![]() |
| Carmen |
czwartek, 1 czerwca 2017
„Traviata” w Operze Krakowskiej
poniedziałek, 29 maja 2017
O Kantowskiej definicji małżeństwa (Bertolt Brecht)
Umowa o wzajemnym użyczaniu sobie
Mienia i genitaliów, tak bowiem u niego brzmi
Definicja małżeństwa, dzisiaj każe mi
Roszczenia z jej tytułu zgłosić, co też robię.
Kontrahenci bywają, słyszę, opieszali,
Bywa, że ktoś z nich (kłamstwo? chyba nie)
Narządy płciowe sprzeniewierzać śmie!
W tej sieci oka są nie byle jakiej skali.
Pozostaje nam jedno: włączyć w sprawę sądy,
Zarekwirować wspomniane narządy
W następstwie czego może druga strona
Wczyta się baczniej w kontrakt. Jeśli nie wykona
Swej powinności (o co łacno), przyjdzie pora
Na pomoc sądowego zwać egzekutora.
Przełożył Robert Stiller.
Mienia i genitaliów, tak bowiem u niego brzmi
Definicja małżeństwa, dzisiaj każe mi
Roszczenia z jej tytułu zgłosić, co też robię.
Kontrahenci bywają, słyszę, opieszali,
Bywa, że ktoś z nich (kłamstwo? chyba nie)
Narządy płciowe sprzeniewierzać śmie!
W tej sieci oka są nie byle jakiej skali.
Pozostaje nam jedno: włączyć w sprawę sądy,
Zarekwirować wspomniane narządy
W następstwie czego może druga strona
Wczyta się baczniej w kontrakt. Jeśli nie wykona
Swej powinności (o co łacno), przyjdzie pora
Na pomoc sądowego zwać egzekutora.
Przełożył Robert Stiller.
Co nas łączy? czyli Unter der Haut
Pewnego dnia Alicja odkrywa na domowym komputerze gejowskie strony w historii przeglądarki. Ktoś widocznie spadł z księżyca i nie wie o możliwości stosowania „porn mode”, czyli incognito. Jak wiem od Kwiatka, ten pomysł twórców oprogramowania był uzasadniany sytuacją, w której mężczyzna chce ukochanej kupić w tajemnicy pierścionek zaręczynowy. To naturalne, że w dzisiejszym świecie taka akcja poprzedzona jest użyczaniem sobie laptopa i organów płciowych. Alicja drąży temat, a skoro nastoletni syn się odciął, młodsze córki raczej nie, więc zostaje mąż. Ten akurat się nie wypiera, bo cóż w tym dziwnego, że sobie coś tam w internecie oglądał. Szybko okazuje się, że nie tylko w internecie, a komplikacje życiowe temu towarzyszące są całkiem do przewidzenia, tylko powstaje wątpliwość, czy będą trupy. Będą, ale inne niż byśmy się spodziewali, i tyle mogę zdradzić, żeby samemu nie paść trupem w zemście za spoilerowanie. Reżyserem jest pani kobieta, więc nie dziwimy się, że oko kamery skupia się głównie na nieszczęsnej małżonce. Film jest niemieckojęzyczny, powstał w Szwajcarii i mógłby być retoromański, ale na taki przyjdzie nam jeszcze zaczekać.
Ujemne saldo (Fernando Correia Pina)
Wyrwać włos Europejczykowi – boli mocniej
niż Afrykańczykowi amputować nogę bez znieczulenia.
Francuz spożywający trzy posiłki dziennie cierpi głód większy
niż Sudańczyk, który ma jednego szczura na tydzień.
Przeziębiony Niemiec choruje ciężej
niż trędowaty Hindus.
Amerykanka z powodu łupieżu cierpi bardziej
niż Irakijka gdy jej nie stać na mleko dla dzieci.
Unieważnić kartę kredytową Belga – perwersja większa
niż zabrać chleb Tajlandczykowi.
Rzucić w Szwajcarii papierek na ziemię – gorzej
niż spalić cały las w Brazylii.
Czador jednej muzułmanki drażni bardziej
niż dramat tysiąca bezrobotnych w Hiszpanii.
Brak papieru toaletowego w jednym szwedzkim domu - sprośność większa
niż brak wody pitnej w tuzinie wsi sudańskich.
Trudniej zrozumieć niedobór benzyny w Holandii
niż brak insuliny w Hondurasie.
Portugalczyk bez telefonu komórkowego wywołuje zgrozę większą
niż Mozambijczyk bez podręczników.
Wyschnięty ogród w kibucu zasmuca bardziej
niż zburzony dom w Palestynie.
Mała Angielka, która nie ma Barbie, budzi większe przerażenie
niż zamordowani rodzice małego Ugandyjczyka
To nie jest wiersz. To tylko spis pozycji –
debet na koncie Zachodu.
Ten nie-wiersz usłyszałem u redaktora Łasiczki w rozmowie z Ladislauem Dowborem. Parę zastrzeżeń. Nie uważam, że to tekst wybitny, bo nieco zbyt publicystyczny, więc zapewne do kanonu literackiego nie wejdzie. Zakończenie jest oczywiście prowokacyjne i jeśli interpretować je w kategoriach „winy” Zachodu, to ja się odcinam. Darujcie mi, pustynie, że z łyżką wody nie biegnę - pisała Szymborska w dużo lepszym, ale z konieczności mniej konkretnym wierszu. I tylko w takim sensie jestem w stanie odczuwać winę. Boję się, że inne rozumienie zakończenia, czyli wołanie o większą empatię - czego nikt rozsądny zapewne nie zakwestionuje - ma posmak niegdysiejszego apelu Ochojskiej o kształtowanie w Polsce wrażliwości na problem braku wody w świecie. Poprzez jej oszczędzanie. Mieszkańcy spalonej słońcem Etiopii na pewno to docenili.
niż Afrykańczykowi amputować nogę bez znieczulenia.
Francuz spożywający trzy posiłki dziennie cierpi głód większy
niż Sudańczyk, który ma jednego szczura na tydzień.
Przeziębiony Niemiec choruje ciężej
niż trędowaty Hindus.
Amerykanka z powodu łupieżu cierpi bardziej
niż Irakijka gdy jej nie stać na mleko dla dzieci.
Unieważnić kartę kredytową Belga – perwersja większa
niż zabrać chleb Tajlandczykowi.
Rzucić w Szwajcarii papierek na ziemię – gorzej
niż spalić cały las w Brazylii.
Czador jednej muzułmanki drażni bardziej
niż dramat tysiąca bezrobotnych w Hiszpanii.
Brak papieru toaletowego w jednym szwedzkim domu - sprośność większa
niż brak wody pitnej w tuzinie wsi sudańskich.
Trudniej zrozumieć niedobór benzyny w Holandii
niż brak insuliny w Hondurasie.
Portugalczyk bez telefonu komórkowego wywołuje zgrozę większą
niż Mozambijczyk bez podręczników.
Wyschnięty ogród w kibucu zasmuca bardziej
niż zburzony dom w Palestynie.
Mała Angielka, która nie ma Barbie, budzi większe przerażenie
niż zamordowani rodzice małego Ugandyjczyka
To nie jest wiersz. To tylko spis pozycji –
debet na koncie Zachodu.
Ten nie-wiersz usłyszałem u redaktora Łasiczki w rozmowie z Ladislauem Dowborem. Parę zastrzeżeń. Nie uważam, że to tekst wybitny, bo nieco zbyt publicystyczny, więc zapewne do kanonu literackiego nie wejdzie. Zakończenie jest oczywiście prowokacyjne i jeśli interpretować je w kategoriach „winy” Zachodu, to ja się odcinam. Darujcie mi, pustynie, że z łyżką wody nie biegnę - pisała Szymborska w dużo lepszym, ale z konieczności mniej konkretnym wierszu. I tylko w takim sensie jestem w stanie odczuwać winę. Boję się, że inne rozumienie zakończenia, czyli wołanie o większą empatię - czego nikt rozsądny zapewne nie zakwestionuje - ma posmak niegdysiejszego apelu Ochojskiej o kształtowanie w Polsce wrażliwości na problem braku wody w świecie. Poprzez jej oszczędzanie. Mieszkańcy spalonej słońcem Etiopii na pewno to docenili.
West Hollywood Motel
I znowu mogę zjechać kolejny produkt Riddlehoovera, ale tym razem z mniejszym przekonaniem, bo lepiej mu wyszło. Gość ma słabość do filmowego stylu Woody Allena, co szczególnie przejawia się w lekko jazzowej muzyczce i narracji z offu, która nas wprowadza w życie bohaterów. U Allena bywa to dość łopatologiczne, a w Motelu mamy narratora lekko pogubionego, który w pewnym momencie mówi „Co ja tu będę ględził, obejrzyjcie sami”. Motel przypomina Lokomotywę Tuwima, bo tych pokojów jest ze czterdzieści, sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści. Oglądamy z nich zaledwie cztery. W jednym para gejów, z której połowa chciałaby spędzić czas w miłej, romantycznej atmosferze, podczas gdy druga - na hulankach i swawolach. W drugim dwie kochające się panie, z których tylko jedna jest zamężna. W trzecim małżeństwo przeżywające trudne chwile z powodu nietypowej fiksacji organów płciowych. W ostatnim para chłopców przypadkiem zameldowanych w jednym pokoju miło spędza sobie czas. Wątki są całkiem od siebie oddzielone, zupełnie jak to bywa u Allena. Twórcy oszczędnie szafują realizmem, bo jedna z postaci filmowego romansidła wychodzi z ekranu, z kolei gdzie indziej mamy coś w rodzaju filmowego eufemizmu, kiedy rozebrani chłopcy grają w koci-łapci dla zarobku przed kamerą. Orgazm był już po cięciu.
wtorek, 23 maja 2017
Bronisław Wildstein ogląda telewizję
Chodzi o to, że Bronek obejrzał sobie trochę publicystyki w TVPiS i źle mu się skojarzyło, bo z propagandą lat siedemdziesiątych. Jak zauważa:
...rolą mediów, zwłaszcza sekcji informacyjnej jest relacjonowanie, a natrętna propaganda przeistacza się w autoparodię.I bardzo dobrze, choć dziwi nas to, że po części atak skierowany jest na synka Dawida, dyrektora do spraw publicystyki w TVP Info [x]. A jest to przecież mistrz publicystyki, zasmakujmy się w próbce jego talentu z portalu Karnowskich.
Pedał zaprosił mnie na obiad. Potem pedał chciał, żebym kupił dobrego drinka. Pedał zasugerował też, żebym się ubrał w najlepszą kolekcję pewnej drogiej firmy. Pedał polecił mi świetny klub, gdzie można się wybawić jak nigdzie indziej. Pedał uznał za stosowne wyrazić swoje przekonanie o konieczności picia pewnego napoju. A potem... zaproponował mi konto w banku.Czy ktoś mi wytłumaczy, dlaczego zdjęli ten tekst z portalu?
Pedały, gdyby ktoś nie wiedział, bywają blondynami, brunetami, czasem są łyse. Są czarne, żółte i białe. Ale nigdy nie są stare, brzydkie i biedne. Nie są nudne, religijne, konserwatywne i reakcyjne. Pedały patrzą na Ciebie z reklam wszelakich. Pedał jak widać sprzeda wszystko. Idealny nośnik reklamy i generator zysków i wciąż nowych potrzeb.
Homoseksualizm to już nie moda, nie polityka, ale świetny biznes, z gigantycznymi obrotami. Tylko o to chodzi w pedale. O sprzedaż. [X]
Subskrybuj:
Posty (Atom)







