Nie wiem po co ten tytuł

              

piątek, 7 grudnia 2012

Jeśli 2+2=5, to jestem papieżem

Z książki Johna D. Barrowa Kres możliwości? wypisuję cytaty, które są cytatami drugiego rzędu, bo w rzeczonej książce są to również cytaty. Cytat pierwszy (s. 226).
Sądzę, że mistycyzm można scharakteryzować jako badanie tych propozycji, które są równoważne swoim zaprzeczeniom. Z zachodniego punktu widzenia, klasa takich propozycji jest pusta. Ze wschodniego punktu widzenia klasa ta jest pusta wtedy i tylko wtedy, kiedy nie jest pusta. (Raymond Smullyan)
Przepisałem wiernie, pozostawiając niepoprawną interpunkcję oraz nadużycie leksykalne polegające na tłumaczeniu angielskiego proposition jako propozycja, zamiast stwierdzenie. Cytat drugi (s. 226) wymaga lekkiego wprowadzenia. Warunkiem niesprzeczności systemu w logice klasycznej jest ścisły podział zdań na prawdziwe bądź fałszywe, bowiem ze zdania fałszywego można wywnioskować dowolne inne, fałszywe bądź prawdziwe.
Kiedy Bertrand Russell wypowiedział ten warunek na jednym z publicznych wykładów jakiś sceptyczny złośliwiec poprosił go, by udowodnił, że jeśli 2 razy 2 jest 5, to osoba pytająca jest Papieżem. Russell odparł: "Jeśli 2 razy 2 jest 5, to 4 jest 5; odejmujemy stronami 3 i wówczas 1=2. A że pan i Papież to 2, więc pan i Papież jesteście jednym."!
W ramach zadania domowego zadałem sobie wykazanie, że jeśli Napoleon Bonaparte był kobietą, to ja jestem jego ciotką. Na razie zgłaszam "bz".

poniedziałek, 26 listopada 2012

Looper - Pętla czasu czyli Looper

Bajka o tym, jak mucha wyzionęła ducha wedle procedury zza siódmej rzeki i siódmej góry. A teraz opiszę niezbyt ciekawe założenia fabularne, niewiele o samej akcji mówiąc. Wyobraźmy sobie, że za iks lat będą możliwe podróże w czasie, ale nie będą prawnie dozwolone. Korzystać z nich będzie mafia, ale tylko w tym celu, aby pozbywać się corporis delicti, co jest potwornym problemem w świecie przyszłości. Mafia wysyła ofiary do likwidacji fizycznej trzydzieści lat wstecz, gdzie są natychmiast rozstrzeliwane przez płatnych zabójców. Akcja toczy się w świecie tych zabójców właśnie, a o przyszłości wiadomo tylko z pewnych przecieków. Każdy z nich po stosownej wysłudze lat otrzymuje zadanie specjalne: zabicie samych siebie trzydzieści lat starszych. To jest ich ostatnie zlecenie, potem żyją sobie słodko z odłożonego kapitału, ale nie dłużej niż trzydzieści lat. Są oprócz tego mutanci parapsychiczni, ale to jeszcze można znieść. Ciężko natomiast wytrzymać, że jeden facet strasznie kocha swoją kobietę, jedna matka strasznie kocha swoje dziecko, a nie całkiem inny facet poświęca się dla dobra ludzkości. W imieniu ludzkości proszę więcej nam tego nie robić.

sobota, 24 listopada 2012

BearCity

Ekranizacja znanej piosenki Misiowie puszyści o chłopcu Tylerze, który odczuwa pociąg do starszych i włochatych panów z brzuszkiem. Jest ujawnionym gejem, ale ukrywa się ze swoimi skłonnościami do misiów. Akurat miś Roger, którego sobie upatrzył, jest przystojny również według standardowych kryteriów. A spotkał go, bo zbierając się na odwagę dał sobie szansę i wszedł w to misiowe towarzystwo, czyli po prostu udał się do odpowiedniego klubu w Nowym Jorku. Roger jak panna z pensji przeżywa rozterki na tle miłosnym, ale to zrozumiałe, bo musiałby, biedak, porzucić poróbstwo, któremu oddaje się namiętnie i półpublicznie. Oprócz tego, oglądamy dramat dwóch misiowych par. W jednej facet chce się odchudzić, bo nie może znaleźć pracy, a jego partner ma z tym problem, bo chudy miś to śmieszny miś i czy w ogóle miś? Jaki problem ma druga para, o tym nam opowie redaktor Janicka. Z braku zaufania do własnej pamięci zapisuję tutaj dialog, jaki miał miejsce przy pierwszym spotkaniu.
   - Jestem nowy - powiedział Tyler, bo to był jego pierwszy dzień pracy w misiowej kawiarni.
   - A ja używany - odpowiedział na to Roger.

Cytat wart ocalenia

I would rather sing grand opera than listen to it. (Don Herold)

piątek, 23 listopada 2012

Hold Your Peace

Tytuł jest częścią zwyczajowej odezwy w trakcie ślubu w Ameryce, kiedy to udzielający ślubu pyta zgromadzonych, czy znają powód, aby tych dwoje nie mogło się pobrać. Tutaj mamy niuans, bo chodzi o dwóch, nie dwoje, a ceremonia jest siłą rzeczy nieformalna, ale przygotowana tak, jakby to był zwyczajny ślub. Wobec tego muszą być drużbowie, bo spętani seksistowskim stereotypem geje nie mogą mieć druhen. Forrest nie ma z tym problemu, ale Max - owszem, i to do tego stopnia, że z rozpaczy zwraca się do swojego byłego faceta Aidena, z którym przeżył parę lat. Aiden z początku oczywiście nie chce, ale daje się przekonać, a nie chcąc wyjść na frajera, który nie potrafi sobie znaleźć faceta, zabiera ze sobą Lance'a, kolegę przyjaciółki, aby udawał jego chłopaka. Nie jest to para dobrana, przynajmniej na początku, ale obrót wypadków sprawi oczywiście, że będą dwa śluby, nie jeden, w zgodzie ze schematem komedii romantycznej, bo do tego gatunku zalicza się ten film. Zapewniam, że nie zdradziłem zbyt wiele, bo jest jeszcze parę niespodzianek. Nie zgodzę się ze słabymi ocenami tego filmu, bo mnie autentycznie rozbawił, a ciętość dialogów miejscami ociera się o profesjonalizm. W drugiej części robi się ckliwie, ale to już jest urok komedii romantycznych. W dawnych komediach romantycznych, dla przykładu w Fantazym, było z tym lepiej. Kolejny przykład, że gorsze wypiera lepsze.

środa, 21 listopada 2012

wtorek, 20 listopada 2012

Beatific Vision

Przykładając do tego filmu nasze wyrafinowane narzędzia kontroli jakości musielibyśmy się zgodzić z opinią, że jest słaby (oddano jeden głos) nie tylko na poziomie realizacji, ale i fabuły. Bo to jest historyjka o Michaelu, którego partner Chad zmarł po czternastu latach szczęśliwego pożycia. Michael doszedł już do siebie na tyle, że podejmuje próby kontaktów seksualnych niweczone przez wtrącającego się z offu Chada, który wrócił na ziemię jako aniołek, ale tylko w wersji audio. Chad ma jasny plan - ułożyć na nowo życie Michaelowi, a jak się okazuje w trakcie realizacji, plan ulegnie pewnej korekcie, ale i tak na koniec są geje, którym się buzia śmieje. Największy zarzut można mieć właśnie do tych roześmianych buź, bo niejako cała akcja sprowadza się do poszerzania uśmiechu, praktycznie bez żadnych komplikacji. Ale ja to wybaczam temu filmowi, bo potraktowałem go jak pogodną bajkę. To nic, że na bajkowe standardy za dużo w nim seksu w wersji sm, a i zakończenie nieoczekiwane, co - zauważmy - nie jest dla bajek typowe. Inna nauka z tego filmu: pilnujcie dobrze swojego "bag of tricks", czyli pakietu zabawek erotycznych, który zaginął głównemu bohaterowi, a bez niego w seksie jak bez kulasa (czy jakoś tak).

The Infamous Middle Finger The Infamous Middle Finger