Nie wiem po co ten tytuł

              

piątek, 9 października 2020

Najnudniejsza książka świata

Z opisu wydawcy:

Uwaga! Czytanie tej książki grozi natychmiastowym zaśnięciem!

30 litrów kawy, 6 miesięcy pracy, 17 drzemek w ciągu dnia. Tłumacz zasypiał, redaktor ziewał, korektor ratował się energetykami. Ta innowacyjna książka skutecznie wyśle w objęcia Morfeusza każdego nocnego marka!

Znajdziesz w niej unikalny zbiór tekstów i grafik, których czytanie wprowadza mózg w hipnotyczny stan i ułatwia zaśnięcie. Gdzie jeszcze przeczytasz o kryzysie politycznym w Belgii w latach 2007-2011 lub o ostatnich zmianach w klasyfikacji mięczaków? Gdzie indziej znajdziesz światowy almanach kiszonych ogórków lub relację z najdłuższej partii szachowej? Podejmij wyzwanie i sprawdź, przy której stronie zaśniesz!

Przygotuj się na szybkie zasypianie z najnudniejszą książką, jaką kiedykolwiek opublikowano!

PS. Nawet jeśli ta książka nie uśpi cię od razu, zdobędziesz masę bezużytecznych ciekawostek, którymi uratujesz każdą imprezę – w końcu kto nie chciałby poznać wszystkich rodzajów śniegu?

__

„Podoba mi się owca na okładce.” – Danuta, fanka polskich seriali i zupy pomidorowej

„Zasypiałbym.” – suseł

__

O autorach

Profesor K. McCoy specjalizuje się w analizie stanów hipnotycznych i somnambulizmu. Mieszka na Wybrzeżu i spędza jedną godzinę dziennie, z wyjątkiem poniedziałków, przesuwając skały, aby zbudować ścianę morską. Dr Hardwick jest ekspertem w dziedzinie letargów nocnych oraz jednym z czołowych światowych autorytetów w dziedzinie śrubokrętów.

Czekając na barbarzyńców czyli Waiting for the Barbarians

Ilekroć stykam się z Coetzeem, odnoszę wrażenie, że warto byłoby przeczytać jakąś jego książkę, mimo tego nawet, że dali mu Nobla. Jest tu anonsowany jako scenarzysta, ciekawe, czy był nim naprawdę, czy też grzecznościowo wpisali go na listę płac jako autora powieści. Film okazał się zgodny z oczekiwaniami, niespieszna akcja, skupienie uwagi na jednej postaci, dłużyzny, jakby twórcy nie wiedzieli, że widz już dawno pojął, jakie znaczenie ma wyprawa Sędziego na pustynię, a oni to ciągną i ciągną. Co gorsza, dochodzi tu do akcji wojennych, z których nie zobaczymy nic. Świat przedstawiony jest dość umowny, nasz Sędzia jest nie tyle sędzią, co zarządcą osady na pustynnych rubieżach nieokreślonego imperium. Realia przypominają kolonie francuskie lub angielskie z czasów przed wprowadzeniem elektryczności. Do spokojnej osady przyjeżdża ważny pułkownik z rozkazem, aby zająć się niegroźnymi koczownikami, którzy nie respektują granic imperium. Zaczyna się od zmiany języka, intruzi zostają nazwani barbarzyńcami. A barbarzyńcy to już nie jacyś włóczędzy, to zorganizowana siła, która zagraża imperium. Następują represje i okrucieństwa, które spowodują mobilizację obcych. Tak oto imperium wyhodowało sobie potężnego wroga. Opór wobec tego szaleństwa stawiany przez Sędziego jest tyleż wzniosły, co pozbawiony znaczenia. Jego szlachetny gest wobec „barbarzyńskiej” dziewczyny niczego nie zmieni, w szczególności tego, że na końcu ucierpią ci, którzy są najmniej winni. Być może udało mi się tu przemycić refleksję, że nudne filmy miewają interesujące przesłanie. Sięgam myślą w moje niezbyt głębokie pokłady wiedzy historycznej i nie umiem znaleźć przykładu, który by dosłownie odpowiadał sytuacji z filmu. Zdaje się, że barbarzyńcy na granicach imperium rzymskiego nie byli pokojowo nastawieni, liczyli raczej na łupy. Gdyby jednak potraktować tę opowieść jako metaforę, to chyba bez trudu stwierdzimy, że coś podobnego zdarzyło się nieraz w historii rodzaju ludzkiego pod wieloma szerokościami geograficznymi. Co więcej, wydarza się i dzisiaj.

Za co kochamy Słowiński Park Narodowy

Parki narodowe należy kochać. Dobrze jednak wiedzieć, jakie szczególne cechy parku godne są szczególnego afektu. Wbrew pozorom tablice informacyjne nie przyczyniają się do pogłębienia pozytywnych uczuć. Rzućmy okiem.

Takie teksty piszą doktorzy habilitowani, którzy nie myślą o zwykłych turystach, lecz o innych doktorach habilitowanych, którzy by ich wyśmiali, gdyby tekst był przyjemny do czytania. Trochę jak te kobiety, które dbają o wygląd z myślą o tym, co powiedzą inne kobiety. Z facetami rzeźbiącymi sylwetkę jest podobnie. Naszym zdaniem najpiękniejszą atrakcją północnego szlaku w Rowach jest to, że pierwsza część trasy prowadzi przez urzekający las, po czym trasa powrotna wiedzie wzdłuż bałtyckiego wybrzeża, po drodze mijając plażę nudystów, coś w sam raz dla dzieci, młodzieży, senatora Jackowskiego i nie tylko.

Ulepszenie czyli Upgrade

Strasznie irytujące są pierwsze sceny filmu, w którym oglądamy małżonków Greya i Ashę, uśmiechniętych i zakochanych w sobie. Na szczęście ta sielanka kończy się szybko. W wyniku napadu po wizycie u Erona, technologicznego geniusza, Asha zostaje zamordowana, a Grey po uszkodzeniu kręgosłupa traci władzę w rękach i nogach. Mam tu taki chip, mówi Greyowi Eron, wszczepimy ci i może znów będziesz mógł chodzić. Fakiu, odpowiada Grey, a w następnym ujęciu już leży na stole operacyjnym. Ostrzegam wrażliwych, że nie mają zahamowań, aby pokazywać flaki. Są podobno ludzie z pięknym wnętrzem, ale ja w to wątpię. Zgodnie z przewidywaniami Grey nie tylko wstał z wózka, ale dzięki chipowi stał się też mistrzem MMA, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby się zemścić. Historyjka jakich wiele, ale ta ma swój wyjątkowy urok. Po pierwsze sceny walk są znakomite, bo pokazywane w dłuższych ujęciach, a nie jako sieczka ćwierćsekundowych ujęć, jak to zwykle bywa ostatnio w produkcjach holiłódzkich. Po drugie, jest to świat przyszłości, w której jest paru innych cyborgów ze swoimi pomysłowymi super broniami. Po trzecie, niesztampowe zakończenie, raczej nie happy end, choć można się spierać. Po czwarte, miejscami fabuła wydaje się zszyta grubą fastrygą, co jest marnym komplementem dla twórców, bo przecież nie podejrzewamy ich o kombinowanie, aby zbytnim wyrafinowaniem scenariusza nie wpędzić widzów w kompleksy. Dzięki temu poczułem się dumnym z siebie homo - Maksym Gorki lubi to.

czwartek, 8 października 2020

Greenland

Tytuł nawiązuje do tej arktycznej wyspy, ju noł, która nie dorobiła się chyba polskiej nazwy. Lub choćby polskojęzycznej. Nie szkodzi, że filmy katastroficzne są przewidywalne jak katolickie modlitwy, że bohaterski ojciec uratuje rodzinę (być może się przy tym sam poświęci), po drodze pokonując niezliczone przeszkody, zawsze w ostatniej możliwej sekundzie. Ziemię czeka zagłada po nieuchronnym zderzeniu z kometą, więc spodziewamy się wizji stanu naturalnego Hobbesa, kiedy rozpadają się społeczne mechanizmy utrzymujące ludzi w ryzach. Przemoc i rozboje wyglądają zupełnie tak, jak moglibyśmy przewidzieć, pozostają szczegóły, sieć dialogów i zdarzeń rozpięta jest na znajomym szkielecie. Oczywiście kibicujemy Johnowi walczącemu o przetrwanie swoje i rodziny, doceniamy to, że jest bohaterem z trudną przeszłością, ale najbardziej liczymy na spektakularne ujęcia samej katastrofy. W tym przypadku nieco się rozczarowaliśmy, zwłaszcza że czerwone niebo to jest aktualna atrakcja w Kaliforni. Trzy z plusem.

Wojna i Hamlet w teatrze

Jaka Wojna? Masłowskiej, wystawiona w Małopolskim Ogrodzie Sztuki. Scenografia zaskakująca, w opozycji do oczekiwań, które podsuwają szare bloki z płyt i dresy, a nie kwiatuszki i fantazyjne sukienki aktorek. Tekstu jest dużo, ale podawanego atrakcyjnie, a jeśli ktoś lubi przywiązanie osoby dramatu do konkretnego aktora, to proszony jest o zmianę upodobań. Zapamiętałem z książki parę cytatów, wszystkie się pojawiły w tekście mówionym (a może nie wszystkie? - czy były zęby Andżeli przypominające nagrobki na cmentarzu?). Cieszy mnie, że innym też się one podobały. Jak pamiętamy, książka kończy się parunastostronicowym, hm, bełkotem, więc z ulgą przyjąłem rozwiązanie twórców, którzy tego akurat nie włączyli do spektaklu.

Hamletów ci u nas dostatek, widziałem tego w Teatrze Stu, a teraz wybrałem się do Starego. Cha, ha, a. Ten spektakl jest Hamletem mniej więcej w takim sensie, jakim byłoby Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna, gdyby to ostatnie zatytułować po prostu Hamlet. Chodzi mi jedynie o relację zjawiska scenicznego do oryginalnej sztuki Szekspira, nie o to, że Hamlet ze Starego jest komedią. Chociaż w sensie dantejskim - owszem, jest. W trakcie oglądania wyobrażałem sobie widza w wieku licealnym, który chce zapoznać się z dramatem pana Willa i po obejrzeniu już wszystko wie. Czym zaniepokojona jest królowa, kiedy dzwoni do Hamleta? Czy aby nie przesadza Poloniusz, kiedy tłumaczy córce Ofelii (brodatej, bo granej przez faceta), jakim zagrożeniem dla niej będzie seks z mężczyznami, wtykającymi jej do waginy ledwie koniuszek penisa i przez to doprowadzającymi ją do seksualnego opętania? Który z trzech Hamletów poniósł śmierć z broni palnej, kiedy w trójcy zadręczał swą matkę? Jak widać, licealista pozna Hamleta na piątkę. Przyznam, że lubię te teatralne zabawy z rozszerzeniem sceny na foyer i plac Szczepański, skąd aktorzy wchodzili na widownię po drabinie, a potem przez okno. Uwielbiam teatralne gadżety w rodzaju tego wielkiego lustra skombinowanego z ekranem. Również dekonstrukcja Hamleta jako taka może być atrakcyjna. Ale. Jeśli w tej dekonstrukcji idziemy za daleko, jeśli oglądamy dekonstrukcję dekonstrukcji, rozdarła się poduszka dramatu, z którego pozostały strzępy monologów, emocji i wrażeń unoszące się wokół głowy widza jak pierze, to kończy się zabawa. Hamlet jako postać jest niezwykle marudny, w ujęciu oryginalnym - na sposób wciągająco dowcipny. Jeśli się z dramatu wyekstrahuje głównie tę chimeryczność głównej postaci i rozciągnie się ją na aktorów, widzów, fotele, ulice jednokierunkowe, waginy żyraf, stratosferę Saturna itp., to ja wpadam w nastrój nieprzysiadalny.

środa, 23 września 2020

Głęboki ratuje delfina (The Boys, sezon 1, odcinek 4)

Głęboki (The Deep) to jeden z siedmiu herosów z super mocami, którzy działają w Stanach. Założenie fabularne trąci infantylnością, ale reszta już nie. Siódemka pracuje dla korporacji Vought, która w nosie ma szlachetne idee walki ze złem, bo interesuje ją głównie dochód ze sprzedaży gadżetów i reklam. Herosom to szczególnie nie przeszkadza, choć nowo zrekrutowana Gwiezdna ma jeszcze jakieś skrupuły. Super moc Głębokiego to umiejętność pływania w wodzie bez oddychania, a poza tym zdolność komunikowania się fauną morską. Zaraz zobaczymy, czemu fauna powinna podpisać zbiorową petycję, aby Głęboki dał sobie spokój z jej ratowaniem. Seksualnie niwyżyty delfin z pierwszej części został wykradziony z oceanarium, które - dodajmy - sponsoruje Głębokiego.

Nic dziwnego, że Głęboki przeżywa frustrację w związku ze swoją rolą w Siódemce. Nasza frustracja wynika stąd, że nie możemy zrobić Głębokiemu tego, co on zrobił Gwiezdnej w pierwszym odcinku. Trzeba przyznać korporacji, że wie, jak wydobyć walory Głębokiego projektując mu stosowne wdzianko.

The Infamous Middle Finger The Infamous Middle Finger