Nie wiem po co ten tytuł

              

czwartek, 30 lipca 2020

Jacek Kurski mówi: ludzie rozpaczają w niebie

Mama na to wszystko patrzy zrozpaczona z nieba. Mogę tylko apelować do Jarka, żeby pomyślał o mamie. [X]
Skoro tak, to po co cała ta fatyga, żeby tam się dostać?

środa, 29 lipca 2020

Gdzie jesteś, Bernadette? czyli Where'd You Go, Bernadette

Podobno w Seattle pada przez trzy czwarte dni w roku. Już to wystarczy, żeby nie cierpieć tego miejsca, zwłaszcza jeśli się tu przyjechało ze słonecznej Kalifornii. Przez wiele lat Bernadette tego nie zauważała, bo miała inne zmartwienia na głowie. Patrząc z boku moglibyśmy myśleć, że teraz może odetchnąć, córka niedługo wyjedzie do szkoły z internatem, dobrze zarabiający mąż wciąż ją kocha, na horyzoncie nie ma ciemnych chmur. A jednak Bernadette życie nie cieszy, co najbardziej odbija się na jej relacjach z sąsiadami i rodzicami innych uczniów. Relacjach, które wolałaby ograniczyć do minimum, co zresztą dotyczy wszystkich poza najbliższymi. Powodem tej mizantropii okazuje się tłumiona pasja twórcza Bernadette, niegdyś wybitnej artystki. To cudownie, że można postawić taką diagnozę i przejść do terapii. Hej, mizantropi i mizantropki, wystarczy uwolnić swój kreatywny potencjał, abyście zmienili stosunek do innych. Proste, nie? Trochę zbyt proste. Zachwyciło mnie w filmie coś innego - scena, w której Bernadette szuka schronienia u ostatniej osoby, do której chciałaby się zwrócić o pomoc. Jeśli dobrze pamiętam, koncept Gombrowiczowskiej gęby polegał na przyprawianiu jej nam przez innych. Tymczasem więcej prawdy widzę w tym, że my sami sobie te gęby zakładamy, przez co często nie widzimy, że więcej nas łączy, niż dzieli. A jednak świat ludzi bez gęb byłby koszmarem, bo - nadużywając klasyka - zza gęby często wyjdzie, jak dupa z pokrzywy, pysk zły i obrzydliwy. Jak ze mnie właśnie wyszedł mizantrop.

Zaorany Ben Shapiro i Zjednoczone Stany

Dla niezorientowanych: Ben Shapiro to cudowne dziecko amerykańskiej prawicy, którego dewizą jest to, że fakty mają gdzieś twoje opinie. Według Bena zmiana klimatu jest oczywiście dyskusyjna, ale jeśli wskutek niej miałoby dojść do podwyższenia poziomu mórz, to wystarczy, że ludzie mieszkający na zagrożonych terenach sprzedadzą domy i przeniosą się gdzieś indziej. Jutuber hbomberguy skomentował tę oczywistość, co zobaczymy w tym uroczym urywku.


Drugi punkt programu to Stany, kraj nieograniczonych możliwości. Redaktorka z Maine napisała tekst o Jackie Hart (84 l.), która niedawno zatrudniła się jako sprzątaczka w motelu. Piękna, motywująca opowieść o starszej pani, która wciąż chce pracować. Małym drukiem gdzieś wspomnieli, że to może dlatego, że jej emerytura przestała starczać jej na przeżycie, więc nie tyle chce, co musi. [Źródła: 1, 2]

Kafarnaum czyli Cafarnaúm

Czy może być jeszcze gorzej? - pytamy siebie co chwilę oglądając ten film. Oczywiście, że może. Główny bohater to Libańczyk Zain, lat chyba dwanaście. Chyba, bo rodzice mieli inne rzeczy na głowie niż wyrabianie dziecku aktu urodzenia, a te rzeczy to głównie płodzenie nowych dzieci. Niezbyt to odpowiedzialne, gdy w takiej biedzie sprowadza się na świat kolejne istnienia, gorzej, że ta bieda jest również duchowa. Z głupkowato rozumianej wierności tradycji (oraz z biedy materialnej) rodzice wydają za mąż młodszą siostrę Zaina, a bez niej chłopiec traci poczucie więzi z rodziną i ucieka z domu. Niestosowne pytanie: może nie przepadał za rodzicami, ale co z resztą rodzeństwa? Znalazł schronienie u Etiopki Rahil, jeszcze biedniejszej od jego rodziców, dodatkowo o nieuregulowanym statusie emigracyjnym, do tego z dzieckiem, które jeszcze bardziej komplikuje jej sytuację. Postać Zaina wygląda na wykoncypowaną, bo postawą i umysłem zdecydowanie pozytywnie wykracza ponad standardy środowiska, w którym wyrastał. Pomysł, aby dwunastolatek ciągał rodziców do sądu, nie wygląda zbyt życiowo, dlatego akurat ten motyw niespecjalnie mnie obszedł, w odróżnieniu od paru innych. Przychylna interpretacja nasuwa jakiegoś mentora, który poza kadrem wpłynął na chłopca. Domyślam się, że Rahil walczy o prawo pobytu w Libanie, bo w żadnym innym kraju regionu by jej się to nie udało. Jeśli to jest dla niej szansa na lepsze życie, to w takim razie jaki film należałoby nakręcić o Etiopii? W Polsce czy Stanach też można by nakręcić podobny film o ludziach żyjących w ekstremalnych warunkach, więc czemu powinniśmy się przejąć Zainem? A jeśli się już przejmiemy, to co z tego? Pocieszam się, że po filmie być może popłynął do Libanu jakiś strumień pomocy humanitarnej. Co każe przypuszczać, że gdzie indziej wysechł...

Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga czyli Eurovision Song Contest: The Story of Fire Saga

Ale to słaby film, mówili, kiedy sugerowałem, żeby obejrzeć. To nawet lepiej, kiedy zaczyna się oglądać bez większych oczekiwań. Rosną szanse na miłą niespodziankę, która się tu wydarzyła, choć szału nie ma. Z omówienia Raczka dowiedziałem się, że to nie jest szydera z Eurowizji, że Ferrell ma żonę Szwedkę, dlatego złapał bakcyla i od paru lat regularnie jeździ na finały. Różni się więc od typowego Amerykanina, który Eurowizji nie ogląda, a jeśli już, to wyłącznie dla beki. Na moje wyczucie w Polsce Eurowizja ma status bliski disco polo - nie wypada w towarzystwie mówić, że się lubi i ogląda. Otwarcie przyznam, że lubię i oglądam, ale nie bezkrytycznie. W każdym finale znajdzie się coś znakomitego, fajansiarskiego i dziwacznego, ale trzeba się choć trochę zaangażować, żeby to zobaczyć. Fire Saga, (fikcyjny) islandzki duet, dostał się do finału po serii niezwykłych zbiegów okoliczności, które pochłonęły wiele ofiar w ludziach - nieźle jak na komedię. Rokowania na sukces zespołu są marne, ale sukces w tej czy innej postaci będzie - razem z przesłaniem, że nieważne, czy wygrasz, ważne, że jesteś autentyczny i dajesz z siebie wszystko. W swojej recenzji Raczek nie podkreślił wyraźnie tego, że jednak jest w tym filmie mocna kpina, a jest to kpina z Rosjan. Faworyt Alexander jest rosyjskim nowobogackim, w języku świata powiedziano by o nim flaming homosexual, ale, jak sam mówi, w Rosji nie ma ani gejów, ani lesbijek, ani żadnego LGBT. Podobnie jak w wielu gminach w Polsce. Temat mniejszościowej orientacji seksualnej nie jest u Raczka dominujący, i dobrze, choć dość nieoczekiwanie pojawił się w omówieniu innego filmu w charakterze poruszającej pointy. Jak mówił filozof, o czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć. Czasem warto pomilczeć nawet o tym, o czym mówić by się dało. Coś czuję, że mocno mnie zniosło z kursu przy okazji komedii, która nie ma wobec widzów wygórowanych oczekiwań.

Desperackie działania desperatek czyli Zoufalé ženy dělají zoufalé věci

Jako wrażliwy młodzieniec po obejrzeniu kolejnego występu z Marianem i Helą mocno przejmowałem się jej losem, swoistym doświadczeniem tremendum wybrzmiewającym w pytaniu „Marian, czy ty mnie kochasz, czy ty mnie nie kochasz?”. Każdy porządny człowiek powinien tak przeżywać twórczość Konia Polskiego, zwłaszcza w kontekście upadku Janowa Podlaskiego. Dokładnie takie same myśli towarzyszyły mi w trakcie oglądania Desperatek. Może się wydawać, że Olga jest sportretowana groteskowo jako kobieta, która, owszem, robi różne rzeczy, nawet magisterium z psychologii - jako matka i żona!, ale w życiu liczy się dla niej jedno: mieć u boku kochającego mężczyznę. Jak niedawno zobaczyliśmy na przykładzie Jacusia Kurskiego, kochający mężczyzna po czasie jest nadal kochający, ale kogo innego, więc Olga nagle znajduje się w sytuacji niekomfortowej, bo trudno jest znaleźć nowego kochającego, będąc w wieku bliskim czterdziestki i mając na wychowaniu nastoletniego syna. Zwłaszcza wtedy, gdy rzeczywistość uwzięła się na ciebie i nieustannie robi z ciebie kretynkę. Gdybym był Olgą, to wyszedłbym z siebie, to znaczy z filmu, urządził awanturę scenarzystom i dałbym im klapsa na goły tyłek, nawet jeśli nie należy dzieci karać cieleśnie. Będąc sobą też miewam takie myśli.

Dwie godziny od Paryża czyli À 2 heures de Paris

Wszyscy wiemy, co odpowiedzieć dziecku, które pyta, jak robi krowa. Krowa robi mu. A jak robi żyrafa? Sieć twierdzi, że żyrafa robi trzch. Byłby czas, abym wszedł pod stół i odszczekał, ale dzisiaj mam fantazję, aby wejść pod stół jako żyrafa i odtrzchować: nieśmieszne komedie mogą być dobrymi filmami, to po pierwsze, a po drugie, nie wszystkie francuskie komedie są głupkowate, chociaż w zasadzie nie mówiłem, że to reguła. Ciekawe, że społeczność filmwebu ocenia ten film na równi z poprzednim. Kimże jestem, żeby to oceniać i wołać: opamiętaj się, społeczności! Nie bądź taka głupia i niesprawiedliwa! Nigdy w życiu nie posunąłbym się do takich słów, podobnie jak nie twierdziłbym, że Ordo Iuris to opłacani przez Kreml fundamentaliści. Nie sprawdzałem na filmwebie pisemnych uzasadnień dla niskich ocen filmu, bo, zauważcie, bardzo łatwo jest mówić i pisać szyderczo o rzeczach, które nam się nie podobają. Ale jak bronić czegoś, co uważamy za niezłe? Nie ceniłem filmu Buntownik z wyboru, więc kiedyś wszedłem w dyskusję na ten temat ze znajomą, która mi wyjaśniła, dlaczego się mylę (szczególnie urzekła mnie jej identyfikacja z głównym bohaterem, matematycznym geniuszem - ja nie mam takiej odwagi). I co? Nadal nie cenię Buntownika z wyboru. Szyderczy opis Dwóch godzin mógłby być taki: panienka, która zaciążyła jako nastolatka, szuka tatusia jej piętnastoletniej córci, bo gówniara nagle musi mieć tatę. Tyle czasu przeżyła bez, a teraz jej się odwidziało. Mamusia rwie włosy z głowy, nie swojej, ale dawnych licznych kochanków, żeby mieć materiał do badań genetycznych. Ma problem, bo jeden z kochasiów wyłysiał - no po prostu boki zrywać. I co miałbym na to odpowiedzieć... Że będąc gejem w sile wieku identyfikuję się z główną bohaterką, trzydziestoletnią matką? Lub że bardzo spodobało mi się zakończenie tej historii, pointa niczym wisienka na torcie, którym jest cały film? Wiem, że nikogo tym nie przekonam. Wśród refleksji, jakie można mieć po obejrzeniu, jest i taka, że wbrew staroświeckim przekonaniom seks sam w sobie jest aksjologicznie neutralny. A jeśli jakaś bozia ma problem z seksem pozamałżeńskim lub homo, to niech nie patrzy.
The Infamous Middle Finger The Infamous Middle Finger