Nie wiem po co ten tytuł

              

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Kiedy czytam nową podstawę programową, chce mi się sikać ze śmiechu (siusiakiem)

Nieważne, czy w starej podstawie też to było. Może przepisali, ale co z tego. Cytuję.
Uczeń słucha uważnie i z powagą wypowiedzi osób podczas uroczystości, koncertów, przedstawień, obchodów, świąt narodowych i innych zdarzeń, przyjmując postawę skupienia, samokontroli i szacunku; uczestnicząc w opisanych sytuacjach, wyczuwa ich nastrój i przyjmuje adekwatne do niego zachowania, np. śmieje się z usłyszanych dowcipów, zachęcony, włącza się do wspólnego skandowania, śpiewania (...)
Źródło: projekt podstawy programowej dla klas 1-3 podstawówki, strona 6.

niedziela, 15 stycznia 2017

Życie seksualne dostawców ziemniaków czyli Sex Lives of the Potato Men

Muszę przyznać, że to chyba najlepszy tytuł filmu, z jakim się zetknąłem od długiego czasu. Okazuje się, że ten tytuł ma taki feler, że całkowicie i dokładnie oddaje treść filmu, no to hjuston mamy problem. Bo z seksem w filmie jest jak z groteską - dobry jako przyprawa, ale nie jako danie główne. Jeden wikła się w jakieś trójkąty lub wielokąty, drugi posuwa pannę mężatkę na zapleczu smażalni, trzeci śni o fetyszu, waginie posmarowanej dżemem, a czwarty jest romantykiem, który smaruje nienawistne epistoły do ukochanej. Jednego w tym filmie na pewno nie zobaczymy: poczciwego seksu niepozamałżeńskiego. (Między innymi, bo seksu nieheteryckiego też nie.) Seks sam w sobie, nawet nietypowy, jest w sumie mało zabawny, żeby było śmieszniej, trzeba się trochę bardziej postarać. Polecam bardzo powściągliwie.

Misiaczek czyli Teddy Bear

W komentarzu przeczytałem, że to film o niedorozwiniętym mięśniaku i jego popierdolonej matce. Może coś jest na rzeczy, bo mięśniak z urody mocno przypomina Hulka, a troska facetów o muskulaturę kojarzy się zazwyczaj z potencjalnie lepszym braniem u babek, ale nasz Dennis chyba był słaby w tej kategorii. W tej historii w stylu dogmy jest jakaś niedopowiedziana przeszłość, której skutkiem jest nieomal patologiczne przywiązanie matki do blisko czterdziestoletniego Dennisa, stąd może wynika jego porażka z kobietami. Dodajmy, że mamusia to niezły przykład biernej agresji, czyli ciągłej dbałości o trzymanie syna w poczuciu winy. Wzorem kuzyna Dennis udaje się do Tajlandii, aby podobnie jak on znaleźć sobie tam żonę. O tej żonie kuzyna zaczynamy trochę źle myśleć sądząc po pierwszych kontaktach Dennisa, który szuka miłości, a nie łatwego seksu. Czy się uda, zdradzi redaktor Janicka, a ja tu powiem, że w typowych fabułach takie nieśmiałe lub mrukliwe postaci spotykają się z kimś upartym, kto znajduje w nich zabawną lub fascynującą stronę. Całkiem inaczej niż w tym filmie.

Najśmieszniejsza rozmowa z Atheist Experience...

...w której Lynnea Glasser jest urażona poglądem, że jej wszechmocna dusza nie stworzyła wszechświata.

sobota, 7 stycznia 2017

Pasażerowie czyli Passengers

Zaraz po starcie statek jak zawsze sprawdził stan 60 ludzi śpiących w zbiornikach krionicznych. Wykrył jedną nieprawidłowość - u człowieka numer dziewięć. Jego encefalogram wykazywał aktywność mózgu.
- Cholera - powiedział statek do siebie.
Tak się zaczyna Podróż Philipa K. Dicka. Statek kosmiczny korporacji Homestead wiozący pięć tysięcy ludzi na odległą planetę jest powściągliwszy w okazywaniu emocji, choć nie da się ukryć - coś się mocno pokićkało, skoro doszło do przebudzenia Jima Prestona dziewięćdziesiąt lat przed czasem. Jak się okazuje, nie jest w ludzkiej ani w sztucznie inteligentnej mocy zamrozić z powrotem Jima, więc czeka go w najlepszym razie śmierć ze starości w całkowitej samotności. Niby jest co robić na statku, można oglądać filmy, pływać w basenie, trenować koszykówkę i taniec oraz rozmawiać z androidem serwującym drinki. Z jedzeniem jest już gorzej, bo Jim nie wykupił pakietu Gold, więc przez cały czas wcina jakieś glutowate papki. Pomijamy pewien szczegół fabuły, dzięki któremu pojawia się przebudzona Aurora, która z początku jest załamana, ale godzi się z losem i dochodzi do romansu. Bo cały ten film jest jakoby romansem w kosmicznej pustce, ale nie trwa on dłużej niż dziesięć minut, więc bez przesady. Czemu romans się skończył, zdradzić nie mogę, ale ostatnie partie filmu, kiedy trzeba się zmagać z niebezpieczeństwem, to naprawdę nie czas na czułości. Chris Pratt, gorące nazwisko wielkiego kina, ma jeszcze parę lat kariery, skoro jest przed czterdziestką. Niestety nie sądzę, żeby był kiedykolwiek jeszcze równie zabawny jak w Parks and Recreation. Wróćmy jeszcze na moment do Aurory, to nie będzie wielki spoiler, jeśli napiszę, ze w planach życiowych miała powrót na Ziemię, aby opowiedzieć ludziom za dwieście pięćdziesiąt lat (bo tyle ma zająć cała podroż), jak żyje się w koloniach. Szczegół techniczny polega na tym, że wskutek Einsteinowskiej dylatacji czasu na Ziemi minęłoby jakieś dwieście siedemdziesiąt lat. No i co? Niezły film zrobili, ale zmarnowali szansę na douczenie widowni.

czwartek, 5 stycznia 2017

Partyjny aktyw z Nowoczesnej pyta Ryszarda Petru

Lekka przeróbka mema z sieci, na którym partyjne kobiety pytają Ryszarda Petru, czemu nie zabrał ich na wycieczkę do Portugalii. [X]

wtorek, 3 stycznia 2017

Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie czyli Rogue One: A Star Wars Story

Pisanie bzdurek o filmach zaczynam od nagłówka, w którym umieszczam polskie i obcojęzyczne tytuły filmów. Tym razem jestem pod wrażeniem wersji polskiej tytułu, która jest dokonaniem akrobatycznym. Gdyby ktoś mi przyłożył lufę do skroni, po wyjściu z kina tego tytułu za żadne skarby nie podałbym trafnie zwłaszcza z uwagi na interpunkcję. Dobrze, że nie wymyślili takiej wersji: „Łotr”-1. Gwiezdne wojny; historie. Pamiętamy z Powrotu Jedi rebeliancką niewiastę, która omawiała tajne plany wykradzione Imperium, a przemowę zakończyła wspomnieniem wielu poległych, dzięki którym udało je się pozyskać. Wydarzenia z Łotra 1 dotyczą planów z pierwszej części, ale słowa niewiasty tutaj także pasowałyby jak ulał. Zaczyna się od tego, że imperialny dyrektor Krennic odnajduje genialnego konstruktora Erso, który zaszył się na peryferyjnej planecie.
- Cieszę się, że cię odnalazłem - rzekł Krennic. - Pomożesz przywrócić pokój w galaktyce.
- Mylisz pokój z terrorem - odparł Erso.
- Cóż... Od czegoś trzeba zacząć.
Chwilę potem na jakiś czas - będzie z piętnaście lat - tracimy Erso z oczu, bo kamera skupia się na Jyn, córce Erso, która nie chce mieć do czynienia z żadną Rebelią, ale Rebelia z nią - owszem. Dzięki niej bowiem można się skomunikować z niejakim Gerrerą, do którego - krążą słuchy - zawitał imperialny pilot z Ważną Wiadomością. Nie ma sensu zbytnio drążyć fabuły, w każdym razie dzieje się dużo. Jeśli ktoś liczył na to, że wykradanie tajnych danych będzie polegać na kreciej robocie pod przykrywką, rozczaruje się. Dochodzi do widowiskowej bitwy Rebelii z Imperium, w której rebelianci wykażą się takim męstwem i poświęceniem dla sprawy, że mistrz Yoda powinien ich wszystkich kanonizować i zarządzić odczytywanie apeli poległych przy każdej okazji jak galaktyka długa i szeroka. Nieuchronne zadęcie jest regularnie neutralizowane przez dowcipnisia K-2SO, imperialnego robota przeprogramowanego przez rebeliantów. Disney ma chyba w planach regularne karmienie widowni kolejnymi epizodami Gwiezdnych Wojen. Na razie idzie mu dobrze.

PS. Pamiętacie naradę sztabowców w pierwszej części GW? Kiedy Tarkin mówi Vaderowi, przestań już pieprzyć o tej Mocy, porozmawiajmy jak dorośli? Wiem, wiem, Vader szybko zaczął budzić respekt, ale widać były takie momenty, że nie miał go zbyt wiele. A tymczasem pojawienie się Vadera w Łotrze jest full wypas teatralne, podnosi się kurtyna, za nią siwy dym, niewyraźny zarys postaci na tle ostrego światła, astmatyczne dyszenie, złowróżbny cień na ścianie, popłoch fauny i flory...
The Infamous Middle Finger The Infamous Middle Finger