Nie wiem po co ten tytuł

              

środa, 29 grudnia 2021

Czy polityczne kurestwo nie bywa śmieszne?

Radek Rak mówi

Wyobraźnia jest wrogiem duchowości.
- Brak mi wyobraźni, by to pojąć.

Jeśli (...) duchowość daje ci siłę i zdolność do przetrwania, to pytanie o prawdziwość metafizycznych twierdzeń tracą rację bytu.
- Zgoda. Dramat zaczyna się wtedy, gdy czyjeś metafizyczne twierdzenia stają się częścią systemu prawnego i finansowego.

Cytaty pochodzą z Przekroju nr 1/2022.

Mesjasz Diuny (Frank Herbert)

Drugi tom z cyklu Diuny jest najkrótszy ze wszystkich. Tylko czterysta stron? Czytelnicy byli zawiedzeni. Herbert rzekł sobie: jeśli chcą więcej, będą mieli więcej. Nie mam pewności, że wyszło to na dobre, bo przy pewnej wprawie można lać wodę, pisać te kolejne rozdziały, w których nie dzieje się nic poza rozmyślaniami tej czy innej postaci. Jak pamiętamy z końcówki pierwszego tomu, po udanej akcji zdetronizowania imperatora i zajęcia jego miejsca Paul Atryda z przerażeniem przyglądał się, jak z towarzysza w walce staje się obiektem kultu dla fremenów. Akcja zaczyna się w dwunastym roku rządów Paula, kiedy zakończył się fremeński dżihad, którego liczba ofiar przyćmiła dokonania dwudziestowiecznych totalitaryzmów. Pytanie, czy można było to powstrzymać? Odpowiedź, że tak, oczywiście, jest raczej naiwna. Niegdyś pustynna planeta Arrakis zaczyna się zielenić i choć było to marzenie fremenów, wielu z nich to się nie podoba. Spiski sił zewnętrznych, Gildii, Bene Gesserit i Tleilaxan, mają wsparcie na samej Diunie. Już w tym tomie pojawia się sklonowany Duncan Idaho, co tłumaczy późniejsze przywiązanie Leto, syna Paula, przyszłego Boga Imperatora, do tej postaci. U boku Paula przedwcześnie dojrzała Alia stała się drugim obiektem kultu, co bynajmniej nie sprawia jej przykrości. Jej wsparcie jednakże nie powstrzymało upadku brata. Władca galaktyki, oślepiony Paul Atryda zakończył swoje panowanie odchodząc na pustynię, co wygląda na przejaw beznadziejnego idealizmu. Ale to tylko z pozoru, bo z innego punktu widzenia była to decyzja na wskroś pragmatyczna. Paul zapłacił za swoje błędy, by jego następca się ich ustrzegł. I to się udało, nawet lepiej niż ktokolwiek przypuszczał.

[1237]
Zbytnia dociekliwość szkodzi prawdzie.
– stare przysłowie fremeńskie


[1249]
Matka wielebna oddawała się medytacji pradźńa na przemian ze studiowaniem tarota.
Pradźńa - w buddyzmie mądrość powstająca z doświadczenia wglądu i zrozumienia. Jest jedną z sześciu paramit (cytat z wikipedii). Czy Sherlock Holmes praktykował pradźńę?

[2983]
Zawiłe formułowanie przepisów prawnych wzięło się z potrzeby ukrywania przed samymi sobą, że my, drapieżcy, kierujemy się prawem dżungli. Między pozbawieniem kogoś godziny życia a pozbawieniem go życia jest jedynie różnica stopnia. Zadajesz komuś gwałt – pożerasz jego energię. Wymyślne eufemizmy mogą ukazywać zamiar zabójstwa, lecz za wszelkim użyciem siły przez jednego człowieka wobec drugiego stoi elementarny aksjomat: „Żywię się twoją energią”.
– addenda do Rozporządzenia imperialnego, Imperator Paul Muad’Dib


[3347]
Tibana, apologeta chrześcijaństwa sokratycznego, pochodzący przypuszczalnie z IV Anbusa, żył na przełomie ósmego i dziewiątego wieku przed Corrinami, prawdopodobnie w czasie drugiego panowania Dalamaka. Z prac Tibany zachowały się jedynie fragmenty, wśród nich następujący passus: „Dusze wszystkich ludzi zamieszkują to samo pustkowie”.
– z Diunariusza Irulany

The Christmas Setup

W tej choinkowej produkcji wszystko jest jeszcze bardziej choinkowe. Gej Hugo wraca do domu ze swoją najlepszą przyjaciółką, a jego urocza mama próbuje zeswatać go z Patrickiem, który jest przystojny, uroczy i majętny mimo młodego wieku. W czasach królowej Wiktorii każda matka chciałaby wydać córkę za kogoś takiego, z małym wyjątkiem ludzi z nizin społecznych. W poprzednim filmie był jakiś konflikt, w tym w zasadzie nie ma, a rozterka sprowadza się w głównej mierze do dylematu: miłość czy kariera. Perypetie bohaterów przypominają opłakany stan postaci z Gombrowicza, która chciałaby zjeść eklerka i bezę, ale jest zbyt najedzona, by zjeść oba ciastka. Jest oczywiście moment grozy, kiedy mniej rozgarnięty widz mógłby zapłakać nad nieszczęśliwym losem, który rozdzieli zakochanych, ale rzecz wyjaśnia się szybko i przewidywalnie. Wszyscy co chwilę się ściskają, dodają sobie otuchy, przepraszają za drobiazgi, uśmiechają się do siebie, a jeśli dokuczają, to tylko w żartach. Od samego początku śliczny Patrick robi maślane oczęta do raczej przeciętnego Hugo, a jeśli ktoś powie, że obrzuca go wzrokiem pożądliwym, to jedynie miłości pożądliwym, bo o żadnym seksie mowy nie ma, nawet w finałowym pocałunku. Nieraz pytałem, czemu to nie kręci się filmów o ludziach, którzy są szczęśliwi od napisów wstępnych do końcowych. Myliłem się, kręci się takie filmy.

L do L (Teatr STU)

Jedno L to Lem, a drugie - Lipska. Poznali się w Wiedniu, dokąd uciekł Lem z Polski stanu wojennego. Później wrócił, ale kontaktu nie zerwali, wysyłając do siebie wiele listów. W spektaklu toczy się pozorny dialog. Lem ustami Olafa Lubaszenki (bardzo udanie skądinąd) cytuje swoje uwagi na przykład o snach, a Lipska odpowiada swoimi wierszami wyśpiewanymi przez Beatę Rybotycką. Teksty Lema bronią się, choć ich dobór sugeruje lekką autocenzurę twórców spektaklu. Nie ma żadnej jego opinii, która mogłaby nie spodobać się biskupom lub ajatollażkom Godek i Pawłowiczównie. Z kolei piosenki brzmią momentami dobrze, choć zdarzało się wrażenie, że słucham rymowanek w stylu księdza Baki. Madonny Demarczyk to jednak wybryk geniuszu, daleki od sztampy, jaką na ogół jest poezja śpiewana. Po spektaklu zostajemy z przekonaniem, że między obiema postaciami nigdy nie zaistniała żadna różnica zdań. Podsumowując, było miło, ale bez twórczego fermentu.

Dashing in December

Podobno film był projektem Andie MacDowell, która zapewne ma swoje powody, by kręcić miłe dla gejów filmy. Lub - tu czytać głosem księdza Skargi - forsować agendę homośrodowisk niszczących zdrową tkankę współczesnych społeczeństw. A to, że jednym z punktów programu bożonarodzeniowej wizyty Wyatta u mamy jest wspólne wyjście do kościoła, jest tylko mydleniem oczu. Tak naprawdę wątek homo jest podporzadkowany opowieści choinkowej, po wielu latach gej Wyatt przyjeżdża na święta z Nowego Jorku do rodzinnej farmy w Colorado, a głównym jego celem jest namówienie matki do sprzedaży farmy, czyli zagranie w stylu Scrooge'a z Opowieści wigilijnej, do której znajdziemy lekkie aluzje. Pomysł nie podoba się Heathowi, też gejowi, który pracuje na farmie od paru lat, ale on akurat niewiele ma do gadania. Między facetami dochodzi do spięć, choć później będzie nawet słodko, aż do czasu gdy Wyatt wygarnie wszystkim prawdę w oczy, ale później przejrzy na oczy i... wiadomo co. Hm, cofam, bo to brzmi, jakby nam pokazali jakieś wyuzdane sceny łóżkowe, tymczasem zobaczyliśmy coś znacznie gorszego (przynajmniej w pojęciu prawiczków nawołujących do „nieobnoszenia się”), czyli publiczny pocałunek. Prócz pocałunków źródłem największego zgorszenia może być scena, gdy Wyatt z torsem półboga spłoszył się na widok gołego Heatha w łazience, której nikt normalny przecież nie zamyka od środka. Klimaty są mocno w stylu country, bo, jak widzimy, w Colorado popularne są zbiorowe tańce synchroniczne w stylu polki, ale nie w wodzie, dzięki czemu można mieć mile złudzenie, że oglądamy historię prawdziwą, a nie kolejną christmasową bajkę.

Simona K. Wołająca na puszczy (Teatr Słowackiego)

Wyobrażam sobie okoliczności, w jakich opowieść o Simonie Kossak byłaby nudna i usypiająca. Nie ona jedna miała niewydarzonych rodziców i niezbyt przyjemną siostrę. Oczywiście wyróżniało ją pochodzenie z arystokratycznej rodziny Kossaków, zarówno w sensie genealogicznym, jak i artystycznym. Z kolei jej rozterki życiowe, ta młodzieńcza szamotanina na progu dorosłości w powojennej Polsce - to już nic tak szczególnego. Długa była droga Simony do wybitnej uczonej biolożki, ale można rzec, że udało jej się znaleźć życiową pasję. Nie wszyscy mają w życiu tyle szczęścia. To wszystko za mało, by było ciekawe, ale ponieważ monodram wykonuje Agnieszka Przepiórska, która nawet książkę telefoniczną odegrałaby z pasją przykuwającą uwagę widzów, żywot Simony wydaje nam się niezwykły i poruszający. Nawet w finałowej scenie poetyckiego odlotu, a raczej, by tak rzec, zespolenia z puszczą.
The Infamous Middle Finger The Infamous Middle Finger