Muszę iść do otolaryngologa, bo mam przewrażliwione uszy. Na Ukrainie wojska rządowe ruszyły przeciw prorosyjskim separatystom. Jest niemiło, bo strzelają naprawdę. Rosyjska propaganda przypięła nowej ukraińskiej władzy łatkę faszystów, z kolei prorządowi Ukraińcy separatystów określają mianem terrorystów. Propaganda rządzi się swoimi prawami, ale nie bardzo rozumiem, czemu w mediach polskich stosuje się określenia wzięte od strony ukraińskiej. Przez ten brak konsekwencji przejawiający się w nienawiązywaniu do propagandy rosyjskiej omijają nas relacje medialne w stylu tytułu tego wpisu. Uszy by nadal bolały, ale przynajmniej byłoby wesoło.
Wszyscy mają jakieś zdanie, ja też mam, ale tylko pół zdania ujawnię. Zapisy rozmów naszych szacownych polityków są niby szokujące, ale nie tak jak co druga publiczna wypowiedź posłanki Krystyny Pawłowiczówny. Moim marzeniem jest, aby ujawniono również zapisy rozmów posłów z opozycji, bo chciałbym zobaczyć ich buzie, w sytuacji kiedy nie wypadałoby twierdzić, że kwestia ustalenia sprawców nielegalnych nagrań jest odwracaniem uwagi. A szczytem moich marzeń byłaby rozmowa patrioty Hoffmana z zaprzańcem Napieralskim, którzy przy koniaczku i befsztyczku rozprawiają nad tym, jak poprawić backhand.

Dla dwojga? Po co się ograniczać? Ta riwiera jest w porywach dla pięciorga, to brzmi dużo bardziej ciekawie. Im więcej, tym radośniej, jak mówią w krajach anglojęzycznych. Tylko ostrożnie z tą radością, bo się zaraz milion Chińczyków zwali i wszystko zadepcze. Jakoś mi nie leży ten polski tytuł, Gałązka-Salamon coś lepszego by wypichciła. Brosnana znamy przede wszystkim jako Bonda, w przeciwieństwie do Thompson, która jako agentka nie wryła mi się w pamięć, bo trudno jej rolę jako Agentki O w Facetach w czerni 3 zestawiać z Bondem. W filmie grają parę, a raczej ex-parę, która dla ratowania emerytury wyrusza na akcję w stylu Bonda właśnie. Otrzymujemy wzruszenia podobne do Frantica Polańskiego z Harrisonem Fordem wykazującym się agenturalnymi kompetencjami na poziomie polskiej ABW z niedawnej akcji w redakcji Wprost. Ale przyznajmy, że zgodnie z fabułą agentem nie był. Główny wątek to skok Richarda i Kate na kasę rekina finansjery, który otwarcie przyznaje, że zrujnowanie towarzystwa emerytalnego jest podłością, ale zgodną z prawem i rynkiem. Powoli jednak na plan pierwszy wyłania się dylemat, czy można zakochać się w byłej żonie. Można, bo jest to jak najbardziej zgodne z prawem i rynkiem. Ubawu po pachy nie zaznałem, ale po pępek mniej więcej.
Kiedy doczekamy się filmu o chłopcu, który od dziecka marzył, żeby być gejem, ale z biegiem czasu dociera do niego coraz boleśniej, że jest heterykiem? Nieprędko chyba, więc na razie musimy zadowolić się kolejnym wariantem opowieści o chłopcu, który uświadamia sobie, że jest gejem. Nasz Russell nie przeżywa mąk z tego powodu, za to przez portal randkowy nawiązuje kontakt z tajemniczym nieznajomym równolatkiem. Jak zobaczymy, nieznajomy postąpił szpetnie, bo rozpoznał Russella, ale sam się nie dał zidentyfikować, bo schował pomarańczowe okulary przeciwsłoneczne do kieszeni. Ujawnia się jakiś czas potem, kiedy znienacka całuje Russella, ale sprawa musi być głęboko ukryta, bo jest członkiem szkolnej drużyny baseballa czy rugby, a koledzy z boiska mają mocne poglądy w kwestii gejów - a przy tym mocny argument siły. I tak Russell za sprawą kochanka zostaje wciągnięty do drużyny, ale jednocześnie zaczyna chodzić na kółko geograficzne zaciągnięty przez pewną pannę. Dowcip polega na tym, że kółko jest przykrywką dla mniejszości seksualnych. Dalszy ciąg opowieści zostawiam redaktor Janickiej. Przesłanie filmu jest gorzko-słodkie, Russell zalicza dno moralne, ale się z niego podniesie. Ale czy zatriumfuje miłość? Z takim pytaniem zostawiam czytelnika w ponure dni lipcowej szarugi. Dla uczciwości dodam, że w tym barszczu jest więcej grzybów, ale nie za dużo. Przyzwoity wyszedł ten barszcz.