Mam lekki przesyt filmami o superbohaterach, ale ten mnie zainteresował, bo jakąż to przewagę może mieć facet, który potrafi zmniejszyć się do rozmiarów mrówki? No chyba że po zmniejszeniu nadal ma siłę zwykłego człowieka, a przecież nie można scenarzystom zabronić, żeby tak sobie założyli. Scotta, który zostanie Ant-Manem, poznajemy, kiedy wychodzi z więzienia, a skoro jest wykwalifikowanym inżynierem, szybko znajduje pracę jako sprzedawca w sieci lodziarni Baskin-Robbins. Genialny Pym za pomocą misternej intrygi (w której chodzi o to, że pewna informacja, zanim trafia do Scotta, przechodzi przez ileś uszu dość przypadkowych ludzi) wciąga Scotta do swojej rozgrywki przeciw Crossowi, byłemu współpracownikowi w firmie, którą założył. Jak czytałem, w tym filmie niby nie chodzi o ratowanie świata, ale z uwagi na Crossa trudno się z tym zgodzić. Teraz przydałaby się redaktor Janicka, która by nam ze znawstwem opowiedziała o serii walk pomiędzy Scottem a Crossem. Warto może wspomnieć o prawdziwie zabawnej naparzance w pokoju dziecinnym, w którym bohaterowie próbują się wykończyć wykorzystując poczciwe zabawki. Żeby było dziwniej, nasz Ant-Man dogaduje się nieźle z mrówkami, a ponadto w tym świecie z Marvela mamy oczywiście Avengersów, ale oni nie zniżają się do zajmowania takimi banalnymi postaciami jak Cross. Na jakiego superbohatera teraz pójdziemy do kina? Człowiek-rosół? Prototyp już jest.
Poprzednio pisałem o szoku i wstrząśnieniu umysłowym, które winne jest temu, że przytaczam powyższy cytat z uzasadnienia Bronisława Komorowskiego dla jego podpisu pod ustawą o in vitro. Robię to zupełnie poważnie i z umiarkowanym podziwem, który byłby większy, gdyby nie homilie Komorowskiego od ołtarza. Ale nawet te były bardziej stonowane w porównaniu z wypowiedziami Dudy, który uważa, że katolicy robią to lepiej. Może i była kiedyś bardziej dewocyjna publiczna wypowiedź Komorowskiego, ale z przytoczonych powyżej jego słów wyziera widmo szacunku dla świeckości państwa (które zdecydowanie wyklucza Komorowskiego z Kościoła Terlikatolickiego). Za to mam prawie pewność, że w najbliższych latach w pałacu prezydenckim będziemy mieli pacynkę episkopatu. Bardzo chętnie zmienię zdanie, jeśli tylko pan Duda da mi szansę i usłyszę jakąkolwiek jego opinię nie po myśli Kościoła. Przy tej okazji wspomnę o posłance Urszuli Augustyn z PO, sekretarce stanu w MEN, która nie poprze Bodnara na stanowisko rzecznika praw obywatelskich, bo ten opowiada się za wprowadzeniem małżeństw homoseksualnych z możliwością adopcji dzieci. To nic, że nie ma praktycznie żadnych możliwości, aby to przeforsować, ale nie ma mowy o popieraniu takich patologii. W rozmowie z Augustyn Mazurek zadał parę ciekawych pytań o ten deklarowany konserwatywny katolicyzm, a tu ups! Głosowanie za utrzymaniem aborcji! Brak poparcia dla zakazu adopcji dzieci przez homoseksualistów! To ostatnie to akurat jakaś osobliwa ciekawostka. Rozumiem, że w kwestionariuszu dla potencjalnego rodzica adopcyjnego pojawiłoby się pytanie o orientację seksualną (błąd! - bo przecież nie ma czegoś takiego jak orientacja seksualna; prawidłowe pytanie brzmiałoby: czy wybrałeś homoseksualny styl życia?). Lepszym tatusiem zawsze będzie heteroseksualny kurwiarz niż jakikolwiek homoseksualista.
Duda dziękował za możliwość pomodlenia się za Ojczyznę, o siłę i mądrość. - Tego zawsze potrzeba, jeżeli ktoś chce zrealizować wielkie dzieło (…) naprawy Rzeczypospolitej, które jest przed nami. Wierzę, że jako ludzie wierzący, także dzięki tej modlitwie, zdołamy to zrealizować lepiej, uczciwiej i rzetelniej.
Matkę Boską Częstochowską chyba teraz żółć z zazdrości zalewa z powodu umizgów Dudy do Matki Boskiej Rychwałdzkiej. Takie życie, naomamiał, natruł i nabujał, a potem dziecku kazał mówić „proszę wuja”. Jestem w takim szoku, że nasz prawie-już-prezydent podłącza się tak skwapliwie do odpustowo-jarmarcznej wersji katolicyzmu, że w afekcie zmontowałem poniższy prymitywny filmik.
Ciekawe, co przykryto tymi trzema kropkami w nawiasie w wypowiedzi Dudy? Może zadzwonił telefon od córki? - Córuś, nie teraz, bo Matkę Boską właśnie adoruję.
Tego lata jestem pod wrażeniem polskiego jutuba, więc kontynuuję temat. Metoda Niekrytego Krytyka jest dość prosta: skupić się na manifestacji audiowizualnej danego fenomenu i go skomentować, najczęściej prześmiewczo. Podobno Modrzejewska kiedyś wzruszyła nieznającą polskiego publiczność recytacją alfabetu, co świadczy o tym, że dysponowała profesjonalnym aparatem twórczym. Podobnie jest z Krytykiem. Wydziobałem z jego dokonań dwa filmiki, które spodobały mi się szczególnie. Pierwszy o Krainie Grzybów.
Agatka dowiaduje się w jaki sposób jabłko, pomaga jej wiewiórka Małgosia, która również. Mama Agatki chociaż nie ma pojęcia. (Poradnik Uśmiechu 1 - Jak skutecznie jabłko). Agatka się z wiewiórką Małgosią, gdy ta chce z papieru. Na szczęście krowa. Mamę Agatki dręczą w zastanej sytuacji. Agatka powraca do. (Poradnik Uśmiechu 2 - Jak zrobić z papieru). Nieobecności Agatka postanawia pocztę. Niestety jej włosy. Z pomocą niespodziewanie tajemniczy. (Poradnik Uśmiechu 4 - Jak swoje włosy). Tyle cytatów z Krainy Grzybów. Aż by chciało pisać, ale niemożliwe. Kolejny filmik to komentarz do HowToBasic. I tyle na razie.
To byłby niezły film, gdyby nie był sequelem, czyli hamburgerem drugiej generacji, o którym mówili Yes Men. Dobre sequele zdarzają się Bondowi i Batmanowi, może kiedyś Ted do nich dołączy. Ale nie jest tak źle, bo dostajemy to, na co liczyliśmy, czyli pluszaka, który wtrąca się w seksualne życie swojego zioma, przypala zioło i urządza awantury żonie. Żonie?! To akurat jest zaskoczenie, bo już rozwód Johna - raczej nie bardzo. Wiadomo zatem, że będzie chodziło o przezwyciężenie kryzysu małżeńskiego Teda i znalezienie panny dla Johna. Kłopoty rodzinne Teda schodzą na dalszy plan, kiedy okazuje się Ted musi walczyć o prawne uznanie go za istotę ludzką. Brzmi to paradoksalnie, ale pamiętajmy - tu chodzi o prawo. Temat fascynujący. Temat prowokujący do snucia szalonych, pornograficznych wyobrażeń o osobach fizycznych pozostających w stosunku do osób prawnych, a wszystko to w rozmaitych, wielokątnych konfiguracjach. Ted i John uzyskują pomoc prawną w postaci stażystki Samanthy, która ma niezłe kwalifikacje na kobietę Johna, bo też lubi zioło. Dziewczę zgrabne i nie wiadomo, czemu komuś może kojarzyć się z Gollumem. Ted jest cyfrowo niewykluczony, więc wrzuca na portale zdjęcie Johna oblanego spermą z hasztagiem #ihatemondays. Poprzedniego Teda chwaliłem za świetne tłumaczenie, a z tego seansu chyba mi tylko zostanie „siur” jako określenie członka męskiego. But I'm not totally sure.