Nieco mnie zaskoczyło, że filmweb odnotował istnienie tego filmu. Nie znam się, ale podejrzewam, że nie był emitowany w żadnej polskiej telewizji, ani nie wszedł do kin, ale funkcjonuje poza oficjalnym obiegiem z filmami o papieżu i kac-wawie. Na obrazku obok zebrałem najładniejsze buzie z filmu, po niewielkim wysiłku znajdziecie sobie też atrakcyjne ciała z tymi buziami, ale to już we własnym zakresie. Jak patrzę na nie, to widzę, że aktualna histeria wokół Zeddiego Little'a, absurdalnie fotogenicznego faceta, jest nieco przesadzona. Akcja toczy się w tytułowym obozie teatralnym, na którym przeważają młodzi chłopcy zainteresowani głównie swoim towarzystwem. Para, Casey i Zack, spotyka Benji'ego, który na powitanie ściąga podkoszulek, ale widząc podekscytowanie Zacka w szlachetnym odruchu postanawia udawać heteryka, aby nie burzyć związku Zacka z Caseyem. To początek typowej dla filmów z serii Eating Out maskarady seksualnej, która zapewne skończy się jakimiś turbulencjami miłosnymi. Czy przeciętnej urody Casey tak po prostu zrezygnuje z przystojniaka Zacka? O to pytajcie już redaktor Janicką. Jeśli miałbym ocenić ten film, to powiedziałbym, że spełnił moje oczekiwania, niezbyt wygórowane. Znowu komedia, na której nie zaśmiałem się ani razu, ale dość sympatyczna.
niedziela, 8 kwietnia 2012
Eating Out 4: Obóz teatralny czyli Eating Out: Drama Camp
Nieco mnie zaskoczyło, że filmweb odnotował istnienie tego filmu. Nie znam się, ale podejrzewam, że nie był emitowany w żadnej polskiej telewizji, ani nie wszedł do kin, ale funkcjonuje poza oficjalnym obiegiem z filmami o papieżu i kac-wawie. Na obrazku obok zebrałem najładniejsze buzie z filmu, po niewielkim wysiłku znajdziecie sobie też atrakcyjne ciała z tymi buziami, ale to już we własnym zakresie. Jak patrzę na nie, to widzę, że aktualna histeria wokół Zeddiego Little'a, absurdalnie fotogenicznego faceta, jest nieco przesadzona. Akcja toczy się w tytułowym obozie teatralnym, na którym przeważają młodzi chłopcy zainteresowani głównie swoim towarzystwem. Para, Casey i Zack, spotyka Benji'ego, który na powitanie ściąga podkoszulek, ale widząc podekscytowanie Zacka w szlachetnym odruchu postanawia udawać heteryka, aby nie burzyć związku Zacka z Caseyem. To początek typowej dla filmów z serii Eating Out maskarady seksualnej, która zapewne skończy się jakimiś turbulencjami miłosnymi. Czy przeciętnej urody Casey tak po prostu zrezygnuje z przystojniaka Zacka? O to pytajcie już redaktor Janicką. Jeśli miałbym ocenić ten film, to powiedziałbym, że spełnił moje oczekiwania, niezbyt wygórowane. Znowu komedia, na której nie zaśmiałem się ani razu, ale dość sympatyczna.
sobota, 7 kwietnia 2012
Partnerzy czyli Partners
Komedia z 1982 roku. Obrazek sugeruje granie na stereotypach geja i maczo. Ale co dziwne, choć według mojej wiedzy poprawność polityczna dopiero się wtedy rodziła, ten film jest dla gejów dość przyjazny. A szablony wizerunkowe, które tutaj mamy, dadzą się uzasadnić komediowymi założeniami scenariusza. Ryan O'Neal, amant z Love Story, i John Hurt zagrali parę policjantów, Bensona i Kerwina, którzy mają spenetrować środowisko gejów w celu wyjaśnienia morderstwa, i to niejednego, jak się potem okazuje. Kerwin jest gejem, ale to na Bensonie spoczywa ciężar śledztwa, bo jest po prostu dużo bardziej atrakcyjny. I chociaż dla ściemy wynajął mieszkanie wspólnie z Kerwinem, wciąż trzyma się heteroseksualnego stylu życia
i zaciąga panny do łóżka. Jedna z nich okaże się kluczową postacią śledztwa. I jak się domyślamy, wszystko zostanie wyjaśnione, zbrodnia ukarana, a od początkowej niechęci dojdziemy do wyznania przyjaźni w okolicznościach melodramatycznych. Rozbawił mnie ten film i nieco rozczulił, kiedy na końcu pojawiły się charakterystyczne napisy w starym stylu z liniami kropek łączącymi odtwórców z postaciami. Na koniec dwa gify.

i zaciąga panny do łóżka. Jedna z nich okaże się kluczową postacią śledztwa. I jak się domyślamy, wszystko zostanie wyjaśnione, zbrodnia ukarana, a od początkowej niechęci dojdziemy do wyznania przyjaźni w okolicznościach melodramatycznych. Rozbawił mnie ten film i nieco rozczulił, kiedy na końcu pojawiły się charakterystyczne napisy w starym stylu z liniami kropek łączącymi odtwórców z postaciami. Na koniec dwa gify.

Group Therapy

Miałem o tym nie pisać, bo to softkorowe porno dla gejów, które zapodałem sobie bez uprzedniej wiedzy o tym filmie. Bo nie mam ambicji wplatania motywów pornograficznych do tego blogu. Człowiek bez ambicji, totalnie. Ale jednak coś skrobnę o tym dziele, chociażby po to, żeby podjąć próbę odpowiedzi na pytanie, czym różni się softkor od hardkoru. Na podstawie tego przypadku odpowiedź jest prosta: co jest twarde w hardkorze, w softkorze jest miękkie. Poza tym nie ma tej dosłowności, nigdy nie zobaczymy ust na członku, penetrowanego anusa, ani nawet masowania członka przez drugiego osobnika. Za to nie można powiedzieć, że twórcy wstydzą się pokazywać penis, a w jednym przypadku aktor nawet za bardzo się wczuł w rolę, kiedy przestał być taki "soft". Umowność w pokazywaniu scen seksu, zamierzona niejednoznaczność - zwykle interpretuje się to jako głębię myśli. Gdyby redaktor Janicka opowiedziała nam fabułę, to byłoby mniej więcej tak. Grupa przystojnych młodych mężczyzn mających problemy ze swoją seksualnością spotyka się na terapii grupowej. Są anonimowi, a ich przydomki mówią w zasadzie wszystko o ich problemach: Anonimowy Seks, Ekshibicjonista, Publiczny Koniowal, Nieśmiałek, Niepewny i Ja-Wolę-Masturbację-Od-Seksu. Czy terapia zadziała? Musi, nie ma wyjścia.
piątek, 6 kwietnia 2012
Kwiatek polubił T9, ja też chyba zacznę lubić
Wszystko po dzisiejszej wymianie sms-ów.
Kwiatek: Miejski, jak Ci mija dzionek? (...)
Ja: Wiejski, wreszcie przestałem się turlać ze śmiechu po 25 minutach. (...)
Rodeu-mubi czyli Road Movie
Film zaczyna się od sceny namiętnego seksu Dae-shika (na obrazku) z pewnym młodzieńcem. Wydawałoby się, że seks był udany, ale w następnej scenie Dae-shik brutalnie pozbywa się kochanka wpychając go do odjeżdżającego pociągu. Później widzimy, że coś białego leży na chodniku, a to Suk-won, yuppie, który właśnie stracił cały majątek, a wraz z nim miłość swej żony. Dae-shik zdziera z niego białą marynarkę, ale w odruchu litości zabiera go do swego miejsca, które jest czymś w rodzaju dzikiej noclegowni dla mieszkających inaczej. Kontynuowanie tej opowieści odczułbym jako absurd. Taki, jaki przeżyłem kiedyś na lekcji polskiego, kiedy mieliśmy opowiadać "akcję" Szewców Witkacego. I potem zamknęli hrabinę w klatce. Ten film nie jest tak szalony, jak dramaty Witkacego, ale nieco podobny w tym sensie, że widzowi oszczędza się ukazywania motywacji, którymi kierują się bohaterowie. Mamy więc głębię i niejednoznaczność, no trudno. Suk-won dopiero w połowie filmu orientuje się, że Dae-shik czuje do niego miętę. A potem jest pogubiony jak my, widzowie, ani tej miłości nie odrzuca, ani jej nie odwzajemnia. Zdecydowałbyś się wreszcie, chłopie. Albo znalazł dziewczynę wreszcie byś.
Akt dewocji (nie mojej)
Wierzcie lub nie, wysłuchałem tego w całości, co wymaga poświęcenia. Nadal nie mam wielkiego szacunku dla debat teologicznych, ale tutaj chodzi o coś innego. Wzruszyła mnie żarliwość prelegenta Matthew Vinesa. Może sarkazm nie pożarł mojej duszy do końca... I jeszcze jedno, ten niewątpliwy dla mnie akt dewocji pochodzi z ateistycznego blogu I H8 Religion, co zauważam z przekąsem.
Wszystko jasne
[Flash 10 is required to watch video]
Porwał mnie za włosy, szarpał, targał, darł. Wlókł mnie nagą za włosy po śniegu, po twardym, czystym, przeźroczystym śniegu. I przez całe ciało szedł mi jeden dreszcz szalony i jedno palenie rozkoszne, kłucie szpileczkami zlodowaciałych szyszek pini – od głowy przez ramiona, przez piersi, przez kark. I tak wlókł mnie wśród męki, wśród chichotu, głaskania, łechtania, drażnienia całej mojej duszy. I tak mnie bił, tak mnie cudownie bił...
To była Gabriela Zapolska, a ja od siebie dodam, że nadal nie wierzę w męską laktację.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


