Nie wiem po co ten tytuł

              

poniedziałek, 31 marca 2025

Mickey 17

Bez wielkiej straty można by skrócić te wstępy do zasadniczej części filmu, w której statek kosmiczny wylądował na docelowej planecie zamieszkanej przez robakowate stwory. Planeta jest ekologicznie niedorozwinięta, bo nie zauważyliśmy żadnych innych form życia prócz tych, które jakimś cudem egzystują samotnie na lodowym pustkowiu. Nasz Mickey jest jednym z członków załogi, której przewodzi osobliwa para przywódców tak jakby religijnych, ale w ujęciu mocno groteskowym. To od razu budzi skojarzenie z wyprawą statkiem Mayflower do Ameryki. W tej wizji przyszłości opracowano sposób kopiowania człowieka z zapisanej matrycy, choć nie dotyczy to każdego. Mickey jest właśnie takim odtwarzanym z matrycy człowiekiem, którego bez żalu wysyła się na najbardziej straceńcze misje, bo przecież można go odtworzyć. Lekki mistycyzm polega na tym, że kolejne wcielenia Mickeya zachowują pamięć poprzedników. Nienawidzę umierać, mówi Mickey. Ów numer 17 odegra ważną rolę w historii podboju planety, choć miał niby słabe predyspozycje w zestawieniu z innymi wersjami siebie. Tak, te wersje różniły się między sobą, były mądrzejsze i głupsze, silne i słabe. Główna część fabuły to interakcje z obcymi, którzy okazują się nie być bezmyślnymi robakami. Czy urzekła nas ta historia? Jako komedia - not in the slightest, a jako sajens fikszyn - mniej więcej tak jak Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki, czyli nie wiem jak, bo nie czytałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

The Infamous Middle Finger The Infamous Middle Finger