Nie chce mi się tutaj pisać rozwlekle, więc powiedzmy to wprost: święty Jan Paweł Drugi przez cały pontyfikat bronił Marciala Maciela, którego można by określić jako meksykańskiego Rydzyka, ale z dużo większą kasą i wpływami. Był Maciel założycielem katolickiego ruchu Legionistów Chrystusa, w poczet których przyjmował między innymi seminarzystów, a ci ślubowali ubóstwo i milczenie. Sam Maciel był jak najdalszy od idei ubóstwa, choć milczenie było mu bliskie, bo miał o czym milczeć. Autor Frédéric Martel w mającej się wkrótce ukazać książce „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie” opisuje Maciela jako homoseksualistę, pedofila i sadystę. (Zastrzeżenie: pedofilia jest i powinna być zawsze karana, co do pozostałych stosuje się zasada „chcącemu nie dzieje się krzywda” - pod żelaznym warunkiem, że wszystkie podmioty zaangażowane w te czynności uczestniczą w nich dobrowolnie. To ostatnie nie jest oczywiste w przypadku Maciela.) Określenia „homoseksualista” użyłem bez entuzjazmu, bo Maciel miał dwie rodziny na boku, takie wiecie, z dziećmi, skarbem naszym, a on z tym skarbem też współżył seksualnie. Jeśli chodzi o świętego Jan Pawła, to zauważalna zasada była taka: im więcej dowodów było przeciw Macielowi, tym gorliwiej nasz papież ucinał wszelkie wewnętrzne kościelne śledztwa przeciw niemu. Jak widać Maciel spóźnił się jakieś trzy stulecia, bo ongiś nie wzbudziłby większego zdumienia. Jak pamiętam ze Stommy, gdzieś w początkach wieku XVIII seks przez jakiś czas zupełnie stracił pieczęć tabu, opisywano, jak jeden z księży w czasie zabawy u arystokratów popychał huśtawkę, aby siedząca na niej dama mogła nadziać się pochwą na członka. A pozostali patrzyli, jedli i omawiali handel końmi arabskimi. Żyjemy teraz w czasach przedziwnych, poza religią seks jest rodzajem ekspresji własnej, pornografia kwitnie, ale nie daj bóg zapatrzeć się na piękną dziewczynę lub przystojnego młodzieńca, bo zostaniesz oskarżony o molestowanie. Jak widać, odszedłem od tematu, a co gorsza, do poprzedniego już nie wrócę. [X]
sobota, 23 marca 2019
Cytat wart ocalenia
Musiał Kreacjusz powtórnie pójść po rozum do głowy (...)Cytat ze Skarbów króla Biskalara Lema. Na szczęście miał Kreacjusz mózg z antymaterii i jego odłamkami napędzał lodową rakietę, aby sprostać wyzwaniu króla Biskalara. W ten oto sposób chodził po rozum do głowy. Jakie to niepojęte szczęście moje, że za moich czasów nie „przerabialiśmy” Bajek robotów w szkole i nie kojarzą mi się one dzisiaj z planami ogólnymi i szczegółowymi („5a) sięgnięcie Kreacjusza po rozum do głowy”) ani problematyką przesłania tekstu. Błogosławione niech będzie Mbombo na wieki!
poniedziałek, 18 marca 2019
„Jeżeli sól zwietrzeje...” - oto kandydaci do Nobla
![]() |
| Sól morska |
sobota, 16 marca 2019
Narzeczony na niby
Nie lubię ja gdy Masło zbyt Maślane, Kluski zbyt Kluskowe, Jagły zbyt Jaglane, a Krupy zbyt Krupne - rzekł jeden z bohaterów Trans-Antlantyku. Miał na myśli polskie filmy, w których narcystyczny egoista jest nim do szpiku kości, tak jak świrnięta na punkcie wesela córki mamuśka nie ma żadnych innych właściwości poza tym swoim świrem. Poza tym te niesamowite zbiegi okoliczności, jakby Warszawa była wioską z jedyną kapelą - ale to już nie jest typowo polska specjalność. Syn Szymona w tajemnicy przed ojcem bierze udział w telewizyjnym show dla młodych gwiazd organizowanym przez Karinę, a Szymon po przypadkowej stłuczce z jej samochodem jest winien Karinie przysługę. Nadarza się okazja, aby odegrał przed matką rolę jej chłopaka, reżysera wspomnianego show, po tym jak ze sobą zerwali. Dwie pieczenie będą, bo jeszcze odegra się na reżyserze pokazując się z nowym atrakcyjnym towarem, rzekomo projektantem mody, który zabiera ją na zakupy do Mediolanu - kolejne kłamstewko, z którego trzeba się będzie wyplątać. Wątek drugoplanowy to siostra Kariny, która byłaby wkrótce szczęśliwą panną młodą, gdyby nie podejrzewała swojego faceta o gejostwo. Ale jak nie, skoro na przykład z trzech filmów do obejrzenia wybiera Płynące wieżowce? I ciągle spotyka się ze swoim kolegą gejem? Scenariusz obiecał nam wyjaśnić tę dziwną zażyłość, ale jakoś się nie złożyło. Ale nawet gdyby nie było tej niedoróbki, to i tak uważałbym, że jest to mocno schematyczna komedia romantyczna z finałem przewidywalnym jak seks Terlikowskich.


czwartek, 14 marca 2019
Żabki otrzymują błogosławieństwo
Żabki kłują w oczy, bo mimo zakazu, ciągle są otwarte w niedziele, bo to kawiarnie i hotdogarnie przecież. Pojawiły się pomysły, aby wprowadzić nowe regulacje, które doprowadzą do zamknięcia Żabek, co nie jest łatwe, bo nie można wydać rozporządzenia, że sklepy o nazwie zaczynającej się na „ż” nie mogą handlować w niedziele. Na szczęście do niczego nie dojdzie, bo Krzysztof Krawczyk, prezes polskiego oddziału międzynarodowego funduszu CVC Capital Partners, właściciela firm Żabka Polska i PKP Energetyka, podpisał 18 stycznia list intencyjny o współpracy z Wyższą Szkołą Kultury Społecznej i Medialnej o. Tadeusza Rydzyka (cytat za oko.press). Dawno temu już pisałem, że sztama Rydzyka z „P”i„S”-em nie jest wcale taka oczywista, ale po tym ruchu Krawczyka należy mniemać, że byłem w mylnym błędzie. Nie stać mnie na takie akty strzeliste, więc nic dziwnego, że umrę w biedzie i zapomnieniu.
Włodzimierz Cimoszewicz mówi
- Jak podsumowałby pan wystąpienie ministra Czaputowicza?
- Jutro nikt o nim nie będzie już pamiętał.
Podsumowanie nawet zabawne, ale jeśli ktoś pamięta wystąpienia ministrów spraw zagranicznych z poprzednich lat, to jest zapewne specjalistą albo masochistycznym maniakiem. Czaputowicz miał zadanie trudne, bo ubiegły rok w polityce zagranicznej zapisał się zasadniczo dwiema kwestiami. Pierwsza to nowelizacja ustawy o IPN, dzięki której Polska zasłynęła jako obrońca narodowej czci, straszący sądami za pomówienie o współudział w Holokauście. Pomijając meritum nie jest to pomysł szczęśliwy, bo przypomina na przykład Turcję z jej wyparciem się rzezi Ormian i więzieniem dla myślących inaczej. Druga sprawa to ta nieszczęsna konferencja w Warszawie z udziałem Pence'a i Netanjahu, której głównym celem było amerykańskie wsparcie premiera Izraela przed bliskimi wyborami. Polska wystąpiła w roli głupka, który za wszystko zapłacił i jeszcze w dodatku oberwał. Ale przecież, mówi minister Czaputowicz, z zagranicy płyną pochwały uszczelniania naszego systemu podatkowego. Po co się ograniczać, przecież cała Droga Mleczna jest dumna z Polski. Przy okazji, kolejne rozdawnictwo ma być sfinansowane po części z dalszego uszczelniania. Uuu, to znaczy, że nadal grube miliardy przeciekały nam między palcami, więc rządy ostatnich paru lat mają na koncie solidne zaniedbania.
- Jutro nikt o nim nie będzie już pamiętał.
Podsumowanie nawet zabawne, ale jeśli ktoś pamięta wystąpienia ministrów spraw zagranicznych z poprzednich lat, to jest zapewne specjalistą albo masochistycznym maniakiem. Czaputowicz miał zadanie trudne, bo ubiegły rok w polityce zagranicznej zapisał się zasadniczo dwiema kwestiami. Pierwsza to nowelizacja ustawy o IPN, dzięki której Polska zasłynęła jako obrońca narodowej czci, straszący sądami za pomówienie o współudział w Holokauście. Pomijając meritum nie jest to pomysł szczęśliwy, bo przypomina na przykład Turcję z jej wyparciem się rzezi Ormian i więzieniem dla myślących inaczej. Druga sprawa to ta nieszczęsna konferencja w Warszawie z udziałem Pence'a i Netanjahu, której głównym celem było amerykańskie wsparcie premiera Izraela przed bliskimi wyborami. Polska wystąpiła w roli głupka, który za wszystko zapłacił i jeszcze w dodatku oberwał. Ale przecież, mówi minister Czaputowicz, z zagranicy płyną pochwały uszczelniania naszego systemu podatkowego. Po co się ograniczać, przecież cała Droga Mleczna jest dumna z Polski. Przy okazji, kolejne rozdawnictwo ma być sfinansowane po części z dalszego uszczelniania. Uuu, to znaczy, że nadal grube miliardy przeciekały nam między palcami, więc rządy ostatnich paru lat mają na koncie solidne zaniedbania.
wtorek, 12 marca 2019
Ojej! Mój syn to gej! czyli Oy Vey! My Son Is Gay!!
Ten film jest nieco podobny do wcześniejszego francuskiego, bo również opowiada o geju z punktu widzenia jego rodziców, którzy rzecz jasna mają z tym problem. Tym razem chodzi o rodzinę amerykańskich Żydów, a zanim dochodzi do wyjawienia prawdy, naczelnym zmartwieniem matki i ojca jest to, czy syn Nelson poślubi porządną Żydówkę. Czy kiedyś nastaną czasy, że rodzice będą się przejmować tym, czy syn zwiąże się z Żydem? Trochę jak w starym dowcipie, kiedy syn Polak oświadcza rodzicom, że wyszedł za mąż za Kazka. Za Kazka? - pytają rodzice. - Przecież to Żyd! Kiedy już wiedzą, to następuje coś w rodzaju tej oklepanej sekwencji, od zaprzeczenia, przez negocjacje do akceptacji. Miotają się, szukają przyczyn, chodzą do doradcy, który tłumaczy powody homoseksualizmu syna w jeden sposób, a gdy słyszy, że było inaczej, to racjonalizuje ten inny scenariusz, bo od tego są psychoanalitycy, żeby dopasować interpretację faktów do tezy. Potem są jakieś poronione próby zachęcenia syna do seksu z ponętną Carmen Electrą lub przekabacenie na heteryczność poprzez oglądanie sportu. Jak doszło do akceptacji, nie wyjawię, bo to wymagałoby sporego spojlerowania, ale niemal dochodzi do sytuacji z dawno temu widzianego filmu, w którym dwie włoskie rodziny, których synowie się ze sobą związali, kłóciły się o to, który z nich jest lepszym gejem. Niby miała to być komedia, ale wyszedł raczej komediodramat, momentami nawet wzruszający. Zostaliśmy my, widzowie, zrobieni lekko w shmegege, ale wybaczamy, bo Angelo, chłopak Nelsona, zaprojektował śliczną tęczową jarmułkę na wesele w rodzinie ukochanego. Dla większego efektu mógł dorzucić takież filakterie, ale się zmitygował.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





