niedziela, 16 kwietnia 2023
Dungeons & Dragons: Złodziejski honor czyli Dungeons & Dragons: Honor Among Thieves
Niewiele wiem o grze, na podstawie której powstał ten film. To nic, bo komiksów Marvela też nigdy nie miałem w rękach, ale nie widzę powodu, by nie omawiać filmów. Widzowie w kinie mają od graczy tyle wygodniej, że nie muszą zadaniować postaci, bo tym już zajęli sie scenarzyści. W moim odczuciu - udało im się. Ale to jeszcze za mało, by powstał przyzwoity film. Aby widz strawił fabułę nie dostając zatwardzenia, zastosowano środek zapobiegawczy w postaci humorku. I to niewątpliwie wypaliło. Podkręcono dialogi i sytuacje, na przykład sceny rozmów z nieboszczykami (choć jednego z nich potraktowano nadzwyczaj podle), a pomysł na smoka mieli naprawdę odlotowy. U boku Edgina mającego do wyrównania porachunki z niejakim Forgem sprzymierzonym z czarownicą staną: Holga, waleczna niewiasta, zmiennokształtna druidka, niefortunny młodociany czarownik i - niestety tylko przez chwilę - niejaki Xenk, odstępca z mrocznego zakonu rycerskiego. Niestety, bo gra go śliczny Regé-Jean, któremu chętnie potarmosilibyśmy uszy i którego oglądalibyśmy z zachwytem, nawet gdyby recytował przemówienia z XIX-wiecznej Izby Lordów. Film wygląda na bardzo udany początek serii, ale postanowiłem nie cieszyć się na sequele i prequele, bo juz nieraz się przekonałem, że otrzymujemy podróbki i niedoróbki, bo po co się starać, skoro publika złapała się na haczyk.
piątek, 14 kwietnia 2023
Infini
Mamy do czynienia ze średniobudżetową produkcją sajens-fikszyn z elementami thrillera. Główny bohater to Whit Carmichael, który dla zarobku zaciągnął się do formacji militarnej, biorącej udział w eksploracji kosmosu za pomocą cudownej technologii pozwalającej przenieść człowieka momentalnie z Ziemi do miejsc odległych o setki lat świetlnych. Co więcej, kiedy na Ziemi mija pół minuty, nasi bohaterowie przeżyli w odległej miejscówce paręnaście godzin. To w sumie nie takie ważne, bo istotniejsze jest to, że w owej odległej kopalni doszło do jakiejś tragedii. Wysłany tam Whit jakimś cudem przeżył, a na jego ratunek oddelegowano kolejny oddział. Zagrożenie, z jakim się zetkną wysłani, to coś w rodzaju znanych nam typowych alienów, ale jest to analogia mocno przybliżona. Będzie trochę zbyt wiele mordobicia, choć należy przyznać, że aktor Ford grający Chestera w tych scenach nieco nas ubawił. Z kolei aktor MacPherson w roli głównej wywołał u nas efekt kotka ze Shreka: wyrządzenie krzywdy komuś z taką ładną buzią i smutnymi oczami po prostu byłoby świństwem. Plusem filmu jest moment, w którym trudno jest się domyślić, co będzie dalej. Minusem: to, co było dalej, a co opiszę przez analogię. W filmie Marsjanie atakują! prezydent SZA wygłasza przejmującą mowę do Marsjanina, który wszedł do bunkra, ostatniego schronienia przywódcy SZA. Po co tyle złości, tyle agresji, czy nie możemy po prostu współpracować w zgodzie i poszanowaniu wzajemnym? Burton w Marsjanach zrobił sobie z tego kpinę, za to w Infini mamy to na poważnie. Mały problem polega na tym, że bardzo poważnie uważamy, że z pewnych rzeczy nie wypada nie kpić.
czwartek, 13 kwietnia 2023
Centesimus annus (encyklika JP2 z 1991 roku)
Przeczytałem nieco pobieżnie, ale i tak mogę śmiało rzec, że od dzisiaj zapewne jestem lepszy w „nauki” papieskie od 99% polskich katolików. Chciałem być bardziej napastliwy omawiając encyklikę, ale jakoś nie wyszło. Do stwierdzeń o charakterze czysto religijnym się nie odnoszę, bo nie chce mi się piździesiąty raz argumentować przeciw wierze religijnej. Większość tekstu to mało odkrywcze spostrzeżenia, spora część to tezy bez pokrycia i uzasadnienia, a wśród recept na bolączki ówczesnego świata znajdujemy tylko pobożne życzenia. Chwali się papieżowi sprzeciw wobec wojny (wtedy w Zatoce). Przechodzimy do cytatów z moimi komentarzami.
13 (numeracja zgodna z encykliką)
Ateizm, o którym mowa, jest zresztą ściśle związany z oświeceniowym racjonalizmem, który pojmuje rzeczywistość ludzką i społeczną w sposób mechanistyczny. Zostaje w ten sposób zanegowana najgłębsza intuicja prawdziwej wielkości człowieka, jego transcendencja wobec świata rzeczy oraz napięcie, jakie odczuwa on w swoim sercu pomiędzy pragnieniem pełni dobra a własną niezdolnością do osiągnięcia go, przede wszystkim zaś zostaje zanegowana wynikająca stąd potrzeba zbawienia.
Bo perspektywa bycia prochem i pyłem w majestacie Boga jest niby źródłem tego poczucia wielkości? Widać w tym cytacie fundamentalną cechę chrześcijaństwa: stawiamy przed człowiekiem cel nieosiągalny i udajemy, że mamy na sposób na jego realizację. Nb. dużo zdrowiej jest nie żywić przekonania o „wielkości” człowieka. Nie wiem, co JP2 rozumie przez ateizm, ale raczej nie zwyczajny brak wiary, bo z tego nijak nie wynika ów mechanistyczny sposób pojmowania jakiejkolwiek rzeczywistości.
20
Inną jeszcze praktyczną formę odpowiedzi na komunizm [w krajach Zachodu] stanowi społeczeństwo dobrobytu albo społeczeństwo konsumpcyjne. Dąży ono do zadania klęski marksizmowi na terenie czystego materializmu, poprzez ukazanie, że społeczeństwo wolnorynkowe może dojść do pełniejszego aniżeli komunizm zaspokojenia materialnych potrzeb człowieka, pomijając przy tym wartości duchowe.
Jeżeli w rzeczywistości prawdą jest, że ten model społeczny uwydatnia niepowodzenie marksizmu w swoich zamiarach zbudowania nowego i lepszego społeczeństwa, to równocześnie, na tyle na ile odmawia moralności, prawu, kulturze i religii autonomicznego istnienia i wartości, spotyka się z marksizmem w dążeniu do całkowitego sprowadzenia człowieka do dziedziny ekonomicznej i zaspokojenia potrzeb materialnych.
O, Zeusie Likajoński, toż to typowy dla JP2 non sequitur. W jaki sposób „społeczeństwo dobrobytu” narusza moralność, prawo itd.? Czy gdyby państwo nie pomijało wartości duchowych, lecz je propagowało wśród swoich obywateli, to byłoby lepiej? Może kogoś zdziwię, ale jeśli tzw. religia w szkole byłaby lekcją o religiach i duchowości - nie miałbym nic przeciwko. Natomiast mam wiele zastrzeżeń do równania „wartości duchowe = katolicyzm”, które nasze państwo uznaje za oczywiste. Młodzi ludzie masowo wypisujący się z religii raczej już tak nie myślą.
35
Przekonaliśmy się, że nie do przyjęcia jest twierdzenie, jakoby po klęsce socjalizmu realnego kapitalizm pozostał jedynym modelem organizacji gospodarczej.
To akurat niezłe!
37
Obok problemu konsumizmu budzi niepokój ściśle z nią związana kwestia ekologiczna. Człowiek, opanowany pragnieniem posiadania i używania, bardziej aniżeli bycia i wzrastania, zużywa w nadmiarze i w sposób nie uporządkowany zasoby ziemi, narażając przez to także własne życie.
W dalszym ciągu JP2 wchodzi w polemikę z biblijnym zaleceniem „czyńcie sobie ziemię poddaną” (Rdz 1,26-28), o którym taktownie nie wspomina. Podobno dewastacja środowiska jest niezgodna z bożym zamysłem, więc naturalne staje się pytanie, czy Bóg nie mógł w tekstach natchnionych wyrażać się jaśniej?
48
Byliśmy w ostatnich latach świadkami znacznego poszerzenia zakresu tego rodzaju [państwowej] interwencji, co doprowadziło do powstania w pewnym sensie nowego typu Państwa — „Państwa dobrobytu”. Rozwój ten w niektórych. Państwach miał na celu sprostanie licznym koniecznościom i potrzebom i zaradził ubóstwu i brakom niegodnym osoby ludzkiej. Nie obeszło się jednak bez przesady i nadużyć, które, zwłaszcza w ostatnich latach, spowodowały ostre krytyki „Państwa dobrobytu”, określanego jako „Państwo opiekuńcze”. Niesprawności i niedostatki w Państwie opiekuńczym wynikają z nieodpowiedniego rozumienia właściwych Państwu zadań. (...)
Interweniując bezpośrednio i pozbawiając społeczeństwo odpowiedzialności, Państwo opiekuńcze powoduje utratę ludzkich energii i przesadny wzrost publicznych struktur, w których — przy ogromnych kosztach — raczej dominuje logika biurokratyczna, aniżeli troska o to, by służyć korzystającym z nich ludziom.
Nb. w biurokrację Kościół też potrafi. W dalszym ciągu padają konkrety o pomocy kierowanej w stronę emigrantów, osób starszych i chorych lub narkomanów. Czy opieka „państwowa” przybiera wynaturzone, urzędowe formy, jak czytamy? Nie wiem, bo potrzebowałbym oprzeć swój sąd na czymś lepszym niż „autorytet”, np. na jakichś statystykach. Zapewne ten właśnie fragment czyni z JP2 w oczach krytyków zwolennika dzikiego kapitalizmu, którego doświadczaliśmy tuż po ogłoszeniu encykliki. Ma ona urok typowego tekstu natchnionego. Pada w niej tyle różnych stwierdzeń, że można by - dobierając odpowiednio cytaty - zrobić z JP2 komucha, przynajmniej w oczach Balcerowicza. Zamiast opieki państwowej JP2 proponuje wolontariat, ale to wygląda na fałszywą alternatywę. Bez trudu potrafię wyobrazić sobie wolontariat wspierany przez państwo.
58
Coraz bardziej jednak odczuwa się potrzebę, by w miarę narastającego umiędzynarodowienia gospodarki powstawały odpowiednie i skutecznie działające międzynarodowe organy kontrolne i kierownicze, dzięki którym gospodarka służyłaby dobru wspólnemu; pojedyncze Państwo, choćby najpotężniejsze, nie jest już w stanie tego dokonać.
Trafne. Niestety wątpię, że „dar łaski ofiarowanej przez Boga” doprowadzi do ustanowienia owych organów. Zwłaszcza że od ogłoszenia encykliki minęło ponad 30 lat.
13 (numeracja zgodna z encykliką)
Ateizm, o którym mowa, jest zresztą ściśle związany z oświeceniowym racjonalizmem, który pojmuje rzeczywistość ludzką i społeczną w sposób mechanistyczny. Zostaje w ten sposób zanegowana najgłębsza intuicja prawdziwej wielkości człowieka, jego transcendencja wobec świata rzeczy oraz napięcie, jakie odczuwa on w swoim sercu pomiędzy pragnieniem pełni dobra a własną niezdolnością do osiągnięcia go, przede wszystkim zaś zostaje zanegowana wynikająca stąd potrzeba zbawienia.
Bo perspektywa bycia prochem i pyłem w majestacie Boga jest niby źródłem tego poczucia wielkości? Widać w tym cytacie fundamentalną cechę chrześcijaństwa: stawiamy przed człowiekiem cel nieosiągalny i udajemy, że mamy na sposób na jego realizację. Nb. dużo zdrowiej jest nie żywić przekonania o „wielkości” człowieka. Nie wiem, co JP2 rozumie przez ateizm, ale raczej nie zwyczajny brak wiary, bo z tego nijak nie wynika ów mechanistyczny sposób pojmowania jakiejkolwiek rzeczywistości.
20
Inną jeszcze praktyczną formę odpowiedzi na komunizm [w krajach Zachodu] stanowi społeczeństwo dobrobytu albo społeczeństwo konsumpcyjne. Dąży ono do zadania klęski marksizmowi na terenie czystego materializmu, poprzez ukazanie, że społeczeństwo wolnorynkowe może dojść do pełniejszego aniżeli komunizm zaspokojenia materialnych potrzeb człowieka, pomijając przy tym wartości duchowe.
Jeżeli w rzeczywistości prawdą jest, że ten model społeczny uwydatnia niepowodzenie marksizmu w swoich zamiarach zbudowania nowego i lepszego społeczeństwa, to równocześnie, na tyle na ile odmawia moralności, prawu, kulturze i religii autonomicznego istnienia i wartości, spotyka się z marksizmem w dążeniu do całkowitego sprowadzenia człowieka do dziedziny ekonomicznej i zaspokojenia potrzeb materialnych.
O, Zeusie Likajoński, toż to typowy dla JP2 non sequitur. W jaki sposób „społeczeństwo dobrobytu” narusza moralność, prawo itd.? Czy gdyby państwo nie pomijało wartości duchowych, lecz je propagowało wśród swoich obywateli, to byłoby lepiej? Może kogoś zdziwię, ale jeśli tzw. religia w szkole byłaby lekcją o religiach i duchowości - nie miałbym nic przeciwko. Natomiast mam wiele zastrzeżeń do równania „wartości duchowe = katolicyzm”, które nasze państwo uznaje za oczywiste. Młodzi ludzie masowo wypisujący się z religii raczej już tak nie myślą.
35
Przekonaliśmy się, że nie do przyjęcia jest twierdzenie, jakoby po klęsce socjalizmu realnego kapitalizm pozostał jedynym modelem organizacji gospodarczej.
To akurat niezłe!
37
Obok problemu konsumizmu budzi niepokój ściśle z nią związana kwestia ekologiczna. Człowiek, opanowany pragnieniem posiadania i używania, bardziej aniżeli bycia i wzrastania, zużywa w nadmiarze i w sposób nie uporządkowany zasoby ziemi, narażając przez to także własne życie.
W dalszym ciągu JP2 wchodzi w polemikę z biblijnym zaleceniem „czyńcie sobie ziemię poddaną” (Rdz 1,26-28), o którym taktownie nie wspomina. Podobno dewastacja środowiska jest niezgodna z bożym zamysłem, więc naturalne staje się pytanie, czy Bóg nie mógł w tekstach natchnionych wyrażać się jaśniej?
48
Byliśmy w ostatnich latach świadkami znacznego poszerzenia zakresu tego rodzaju [państwowej] interwencji, co doprowadziło do powstania w pewnym sensie nowego typu Państwa — „Państwa dobrobytu”. Rozwój ten w niektórych. Państwach miał na celu sprostanie licznym koniecznościom i potrzebom i zaradził ubóstwu i brakom niegodnym osoby ludzkiej. Nie obeszło się jednak bez przesady i nadużyć, które, zwłaszcza w ostatnich latach, spowodowały ostre krytyki „Państwa dobrobytu”, określanego jako „Państwo opiekuńcze”. Niesprawności i niedostatki w Państwie opiekuńczym wynikają z nieodpowiedniego rozumienia właściwych Państwu zadań. (...)
Interweniując bezpośrednio i pozbawiając społeczeństwo odpowiedzialności, Państwo opiekuńcze powoduje utratę ludzkich energii i przesadny wzrost publicznych struktur, w których — przy ogromnych kosztach — raczej dominuje logika biurokratyczna, aniżeli troska o to, by służyć korzystającym z nich ludziom.
Nb. w biurokrację Kościół też potrafi. W dalszym ciągu padają konkrety o pomocy kierowanej w stronę emigrantów, osób starszych i chorych lub narkomanów. Czy opieka „państwowa” przybiera wynaturzone, urzędowe formy, jak czytamy? Nie wiem, bo potrzebowałbym oprzeć swój sąd na czymś lepszym niż „autorytet”, np. na jakichś statystykach. Zapewne ten właśnie fragment czyni z JP2 w oczach krytyków zwolennika dzikiego kapitalizmu, którego doświadczaliśmy tuż po ogłoszeniu encykliki. Ma ona urok typowego tekstu natchnionego. Pada w niej tyle różnych stwierdzeń, że można by - dobierając odpowiednio cytaty - zrobić z JP2 komucha, przynajmniej w oczach Balcerowicza. Zamiast opieki państwowej JP2 proponuje wolontariat, ale to wygląda na fałszywą alternatywę. Bez trudu potrafię wyobrazić sobie wolontariat wspierany przez państwo.
58
Coraz bardziej jednak odczuwa się potrzebę, by w miarę narastającego umiędzynarodowienia gospodarki powstawały odpowiednie i skutecznie działające międzynarodowe organy kontrolne i kierownicze, dzięki którym gospodarka służyłaby dobru wspólnemu; pojedyncze Państwo, choćby najpotężniejsze, nie jest już w stanie tego dokonać.
Trafne. Niestety wątpię, że „dar łaski ofiarowanej przez Boga” doprowadzi do ustanowienia owych organów. Zwłaszcza że od ogłoszenia encykliki minęło ponad 30 lat.
niedziela, 9 kwietnia 2023
Pani z przedszkola
Wspominam o tej produkcji z kronikarskiego obowiązku, raczej po to tylko, żeby został ślad, że obejrzałem, i sugestia, abym już do tego filmu nie wracał. Dojrzały bohater wspomina peerelowskie dzieciństwo, a w szczególności panią z przedszkola, która namieszała w życiu jego i jego rodziców. Teraz wylądował na kozetce u psychologa i leczy się z seksualnych obsesji nabytych w dzieciństwie. Wasowski inputował Przyborze, że wątki erotyczne w jego twórczości były skutkiem niewyżycia się w dzieciństwie. Ale wiecie, to były takie żarty, które twórcy filmu wzięli na serio i zrobili z tego komedię. Przykro mi, że to uczynili.
65
Adam Driver, dinozaury, podróże kosmiczne... Brzmi jak samograj, to nie może nie wypalić. Otóż może i to bardzo. Ten film podobał się 79% użytkowników - to szokująca dla mnie informacja, którą podają gugle. Driver gra przedstawiciela humanoidalnej rasy, który niczym nie różni się od współczesnych homo sapiens, choć akcja toczy się 65 milionów lat temu, kiedy wskutek awarii statek przewożący zamrożonych osobników rozbija się na Ziemi tuż przed uderzeniem asteroidy, która wyeliminowała dinozaury. Ze statku ocalał pilot Mills i dziewczynka Koe, która nie mówi po angielsku, więc - jaka ulga - można było sobie darować harówkę nad dialogami. Cała fabuła sprowadza się do pokonania pewnego dystansu, kiedy na drodze czają się drapieżne gady. Jako drapieżniki są głupie w ten typowy holiłódzki sposób: podchodzą do ofiary i zamiast ją chapnąć znienacka, rozdziawiają paszczę i wydają te swoje niby przerażające charkoty, dając ofierze okazję do ucieczki. Drogie dzieci, żadne polujące stworzenia się tak nie zachowują. Nigdy się nie spodziewałem, że zobaczę Drivera w tak słabym filmie, że będę odradzał jego oglądanie w streamingu nawet dla beki.
sobota, 8 kwietnia 2023
Miłość z datą ważności czyli Sell By
Kilkuletni związek Adama i Marklina przechodzi w stan kryzysu, kiedy okazuje się, że finansowy sukces Marklina, gwiazdy mediów społecznościowych, przyćmiewa mizerne dokonania Adama, który jest ghost painterem znanej malarki (czyli maluje dla niej obrazy, które ona podpisuje jako swoje i sprzedaje za kwoty nieosiągalne dla Adama). Film jest sympatyczny, ale nie pobudza do żadnych głębszych refleksji, poza tą, jaką mogą mieć pary z ponad dwudziestoletnim stażem w związku: jak nam się udaje ze sobą wtrzymać? W tle mamy perypetie kobiety wyzwolonej, która zadała się z bezdomnym, którego by porzuciła, ale ten egzemplarz jest wyjątkowo przystojny i niezły w te klocki. A druga kobieta jest nauczycielką, w której zabujał się młodociany podopieczny. Po aktorze grającym Adama widać dobre geny, które go wyposażyły w włochatą klatę. I rzeczywiście, to Scott Evans, brat dużo lepiej znanego Chrisa (i rzekłbym nawet, że od niego przystojniejszy). Co najlepsze, jest on otwartym gejem, więc w roli Adama nie musiał zbytnio udawać.
Jak nie zabiłem swojego ojca i jak bardzo tego żałuję (Łaźnia Nowa)
Okoliczności, w których powstał spektakl, są dość szczególne, bo reżyser Mateusz Pakuła najpierw napisał książkę, a potem przeniósł ją na scenę. Książka jest brutalną opowieścią o umieraniu jego ojca, u którego rozwinął się nowotwór niemożliwy do wyleczenia. Umieranie jest piękne w filmach holiłódzkich, ale nie w prawdziwym życiu, z jego wszystkimi wydzielinami w postaci krwi i kału. W spektaklu dominuje słowo, więc nie doświadczymy nawet ułamka tego, co było udziałem Pakuły. Ojciec umierał długo dłużej, niż to przewidywali lekarze, w mękach tak okropnych, że pomimo swego religijnego przywiązania do „wartości”, zaczął domagać się eutanazji, przywileju, którym w Polsce cieszą się koty i psy, ale nie ludzie. Pakuła stawia sprawę otwarcie mówiąc, że byłby gotowy to zrobić dla ojca, ale jedyną dostępną opcją było uduszenie poduszką - a tego nie był w stanie uczynić. Nie bardzo mnie interesuje dyskusja o moralnych aspektach eutanazji, ale gdybym mógł dokonać wyboru - podpisałbym zgodę na własną eutanazję, obwarowaną pewnymi dość łatwymi do sformułowania zastrzeżeniami. Nie rozumiem, czemu nie dana jest mi taka możliwość. Autor też tego nie rozumie, a w niedawnym wywiadzie wręcz stwierdził, że ta sprawa ostatecznie zachęciła go do pożegnania się z Kościołem katolickim i religią w ogóle. Nic więc dziwnego, że w spektaklu usłyszymy parę zjadliwych uwag przeciw katolicyzmowi alla polacca. Wracając do filmów, przypomina mi się świetna Inwazja barbarzyńców, w której przyjaciele chorego organizują mu eutanazję. Nawet jednak w tym filmie śmierć jest nieco ugłaskana - ale nie tak jak w obłudnym Joe Black, w którym pomysł na śmierć jest jakby wzięty z wiersza, który zamieszczam poniżej (z tomu „Późne słońce“ Marcina Orlińskiego).
Subskrybuj:
Posty (Atom)






