niedziela, 31 stycznia 2016
Blackbird
W szufladce z filmami gtm jest przegródka "coming out story", czyli opowieść o wyjściu z szafy. Na ogół jest to sztampa, bo bohater, najczęściej nastoletni, przez pół filmu wszystkich zapewnia, że nie jest, ale jednak jest, a jak to już wychodzi na jaw, to mamy zestaw typowych reakcji, od akceptacji do potępienia. Tym razem też oczywiście to wszystko mamy, ale w niezłym ujęciu, może dlatego, że najpierw była książka? Dobre dialogi, wiarygodnie przedstawione motywacje, cenny dystans do opowieści, w której czuć dotyk kogoś o większym od głównego bohatera doświadczeniu życiowym. Jest nim Randy, gwiazda kościelnego chóru w wydaniu episkopalnym ze swoistą żywiołowością, której nie ma w rytuale katolickim. Randy rzecz jasna kocha Jezusa, ale ma ciągle te powracające sny z nagimi męskimi ciałami, o które się lubieżnie ociera. I kolejne prześcieradło do prania. Jedno z tych ciał należy do kolegi z grupy teatralnej, a żeby było zabawniej - kiedy nauczyciel kazał im wystawić Romeo i Julię, przekornie postanowili zrobić to w wersji homo, Randy wziął rolę Romea, a ów kolega - Julii, choć górował nad Romeo wzrostem i muskulaturą. Na szczęście jednak historia jest dużo ciekawsza niż wątek napięcia seksualnego pomiędzy aktorami w szkolnym przedstawieniu. Sytuacja rodzinna Randy'ego nie jest wesoła, bo matka jest na wpół oszalałą dewotką po zaginięciu córki parę lat wcześniej, a ojciec odszedł, bo nie mógł tego wytrzymać. Poza tym Randy angażuje się w studencki projekt filmowy i poznaje w ten sposób białego przystojniaka Marshalla. Jak widać, życie w Mississippi nie jest łatwe, z czym zgodziłby się przeciętny obywatel SZA, który uważa, że tam się bez butów chodzi. Dlatego wybaczamy twórcom landrynkowe zakończenie.
Paternity Leave
To taka bzdura, że trzeba obejrzeć, powiedzieliśmy sobie, i udało się nawet całkiem legalnie - daliśmy zarobić twórcom płacąc za film na Vimeo. Jak na film o facecie w ciąży wyszło całkiem poważnie. Ciężarnym facetem został Greg, który zwykle był aktywny w seksie ze swoim partnerem Kenem, ale raz zamienili się rolami i bum! Jak widzimy, ciąża u mężczyzn przebiega w zasadzie tak jak u kobiet, te same napady zachcianek, zmienne nastroje i mdłości. Po poważnych życiowych perypetiach dojdzie nawet do porodu, który nam pokażą. Oczywiście nurtowało nas pytanie zasadnicze: gdzie mężczyzna ma ten otworek, którym bobasek wydostaje się na świat, ale tego nie zobaczyliśmy. I całe szczęście że tak. Zobaczyliśmy za to wiele znanych buzi aktorów z produkcji spod znaku gtm na czele z Charliem Davidem, de domo Lubinieckim.
Zupełnie Nowy Testament czyli Le tout nouveau testament
Założenia wstępne tej opowieści są takie, że koń by się popłakał. Bóg mieszka w Brukseli i jest podstarzałym facetem, który stworzył świat, a teraz zajmuje się wymyślaniem tych wszystkich powszechnie obowiązujących praw Murphy'ego w rodzaju tego, że kromki zawsze mają spadać masłem na dół, a telefon ma dzwonić wtedy, gdy bierzesz kąpiel. Bóg ma żonę, zahukaną gospodynię domową, syna znanego jako Jezus i mniej znaną córkę w wieku dość nieletnim. Poza tym jego wszechmoc jest nieco przereklamowana, nawet z prostym wyjściem na miasto ma problemy, nie wspominając już o banalnym chodzeniu po wodzie. Ea, córka Boga, zstępuje na ziemię, żeby nieco poprawić dzieło tatusia. Koncepcja jest taka, że ma skaptować sześciu nowych apostołów, a ich historie mają złożyć się na nowy Nowy Testament. Zabawa o tyle ryzykowna, że mała dziewczynka nie powinna się zadawać z psychopatami lub maniakami seksualnymi, a już na pewno nie powinna przyczyniać się do zaspokajania dziwnych potrzeb owych wybrańców, w rodzaju kochanka goryla dla podstarzałej Deneuve. Za sprawą Ei wszyscy ludzie z telefonami dowiadują się sms-owo o dacie swojej śmierci. Przez film przewija się postać młodzieńca, który ma przed sobą parędziesiąt lat życia i postanowił je spędzić na popełnianiu prób samobójczych. Oczywiście nie udają mu się, co niby jest zabawne, a jest głupie jak cały ten film, bo skąd on niby wie, że tych lat życia nie spędzi jako paralityk lub warzywo ze sztucznie podtrzymywanymi procesami życiowymi. Oj, nie polecam tego dzieła osobom z aktywnymi procesami myślowym.
sobota, 23 stycznia 2016
Nienawistna ósemka czyli The Hateful Eight
Słownikowo do tytułu polskiego podchodząc trzeba uznać, że nie jest zbyt trafiony, bo chodzi raczej o osiem nienawidzących się osób, a nie znienawidzonych. Większa ściema polega na tym, że liczba jest lekko niedoszacowana, ale za to odpowiada już Tarantino. Znowu mamy akcję osadzoną w dziewiętnastowiecznej Ameryce, parę lat po wojnie secesyjnej i znowu są łowcy nagród. Niejaki John Ruth złapał gangsterkę Daisy, za którą ma skasować dziesięć tysięcy dolarów, sumę na owe czasy zawrotną. Przyłącza się do niego czarnoskóry major Warren, który też wiezie bandytów za okup, ale w formie mrożonek, bo akurat mamy srogą zimę, jak to w Wyoming. Chronią się przed śnieżycą w odosobnionej, górskiej pasmanterii (?) Minnie, tyle że gospodyni wyjechała, a dobytek okupują jakieś nieznane typy - nieznane przynajmniej Warrenowi, który nieraz gościł u Minnie. W tym właśnie miejscu dojdzie do typowej dla Tarantino jatki, ale wcześniej nasi bohaterowie się porządnie wygadają, co jest również typowe dla tego reżysera. W pewnym momencie nawet znużyliśmy się tymi pogawędkami, zwłaszcza kiedy niewiele posuwały akcje do przodu. Można było tam nieco przyciąć, ale rozumiemy - to tak, jakby własnemu dzieciątku paluszki ciachać. Na pewno nie usunąłbym nader szczegółowej opowieści o śmierci syna konfederackiego generała Smithersa, w której dochodzi do obciągania czarnej pały przez potomka przyzwoitego rasisty z Południa. Udało się Tarantino namówić Morricone do skomponowania paru motywów, w tym otwierający z wolniutkim oddaleniem się od postaci ukrzyżowanego Jezusa. Inny piękny pomysł to zwolnione ujęcie pysków galopujących koni. Najmniej trafiony pomysł to zapewne umieszczenie praktycznie całej akcji w jednym miejscu, pomysł niebezpiecznie ocierający się o Becketta. [X]




Dziesięć przykazań czyli pospolita ściema
Oddam głos Kyle'owi, który bardzo słusznie wykpi republikańskiego kandydata na prezydenta twierdzącego, że dziesięć przykazań jest najlepszym lekarstwem dla Ameryki.
piątek, 22 stycznia 2016
Sinchronicity (sezon 1, odcinek 4)
Mówi mama Nathana, która właśnie ucięła sobie przemiłą pogawędkę z Fay, transseksualną koleżanką Nathana z pracy. Okazją była stypa po tacie Nathana, który oddał ducha w czasie seksu z porno gwiazdą Yolandą. Wie o tym Fay, ale mama raczej nie powinna, więc Nathan jest dość zaniepokojony ich rozmową, w czasie której mogłoby się coś wydać. Szkoda, że serial nie był kontynuowany, bo udany jest. Zasadnicza historia dotyczy Nathana oraz Fi i Jase'a, jego przyjaciół w związku. Oboje mają nieco na bakier z wiernością przedmałżeńską, a pikanterii dodaje fakt, że Jase kręci z przystojnym doktorem Manim.
Cytat wart ocalenia
Mam już tego powyżej dziurki! (Matka do nieposłusznej, paroletniej córki, podsłuchane na tak zwanym mieście.)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






