- nic,
- guzik,
- gówno,
piątek, 10 czerwca 2016
Stanisław Piotrowicz mówi
Ujmę to w swoich słowach, bo mi się nie chce spisywać z nagrania. Stanisław Piotrowicz, zgodnie z zaleceniem Wybranowskiego dodaję: prokurator stanu wojennego, wystąpił dzisiaj w radiu Tok FM, gdzie dziwił się opozycji głosującej przeciwko skierowaniu trzech projektów ustaw o Trybunale Konstytucyjnym do pracy w komisji. Wśród tych projektów była propozycja KOD-u, z którym opozycja ponoć sympatyzuje. Potem prokurator wojenny tłumaczył, że w swoich działaniach w sprawie TK partia „P”i„S” kieruje się troską o system sądownictwa w Polsce, którego naprawy domaga się opinia publiczna. To prawdziwie otwierające oczy spostrzeżenie, bowiem do tej pory wydawało nam się, że sposób funkcjonowania TK ma z naprawą sądów powszechnych rzeczywiście coś wspólnego, a konkretnie
niedziela, 5 czerwca 2016
The Order of Elijah - zespół (już nie?) chrześcijański
Ten zespół naprawdę był uważany za chrześcijański, co wynikało choćby z wyboru producenta, u którego nagrywał. Gatunek muzyczny to metalcore, a powyższe nagranie (New Line of Defense) wybrałem nieco przypadkowo, bo jednak nie zaliczam się do fanów zespołu i na razie nie planuję. Chrześcijańscy wielbiciele nurtu metalcore mają teraz zgryz, bo wokalista zespołu, Shannon Low, wyznał na facebooku czy innym twitterze, że stracił wiarę w Boga, o czym wiem stąd.
Oglądajcie Destina (z polskimi napisami!)
Destin Sandlin prowadzi kanał popularnonaukowy na jutubie. Pierwszy z filmików zaczyna się niesamowitym eksperymentem z udziałem oczu i mózgu, a drugi pokazuje, jak niebanalną czynnością jest jazda na rowerze.
Mniejsi ateiści wyśmiewają feminizm
Chętnie usłyszałbym pogadankę Jacka Tabisza na temat feminizmu na wzór tej o islamie. W Polsce jesteśmy sto lat za Afroamerykanami, więc mam powody sądzić, że polski feminizm nie rozwinął się równie ciekawie co feminizm zachodni. Skoro jednak Agnieszka Graff pisała, że dobrze, iż gender jest ideologią, to można zacząć się niepokoić. Widzę pewną wartość w gender studies jako zobiektywizowanym - na tyle, na ile się da - opisie ról społecznych w zależności od płci, ale jaką ideologię można na tym zbudować? Chyba że przez ideologię rozumieć zestaw pewnych argumentów na tej zasadzie, zgodnie z którą mówimy o nowej filozofii wypieku ciasta, innowacyjnej logistyce parzenia kawy lub przełomowej strategii nakładania papuci. Czym jest feminizm? Zaryzykuję definicję taką, że jest to dążenie do usuwania nierówności wynikających z różnicy płci. Nierówności mogą mieć inne źródła, rasowe lub etniczne, tym feminiści się nie musza zajmować i wcale to nie oznacza, że są ślepi na krzywdę innych, że są rasistami lub ksenofobami - nie da się po prostu zajmować wszystkimi nieszczęściami świata, choćbyśmy chcieli pobiec na pustynię z łyżką wody. Definicja wymaga doprecyzowania: nierówności powinny być wskazana konkretnie, a mechanizm ich funkcjonowania precyzyjnie zdemaskowany. Jeśli w naukach ścisłych mamy zdecydowanie większy udział mężczyzn niż kobiet, to możemy podejrzewać, że dochodzi do dyskryminacji. Do tej pory nikt nie potrafi tego rzetelnie wyjaśnić, a argumenty o „dyskryminacyjnej postawie środowiska” lub „patriarchalnej niechęci” pozwalam sobie spuścić w klozecie. Za to przedsięwzięcie pod tytułem „Młode kobiety w matematyce dyskretnej” jest esencją seksizmu, z którym rzekomo feminizm walczy. Gdyby zorganizowano konferencję „Starsi, biali mężczyźni w mechanice kwantowej”, to zapewne spotkałaby się w świecie z szerokim, histerycznym odzewem. I słusznie. „Młode kobiety” dobrze przybliżają ducha patologii, ku której ciąży współczesny feminizm. Jeśli sto lat temu sufrażystki walczyły o prawa wyborcze kobiet, to miały dobrze zdefiniowany cel i słuszne pretensje. Ale o co chodzi facetce, która mówi, że propagujący naukę sieciowi sceptycy są gorsi od autorów pogróżek gwałtu, bo ci drudzy mówią otwarcie, a pierwsi co? Przewrotnie odwracają uwagę od problemu? Niejaki Aron Ra jest krytykowany za przytaczanie słownikowej definicji feminizmu i jego obrony na tej podstawie. Definicja jest zbieżna z moją, tyle że niekoniecznie z tą, którą sformułowaliby feminiści. Jedna z nich na pytanie o feminizm rzekła wprost, że nie chce go definiować, aby nie narzucać sobie ograniczeń. Panie, a prawa kobiet? - zapytałaby w łóżku Napoleona. Jak zauważył megaloman Atheist Roo obdarzając jedną z pań przydomkiem „cunt”, żaden z mężczyzn, również przez niego określanych niewybrednie, nie wysnułby przypuszczenia, że powodem napaści jest jego płeć. Tamże znajdziemy rzeczowe podejście do osławionych 77 centów do dolara, jakie podobno zarabiają kobiety w porównaniu z mężczyznami. Jeśli przyjrzeć się temu dokładniej, z danych wcale nie wynika, że kobiety zarabiają gorzej za tę samą pracę, którą wykonują mężczyźni, a po prostu zajmują gorzej płatne stanowiska. Czy jakaś inżynieria społeczna mogłaby temu zaradzić? Nie wiem, jak tam jest na zachodzie - ja po czasach socjalizmu nie przepadam za odgórnym narzucaniem rozwiązań. Atheist Roo wyśmiewa pomysł specjalnego podatku, który szedłby na wyrównanie płac między kobietami i mężczyznami. Od razu rodzi się pytanie, czy to słuszne, aby woźna dostała wyrównanie pensji kosztem szefów, bo jest kobietą, a jej kolega woźny niech się cieszy tym, co ma. Bardzo świeży przykład feministycznego przewrażliwienia to reakcja na plakat z filmu X-Men: Apocalypse, na którym Apocalypse dusi Mystique (patrz wyżej). Paskudny seksizm, zachęta do znęcania się na kobietami... Mystique to postać dość mroczna, ma na koncie wiele ofiar, w tym niewiasty i dzieci, ale w końcu jest kobietą, jak tak można! Na zakończenie polecam film Venaloida, który dokonał uroczego eksperymentu myślowego na temat antykobiecych przejawów ucisku patriarchatu.
sobota, 4 czerwca 2016
Kataryna przejrzała na oczy?
Ja głosowałam nie po to, żeby PiS spełniło swoje obietnice, ale po to, żeby spełniło moje oczekiwania.Wybrałem taki cycat z wywiadu z Kataryną w Polityce i daję słowo, nie wyrwałem z kontekstu, ani nie przekręciłem. Załóżmy roboczo, że Kataryna precyzyjnie formułuje swoje wypowiedzi, więc na podstawie powyższej mogę przyjąć, że jej umysł cechuje się naiwnością czteroletniej dziewczynki. W związku z tym jej przejrzenie na oczy wydaje mi się zdarzeniem raczej mało doniosłym, zwłaszcza że po lekturze całego wywiadu nie odniosłem wrażenia, że już nigdy nie zagłosowałaby na „P”i„S”.
piątek, 3 czerwca 2016
Młodzież polska rozczarowuje Janinę Paradowską
Było smaszno, a jaszmije smukwijne... Grozą powiało z obrad Sejmu Dzieci i Młodzieży, bo z trybuny sejmowej miast szczebiotu radosnej dziatwy usłyszeliśmy złowróżbne pohukiwania. Nawet coś o zakazie aborcji było, z czym mam pewne iszju, jeśli na sali były posłowie w wieku zbliżonym do lat dziesięciu. Z uczeniem siedmiolatków, że szóste nie cudzołóż, też mam iszju, nawet do dziś pamiętam lekki szok, jakiegom doznał czytając fragment katechizmu poświęcony temu przykazaniu. Jak kiedyś odnajdę, to tu opiszę. Janina Paradowska w przeglądzie prasy zarzuciła młodzieży brak samodzielności myślenia. Jakby przemawiali antyrządowo, to byliby samodzielni? Ejże... Organizacją Sejmu Dzieci i Młodzieży przez ponad dwadzieścia lat zajmowało się Centrum Edukacji Obywatelskiej, ale nie tym razem, bo w tym roku ciężar organizacji przejęła na siebie kancelaria sejmu, jeśli dobrze rozumiem komunikat CEO. Ja tu staram się raczej nie bluzgać, ale właśnie mi wyszło, że aktualna władza naprawdę wcieliła w życie ochujały plan zrobienia z Sejmu Dzieci i Młodzieży kolejnej imprezy propagandowej. Źle się bawicie, pisiorki.
Alicja po drugiej stronie lustra czyli Alice Through the Looking Glass
Że co? Alicja jest kapitanem statku, który sprytnym manewrem wykiwał piracka flotę? Po czym wraca do Londynu, gdzie owdowiała matka zastawiła statek po ojcu w zamian za dom na korzyść niedoszłego narzeczonego Alicji niepotrafiącego pogodzić się z odrzuceniem. To właśnie w jego domu uciekając przed służbą ścigającą ją za myszkowanie po biurze odkrywa drugą stronę lustra, gdzie znajduje schronienie. Ale i tam sytuacja jest niewesoła, bo Kapelusznik przeżywa traumę z dzieciństwa po odnalezieniu rodzinnej pamiątki, która - nie wiadomo z jakiej mańki - nasunęła mu myśl, że jego rodzina jednak nie spłonęła w ogniu miotanym przez Dziaberłaka (w tłumaczeniu Barańczaka). Alicja postanawia uratować rodzinę Kapelusznika, ale w tym celu musi przenieść się w czasie, co jest rzecz jasna niemożliwe, więc można, a nawet należy w to uwierzyć. Czas jest wąsatym facetem, którego udaje się Alicji dość prosto wykiwać, wtedy dopiero się zaczęło dziać i przysnąłem. Śniło mi się, że oglądam wierną adaptację książki Carrolla, w której nie ma specjalnie żadnej logicznej fabuły z następstwem zdarzeń, za to mamy serię niepokojących spotkań z dziwnymi, absurdalnie elokwentnymi stworzeniami. Jeśli pamiętam, Dziaberłak występuje tylko w jednym wierszyku jako osnute legendą groźne monstrum. Dziaberłaka strzeż się, strzeż! A jak się obudziłem z tego pięknego snu, Dziaberłak właśnie zionął ogniem, podła Królowa Kier zwieńczyła swój mściwy plan, następstwo mrocznych wspomnień skąd? Z dzieciństwa, a jakże. Odnoszę wrażenie, że gdyby nie dzieciństwo, ludzie byliby dużo szczęśliwsi. Poprzednia filmowa Alicja zrobiona przez Burtona miała w sobie jeszcze szczyptę finezji, Alicja Bobina jest sensacyjną bajką bez śladu wierności literackiemu pierwowzorowi. Za to zdecydowanie należy się Disneyowi wizyta Dziaberłaka i Królowej Kier, którzy zaprowadziliby tam porządek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





