Nie wiem po co ten tytuł

              

wtorek, 8 września 2020

Stara ich zabije, naprawdę

[X]

O życiu ze śmiertelnie poważnym humorem (Krzysztof Szubzda)

Impuls nabywczy względem tej książki zawdzięczam Kwiatkowi. Podsłuchałem bowiem, jak mówił o interfejsie białkowym, co samo w sobie jest zapewne ogranym dowcipem, nawet nie dowcipem, a zwykłym elementem idiolektu branży informatyków. Z interfejsu białkowego przez gugla doszedłem do książki, bo ta fraza szczęśliwie w niej zagościła. Dziękuję, Kwiatku. Nie mam ochoty wiele pisać o książce, bo świetna jest. Jak się zbytnio coś zachwala, to włącza się podejrzliwość. Proporcja liczby chachów do objętości tekstu wypada imponująco. Poza tym jest to nie tylko zbiór zabawnych obserwacji z życia, bowiem komentarz bywa zaskakująco trafny i głęboki. Nie przez cały czas wszakże, bo zasmucił mnie rozdział o korpoludkach, z których autor podkpiwa szyderczo w sytuacji, kiedy żadnej realnej krzywdy od nich nie doznał. Więcej troski i wyrozumiałości, autorze!

[11]
Obecnie nie ma żadnych dochodów, a suma jej świadczeń opiewa na prawie 5000 zł, wszystkie dzieci korzystają z bezpłatnych obiadów w szkole, a instytucje charytatywne nie przestają dzwonić z pomocą. Pani Marta ma już dość serków zbliżających się do best-befora, a w ofercie banków żywności nie ma jej ulubionych odwróconych hosomaków w sosie teriyaki, więc już od dziadów z serkami telefonów nie odbiera. Ostatnio znalazła przepis (bo w ustawodawstwie socjalnym jest wyjątkowo biegła), że należą się jej okresowe deputaty na bieliznę w kwocie 250 zł rocznie i zamówiła sobie francuski biustonosz Aubade Swinging Night Balconette, bo przecież nie będzie brała szmat z Triumpha.
Jak znaleźć się w tak pożądanej sytuacji? Proste, wziąć fikcyjny rozwód z mężem i stać się w ten sposób matką samotnie wychowującą piątkę dzieci. Bo razem z mężem przy średnim dochodzie powyżej 800 peelenów na twarz byli krezusami poza zasięgiem jakiejkolwiek pomocy społecznej i charytatywnej.

[19, wspomnienie dziadka autora z pracy przymusowej w czasach okupacji]
Elegancko było, bauer karmił mnie lepiej niż twoja babcia, i dupy po fajrancie nie zawracał.

[165, o cytacie z Ewangelii Mateusza, 6:34]
Czytam zatem u Wujka: „Nie troszczcie się o duszę waszę!”. Bardzo podobne zdanie znajduję w Biblii brzeskiej: „Nie troszczcie się o żywot wasz!”, i w Biblii warszawskiej: „Nie troszczcie się o swoje życie!”. Słowem, nikt nigdy i nigdzie nie musiał i nie musi martwić się o jutro, tylko my współcześni Polacy, karmieni Biblią Tysiąclecia, zwaną przez specjalistów Biblią Tysiąca Błędów, która wcisnęła Mateuszowi słowo „zbytnio” i tak zaczęliśmy się zamartwiać.

[174, pisze Maniek w internecie]
Prawdziwy punk to był kiedyś w Jarocinie, słyszałem zespół chyba z Juraty o nazwie: Dzikie i Prymitywne Hordy Półludzi Walczące o Dostęp do Samicy przy Pomocy Oszczepu, he, he, fajnie to wyglądało na bilecie koncertowym.

[179]
Z kolei misją H&M jest prowadzenie zrównoważonego środowiskowo i odpowiedzialnego społecznie biznesu. To dość odważne sformułowanie w sytuacji, gdy firma słynie z fabryk wyzysku w Afryce i zatrudniania dzieci na Filipinach.
Uwaga w temacie misji biznesowej - dzisiejsze firmy nie chcą nam sprzedać towarów i usług, im krzewienie misji leży na korporacyjnym sercu.

[233]
Zauważyłem, że każdy rok przynosi jakieś modne warzywo albo przyprawę bez której nowoczesne gospodynie nie wyobrażają sobie życia, choć jeszcze rok temu wyobrażały. W tym roku króluje, zdaje się, kolendra i topinambur.

poniedziałek, 7 września 2020

Co robimy w ukryciu (sezon 2, odcinek 9)

Wiedźmy porwały wampiry, z których parę trafiło do specjalnego escape roomu, w którym jest pani, która może, oj, wiele może.

Koniec lodu. Jak odnaleźć sens w byciu świadkiem katastrofy klimatycznej (Dahr Jamail)

Niedawno kupiłem blender. Chciałbym powiedzieć, że cieszę się z tego i że mam nadzieję na wiele lat współpracy. Nie cieszę się i nie mam nadziei, bo to nie pierwszy i nie drugi blender, który w życiu kupiłem. Nie bardzo nawet wiem który. Co więcej, nie był mi potrzebny cały blender, tylko sam młynek, ale był tylko nieznacznie tańszy od całego urządzenia, a kupując sam młynek ryzykowałem, że nie będzie pasował do starego mechanizmu. A tymczasem moja mama do dziś używa kupionego za komuny robota kuchennego. Ojciec radzi, aby nie kupować blendera z tej samej firmy, skoro się spartolił. Dobrze gada, ale z kupowanych przeze mnie blenderów ten okazał się funkcjonować najdłużej, więc lepiej powtórzyć tę markę. Staje mi przed oczami armia zużytych blenderów-inwalidów, które nikomu niepotrzebne idą do blenderowego nieba, gdzie znowu radośnie mielą i trzepią. Tyle że ich zwłoki nie rozłożą się tu, na Ziemi, ku radości bakterii i pleśni, w zasadzie nie mam pojęcia, co się z nimi dzieje. Konkluzja jest oczywista: żyjemy w czasach zaplanowanego marnotrawstwa zasobów, a kiedy rzucam uwagę, że ludzkość będzie za to zasłużenie konać w boleściach, spotykam się z protestem - jak można tak mówić! Sprzeciw poniekąd słuszny, bo konsekwencje poniosą nie ci, którzy na nie zasłużyli, czyli mamy do czynienia z hardkorową, bo starotestamentową, wizją sprawiedliwości.

W słynnym filmiku „No i chuj” Instytutu Sztuki i Rozwoju jeden z prelegentów wie, co odpowiedzieć wnuczkowi, który będzie miał pretensje o to, że nigdy w życiu nie widział śniegu. Gdyby rzecz sprowadzała się do tego, że dziadek powie wnusiowi „no i chuj”, pośmialibyśmy się i wrzucili kolejne kalosze do pieca. Ale zdaje się, że regularnie odnawiana pokrywa śnieżna powoli tająca na wiosnę była naturalnym źródłem wody dla ożywającej roślinności. Skutków braku śniegu nie zobaczymy szybko, ale już w tym roku była mowa o alarmująco niskim stanie wód. Suma opadów się nie zmniejsza, lecz woda z gwałtownych, ulewnych deszczów szybko spływa do rzek, w małym stopniu zasilając wody gruntowe. No i chuj?

Książka Jamaila zainteresowała mnie obietnicą w tytule. Uwaga, będzie spojler, mam zamiar zaraz ją omówić. Zanim autor nam wyjawi, jak sobie radzić, opisze dość dokładnie, z czym mamy sobie radzić. Krótko mówiąc - ze śmiercią ziemskiej biosfery. Przesadnie to ująłem, prognozy są takie, że coś przeżyje, ale wielkie wymieranie już mamy. Dawne zagłady odnotowane w geologicznej przeszłości rozgrywały się w przeciągu tysięcy lat, kiedy ginęło ponad dziewięćdziesiąt procent gatunków, a dziś tempo wymierania jest nawet szybsze. Zachodzą zjawiska niesłychane, jak temperatury dwudziestu stopni w Utqiaġvik, miejscowości w Alasce położonej najdalej na północy. Kurczą się lodowce, które są źródłem wody dla niższych terenów. Nie jest przypadkiem, że płoną lasy, kiedy jest coraz bardziej sucho i gorąco. Tym samym zamiast absorbować CO2, jeszcze zwiększają jego ilość w atmosferze. Kwaśnieją oceany, więc blakną (czytaj: umierają) rafy koralowe. Inna rzecz niesłychana: odtajał lód na morzu na północ od Grenlandii, a sama grenlandzka pokrywa też topi się ekspresowo. Oczywiście oznacza to podniesienie poziomu mórz - w połączeniu ze zjawiskiem rozszerzania się wody wraz ze wzrostem temperatury. Kiedy to nastąpi na skalę zauważalną dla zwykłych śmiertelników? Nie w ciągu najbliższej kadencji wyborczej, ani też dwóch, więc jestem spokojny, że ekologia nie stanie się tematem serio w polityce. Teraz najlepsze: Jamail mówi, że nie ma potrzeby, by się stała, bo katastrofa jest nieunikniona, nawet jeśli od zaraz do zera zredukowalibyśmy emisję dwutlenku węgla. Rozpoczął się mechanizm sprzężenia zwrotnego, im bardziej tak jest, tym bardziej tak jest. Im cieplej, tym więcej metanu uwalnia się z płytkich wód u wybrzeży Syberii, a metan jeszcze lepiej niż CO2 podgrzewa planetę, więc prąd zatokowy niesie coraz cieplejszą wodę, która napędza uwalnianie się metanu na północy. Aktywizm w stylu Grety Thunberg, Nowy Zielony Ład - to tylko plasterki przykładane na wielkie rany, a raczej na nasze sumienia. Z tego punktu widzenia moje blendery nie mają żadnego znaczenia. Cóż więc nam autor radzi? Uwolnić się od nadziei i cieszyć się pięknem umierającej Ziemi. Decyzja Trumpa o wyjściu z porozumienia paryskiego była oburzająca, nieprawdaż. Jamail zapewne by powiedział, że nieistotna. Oby się mylił. Obym ja się mylił, kiedy z nim się zgadzam, a rację niechby mieli Jillette i Pinker.

[13]
W Himalajach do 2100 roku prawdopodobnie nawet o 99 procent zmaleją tysiące lodowców. Dziecko, które urodzi się teraz, za swego życia zobaczy Mount Everest bez lodowców.

[15]
Święta góra Maćhapućhare w Nepalu wyrasta nagle na wschodniej granicy rezerwatu Annapurna. W dzieciństwie zobaczyłem jej zdjęcie w podręczniku do geografii i natychmiast zachwycił mnie jej majestat. Kształtem przypomina ona rybi ogon, a ostra jak nóż krawędź, która tworzy jej szczyt, to linia skał opadająca niebezpiecznie z obu stron – sprawia wrażenie cienkiej jak papier. Wierzchołek, położony niemal 500 metrów wyżej niż Denali, jest więc jednym z najefektowniejszych wypiętrzeń na świecie. To arcydzieło przyrody.

[90, opinia Bruce'a Wrighta, badacza środowiska Wysp Pribyłowa]
– Kto jest na tyle niemądry, by pojechać na Aleuty i jeść ryby roślinożerne, gra w rosyjską ruletkę – powiedział. Alaski wydział zdrowia publicznego wprost podaje, że „niektóre z tych toksyn są tysiąc razy silniejsze niż cyjanek, a poziom toksyn zawartych w jednym mięczaku może być dla człowieka śmiertelny”.
Oprócz jadowitych mięczaków morskich w morzach wokół Alaski uaktywniły się mocno toksyczne bruzdnice Alexandrium.

[151, o decyzjach Trumpa wspierających przemysł paliw kopalnych]
Miejsca na domysły nie pozostawiają takie decyzje, jak powołanie byłego prokuratora generalnego Oklahomy, Scotta Pruitta, na stanowisko szefa Environmental Protection Agency [Agencja Ochrony Środowiska] – tej samej organizacji, którą wcześniej regularnie pozywał w imieniu przemysłu paliw kopalnych, czy też wyznaczenie Ricka Perry’ego, który jako „niemoralne” określił globalnie podjęte kroki mające na celu odejście od paliw kopalnych, na sekretarza energetyki.

[228, cytat z przedmowy Thomasa Lovejoya do książki Conservation Biology z roku 1980]
Zmniejszenie bioróżnorodności na naszej planecie jest fundamentalnym problemem naszych czasów.
„Zmniejszenie bioróżnorodności” - to nie brzmi zbyt alarmująco. Przez takie eufemizmy, za którymi stoi masowe wymieranie mogące objąć też ludzi, nigdy nie brano serio ostrzeżeń o zmianach klimatu. (Opinia moja.)

[239]
Porozumienie paryskie to tylko najnowszy dowód na nieudolność władz w odpowiadaniu na z pewnością największy kryzys egzystencjalny, z jakim musi zmierzyć się ludzkość.

[245, mówi Rita Mesquita, badaczka Amazonii]
Podjęłam osobistą decyzję, żeby nie mieć dzieci, bo nie widzę dla nich przyszłości. Nie sądzę, żebyśmy wygrali tę bitwę. Myślę, że to już koniec.

[263, tweet Washington Post z 2018]
Na północ od #Grenlandia, gdzie wcześniej był najgrubszy lód morski w #Arktyka, jest po prostu woda.

[307]
Jestem wolny od nadziei.

[324, gwóźdź do trumny rafy koralowej]
Jeszcze inny gwóźdź wbił rząd australijski, pozwalając na wypuszczenie na nią miliona ton osadu kanalizacyjnego.

[331]
Wétiko podobnie wyraża się w promowaniu tak zwanego Zielonego Nowego Ładu, który jest zasadniczo nałożeniem „ekologicznego” listka figowego na kapitalizm, oraz niesionej przezeń „nadziei”.
Wétiko - pojęcie z języka rdzennych Amerykanów, choroba kanibali, „pożeranie życia drugiego człowieka dla własnego, prywatnego celu bądź własnej korzyści”.

Czemu, cieniu, odjeżdżasz, ręce złamawszy na półpancerz praktyczny

[X]

Against the Web: A Cosmopolitan Answer to the New Right (Michael Brooks)

Niedawno zmarły Brooks z dużym talentem przeciwstawiał się znanym figurom z IDW. Rozwinięcie skrótu to „Intellectual Dark Web”, a termin pochodzi od matematyka Erica Weinsteina, który sam się do tego grona zaliczył. Wyczuwam tu ten sam posmak, który towarzyszy mi, gdy słyszę o polskiej drag queen o pseudonimie Jej Perfekcyjność. Na mój użytek pozwolę sobie spolszczyć IDK jako SSIJ, czyli Szara Sieć Intelektualnych Jegomościów. Gdyby jeszcze pozostałe postaci zaliczane do SSIJ nie wyrażały rodzaju aprobaty, a nawet entuzjazmu z przynależności, mniej chciałoby mi się z tego kpić. Główne postaci SSIJ to Sam Harris, Jordan Peterson i Ben Shapiro. A Dave Rubin? Owszem, był on najczęstszym i najwdzięczniejszym celem ataków Brooksa, ale określenie „intelektualista Rubin” jest oksymoronem nie gorszym niż „wiceprzewodnicząca Komisji Kultury Lichocka” lub „mąż stanu Duda”. O Rubinie już nieraz wspominałem, więc syntetycznie rzecz ujmując jest on głosicielem swobodnej walki idei na forum publicznym, który opowiada o tłumieniu pewnych poglądów na amerykańskich uczelniach. A gdzie o tym mówi? Na amerykańskich uczelniach. No dobrze, ale jakie idee chce głosić Rubin? Że wolna konkurencja wyręczy państwo w ustalaniu norm i zakazów, na przykład w przemyśle i budownictwie? Zrozumiałbym tego rodzaju idiotyzmy u dziesięciolatka lub dziewięćdziesięciolatka, jednak Rubin miał wystarczająco dużo czasu, żeby złapać kontakt z rzeczywistością, a o demencję go nie posądzamy. Przyznamy nieco racji SSIJ, kiedy mówią o „regresywnej” lewicy, która przeciwdziała wolności słowa, nie dopuszczając pewnych postaci do debaty ze względu na ich poglądy. Zdarzyło się to Christinie Hoff Sommers, pani o poglądach umiarkowanie szalonych, wśród których jest teza o dogmatyzmie feminizmu trzeciej fali (ciekawe, że już paręnaście lat temu w polskim periodyku Bez dogmatu - sic! - doszło na tym tle do awantury, po której profesor Stanosz podziękowała za współpracę). Jak to zwykle bywa, ktoś z uczelni ją zaprosił, to wywołało sprzeciw, bynajmniej nie pokojowy. Paradoks sytuacji polega na tym, że pani Sommers ma prawo korzystać z wolności słowa, ale protest wobec niej nie jest niczym innym niż przejawem wolności słowa. Na stanowcze potępienie pani Sommers bym się nie zdobył, ale zaostrzmy ołówek: a gdyby ktoś zaprosił na uczelnię kolegę z Ordo Iuris (o którym, przypomnijmy, nie mówimy, że jest sektą fundamentalistów finansowaną przez Kreml), który będzie łączył homoseksualizm z pedofilią lub wydalał androny o leczeniu tegoż? Ma prawo o tym mówić? Jak najbardziej, ale nie na uczelni, bo to nie miejsce na szerzenie szkodliwych bredni. Płaskoziemcom też odmawiam takiego przywileju. Opisane tu zjawisko odrzucania pewnych idei ma smutne skutki, bo panią Sommers przytulił PragerU, przykrywka dla chrześcijańskiego betonu, w który teraz mogą sobie wmurować odznakę obrońcy wolności słowa. Z kolei ateista Harris (wiem, że on nie używa tego określenia, ale ja tak) zapewne nie przylgnąłby do grupy SSIJ, bo nie chciałby być łączony z fundamentalistą Shapiro, który kiedyś w rozmowie z gejem Rubinem odstawiał myślowe hołubce, że nie przyszedłby na rocznicę jego małżeństwa, bo geje są be, ale na urodziny - już tak. Samie Harrisie, co ty na to? Jak zauważa Brooks,
Shapiro could be grouped together with Rush Limbaugh and Sean Hannity as naturally as he is with his IDW comrades-in-arms Sam Harris and Jordan Peterson. [10]
Limbaugh i Hannity to typowa, czyli hardkorowa, amerykańska konserwa. Harrisowi dostało się za scenariusz przyszłego konfliktu SZA ze światem islamu, kiedy w obronie wartości cywilizacji zachodniej być może trzeba będzie radykalnie (czyli atomowo-jądrowo) przeciwstawić się islamskiej ciemnocie, która w imię swojej religii byłaby gotowa poświęcić się cała, niczym dżihadyści z 11 września. Jak pisze Brooks, mało który „myślowy eksperyment” był tak odklejony od rzeczywistości. Niespecjalnie przejąłbym się tym, czy to w ogóle był eksperyment myślowy, na co Brooks marnuje trochę e-papieru. Peterson z kolei stał się guru po głośnym sprzeciwie wobec wprowadzenia w Kanadzie obowiązku respektowania zaimków płciowych wedle życzeń osób, do których się zwracamy. To mógłby być problem, bo kreatywność językowa w angielskim zaszła w tej dziedzinie dość daleko w las - tyle tylko, że nikt nie został skazany na mocy tego prawa. Peterson świetnie wykorzystał rozgłos, choć mnie trudno ujrzeć tę jego nieprzeciętność, kiedy odpowiedź na proste pytanie o wiarę w Boga zajęła mu minutę namysłu. Ponad pięćdziesięcioletni facet zaskoczony takim pytaniem? Podejrzewam, że przez tę minutę myślał raczej o tym, jaka odpowiedź, możliwie zbliżona do prawdy, będzie najbardziej opłacalna dla jego wizerunku. Bo wiecie, Jordanek nie wierzy w brodatego dziadunia w niebie, to prymitywne, ale ogłasza zachwyt nad chrześcijańską moralnością z jej uniwersalnymi zasadami, które w praktyce z każdego człowieka niekradnącego i niemordującego czynią chrześcijanina. Na wszelki wypadek powiem otwarcie: to żałosne bzdury. Krytyka Brooksa postaci Petersona przebiega po nieco innej linii niż tu przedstawiłem. Shapiro z kolei jest przykładem tego, jak argumentować pod przyjętą tezę. Jeśli uważasz swój kraj za najwspanialszy, to oczywiście znajdziesz wiele świadectw potwierdzających takie przekonanie, wystarczy zamknąć oczy na niewygodne fakty. Pozostaje ostatni rozdział, w którym Brooks kreśli wizję świetlanej, lewicowej przyszłości. Poniżej skomentowałem cytat ze strony 77, a ten sam komentarz pasuje do całości. Brakuje mi u Brooksa refleksji nad tym, czemu nie udał się komunizm w ZSRR i w ogóle gdziekolwiek. Za to w nadmiarze mamy ufności w ludzką dobroć, a wiemy czym to może się skończyć. Jeśli ludzie nie okażą się wystarczająco dobrzy, to trzeba będzie ich ulepszyć w łagrach lub w Łubiankach. Na koniec pytanko: czy Kaligula rzeczywiście palił chrześcijan [83]? Citation needed, Michaelu.

[24]
The most famous thought experiment is the so-called “Trolley Problem,” which was originally formulated by the British philosopher Philippa Foot, though the version that most people are familiar with incorporates a change suggested by the American philosopher Judith Jarvis Thomson.

[35, o zbombardowaniu Al-Shify]
Notoriously, Clinton’s Secretary of State Madeline Albright told CBS’ Lesley Stahl that these deaths were “worth it.”

[39]
Instead, when Muslims “do terrible things,” they do so of their own free will—even though Harris doesn’t believe in free will—and as a pure result of “bad ideas” and lack of “moral wealth.”
W odróżnieniu od SZA lub Izraela, które według Harrisa nie chcą, ale muszą. Ciężki jest los bardziej rozwiniętej cywilizacji.

[48, jedna z dwunastu reguł Petersona]
Rule 12: Pet a cat when you see one in your street.

[56]
See the Cider Story with Joe Rogan video. Seriuosly, watch it.
Peterson zatruł się cydrem i ponoć przez miesiąc nie spał. I jako guru włącza to doświadczenie do swojego przekazu. Na podobnej zasadzie Pitagoras twierdził, że porządny człowiek nie może jeść bobu.  
[66]
To take one particularly absurd example, Shapiro praises Immanuel Kant for developing the “closest thing” secular philosophy has ever come to “a serious sense of reason and purpose” without mentioning that Kant referred to Jews as “a nation of cheaters.”

[68, o tym, że według Shapiro nauka twierdzi, że ludzki płód jest czlowiekiem]
Suffice to say that “science” can’t answer normative questions, such as whether a woman’s right to bodily autonomy outweighs a fetus’ right to life, or indeed whether a literally mindless first trimester fetus is the sort of entity capable of having rights in the first place.

[74]
The central contradiction in Peterson’s message is that he both uncritically celebrates capitalist “free markets” and sounds the alarm at the destructive toll those markets inevitably take on relationships and communities.

[77]
In contrast, if the machines are collectively owned, then automation means we can all decide to work fewer hours so we have more time for everything that matters in life and fulfill our highest human potential.
Full wypas idealizm. Czy ludzie będą poświęcać czas wolny na wicie wianków i wrzucanie ich do falującej wody? Nie mam takiej wiary w człowieka, choć chciałbym się mylić. Część energii z pewnością pójdzie na akcje w rodzaju rozwalania samolotów o budynki, a w Polsce - kopania uczestników parad LGBT w imię miłości bliźniego, o której mówił Dżizus.

[77]
It’s entirely possible to roll your eyes at denunciations of “problematic” comedians and center class in your political analysis while fighting with all your heart and soul against the Trump administration putting immigrant children in concentration camps. If you find yourself reacting to both the policing of comedy and the protests against serious human rights abuses at the southern border as if they were equally unserious liberal preoccupations, you’ve jettisoned your sense of perspective and lost touch with important left principles—not to mention your basic humanity.

Zabawa w miłość czyli The New Romantic

Jaki to facet, stary i jary? Jaki to obok podlotek? On jej pierścionki daje i tiary, ona się pręży jak kotek. Proszę nie mylić sugar baby z prostytutką. W obu przypadkach chodzi o seks za korzyści materialne, ale w pierwszym przypadku są one raczej rzeczowe niż pieniężne, a poza tym - nieregularne. Ot, teraz diamentowa bransoletka, a innym razem motorower. Studentka Blake prowadzi kolumnę w gazetce studenckiej poświęconą związkom damsko-męskim, a piszę tak zdając sobie sprawę z anachroniczności tego określenia. Przy odrobinie transpłciowej fantazji nie zaskoczy nas przecież związek dwóch panów, z których jeden urodzi drugiemu córeczkę, która wyrośnie na biskupa. Szkopuł w tym, że Blake nie ma specjalnie o czym pisać, bo jej życie erotyczne jest spełnione niczym marzenie Sasina o wyborach korespondencyjnych. Po niewielu przypadkach Blake poznaje starszego Iana i zostaje jego sugar baby. Warunki Ian ma niezłe, bo się dorobił majątku, więc go stać. Są jednak pewne granice, które romantycznej pannie Blake utrudnią przeżywanie radości w tym związku. W zakresie fabuły nie jest to film wybitny, za to ma świetne dialogi. Sama główna bohaterka wygląda na najniewinniejszą dziewczynkę w świecie, czego nie można powiedzieć o jej przyjaciółce, oburzonej, że Blake mogłaby spróbować ayahuaski bez niej. Postanowiłem zachować poniższy dialog między Blake a pewnym chłopcem. Zaczyna się od pytania zadanego przez Blake.
- Have you got any siblings?
- Got a half sister.
- Which half?
- Oh, my dad's. She's the worst person I've ever met. She's the worst person I've ever met in my entire life.
- Your dad got remarried?
- Yes.
- And how old is she?
- She's-she's three. But she acts like she's two. We have nothing in common.
The Infamous Middle Finger The Infamous Middle Finger