Nie wiem po co ten tytuł

              

czwartek, 24 grudnia 2015

Grecja wypisuje się z cywilizacji chrześcijańskiej

Taki tytuł swobodnie uszedłby we Frondzie, gdyby rzecz jasna chcieli wspomnieć o tym, że w Grecji zalegalizowano związki partnerskie. Chociaż w porównaniu z gejami zabijającymi wolność w SZA - moja propozycja wypada blado. Zawsze wydawało mi się, że grecki Kościół ma pozycje tak silną, że podobne wybryki by tam nie przeszły, a tu niespodzianka. Poza tym, czy w Grecji nie ma większych zmartwień? Imigranci, morderczy dług... Przypomnijmy Szymborską, która miała większe zmartwienia, ale to jeszcze nie powód, żeby nie mieć mniejszych. 

W kręgu czyli Der Kreis

Zaskakująca hybryda dokumentu z fabułą. To niby nic nowego, zdarzało nam się widzieć gadające głowy na przemian z amatorskimi scenkami, ale tym razem elementy fabularne są naprawdę dobrej próby. Dodajmy do tego ciekawy, bo mało mi znany temat roli Zurychu na gejowskiej mapie lat pięćdziesiątych i robi się całkiem intrygująco. Okazuje się, że pisemko dla gejów o tytule Der Kreis wydawane wtedy w Zurychu miało zasięg ogólnoeuropejski (chodzi naturalnie o tak zwaną Europę Zachodnią), a na doroczne imprezy ściągali geje nawet zza oceanu. Podobno to wtedy powstał pomysł, aby podobne inicjatywy organizować w SZA, a dokładniej w San Francisco. Działalność gejów w Zurychu nie budziła szczególnego zainteresowania władz kraju, ale do czasu. Po serii morderstw w homoseksualnej społeczności opinia publiczna zwróciła się przeciwko „odmieńcom”, bo to ich niemoralne prowadzenie się doprowadziło do takich skutków, jak argumentowano w mediach. Byli ofiarami, a stali się oskarżonymi. Historia opowiada o związku nauczyciela Matthiasa z występującym jako drag queen Röbim, których widzimy też we własnej, dużo starszej postaci, kiedy wspominają stare dzieje (i parę innych postaci również). Pod koniec filmu zrozumiemy, dlaczego na opowieść o tej właśnie parze zdecydowali się twórcy.

Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy czyli Star Wars: The Force Awakens

Zapowiedzmy, że opowiemy najlepszy dowcip, jaki znamy, a w trakcie opowiadania będziemy pękać ze śmiechu. Bywałem w takiej sytuacji jako słuchacz i oczywiście wydawałem z siebie rechot w stosownym momencie, żeby głupio nie wyszło. Nowe Gwiezdne wojny przypominają mniej więcej taki marnie opowiedziany dowcip, bo oczekiwania były napompowane niebotycznie, a poza tym znawcy mówią, że dobre. Niektórzy z nich dodawali, że film jest zbudowany z dobrze nam znanych klocków, a ten eufemizm oznacza w praktyce autoplagiat. Gdzieś na peryferiach galaktyki młoda osoba odkrywa w sobie moc, splot wypadków sprawia, że wyrusza w kosmos, a na jej drodze stanie czarny, zamaskowany sługus władcy ciemnej strony mocy. Oczywiście w detalach jest wiele różnic, parę wątków jest rozwinięciem tych z pierwszej trylogii, widzimy podstarzałych Hana Solo i Leię, ale Chewbacca trzyma się nadal bardzo dobrze, choć - jeśli czegoś nie pokręciłem - występował już w prequelu. Dziwne, że choć rebelianci odnieśli sukces, imperium wciąż dziarsko fika i znowu konstruuje śmiercionośne bronie, które muszą mieć słabe punkty. Skąd to znamy? Luke Skywalker przepadł gdzieś bez wieści, a na czele imperium stoi wielkogabarytowy, tajemniczy Snoke, którego historię zapewne poznamy w dalszych częściach. Jeśli scenarzyści zdobędą się na odwagę, aby odejść od autoplagiatu, zobaczymy na przykład scenę, w której nasz obdarzony mocą adept dowie się, że Snoke jest szwagrem jego stryjenki. I to byłby najlepszy dowcip, jaki znam.

środa, 16 grudnia 2015

Beata mówi bankowy!

Dzięki podatkowi bankowemu czeka nas El Dorado. To nic, że prawie na sto procent koszty poniosą klienci, a Węgry, które zrealizowały podobny pomysł, wycofały się z niego dość szybko, gdy skutkiem tego znacznie spadła liczba kredytów udzielanych przez banki. Poza tym władze kręcą też bicz na siebie, skoro podatek ma objąć także obligacje skupowane przez banki. Najlepsze jest jednak to, że z podatku mogą się wykręcić polskie oddziały banków zagranicznych przekazując obsługę kredytów do centrali (lub coś w tym stylu, mogłem pokręcić). Takiej opcji nie mają czysto polskie banki. Używając języka obecnej władzy mógłbym śmiało zasugerować, że planowany podatek jest wprowadzany na pasku obcych mocarstw przez zdrajców narodu polskiego.

Waldemar Bonkowski postuluje

Cytuję za źródłem:
Waldemar Bonkowski, senator Prawa i Sprawiedliwości, nawołuje do odebrania Oldze Tokarczuk honorowego obywatelstwa Nowej Rudy. Jego zdaniem wypowiedzi pisarki stoją w sprzeczności z założeniami polskiej polityki historycznej.
Bo program partii programem narodu, jak głosił niegdysiejszy slogan, który wrył mi się w mój chłopięcy podówczas umysł. Podobno w PiS-ie odsetek byłych partyjniaków jest większy niż w innych ugrupowaniach - to by coś wyjaśniało.

Magic Mike XXL

W kategorii komedia, do której niby zalicza się ten film, jest to dość marne osiągnięcie, bo poza połówką jednego dialogu mamy więcej wzruszeń ramionami niż wzruszeń komediowych. W jakiej kategorii byłby to lepszy film? Najprędzej chyba wśród rozerotyzowanych filmów o pretekstowej fabule, w których dominuje męska nagość, a raczej półnagość powszechnie znanych aktorów. Tytułowy Mike odszedł z biznesu estradowego, ma swój mniej ekscytujący interes, ale wkrótce się okazuje, że tęskni za dawnym życiem. Rusza więc w trasę z dawnymi kolegami, niestety już bez Dallasa granego przez McConaughey w pierwszej części. Poznaje po nocy jakieś panny, które niczym trzy siostry Czechowa marzą o wyjeździe do Nowego Jorku i niby tam jadą, a dzień później Mike widzi je w domu mocno wyluzowanej damy z południa SZA, w tej roli Andie McDowell. Jest to jeden z przystanków w odysei naszej gromadki, po drodze zdarza im się najgłupszy wypadek samochodowy, jaki dane mi było widzieć. Celem jest występ na niesławnym festiwalu męskich grup striptizerskich, a główna oś dramatu to dylemat, czy wystąpić z rutynowym programem, a może spróbować czegoś nowego? Dylemat fascynujący. Kluczowy występ oglądamy praktycznie w całości, ale jakoś bez tego entuzjazmu, którym emanował wielotysięczny tłum napalonych kobiet. To ja przepraszam, ale byle reklama bardziej na mnie działa.

Facet idealny czyli Love or Whatever

Idź na miasto, zabaw się, poznaj kogoś - mówi swojej klientce terapeuta Corey. Kobieta po ciężkich doświadczeniach zerwanego związku korzysta z rady i podrywa młodego napakowanego faceta, który akurat jest tym samym facetem, z którym Corey dzieli stół i łoże - a to niespodzianka! Akcja się rozwija, Corey wkrótce popada w taki stan, że lekarzu, lecz się sam. Na szczęście geje mogą posłużyć się Grindrem, który sprawnie pozwala znaleźć romantyczną duszę w okolicy (duszę, hm, tak, tak) i w ten sposób Corey pozna tytułowego faceta idealnego Pete'a z nieodzownymi atrybutami współczesnego ideału, czyli piękną muskulaturą i subtelną, monogamiczną duszą. Gdyby Corey tak po prostu wpadł w objęcia Pete'a i wyznałby odwzajemnioną miłość, nie było o czym robić filmu. Najpierw Corey wpadnie okrutnie się w oczach Pete'a ośmieszając, bo miłość nieokupiona płaczem i spazmami byłaby zbyt życiowa na potrzeby fabuły. Nie zdradzając zbyt wiele jeszcze dopowiem, że całkiem nieźle finansowo wypadł Corey na znajomości z Pete'em, bo ideały mają skłonność do wydawania niezłych sumek na szlachetne w swoim mniemaniu cele. A przecież ideał bez zapasu gotówki byłby raczej niepełny.

The Infamous Middle Finger The Infamous Middle Finger