Nastoletni Mik przygląda się przez uchylone drzwi swemu starszemu bratu, Tomiemu, który masturbuje się leżąc plecami do góry. To dziwne, nigdy tak nie próbowałem. Tym bardziej przy uchylonych drzwiach. Przyłapany Tomi wybiega z domu, wsiada na rower, a Mik goni go samochodem, by po chwili zobaczyć, jak Tomi wpada pod nadjeżdżający z boku samochód i ginie na miejscu. Mik nie przyznał się nikomu, że to on spowodował śmierć brata, choć trudno mówić o jego winie, bo reakcja Tomiego była nieco przesadna. Nie zdradzę jeszcze zbyt wiele, jeśli powiem, że Mik był tym mniej ukochanym z synów, bo po pierwsze jego prawdziwym ojcem jest szwagier matki, która swego czasu zaszalała, a po drugie - jest dziki i trudno go lubić. Zamiast się więc łączyć w „bulu i nadzieji” rodzice na czas żałoby praktycznie wyrzucają syna z domu. Potem matka mówi, że przyda mu się ta surowa lekcja, nie wiedząc, że mało co nie straciła drugiego syna, który otarł się o narkotyki, kurewstwo i - lekko naciągając - kryminał. Ważną postacią w filmie jest Dan, przyjaciel i sekretna miłość Mika, a ich relacje mocno się skomplikują pod wpływem Phaedry, która spętała Dana łańcuchem erotycznego czaru, że tak pojadę Iwaszkiewiczem. W jednej ze scen mamy gwałt homoseksualny w wykonaniu heteryka, który w tej sytuacji nie miał żadnego problemu z natychmiastowym wzwodem. Bozhe moi...
czwartek, 14 czerwca 2018
Cicha noc
I co? Wcale nie trzeba kosmitów, zabójstw, napadów na bank, żeby zrobić świetny film. Ponieważ historia dotyczy czasów współczesnych w naszym kraju, zestawienie ze Smarzowskim jest nieuniknione. Zgadzam się z Mietczyńskim, że na dobre wyszło filmowi to, że obrazek nie był zbyt groteskowy. Nie wszyscy ciągle piją, zdradzają i kradną, a mimo to nadal nie jest zbyt przyjemnie. Dobrym pomysłem jest bardzo wolne odkrywanie kart, na początku nie mamy pojęcia skąd i dokąd jedzie główny bohater Adam, a zjawia się u rodziny nieoczekiwanie, choć to wigilia. Widzimy, że ma jakiś plan, a kiedy dowiadujemy się jaki, ciągle jeszcze jest parę niewiadomych. W każdym razie to nie miała być taka zwykła wizyta na święta. Gdyby była zwykła, to zapewne nie skończyłoby się katastrofą. Jeden z motywów to praca zarobkowa na zachodzie, temat ważny w rodzinie Adama, bo przez lata on i jego liczne rodzeństwo oglądali tatusia tylko parę razy w roku. I choć to już jest przeszłość, tata słabo wytrzymuje pretensje dzieci o jego nieobecność, a same dzieci, nawet te dorosłe, zbyt mocno tę swoją krzywdę akcentują. Jak ten Litwin Gombrowicza, co wciąż rozmyślał o niedosolonej zupie, jaką mu żona podała piętnaście lat wcześniej. I dodajmy za Mietczyńskim, że polski film, a można dialogi zrozumieć! Widział to pan?
PewDiePie ogląda wywiad z Korwinem-Mikke
Nie rozumiem fenomenu PewDiePie'a, czyli największego jutubera dzisiejszych czasów, który wcale nie jest szczególnie mądry czy ciekawy. Swego czasu został obsmarowany przez Wall Street Journal jako antysemita i propagator treści faszystowskich, co spowodowało zerwanie jego kontraktu z Disneyem. Było w tym raczej sporo przesady, bo bojownicy o sprawiedliwość społeczną nie widzą ironii tam, gdzie jest im wygodnie jej nie zauważać. Poza tym PewDiePie dołączył do przeciwników współczesnego feminizmu, który stał się rodzajem religii wyznającej dogmat o dyskryminacji kobiet, w szczególności poglądu o nierówności płac kobiet i mężczyzn. Teza ta została już wielokrotnie przeanalizowana jako bałamutna, a podstawowe pytanie jakie jest stawiane przy tej okazji to takie, dlaczego pracodawcy nie zatrudnią więcej kobiet, skoro to im by się opłacało? Poniżej załączam film sprzed roku, w którym PewDiePie reaguje na rozmowę brytyjskich dziennikarzy z Korwinem-Mikke, który twierdzi, że kobiety zarabiają mniej, bo są słabsze, niższe i mniej inteligentne - każdy z tych czynników wpływa na niższe płace, co pokazują badania naukowe. O ile dwa pierwsze wydają się prawdziwe w odniesieniu do kobiet, nie znam żadnego badania wyników testów inteligencji kobiet w zestawieniu z mężczyznami. A jeśli nawet są, to według mnie powoływanie się na testy inteligencji nie świadczy wysoko o inteligencji tych, którzy tak czynią. Ale to inny temat. Korwin nie wypowiedział się jasno, czy mu się to podoba, czy nie, ale nigdy nie powiedział, że kobiety powinny zarabiać mniej. Niemniej wzrusza mnie to przywiązanie Korwina do badań naukowych, bo powątpiewam, że równie gorąco popiera akcje proekologiczne, które przecież także mają solidne podstawy naukowe. Jak znam poglądy Korwina, w żadnej mierze nie popiera małżeństw homoseksualnych, przeciw którym nie znam racjonalnych argumentów (w szczególności takich, które by nie były skierowane przeciw małżeństwom osób bezpłodnych). Jak już kiedyś pisałem, pomysł Korwina na państwo jest równie utopijny jak pomysły komunistów z wieku XIX, tylko że te ostatnie zostały już przetestowane.
„No po prostu kurwa no nie!” czyli komentarz do dzisiejszego Poranka w Tok FM
Dyskusję prowadziła Dorota Warakomska, a uczestniczyły w niej Agata Diduszko-Zyglewska, dr Katarzyna Kasia i prof. Monika Płatek. Dzięki tym paniom (i osobom podobnie się wypowiadającym) „P”i„S” będzie rządził spokojnie przez wiele kadencji. Jak twierdzi prof. Płatek prezydencki pomysł referendum już na obecnym etapie jest (wstępem do lub nawet) łamaniem prawa, bo zmienić konstytucję można tylko poddając pod głosowanie uchwalony wcześniej projekt. Pomysł Dudusia uważam za równie trafiony, co słynne i niesławne referendum Komorowskiego, widzę marnotrawstwo pieniędzy, ale nikt nie mówi, że nowa konstytucja ma być uchwalona bezprawnie. Metoda Płatkowej jest taka: wybierzmy najgłupszą, najmniej korzystną interpretację i nie posiadajmy się z oburzenia. Błąd logiczny w postaci ataku na chochoła. Potem było o nowej ustawie o szkolnictwie. Komentatorki same przyznały, że wersji jest tyle, że nie wiedzą co komentować. To nie przeszkadza dr Kasi mówić o rażącym ograniczeniu autonomii, dyskryminacji kobiet i ograniczaniu praw studentów. Jeśli rację ma prorektor UW, prof. Maciej Duszczyk, który wystąpił wczoraj u Janiszewskiego, senat uczelni sam może ustalić kryteria wyboru członków rady uczelni, która ma rzekomo być elementem kontroli władzy nad uczelniami. Gdzie ograniczenie autonomii? Słyszałem o dwóch przepisach, które naruszają autonomię: Duszczyk wspomniał o nakazie zatrudniania profesorów tytularnych na stanowisku profesora (dla laików: stopnie i tytuł naukowy są na polskich uczelniach oddzielone od stanowisk, takich jak adiunkt lub profesor; w teorii - praktyce też! - można być na stanowisku profesora bez tytułu profesora, i vice versa), a Płatek wspomniała o możliwości zwolnienia pracownika uczelni, który ma zarzuty prokuratorskie (zgadzam się, to kuriozalne, zwłaszcza przy tak jawnie politycznej prokuraturze jak obecna). Ale to są, rzekłbym, szczegóły, które są słabą podstawą do frontalnego ataku na ustawę. Potem było jeszcze lepiej, kiedy dr Kasia zaczęła mówić jak kobieta z Wenus. Według nowego prawa rektor będzie mógł mianować profesorem kogo chce? Czyli, pomijając detale, dokładnie tak jak teraz! W nowej ustawie nie ma przepisów antydyskryminacyjnych? Sześćdziesiąt lat jako wiek emerytalny dla kobiet to ich dyskryminacja? Kasiu droga, nikt nie jest tak uprzywilejowany jak kobiety profesorki. Zwyczajowo profesorowie emeryci, jeśli chcą, mogą pracować długo po emeryturze, przeważnie do siedemdziesiątki. Panowie mają więc pięć lat emerytury i pensji jednocześnie, a panie - dziesięć. Jeśli zdarzy mi się zostać profesorem, to serio rozważę operację zmiany płci. Jeśli chodzi o dyskryminację kobiet, bo jest ich mało wśród personelu naukowego, to po pierwsze to nie całkiem prawda, bo niektóre nauki są dość mocno sfeminizowane, a jeśli chodzi na przykład o nauki ścisłe, to przyznam, kobiet jest mało, ale dopóki ktoś nie opisze mechanizmu dyskryminacji, to proszę się wypchać z takimi twierdzeniami. (W produkcjach porno dla gejów to dopiero jest dyskryminacja kobiet!) Kolejny zarzut Kasi, to podział na naukowców i nauczycieli wprowadzony przez ustawę. Nie wchodząc w szczegóły - mamy to i dzisiaj. Upadną uczelnie prywatne? Nie wiem, czy w projekcie Gowina ostał się górny limit liczby studentów w przeliczeniu na pracownika naukowego - jeśli tak, to studentów na uczelniach prywatnych powinno raczej przybyć. Jeśli w dodatku nowa ustawa znosi Krajowe Ramy Kwalifikacji, żałosną, biurokratyczną wydzielinę minister Kudryckiej, to przy paru zastrzeżeniach jestem za.
W ramach dygresji wspomnę o Gronkiewicz-Walc, która wystąpiła w Poranku Tok FM. Jest taki popularny zarzut wobec Gronkiewicz, że kolejny raz nie objęła patronatem Parady Równości. Jeśli prawdą jest, jak mówi, że z zasady nie obejmuje patronatem żadnych marszów i manifestacji, to zarzut staje się dość słaby. Teraz trzeba by przyjrzeć się innym przedsięwzięciom, które miały patronat prezydenta Warszawy, jakimś konferencjom, wystawom lub wydarzeniom kulturalnym. Zgaduję, że z nich dałoby się odgadnąć światopogląd obecnego prezydenta.
In-Grid - Tu es foutu
środa, 13 czerwca 2018
Król Roger w Operze Krakowskiej
Odetchnęliśmy z ulgą, bo mimo że to opera w języku polskim, wyświetlano nam śpiewane libretto. Aby jakoś scharakteryzować rodzaj historii, sięgnąłbym do określenia „psychomit” używanego przez Ursulę Le Guin (nb. zmarłą w styczniu tego roku), czyli uniwersalna opowieść osadzona w umownym „nigdzie”, która mogłaby funkcjonować jako mit właśnie, gdyby się uleżała parę setek lat i zyskała popularność. Owszem, był jakiś król Roger na Sycylii bez mała tysiąc lat temu, ale złamanego eurocenta nie postawiłbym na to, że fantazja Iwaszkiewicza ma wiele wspólnego z tą postacią. Jeśli znamy biografie Szymanowskiego i autora libretta, to inaczej patrzymy na owego Pasterza, głosiciela prawdy o nowym Bogu, który zauroczył królową Roksanę i wprowadził zamęt w życiu samego Rogera. Fascynacja Pasterzem oczywiście ma podtekst homoseksualny, choć maskowany względami religijnymi i politycznymi. Nieco bałem się muzyki Szymanowskiego, bo podjąłem parę średnio udanych prób przyswojenia jej sobie, ale Król Roger miło mnie zaskoczył. Jest patos, chóralne śpiewy, ładna scenografia, więc niech będzie, że Roger przypomina raczej dzisiejszego monarchę konstytucyjnego z gazetą w ręku. Ale nie to jest dla mnie gwoździem programu, lecz samo libretto, które jest oszałamiająco kabotyńskie, uroczo grafomańskie i niemiłosiernie manieryczne. Jeśli to ze strony Iwaszkiewicza nie była kpina, to ja pytam, co on wtedy popijał? W trakcie spektaklu postanowiłem odnaleźć libretto i przepuścić fragmenty przez tłumacza Google'a.

Kłamny czar łańcuchem złudy pęta myśl! - mówi Roger do Roksany zachwyconej Pasterzem.W tłumaczeniu:
Podstępny urok łańcucha to haniebna myśl!A z kolei Roksana tak zwraca się do Pasterza:
O Pasterzu, powiedz mi,W tłumaczeniu:
Jak przepastna serca głąb,
W ofierze twemu Bogu
Ogni skrytych niesie żar?
O Pasterzu, powiedz mi, jak głęboko twoje serce w ofierze ukrytych ognisk przenosi żar ku Bogu?Na pierwszej z załączonych grafik widzimy Mariusza Kwietnia w roli Rogera w innej inscenizacji Króla Rogera, a na drugiej słynne zdjęcie Iwaszkiewicza w trakcie Dionizji.

czwartek, 7 czerwca 2018
Ciulik Maryny czyli o publicystyce politycznej
Dupa Maryny to świetny temat na dyskusję, w ramach której można prowadzić dogłębne analizy, testować pod względem wrzodów na niej i sprawdzać, co też tam w środku Maryna ma. Jeśli zaliczymy Marynę do ludzi rozsądnych, to ma głęboko w dupie temat omawiany wczoraj w Poranku Tok FM w ramach dyskusji publicystów w szacownym gronie złożonym z prowadzącego Piotra Kraśki oraz gości: Karoliny Wigury, Marcina Mellera i Michała Szułdrzyńskiego. Chodziło o plan Tuska po zakończeniu kadencji jako przewodniczący rady europejskiej (nazywany czasem ćwierćinteligentnie „prezydentem Europy”). Poza ogólnikowymi wypowiedziami Tuska nikt nie słyszał o żadnych jego konkretnych planach, a tu dyskusja płynie żywo jak woda w klozecie. Tusk wspiera ruchy, czym ryzykuje utratą twarzy, a przecież mógłby stanąć na czele, co oznacza przegraną o pozytywnych następstwach itd. Proszę teraz zauważyć, że moje przypuszczenia o dupie Maryny są dużo lepiej osadzone w rzeczywistości niż temat planów Tuska, który porównałbym do snucia hipotez na temat ciulika Maryny. Prawie na pewno ciulika nie ma, ale gdyby był...


Subskrybuj:
Posty (Atom)


