To jakaś doraźna festiwalowa sklejka paru krótkich filmów z wątkiem homo. Pierwszy to francuski Ce que je pense, coś w rodzaju poematu lub refleksji o samotności ilustrowanego obrazkami z młodym mężczyzną, którego widzimy między innymi w bardzo skromnie pokazanej scenie seksu. Analny moment, który nie ukoi jego bólu samotności. Nie znam francuskiego tak dobrze, żeby poradzić sobie bez napisów, które w tej formie słabo się sprawdzają. W filmie Dawn mamy już jakąś fabułę o żołnierzu, który wraca do domu rodzinnego po dwóch latach w armii. Nieco dziwny pomysł mieli na retrospekcje, bo odgrywane są równolegle z akcją, tuż obok postaci „teraźniejszych”. Ktoś ze zdekompletowanej nieszczęściami rodziny okaże się gejem, wrócą dawne traumy, ale niewykluczone, że dojdzie do pojednania. Kolejny to Dylan Dylan - to imię dziecka pary gejów, które zmarło wskutek nagłej choroby. Nawet trudno orzec, czy para przetrwa to nieszczęście, a na uwagę zasługuje okrucieństwo sąsiadów, którzy zapewne w przypadku pary hetero okazaliby współczucie, które gejom już się nie należy. Horizonte de eventos opowiada o postaci autentycznej, Brazylijczyku Gabrielu Comicholi, który zaraził się HIV i zaczął opowiadać o tym publicznie na jutubie. O tym i o kuracji zapobiegającej AIDS. Ciekawe, czy ta jego rozmowa z matką, w czasie której wyjawia prawdę, jest odgrywaną scenką, czy też zapisem prawdziwej rozmowy. Krótki (na szczęście) Rebirth to etiuda o chirurgu, który jest jednocześnie drag queen, bez żadnej specjalnej treści. Ostatni film to Rick o niesłyszącym mężczyźnie w Berlinie, który opowiada o sobie i bierze udział w castingu na aktora porno. Są ostre momenty, bo Rick ogląda swoje występy przed kamerą. To mnie zaciekawiło, nawet sprawdziłem, że rzeczywiście był aktor Rick Lous, który wbrew swoim preferencjom został obsadzony w roli pasywnej. Z filmografii sądząc wielkiej kariery nie zrobił.
sobota, 1 września 2018
Warto żyć (Lejb Fogelman)
Wielkim wielbicielem wywiadów-rzek nie jestem, ale od czasu do czasu warto spróbować. Fogelmana w rozmowie z Michałem Komarem chętniej bym słuchał niż czytał, ale forma spisana ma swoje walory. Jak to po samym imieniu dobrze widać, Fogelman jest polskim Żydem, który w 1968 roku „nakłoniony” przez władze polskie wyjechał do SZA jako bezpaństwowiec. Na szczęście miał tam rodzinę. Wcześniej mieszkał w Legnicy i Warszawie, a nie w Pułtusku, skąd wywodziła się jego rodzina. Dlaczego? Ano dlatego, że po wojennej tułaczce przez pół świata (z czego większa część po ZSRR), kiedy Fogelmanowie wrócili do rodzinnego miasta, zastali swoje mieszkanie zajęte przez Polaków, którzy wcale nie mieli zamiaru oddać go prawowitym właścicielom. Fogelman ma talent i szczęście do nawiązywania ciekawych znajomości i spotykania sławnych ludzi. Na przykład Jimmy'ego Hendrixa w Nowym Jorku niedługo po przyjeździe, a że miał okazję korzystać z urynału obok, mamy jego zapewnienie, że pytong Hendrixa rzeczywiście zasłużył na legendę. Lata później spotkał w moskiewskiej bibliotece samego Mołotowa, co mną wstrząsnęło, bo nie wiedziałem, że ów gość dożył aż do 1986 roku, czyli większość życia spędził poza polityką. Tuż po przyjeździe, znając ledwie parę angielskich słów na krzyż znalazł Fogelman pracę w nowojorskiej bibliotece, bo bardzo serio wzięto jego wykształcenie obejmujące dwa lata studiów prawniczych na „Warsaw Law School” (co w Ameryce jest akurat nie byle jakim osiągnięciem, inaczej niż w Polsce). Nie do końca zrozumiał, na czym ma polegać jego praca, więc układał sobie karteczki przychodzące pocztą pneumatyczną według kolorów na biurku. Tydzień później szef go zrugał, bo te karteczki to były prośby o kserokopie artykułów, jedyne legalne źródło dochodów biblioteki poza pieniędzmi publicznymi. Cytuję Fogelmana:
[864, o dumnym Francuzie Adamsie, wykładowcy na Sorbonie]
Czerwieniał ze złości, gdy któryś z nas złośliwie pytał, czy to prawda, że najbliższy przyjaciel i sojusznik Dziewicy Orleańskiej, Gilles de Rais, zwany Sinobrodym, został skazany na śmierć za zgwałcenie i zamordowanie kilkuset chłopców.
A przy okazji, Fogelman spotkał w Paryżu Sartre'a i nawtykał mu za popieranie Mao.
[1128, o Robercie O. Paxtonie]
Zniszczył francuski mit o bohaterstwie powszechnego Résistance i udokumentował, jak Vichy wraz z całą rzeszą Francuzów kolaborowała z Niemcami w procesie Zagłady. Przypomniał światu o Vel d’Hiver, kiedy to Francuzi wydali Niemcom tysiące żydowskich dzieci.
[1147]
Kristeva poświęciła wykład poezji pastoralnej. Zaczęła jakoś tak: tu Dafnis, tam Chloe, pagórki, na których pasą się śliczne , białe owieczki, pomiędzy pagórkami strumyk, w jego zwierciadle drgają promienie uśmiechniętego słońca, po prostu idylla... Zawiesiła głos, ogarnęła słuchaczy surowym spojrzeniem i oznajmiła, że przechodzi teraz do fazy dekonstrukcji, z której wynika, że strumyk to mocz, pagórki to wzgórek łonowy , pasące się na nim owieczki to mendy... Ktoś za moimi plecami zaciekawił się i poprosił o głos:
– Najmocniej przepraszam, czy my tu mówimy o piździe?...
Kristeva się ucieszyła: – Ależ tak, to jest istota procesu dekonstrukcji.
[1200]
Auden spojrzał na nas, uśmiechnął się i zaczął od wiersza, który dedykował swojemu nieżyjącemu już kochankowi:
Your prick is the architect of my asshole.
Na owe czasy wyznanie odważne.
[1913]
W 1947 roku amerykański statek Exodus z czterema tysiącami Żydów na pokładzie wypłynął z Francji do Palestyny i został zaatakowany na wodach międzynarodowych przez okręty brytyjskie. Czterech ludzi zostało zabitych, stu – rannych, a statek doholowano do Hajfy, gdzie już czekały okręty-więzienia, które przewiozły Żydów, w większości byłych więźniów obozów niemieckich, z powrotem do Europy. Powieść Urisa nawiązywała do tych wydarzeń.
[2923, o przemycie złota do Korei Południowej w drugiej połowie lat osiemdziesiątych]
Złotnicy w Hongkongu wytwarzali sztabki w kształcie pasującym do odbytu, celnicy w Seulu bardzo lubili tam zaglądać.
Jeśli dziś chcesz uzyskać dostęp do porządnych publikacji naukowych dotyczących, powiedzmy, wpływu promieniowania kosmicznego na menstruację u kaczek w województwie zachodniopomorskim, wpisujesz do przeglądarki stosowne słowa i w ciągu paru sekund masz, co chciałeś, za darmo lub za niewielką opłatą. [284]W tamtych okresie biblioteka zastępowała internet. Były to czasy hippisów i burzliwych protestów, które mógł Fogelman obserwować z okien biblioteki, ale nie tylko to, bo pod żywopłotem uznawanym błędnie za miejsce intymne dyrektorzy nowojorskich firm korzystali z usług analnych, oralnych i innych czułości ze strony pucybutów. Już po krótkim czasie nowy amerykański obywatel Fogelman mógł spełnić patriotyczny obowiązek odbycia służby wojskowej w Wietnamie, do czego się wcale nie palił. „Ochotników” brano do wojska na podstawie losowanych dat urodzenia (!), wśród których była data Fogelmana - nieprawdziwa, bo nie chciało mu się poprawiać. Ostatecznie wywinął się od wojska, bo został przyjęty do koledżu. Zanim podjął studia na Harvardzie spędził jakiś czas w Paryżu i w Moskwie, gdzie poznał swoją przyszłą żonę i gdzie pił nalewkę z mózgu Lenina, bo akurat konkurent do ręki jego panny pracował w Moskiewskim Instytucie Badań Mózgu W.I. Lenina, więc urządzili pijackie zawody. Mógł, ale nie chciał, zrobić karierę akademicką, więc nie skończył jak kolega, który pisał uczone teksty o „hodowli bydła i nierogacizny w guberni tulskiej w latach 1906-1914” [1428]. Będąc świeżo zatrudnionym prawnikiem w znanej kancelarii adwokackiej jako pierwszą dostał sprawę z góry przegraną. Chodziło o rozwodzącego się artystę Otto Piene, który był gotów podzielić się majątkiem z żoną, ale bardzo nie chciał oddawać jej swoich obrazów. Fogelman opracował prawne podejście, według którego dzieła artysty stanowią jego sposób wyrazu, który do czasu sprzedania dzieła nie może zostać uznany za zakończony (zawsze gdzieś być może trzeba domalować wąsy). Przymus oddania dzieł oznacza przymus zamknięcia wypowiedzi artystycznej, a to jest gwałt na wolności słowa, bo nie wolno nikogo przymuszać do mówienia, ani tego zabraniać (poza wyjątkami, jak okrzyk „Pożar!” w zapełnionym teatrze lub pomówienia). Przytaczam, bo to ciekawa interpretacja. Nie wszystkie sprawy Fogelman wygrywał, jedna z nich dotycząca spadku dla Piaseckiej-Johnson obejmowała obiad w wyszukanej paryskiej restauracji, za który Fogelman zobowiązał się zapłacić, nie wiedząc, że to będzie paręnaście tysięcy dolarów. Uprzejmie kelnerzy podali dania i je objaśniali, tu cytuję:
Oui, Monsieur, to jest sperma mrówki w sosie z poziomek rzucona na pieczone serce pasikonika z Alzacji, délicieux... [2547]Firma, w której pracował Fogelman, była zapełniona statecznymi WASP-ami z kijami w tyłku, którzy źle znosili jego ekstrawagancje. W czasie tradycyjnego corocznego wieczorku teatralnego Fogelman wystawił swobodną interpretację Alicji w Krainie Czarów, a rolę Królika powierzył masywnemu Afroamerykaninowi ubranemu w biały kostium z uszkami i ogonkiem, którymi wywijał w trakcie wygłaszania kwestii. W drugim akcie Królik zamienił się w Plemnika, który usiłował dostać się do pochwy jednej z konserwatywnych pracownic kancelarii. I było niemal jak w anegdocie o lordzie Bradleyu, kiedy gospodyni mówi do lokaja: „John, lord Bradley pragnie opuścić nasze towarzystwo”. Pracy Fogelman nie stracił, ale wkrótce sam ją zmienił. Miałby dobre powody, aby nigdy do Polski nie wracać, ale choć wielkiego sentymentu do Polski Fogelman nie ma, to i też jest wyzbyty chęci rewanżu. Są momenty nieco mistyczne, kiedy mówi o tym symbolicznym dialogu Mojżesza z Bogiem, w który wierzyć nie trzeba, ale którego symboliczne znaczenie zmienia się w coś na kształt żydowskiego posłannictwa. Niech będzie, dopóki nie narzuca mi się takich twierdzeń jako obowiązującego poglądu, przyjmuję to spokojnie. Przechodzę do cytatów, a z wszystkimi wymienionymi osobami Fogelman spotkał się osobiście.
[864, o dumnym Francuzie Adamsie, wykładowcy na Sorbonie]
Czerwieniał ze złości, gdy któryś z nas złośliwie pytał, czy to prawda, że najbliższy przyjaciel i sojusznik Dziewicy Orleańskiej, Gilles de Rais, zwany Sinobrodym, został skazany na śmierć za zgwałcenie i zamordowanie kilkuset chłopców.
A przy okazji, Fogelman spotkał w Paryżu Sartre'a i nawtykał mu za popieranie Mao.
[1128, o Robercie O. Paxtonie]
Zniszczył francuski mit o bohaterstwie powszechnego Résistance i udokumentował, jak Vichy wraz z całą rzeszą Francuzów kolaborowała z Niemcami w procesie Zagłady. Przypomniał światu o Vel d’Hiver, kiedy to Francuzi wydali Niemcom tysiące żydowskich dzieci.
[1147]
Kristeva poświęciła wykład poezji pastoralnej. Zaczęła jakoś tak: tu Dafnis, tam Chloe, pagórki, na których pasą się śliczne , białe owieczki, pomiędzy pagórkami strumyk, w jego zwierciadle drgają promienie uśmiechniętego słońca, po prostu idylla... Zawiesiła głos, ogarnęła słuchaczy surowym spojrzeniem i oznajmiła, że przechodzi teraz do fazy dekonstrukcji, z której wynika, że strumyk to mocz, pagórki to wzgórek łonowy , pasące się na nim owieczki to mendy... Ktoś za moimi plecami zaciekawił się i poprosił o głos:
– Najmocniej przepraszam, czy my tu mówimy o piździe?...
Kristeva się ucieszyła: – Ależ tak, to jest istota procesu dekonstrukcji.
[1200]
Auden spojrzał na nas, uśmiechnął się i zaczął od wiersza, który dedykował swojemu nieżyjącemu już kochankowi:
Your prick is the architect of my asshole.
Na owe czasy wyznanie odważne.
[1913]
W 1947 roku amerykański statek Exodus z czterema tysiącami Żydów na pokładzie wypłynął z Francji do Palestyny i został zaatakowany na wodach międzynarodowych przez okręty brytyjskie. Czterech ludzi zostało zabitych, stu – rannych, a statek doholowano do Hajfy, gdzie już czekały okręty-więzienia, które przewiozły Żydów, w większości byłych więźniów obozów niemieckich, z powrotem do Europy. Powieść Urisa nawiązywała do tych wydarzeń.
[2923, o przemycie złota do Korei Południowej w drugiej połowie lat osiemdziesiątych]
Złotnicy w Hongkongu wytwarzali sztabki w kształcie pasującym do odbytu, celnicy w Seulu bardzo lubili tam zaglądać.
Niepoczytalna czyli Unsane
Tytuł oryginalny to przekręcone angielskie „insane”, więc tytuł polski powinien brzmieć „apoczytalna” lub coś w tym stylu. Panna Sawyer jest ceniona w pracy, wyprowadziła się daleko z rodzinnego Bostonu, a jej życie towarzyskie sprowadza się do jednonocnych przygód z Jackami lub Markami. Jednak dolega jej jakiś psychiczny defekt związany z jej byłym maniakalnym kochasiem, przez którego właśnie przeniosła się tak daleko. Aby sobie poradzić z koszmarami z przeszłości udaje się na konsultacje psychologiczne, podpisuje bez czytania rutynowe papierki i bum, właśnie skazała się na przymusowe leczenie z jakiejś manii depresyjnej, bo taki sposób znalazła placówka medyczna na wyłudzanie pieniędzy z ubezpieczenia. A jednym z jej pracowników jest kto? Były psychopatyczny kochaś. Nie dziwi nas więc, że Sawyer ma napady szału, które jeszcze mocniej uzasadniają potrzebę przetrzymywania jej w kontrolowanych warunkach. Sytuacja prawie jak z Kafki, gdyby go trochę podrasować, to znaczy dodać mu trochę więcej krwi i trupów. Jest więc tak, jak lubię - metafora i konkret, a w warstwie realizacyjnej doceniam sceny szaleństwa Sawyer po naszprycowaniu jej „właściwie” dobranymi tabletkami. Dobra robota, Soderbergh.
Młyny Boże (Jacek Leociak)
Temat trudny, bo chodzi o postawę Kościoła katolickiego wobec Holokaustu i Żydów. W moim odczuciu intencją autora był nie tyle atak na Kościół, lecz wyraźny głos mówiący, że pewnych kart z historii Kościoła nie wolno przemilczeć, wybielać lub usprawiedliwiać. Na każdy argument przeciw jest kontrargument za, co widać na przykładzie Piusa XII, milczącego papieża. Gdyby nie milczał, mógłby pogorszyć sytuację. Poza tym Golda Meir przecież chwaliła papieża po jego śmierci. Tak mówią jego obrońcy. Z drugiej strony, czy jednak nie mógł wezwać chrześcijan, by ratowali Żydów? Autor podaje przykłady księży, którzy umieli skłonić wiernych do pomocy prześladowanym. Papież swoim autorytetem zapewne osiągnąłby jeszcze więcej. A co do pani Meir - pochwaliła, ale wszyscy zachodzą w głowę, co konkretnie miała na myśli. Niektóre przykłady autora sprawiają wrażenie naciąganych, na przykład wtedy, gdy w 1917 roku bawarscy Żydzi zwrócili się do Pacellego, nuncjusza papieskiego w Bawarii i przyszłego Piusa XII, aby umożliwił przejazd pociągu z liśćmi palmowymi z Włoch potrzebnymi im na Święto Namiotów. Pacelli zastosował klasyczne kunktatorstwo w połączeniu z kombinatorstwem, więc liści nie było. Nie jest jasne dla mnie, że wstawiennictwo by dało cokolwiek, bo wówczas Watykan nie utrzymywał stosunków dyplomatycznych z Włochami, ale nie podjęto nawet próby. Poniżej wspominam o księdzu Trzeciaku, antysemicie i hitlerowskim kolaborancie, który podczas wojny nosił przy sobie chroniące go papiery wystawione przez Niemców. Nic mu to nie pomogło, zginął od niemieckiej kuli w 1944. Ten mąż w swojej zacności uznał za właściwe, aby zadenuncjować innego księdza z powodu jego żydowskiego pochodzenia. Całkiem bezinteresownie, dla sprawy.
[33]
Autorzy tych prac [o masowym udziale Kościoła w ratowaniu Żydów - G.] za podstawę przyjmowali często kilka aksjomatów , wywiedzionych w dużej mierze z kanonicznego źródła powstałego jesienią 1968 roku. Chodzi o anonimowe opracowanie pod tytułem Dzieło miłosierdzia chrześcijańskiego. Polskie duchowieństwo a Żydzi w latach okupacji hitlerowskiej – rzecz pełną nieuprawnionych generalizacji i przejaskrawień. Mimo że praca ta bazowała na źródłach niewiadomego pochodzenia i była pozbawiona aparatu naukowego, właśnie za sprawą historyków kościelnych weszła do obiegu, stając się podstawą, na której budowano obraz masowego zaangażowania duchowieństwa w pomoc Żydom, na co zwraca uwagę Dariusz Libionka.
[109]
O to, by chrześcijanin kierował się w życiu nauką płynącą z ośmiu błogosławieństw z Kazania na Górze, dba na przykład Kongregacja Nauki Wiary razem z Kongregacją do spraw Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, zapewne we współpracy z Kongregacją do spraw Ewangelizacji Narodów i Papieską Radą do spraw Krzewienia Nowej Ewangelizacji, Międzynarodową Radą do spraw Katechezy oraz powołaną przez papieża Franciszka w 2016 roku nową Dykasterią do spraw Integralnego Rozwoju Człowieka.
Biurokracja ku większej chwale Boga robi wrażenie.
[115]
To Kuria Rzymska przygotowała papieżowi Stefanowi II (752– 757) osławiony dokument – Donatio Constantini [Donacja Konstantyna], datowany na 30 marca 315 roku. Dokument został sfałszowany, i to – jak podkreślają historycy – wyjątkowo nieudolnie.
[134]
Zastanawiam się na przykład, jak chrześcijanie, wyznający religię miłosierdzia, miłości bliźniego , nadstawiania drugiego policzka i przypowieści o dobrym Samarytaninie, mogli tak bezwzględnie , ogniem i mieczem, nawracać pogan i niszczyć ich dziedzictwo.
[241]
„Krew Jego na nas i na dzieci nasze”. (Mt 27, 22– 25)
Wiele atramentu chrześcijańskiego i wiele krwi żydowskiej kosztował ten okrzyk – komentuje ów brzemienny w skutki fragment Ewangelii według Świętego Mateusza ksiądz Michał Czajkowski.
W dalszym ciągu autor przytacza słowa Benedykta XVI, że Mateusz z całą pewnością nie podaje tu faktu historycznego [302]. Nie wiemy, jakie podstawy ma ta opinia, ale dobrze wiedzieć, że papież uważa, że w Ewangeliach są kłamstwa.
[246]
O mordzie niesłychany! O zbrodnio nigdy dotychczas niewidziana!
Słowa Melitona z Sardes z II wieku naszej ery o żydowskim bogobójstwie. Jakie to ciekawe, w końcu ofiara Jezusa musiała nastąpić, jeśli miało dojść do odkupienia grzechów. Przypuśćmy, że Żydzi nie wydaliby Żyda Jezusa Rzymianom. Co wtedy zostaje z chrześcijańskiej teologii?
[397, o Janie Ursynie Niemcewiczu]
W 1817 roku napisał antysemicki pamflet Rok 3333, czyli sen niesłychany. Ów sen będzie później koszmarem prześladującym endeków i oenerowców oraz ich duchowych spadkobierców do dziś. Oto Polska przekształciła się w Judeo-Polonię (tak, to Niemcewiczowi zawdzięczamy ten zgrabny neologizm), Warszawę przemianowano na „Moszkopolis”, Polacy – chrześcijanie stali się „żydowskimi pachołkami”, a główną wytyczną polityki Judeo-Polonii jest „utrzymywanie wzgardy dla religii katolickiej”. Moszkopolis tonie w błocie, brudzie i ciemności.
Należy przyznać, że zdarzało się Niemcewiczowi dzieła bardziej przychylne Żydom.
[546]
Na przełomie 1939 i 1940 roku znalazł się on w grupce osób usiłujących pertraktować z okupantem w sprawie powołania proniemieckiego rządu.
Mowa o księdzu Stanisławie Trzeciaku, w międzywojniu aktywnym publicystą antysemickim, który sympatyzował z hitlerowcami i bywał przez nich zapraszany do Niemiec. Dla równowagi należy przyznać, że kościelne władze wyrażały niezadowolenie z poczynań Trzeciaka.
[599]
Grunt to chodzić w rdzennie chrześcijańskich kalesonach.
Bo w międzywojniu była taka mania, żeby wszystko było chrześcijańskie, od fotografa do bułek kajzerek.
[746]
Wśród wszystkich instytucji religijnych w Trzeciej Rzeszy tylko pruski konsystorz Kościoła Wyznającego (Bekennende Kirche) zdobył się na publiczny protest przeciwko prześladowaniu Żydów. Protest ten odczytano z ambon w 1943 roku, a więc o wiele za późno – podkreśla historyk Trzeciej Rzeszy Richard Grunberger i komentuje, że odezwa została wygłoszona w momencie, „kiedy jedyną rozsądną reakcją na wydarzenia mógł być już tylko lament, a nie protest”.
[928]
Ale generał jezuitów Włodzimierz Ledóchowski storpedował te prace, blokując przekazanie Piusowi XI roboczego tekstu do redakcji.
Chodziło o encyklikę Piusa XI w roku 1938, która miała potępić rasizm i antysemityzm. Ostatecznie nie została ogłoszona z powodu śmierci papieża.
[971]
Hlond był bezkompromisowo antykomunistyczny, a szczytowym jego osiągnięciem było ogłoszenie 8 września 1946 roku w Częstochowie Aktu poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi.
Co stawia pod znakiem zapytania moją przynależność do Narodu Polskiego.
[1094]
Orędzie papieża wygłoszone w Boże Narodzenie 1942 roku zawierało jedno enigmatyczne zdanie, w którym mówił o „setkach tysięcy osób, które bez żadnej winy, a czasami jedynie z powodu ich narodowości lub rasy zostały skazane na śmierć lub na prześladowania”. Hagiografowie Piusa XII uważają to za przejaw najwyższego heroizmu i roztropności zarazem.
[1111]
Katoliccy fundamentaliści, zarówno świeccy, jak i duchowni, mówią o „holokauście zarodków ” lub porównują aborcję z Holokaustem. Trudno dostrzegalny w czasie wojny – dziś Holokaust retorycznie bardzo się przydaje.
[1138]
Chociaż Benedykt XVI wstrzymał postępowanie beatyfikacyjne, to jednak w 2009 roku upoważnił Kongregację Spraw Kanonizacyjnych do wydania dekretu o heroiczności cnót Piusa XII i odtąd w Kościele katolickim uznaje się go za Czcigodnego Sługę Bożego.
[1165]
Co do sprawy żydowskiej – trzeba to uważać za osobliwe zrządzenie Opatrzności Bożej, że Niemcy, obok mnóstwa krzywd, jakie wyrządzili i wyrządzają naszemu krajowi, pod tym jednym względem dali dobry początek, że pokazali możliwość wyzwolenia polskiego społeczeństwa z pod żydowskiej plagi i wytknęli nam drogę, którą mniej okrutnie oczywiście i mniej brutalnie, ale konsekwentnie iść należy. Jest to wyraźne zrządzenie Boże, że sami okupanci przyłożyli rękę do rozwiązania tej palącej kwestii, bo sam naród polski, miękki i niesystematyczny, nigdy nie byłby się zdobył na energiczne kroki, w tej sprawie niezbędne.
Fragment ze Sprawozdania kościelnego z Polski za czerwiec i połowę lipca 1941-go roku przekazanego rządowi w Londynie.
[1621]
„A co zrobi Stolica Apostolska, jeżeli to będzie trwało?”. Odpowiada mu watykański sekretarz stanu: „Stolica Apostolska nie chciałaby znaleźć się w sytuacji zmuszającej ją do wyrażenia dezaprobaty”.
Chodzi o wywożenie Żydów z Rzymu zajętego przez Niemców. Paradoksalnie protest Watykanu byłby Niemcom na rękę, bo mieliby pretekst, żeby ich wykorzystać jako siłę roboczą.
[1750, o przemilczanym antysemityzmie Kruszyńskiego]
Muszę w tym miejscu upomnieć się o godną pamięć księdza profesora Kruszyńskiego i bronić go przed jego macierzystą uczelnią. Nie wiem, dlaczego w monumentalnej wielotomowej Encyklopedii Katolickiej, wydawanej przez Katolicki Uniwersytet Lubelski (w tomie IX z 2002 roku, kolumny 1389–1390), ani słowem nie wspomniano o jego żydoznawczej profesji. Rozumiem , że mowa dziękczynna dla SS-Gruppenführera Wendlera to drobiazg niewart wzmianki w haśle encyklopedycznym (autorstwa księdza profesora Zdzisława Kupisińskiego), ale żeby nie zająknąć się słowem na temat tego, z czego ksiądz profesor Kruszyński był szeroko znany?
[1777]
Wspomnę tylko o mało znanym przypadku lekarza SS Hansa Eiselego, skazanego na śmierć, ale dzięki zmasowanej akcji Kościoła i Caritasu –„ocalonego”. Karę śmierci zamieniono mu na dożywocie, później na dziesięć lat, a już w 1952 roku Eisele wyszedł na wolność. Kim był ten pupil niemieckiego Kościoła katolickiego? Żarliwym katolikiem, działaczem Stowarzyszenia Miłosierdzia Świętego Wincentego à Paulo, który porzucił Kościół dla Führera i SS. Jako lekarz w Dachau i Buchenwaldzie zabijał do sześćdziesięciu Żydów tygodniowo zastrzykami z evipanu. Wbijał igłę prosto w serce ofiary.
[1825, po pogromie kieleckim]
Biskup Kubina oświadczył stanowczo: „Wszelkie twierdzenia o istnieniu mordów rytualnych są kłamstwem”. Takiej pewności nie miał już biskup lubelski Stefan Wyszyński, który spotkał się z delegacją Centralnego Komitetu Żydów Polskich, zabiegającą u niego o publiczne napiętnowanie antysemickich wystąpień, wzniecanych często jako reakcja na rzekomy mord rytualny. Wyszyński nie wykluczył możliwości używania przez Żydów krwi dzieci chrześcijańskich na macę, powołując się przy tym na głośny proces Bejlisa z 1913 roku. Odniesienie tym bardziej absurdalne, że Bejlis został uniewinniony z zarzutów.
[2074, o wizycie Benedykta w Oświęcimiu]
W mowie Benedykta XVI wygłoszonej w miejscu symbolizującym zagładę Żydów nie padło ani razu słowo „Żyd”.
[2118, o zwłokach Piusa XII]
Następnie razem z chirurgiem profesorem Orestem Nuzzim przystąpił do balsamowania zwłok. Okulista i chirurg postanowili zastosować nową metodę, niewymagającą usuwania organów wewnętrznych. Nuzzi nazwał ją „osmozą zapachową”. Ciało papieża zostało owinięte warstwami folii z ziołami, olejkami i preparatami chemicznymi (oczywiście zdjęcia z balsamowania Galeazzi-Lisi sprzedał francuskiej gazecie ). Zamiast powstrzymać proces rozkładu okulista z chirurgiem tylko go przyspieszyli. Trupi smród rozchodził się po całej bazylice, pełniący straż przy katafalku gwardziści musieli zmieniać się co chwila, a i tak jeden z nich zemdlał. Twarz papieża gwałtownie poszarzała, po czym zrobiła się fioletowoczarna, z ust sączyła się brunatna posoka, odpadł nos, cały korpus zaczął puchnąć i pęcznieć, aż w końcu wybuchnęła lewa strona klatki piersiowej.
[2264]
(...) dbałość Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk o dobry wizerunek Kościoła podczas Holokaustu jest w czasach realnego socjalizmu dość trudna do zrozumienia.
[2482, Norwid o Składzie zasad Mickiewicza]
„Manifest ten w rzeczach Kościoła dąży do najdokładniejszego wyniszczenia dogmatu i rozwolnienia duchowego”.
[2539]
A może dotknięty jakąś szczególnie złośliwą postacią fotodermatozy idiopatycznej?
To o papieżu Benedykcie jadącym przez Auschwitz w czarnej limuzynie.
[2546, słowa B16]
„jako syn narodu niemieckiego […], tego narodu, nad którym grupa zbrodniarzy zdobyła władzę przez zwodnicze obietnice wielkości, przywrócenia honoru i znaczenia narodowi, roztaczając perspektywy dobrobytu, ale też stosując terror i zastraszenie”.
Grupa zbrodniarzy zwiodła naród - lubimy tę narrację.
[2575]
Dlatego dyrektor Skóra nie zgadza się z decyzją dyrektor Skóry, żeby tę książkę wydać, i przeprasza, że dyrektor Skóra taką decyzją podjęła. Dyrektor Skóra wyraziła nadzieję, że ktoś napisze lepsze książki i że te książki zostaną wydane.
Skóra była wtedy dyrektorem wydawnictwa Znak, które opublikowało „kontrowersyjne” Złote żniwa Grossów.
[2611]
„mord dokonany przez spalenie żywcem ludności żydowskiej, spędzonej siłą przez Polaków do stodoły, jest niezaprzeczalny”
Te słowa prymasa Glempa brzmią dziwnie odważnie w zestawieniu z dzisiejszymi wypowiedziami hierarchów. W dalszej części wypowiedzi wprawdzie mamy coś w rodzaju rozwadniania winy, ale dobre i to. Warto pamiętać, że biskup Rafał Markowski w czasie uroczystości w Jedwabnem w swoich przeprosinach zabrzmiał rzeczywiście szczerze.
[2687]
W encyklice Evangelium vitae [Ewangelia życia] z 1995 roku pisał, że demokracja uznająca prawo do aborcji „przeradza się w istocie w system totalitarny”, a państwo, które taką legislację w demokratycznej procedurze parlamentarnej przyjmuje, nazywał „państwem tyrańskim”.
Kolejna „święta” bzdura autorstwa JP2. Hierarchowie i publicyści katoliccy pisząc o aborcji lubią używać określenia „Holokaust”. Biorąc pod uwagę postępowanie Kościoła w czasach zagłady lepiej, żeby sobie darowali.
[33]
Autorzy tych prac [o masowym udziale Kościoła w ratowaniu Żydów - G.] za podstawę przyjmowali często kilka aksjomatów , wywiedzionych w dużej mierze z kanonicznego źródła powstałego jesienią 1968 roku. Chodzi o anonimowe opracowanie pod tytułem Dzieło miłosierdzia chrześcijańskiego. Polskie duchowieństwo a Żydzi w latach okupacji hitlerowskiej – rzecz pełną nieuprawnionych generalizacji i przejaskrawień. Mimo że praca ta bazowała na źródłach niewiadomego pochodzenia i była pozbawiona aparatu naukowego, właśnie za sprawą historyków kościelnych weszła do obiegu, stając się podstawą, na której budowano obraz masowego zaangażowania duchowieństwa w pomoc Żydom, na co zwraca uwagę Dariusz Libionka.
[109]
O to, by chrześcijanin kierował się w życiu nauką płynącą z ośmiu błogosławieństw z Kazania na Górze, dba na przykład Kongregacja Nauki Wiary razem z Kongregacją do spraw Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, zapewne we współpracy z Kongregacją do spraw Ewangelizacji Narodów i Papieską Radą do spraw Krzewienia Nowej Ewangelizacji, Międzynarodową Radą do spraw Katechezy oraz powołaną przez papieża Franciszka w 2016 roku nową Dykasterią do spraw Integralnego Rozwoju Człowieka.
Biurokracja ku większej chwale Boga robi wrażenie.
[115]
To Kuria Rzymska przygotowała papieżowi Stefanowi II (752– 757) osławiony dokument – Donatio Constantini [Donacja Konstantyna], datowany na 30 marca 315 roku. Dokument został sfałszowany, i to – jak podkreślają historycy – wyjątkowo nieudolnie.
[134]
Zastanawiam się na przykład, jak chrześcijanie, wyznający religię miłosierdzia, miłości bliźniego , nadstawiania drugiego policzka i przypowieści o dobrym Samarytaninie, mogli tak bezwzględnie , ogniem i mieczem, nawracać pogan i niszczyć ich dziedzictwo.
[241]
„Krew Jego na nas i na dzieci nasze”. (Mt 27, 22– 25)
Wiele atramentu chrześcijańskiego i wiele krwi żydowskiej kosztował ten okrzyk – komentuje ów brzemienny w skutki fragment Ewangelii według Świętego Mateusza ksiądz Michał Czajkowski.
W dalszym ciągu autor przytacza słowa Benedykta XVI, że Mateusz z całą pewnością nie podaje tu faktu historycznego [302]. Nie wiemy, jakie podstawy ma ta opinia, ale dobrze wiedzieć, że papież uważa, że w Ewangeliach są kłamstwa.
[246]
O mordzie niesłychany! O zbrodnio nigdy dotychczas niewidziana!
Słowa Melitona z Sardes z II wieku naszej ery o żydowskim bogobójstwie. Jakie to ciekawe, w końcu ofiara Jezusa musiała nastąpić, jeśli miało dojść do odkupienia grzechów. Przypuśćmy, że Żydzi nie wydaliby Żyda Jezusa Rzymianom. Co wtedy zostaje z chrześcijańskiej teologii?
[397, o Janie Ursynie Niemcewiczu]
W 1817 roku napisał antysemicki pamflet Rok 3333, czyli sen niesłychany. Ów sen będzie później koszmarem prześladującym endeków i oenerowców oraz ich duchowych spadkobierców do dziś. Oto Polska przekształciła się w Judeo-Polonię (tak, to Niemcewiczowi zawdzięczamy ten zgrabny neologizm), Warszawę przemianowano na „Moszkopolis”, Polacy – chrześcijanie stali się „żydowskimi pachołkami”, a główną wytyczną polityki Judeo-Polonii jest „utrzymywanie wzgardy dla religii katolickiej”. Moszkopolis tonie w błocie, brudzie i ciemności.
Należy przyznać, że zdarzało się Niemcewiczowi dzieła bardziej przychylne Żydom.
[546]
Na przełomie 1939 i 1940 roku znalazł się on w grupce osób usiłujących pertraktować z okupantem w sprawie powołania proniemieckiego rządu.
Mowa o księdzu Stanisławie Trzeciaku, w międzywojniu aktywnym publicystą antysemickim, który sympatyzował z hitlerowcami i bywał przez nich zapraszany do Niemiec. Dla równowagi należy przyznać, że kościelne władze wyrażały niezadowolenie z poczynań Trzeciaka.
[599]
Grunt to chodzić w rdzennie chrześcijańskich kalesonach.
Bo w międzywojniu była taka mania, żeby wszystko było chrześcijańskie, od fotografa do bułek kajzerek.
[746]
Wśród wszystkich instytucji religijnych w Trzeciej Rzeszy tylko pruski konsystorz Kościoła Wyznającego (Bekennende Kirche) zdobył się na publiczny protest przeciwko prześladowaniu Żydów. Protest ten odczytano z ambon w 1943 roku, a więc o wiele za późno – podkreśla historyk Trzeciej Rzeszy Richard Grunberger i komentuje, że odezwa została wygłoszona w momencie, „kiedy jedyną rozsądną reakcją na wydarzenia mógł być już tylko lament, a nie protest”.
[928]
Ale generał jezuitów Włodzimierz Ledóchowski storpedował te prace, blokując przekazanie Piusowi XI roboczego tekstu do redakcji.
Chodziło o encyklikę Piusa XI w roku 1938, która miała potępić rasizm i antysemityzm. Ostatecznie nie została ogłoszona z powodu śmierci papieża.
[971]
Hlond był bezkompromisowo antykomunistyczny, a szczytowym jego osiągnięciem było ogłoszenie 8 września 1946 roku w Częstochowie Aktu poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi.
Co stawia pod znakiem zapytania moją przynależność do Narodu Polskiego.
[1094]
Orędzie papieża wygłoszone w Boże Narodzenie 1942 roku zawierało jedno enigmatyczne zdanie, w którym mówił o „setkach tysięcy osób, które bez żadnej winy, a czasami jedynie z powodu ich narodowości lub rasy zostały skazane na śmierć lub na prześladowania”. Hagiografowie Piusa XII uważają to za przejaw najwyższego heroizmu i roztropności zarazem.
[1111]
Katoliccy fundamentaliści, zarówno świeccy, jak i duchowni, mówią o „holokauście zarodków ” lub porównują aborcję z Holokaustem. Trudno dostrzegalny w czasie wojny – dziś Holokaust retorycznie bardzo się przydaje.
[1138]
Chociaż Benedykt XVI wstrzymał postępowanie beatyfikacyjne, to jednak w 2009 roku upoważnił Kongregację Spraw Kanonizacyjnych do wydania dekretu o heroiczności cnót Piusa XII i odtąd w Kościele katolickim uznaje się go za Czcigodnego Sługę Bożego.
[1165]
Co do sprawy żydowskiej – trzeba to uważać za osobliwe zrządzenie Opatrzności Bożej, że Niemcy, obok mnóstwa krzywd, jakie wyrządzili i wyrządzają naszemu krajowi, pod tym jednym względem dali dobry początek, że pokazali możliwość wyzwolenia polskiego społeczeństwa z pod żydowskiej plagi i wytknęli nam drogę, którą mniej okrutnie oczywiście i mniej brutalnie, ale konsekwentnie iść należy. Jest to wyraźne zrządzenie Boże, że sami okupanci przyłożyli rękę do rozwiązania tej palącej kwestii, bo sam naród polski, miękki i niesystematyczny, nigdy nie byłby się zdobył na energiczne kroki, w tej sprawie niezbędne.
Fragment ze Sprawozdania kościelnego z Polski za czerwiec i połowę lipca 1941-go roku przekazanego rządowi w Londynie.
[1621]
„A co zrobi Stolica Apostolska, jeżeli to będzie trwało?”. Odpowiada mu watykański sekretarz stanu: „Stolica Apostolska nie chciałaby znaleźć się w sytuacji zmuszającej ją do wyrażenia dezaprobaty”.
Chodzi o wywożenie Żydów z Rzymu zajętego przez Niemców. Paradoksalnie protest Watykanu byłby Niemcom na rękę, bo mieliby pretekst, żeby ich wykorzystać jako siłę roboczą.
[1750, o przemilczanym antysemityzmie Kruszyńskiego]
Muszę w tym miejscu upomnieć się o godną pamięć księdza profesora Kruszyńskiego i bronić go przed jego macierzystą uczelnią. Nie wiem, dlaczego w monumentalnej wielotomowej Encyklopedii Katolickiej, wydawanej przez Katolicki Uniwersytet Lubelski (w tomie IX z 2002 roku, kolumny 1389–1390), ani słowem nie wspomniano o jego żydoznawczej profesji. Rozumiem , że mowa dziękczynna dla SS-Gruppenführera Wendlera to drobiazg niewart wzmianki w haśle encyklopedycznym (autorstwa księdza profesora Zdzisława Kupisińskiego), ale żeby nie zająknąć się słowem na temat tego, z czego ksiądz profesor Kruszyński był szeroko znany?
[1777]
Wspomnę tylko o mało znanym przypadku lekarza SS Hansa Eiselego, skazanego na śmierć, ale dzięki zmasowanej akcji Kościoła i Caritasu –„ocalonego”. Karę śmierci zamieniono mu na dożywocie, później na dziesięć lat, a już w 1952 roku Eisele wyszedł na wolność. Kim był ten pupil niemieckiego Kościoła katolickiego? Żarliwym katolikiem, działaczem Stowarzyszenia Miłosierdzia Świętego Wincentego à Paulo, który porzucił Kościół dla Führera i SS. Jako lekarz w Dachau i Buchenwaldzie zabijał do sześćdziesięciu Żydów tygodniowo zastrzykami z evipanu. Wbijał igłę prosto w serce ofiary.
[1825, po pogromie kieleckim]
Biskup Kubina oświadczył stanowczo: „Wszelkie twierdzenia o istnieniu mordów rytualnych są kłamstwem”. Takiej pewności nie miał już biskup lubelski Stefan Wyszyński, który spotkał się z delegacją Centralnego Komitetu Żydów Polskich, zabiegającą u niego o publiczne napiętnowanie antysemickich wystąpień, wzniecanych często jako reakcja na rzekomy mord rytualny. Wyszyński nie wykluczył możliwości używania przez Żydów krwi dzieci chrześcijańskich na macę, powołując się przy tym na głośny proces Bejlisa z 1913 roku. Odniesienie tym bardziej absurdalne, że Bejlis został uniewinniony z zarzutów.
[2074, o wizycie Benedykta w Oświęcimiu]
W mowie Benedykta XVI wygłoszonej w miejscu symbolizującym zagładę Żydów nie padło ani razu słowo „Żyd”.
[2118, o zwłokach Piusa XII]
Następnie razem z chirurgiem profesorem Orestem Nuzzim przystąpił do balsamowania zwłok. Okulista i chirurg postanowili zastosować nową metodę, niewymagającą usuwania organów wewnętrznych. Nuzzi nazwał ją „osmozą zapachową”. Ciało papieża zostało owinięte warstwami folii z ziołami, olejkami i preparatami chemicznymi (oczywiście zdjęcia z balsamowania Galeazzi-Lisi sprzedał francuskiej gazecie ). Zamiast powstrzymać proces rozkładu okulista z chirurgiem tylko go przyspieszyli. Trupi smród rozchodził się po całej bazylice, pełniący straż przy katafalku gwardziści musieli zmieniać się co chwila, a i tak jeden z nich zemdlał. Twarz papieża gwałtownie poszarzała, po czym zrobiła się fioletowoczarna, z ust sączyła się brunatna posoka, odpadł nos, cały korpus zaczął puchnąć i pęcznieć, aż w końcu wybuchnęła lewa strona klatki piersiowej.
[2264]
(...) dbałość Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk o dobry wizerunek Kościoła podczas Holokaustu jest w czasach realnego socjalizmu dość trudna do zrozumienia.
[2482, Norwid o Składzie zasad Mickiewicza]
„Manifest ten w rzeczach Kościoła dąży do najdokładniejszego wyniszczenia dogmatu i rozwolnienia duchowego”.
[2539]
A może dotknięty jakąś szczególnie złośliwą postacią fotodermatozy idiopatycznej?
To o papieżu Benedykcie jadącym przez Auschwitz w czarnej limuzynie.
[2546, słowa B16]
„jako syn narodu niemieckiego […], tego narodu, nad którym grupa zbrodniarzy zdobyła władzę przez zwodnicze obietnice wielkości, przywrócenia honoru i znaczenia narodowi, roztaczając perspektywy dobrobytu, ale też stosując terror i zastraszenie”.
Grupa zbrodniarzy zwiodła naród - lubimy tę narrację.
[2575]
Dlatego dyrektor Skóra nie zgadza się z decyzją dyrektor Skóry, żeby tę książkę wydać, i przeprasza, że dyrektor Skóra taką decyzją podjęła. Dyrektor Skóra wyraziła nadzieję, że ktoś napisze lepsze książki i że te książki zostaną wydane.
Skóra była wtedy dyrektorem wydawnictwa Znak, które opublikowało „kontrowersyjne” Złote żniwa Grossów.
[2611]
„mord dokonany przez spalenie żywcem ludności żydowskiej, spędzonej siłą przez Polaków do stodoły, jest niezaprzeczalny”
Te słowa prymasa Glempa brzmią dziwnie odważnie w zestawieniu z dzisiejszymi wypowiedziami hierarchów. W dalszej części wypowiedzi wprawdzie mamy coś w rodzaju rozwadniania winy, ale dobre i to. Warto pamiętać, że biskup Rafał Markowski w czasie uroczystości w Jedwabnem w swoich przeprosinach zabrzmiał rzeczywiście szczerze.
[2687]
W encyklice Evangelium vitae [Ewangelia życia] z 1995 roku pisał, że demokracja uznająca prawo do aborcji „przeradza się w istocie w system totalitarny”, a państwo, które taką legislację w demokratycznej procedurze parlamentarnej przyjmuje, nazywał „państwem tyrańskim”.
Kolejna „święta” bzdura autorstwa JP2. Hierarchowie i publicyści katoliccy pisząc o aborcji lubią używać określenia „Holokaust”. Biorąc pod uwagę postępowanie Kościoła w czasach zagłady lepiej, żeby sobie darowali.
Mój brat diabeł czyli My Brother the Devil
Powiedziałbym, że polskie, popeerelowskie blokowiska robią lepsze wrażenie od tych brytyjskich (poza przypadkami wymiotnej pastelozy). Kto je zamieszkuje? Oczywiście imigranci - czy to nie jest przypadkiem nadużywany stereotyp? Rodzice braci Rashida i Mo przybyli z Egiptu, a synowie urodzili się już w Anglii. Starszy Rashid to członek lokalnego gangu narkotykowego, a młodszy wygląda na porządne dziecko, które nawet ma piątkę z angola. Rashid ukrywa przed rodzicami źródło swoich przychodów, ale można rzec, że taki całkiem zdeprawowany nie jest, skoro ukradkiem podrzuca dwudziestofuntówki do portfela mamy, i w ogóle ma plany poprawy bytu rodziny. Gangsterski zapał Rashida mocno ostygnie, kiedy wskutek porachunków z konkurencyjną bandą zginie jego przyjaciel. Tyle o fabule, bo nie da się więcej powiedzieć, żeby nie spojlerować. Film oglądałem wiedząc, że jest w nim wątek homo, a kiedy w końcu się okazuje kto z kim, było to jednak pewne zaskoczenie. Niechętnie to robię, ale przyznam rację Ziemkiewiczowi, że CZASAMI uwiedzenie może prowadzić do homoseksualizmu, ale to działa tylko wtedy, gdy ktoś już ma takie tendencje, choćby tłumione i nieuświadomione. Bycie gejem w środowisku gangstersko-muzułmańskim jest opcją bardzo ryzykowną i na pewno nie wartą wyboru - tę myśl dedykuję wszystkim zakutym pałom upierającym się, że to jest kwestia wyboru. (Corvino wprawdzie argumentuje, że jest to kwestia wyboru, bo wszak umiemy panować nad swoimi instynktami, tylko po co tłumić popęd homoseksualny? Kogo krzywdzą dwaj kochający się dorośli faceci?) Ciach, koniec dygresji, film zdecydowanie warto obejrzeć, a rzadko mam ochotę na tak jednoznaczne oceny.
McImperium czyli The Founder
Kiedyś przeczytałem o Czochralskim, że wyniósł z domu etos pracy, dzięki któremu stał się jednym z bardziej znanych w świecie wynalazców (bo w Polsce ledwie, ledwie). A jeśli na przykład miał brata pijaka, to nic nie szkodzi, bo etos czasem działa, czasem nie, jak boże miłosierdzie. W Ameryce lubią ludzi sukcesu, którym chętnie przypisują jakieś niezwykłe cechy, które ich do tego sukcesu doprowadziły. W to nie wierzę, ale jedno przyznam - trzeba być wytrwałym i upartym, choć zapewne wielu takich można spotkać w przytułkach dla bezdomnych. Mnie sukces raczej nie grozi, ale Ray Kroc, główny bohater filmu, pomimo pięćdziesiątki na karku nie poddawał się. Przypadek sprawił, że trafił na niesamowitą restaurację braci McDonald, w której dostawało się smaczne i świeże danie w pół minuty. Był to pozytywny szok w porównaniu z innymi restauracjami typu drive-in z nieudolnymi kelnerkami i długim czasem oczekiwania, jakie były standardem w SZA w latach pięćdziesiątych. (Modne jest, żeby mówić, że McDonald to syf, z czym się nie zgadzam, choć raczej rzadko tam jadam. Opinia o fatalnych frytkach w tej restauracji, z jaką się zetknąłem, to dla mnie przykład ideologicznego zacietrzewienia.) Życie, które napisało scenariusz do filmu, bardzo kreatywne nie jest. Ray najpierw musiał przełamać opór McDonaldów, potem uzyskać kredyt, aby otwierać nowe franczyzowe restauracje, ale dochód z nich był za mały, żeby interes się rozwijał, więc za radą Sonneborna... W sumie mało ważne, choć oczywiście należy mu przyznać to, że elegancko wydymał McDonaldów, którzy zostali wykupieni za niecałe trzy miliony brutto, a w ramach dżentelmeńskiej umowy mieli mieć nadal udział w późniejszych zyskach. Udział ten był bardzo łatwy do oszacowania: zero.
Bywało lepiej czyli Le Ciel sur la tête
Na początku widzimy wesolutkiego Guya uwijającego się w kuchni w takt Ça Plane pour Moi w niedzielny poranek wraz z żoną Rosine i synem Robinem. Życie jest piękne, zwłaszcza że z wizytą zapowiedział się starszy syn Jérémy, który przyjeżdża aż z Paryża. Mniej więcej w środku filmu Guy chodzi po domu bez spodni z petem w ustach, bo znowu zaczął palić, i rzuca opryskliwe uwagi pod adresem żony, która patrzy na zlewozmywak zawalony brudnymi garami. Między tymi sytuacjami zdarzył się katastrofalny grill ze znajomymi i przerwany mecz tenisa, kiedy koledzy Guya nie mogli już znieść jego pretensji i złośliwości. A już wkrótce żona zacznie myśleć o porzuceniu męża. Cóż takiego się stało? Niby nic, z czym z pozoru postępowy lewicowiec Guy by sobie mentalnie nie poradził - hołubiony syn Jérémy ujawnił, że jest gejem i mieszka razem z ukochanym Markiem. Wbrew filmwebowi nie zaliczyłbym tego filmu do komedii, ale jest coś zabawnego w tym, że Guy zadręcza się myślą o synu Jérémym, który być może bierze do buzi i w pupę. Wolałbym, żeby nie żył - mówi w pewnym momencie żonie, dla której to już było zbyt wiele. Film jest na pewno ciekawy jako opowieść o coming oucie z perspektywy rodziców, choć cała sytuacja wydaje się przerysowana. A poza tym mamy dużo głosu z offu, kiedy poszczególne postaci dzielą się z widzem swoimi banalnymi przemyśleniami. Mógłbym się bez nich obyć. Inna ciekawostka: jest to produkcja telewizyjna, ale zrobiona solidnie, o czym w przypadku filmów francuskich nie raz się już przekonałem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





