercowymi. Jako dwudziestolatek z umięśnionym torsem nie miał wielkich problemów ze znalezieniem żony, ale reszta planu niestety się nie powiodła, bo baba okazała się bardzo żywotna. W jednym cięciu przeskakujemy dwadzieścia pięć lat i widzimy Maximo nadal u boku Peggy. Wiek robi swoje, boskie kształty Maxima nieco się zaokrągliły, zarost posiwiał, więc nic dziwnego, że Peggy znalazła sobie nowego chłopca, a że chyba już wzrok nie ten, zadowoliła się takim granym przez Michaela Cerę. Za sprawą intercyzy Maximo wylądował na ulicy z jedną walizką. Przesadnie ufny w swoje możliwości Maximo próbuje od nowa omotać jakąś nadzianą babkę. Pojawia się okazja, bo jego siostrzeniec dostał zaproszenie na urodziny do wnuczki bajecznie bogatej Celesty. A siostrzeniec stąd, że zamieszkał u siostry, która przegania podły nastrój przerabiając smutne latynoskie piosenki na salsę. Pokazali nam to niestety, ale wybaczam ze względu na Ricka, kolegę Maxima, który jest utrzymankiem kobiety lubiącej odgrywanie scenek w rodzaju wizyty dostarczyciela pizzy. Na kolejnych obrazkach Rick pomaga Maximowi udając policjanta w mundurze przeznaczonym dla striptizerów.

The Infamous Middle Finger The Infamous Middle Finger