wtorek, 26 lipca 2016
Piękny przedmiot pożądania czyli Beautiful Something
Może to głupie, że oglądając film zawsze zwracam uwagę na to, czy bohaterowie mają aparaty komórkowe. Przez parę lat po jakim takim usamodzielnieniu jedynym aparatem komórkowym, który miałem w posiadaniu, był aparat pralniczy umiejscowiony w komórce. W tym filmie komórek nie ma, a pierwszy napotkany bohater to Brian, literat, który pisze wiersze na maszynie. Do. Pisania. Wszystkie te wiersze napisał z miłości do Dana, która się skończyła - przynajmniej w aspekcie cielesnym, bo Dana uwiódł heteroseksualizm. Tytułowym przedmiotem jest Jim, rzeczywiście przyjemny dla oka, który ma faceta Drew, słynnego rzeźbiarza, o którym wszyscy słyszeli. Normalka. Ale ten Drew tylko coś tam z czymś spawa z rzadka poświęcając czas Jimowi, a dokładniej - pewnej części Jima. To za mało dla subtelnego chłopca, więc wyrusza w miasto na wyuzdaną eskapadę. Więcej o fabule nie będzie, za to będzie jakieś jednozdaniowe podsumowanie. Niesztampowa, sympatyczna historyjka z niewielką domieszką banału. Czyli nieźle.
czwartek, 21 lipca 2016
Dwa wynurzenia
Próba wprowadzenia podwyżek w tak zwanej erce, czyli w instytucjach rządowych i sejmowych, przerodziła się w parlamentarny wybryk. Po reakcji tabloidów obwieszczających „koryto plus” rządowa większość podkuliła ogonek i wycofała pierwsze i drugie wersje projektów ustaw. No bo przecież oni sobie podwyższają o pięć tysięcy, a emeryci dostaną dwa złote podwyżki. Pomysł, że miała być ustanowiona pensja dla pierwszej damy lub pierwszego huzara, i to dożywotnia, wydał mi się zrazu egzotyczny, ale w sumie może być. Gdyby to wprowadzono, to oczywiście słuszne byłoby domaganie się od pierwszego współmałżonka, aby się publicznie udzielał bardziej niż obecna pierwsza dama, ale przecież jakoś głupio byłoby ten większy udział wymuszać. Nie wszyscy mają jaja jak Maria Kaczyńska, którą po czasie wspominam z sympatią. Najciekawsza uwaga ze wszystkich dyskusji pochodzi z Poranka Tok FM, w czasie której jedna z komentatorek przypomniała, że dwudziesta siódma poprawka do konstytucji SZA mówi o tym, że zmiany uposażeń dla członków parlamentu mogą wchodzić w życie od kolejnej kadencji. Z numeracją poprawek, jak widzę, jest jak z przepisami w Krainie Czarów, gdzie najstarszy przepis zabraniający osobom o wzroście powyżej mili przebywania na sali obrad nosił numer czterdziesty drugi.
W Łodzi trwa walka z dopalaczami. Nawet mnie trochę dziwi, że ta walka jeszcze trwa, bo byłem przekonany, że dopalacze zeszły do internetowego podziemia, więc politycy mogą z czystym sumieniem i uśmiechniętą buzią mówić nam, że jest po sprawie. Groteska w Łodzi polega na tym, że - jak rozumiem - tych sklepów z dopalaczami nie da się tak po prostu zamknąć decyzją administracyjną lub prawno-karną, więc urządza im się remonty chodników przed wejściem (dyskryminacja osób z zaburzeniami narządów ruchu!), a poza tym dzisiaj mija termin wypowiedzenia lokalu właścicielom tych sklepów, które jakimś tajemniczym przepisem narzucono właścicielom kamienic. Jeśli dobrze zrozumiałem, chodzi o prawo chroniące lokatorów, którzy mogą się skarżyć na sąsiadów prowadzących podejrzaną działalność lub odbierających spokój w jakikolwiek sposób. Sklepy z dopalaczami funkcjonują legalnie, więc na czym polega problem? Odurzeni klienci siusiają na klatce schodowej? Zaczepiają spokojne muzułmańskie lub chrześcijańskie dziewczęta? Sprowadzają młodzieńców na złą drogę? Podejrzewam, że nic takiego się nie dzieje, dyskomfort mieszkańców jest psychiczny, a zagrożenie urojone. Jeśli urażone uczucia stanowią podstawę działań administracyjnych, to właśnie mam ochotę zacząć rozwijać różne szalone scenariusze. Na razie postawię kropkę.
W Łodzi trwa walka z dopalaczami. Nawet mnie trochę dziwi, że ta walka jeszcze trwa, bo byłem przekonany, że dopalacze zeszły do internetowego podziemia, więc politycy mogą z czystym sumieniem i uśmiechniętą buzią mówić nam, że jest po sprawie. Groteska w Łodzi polega na tym, że - jak rozumiem - tych sklepów z dopalaczami nie da się tak po prostu zamknąć decyzją administracyjną lub prawno-karną, więc urządza im się remonty chodników przed wejściem (dyskryminacja osób z zaburzeniami narządów ruchu!), a poza tym dzisiaj mija termin wypowiedzenia lokalu właścicielom tych sklepów, które jakimś tajemniczym przepisem narzucono właścicielom kamienic. Jeśli dobrze zrozumiałem, chodzi o prawo chroniące lokatorów, którzy mogą się skarżyć na sąsiadów prowadzących podejrzaną działalność lub odbierających spokój w jakikolwiek sposób. Sklepy z dopalaczami funkcjonują legalnie, więc na czym polega problem? Odurzeni klienci siusiają na klatce schodowej? Zaczepiają spokojne muzułmańskie lub chrześcijańskie dziewczęta? Sprowadzają młodzieńców na złą drogę? Podejrzewam, że nic takiego się nie dzieje, dyskomfort mieszkańców jest psychiczny, a zagrożenie urojone. Jeśli urażone uczucia stanowią podstawę działań administracyjnych, to właśnie mam ochotę zacząć rozwijać różne szalone scenariusze. Na razie postawię kropkę.
środa, 20 lipca 2016
Anna Zalewska, czyli postmodernizm prawicy
Zacznijmy od tego postmodernizmu, który jest jak ta romantyczność z wiersza Słowackiego. Żaden nic nie odpowiedział, żaden bowiem nic nie wiedział. Przyjmijmy za uczonym Saadem, że jednym z zasadniczych założeń postmodernizmu jest względność prawdy, nie ma faktów, są tylko opinie, a te są zmienne niczym kobieta, wietrzna istota i kurek na kościele. W tym sensie postmodernizm jest groteskowo niebezpieczny, bo skoro ustalenia nauki są opiniami, to kruszy się fundament naszej cywilizacji. I choć to tylko taka moja opinia, wolałbym, żeby budowniczowie mostów i konstruktorzy samolotów nie byli postmodernistami. Dorzuciłbym też ministrów edukacji narodowej. Biedni ministrowie muszą umieć wypowiedzieć się na każdy temat, od biedy można by zapytać, po jaką cholerę powinna minister Anna Zalewska wypowiadać się na temat pogromu kieleckiego u Olejnik. Ale jak rozmowa już zeszła na ten temat, to w wykonaniu pani Zalewskiej obejrzeliśmy pokaz pięknej, postmodernistycznej gimnastyki umysłowej, aby nie przyznać, że pogromu dokonali Polacy. Królowa z drugiej strony lustra chwaliła się Alicji, że przed śniadaniem mogła uwierzyć w sześć niemożliwych rzeczy, a ja po kolacji nawet zdołałem się przekonać, że użyty przeze mnie w tytule termin „prawica” ma sens. Anna Zalewska ze swoim postmodernistycznym umysłem może uwierzyć w cokolwiek, co tylko jej się spodoba. Proponuję za to podziw dla niej.
wtorek, 19 lipca 2016
Wiara i tęcza, czyli przeginanie zakutej pały
Stosunek do gejów jest papierkiem lakmusowym, który pokazuje stopień zakucia pały. Kiedyś próbowałem znaleźć w sieci niereligijne argumenty przeciw akceptacji gejów, i niby coś tam znalazłem, ale nic wartościowego. Gdyby orientacja homo objęła wszystkich, to ludzkość by wyginęła - słabe, bo na razie nie wiadomo, jak by można było wszystkich przerobić na gejów, poza tym czy o to naprawdę chodzi gejom? Jeśli zalegalizuje się związki gejów, obniży się godność małżeństwa jako związku dwóch osób płci przeciwnej - jeszcze słabsze, skoro legalne są rozwody i wielokrotne zmiany małżonków. Stowarzyszenie Wiara i Tęcza próbuje odkuć katolicką pałę, w Polsce jest to zadanie szczególnie ambitne, jak egzegeza kodeksu drogowego lub czerpanie radości z Krainy Grzybów. Przejrzałem ich deklarację, tekst nienachalny, mówiący, że chcemy przekonywać, że możliwa jest akceptacja gejów wewnątrz religii, że Kościół wiele razy zmieniał zdanie w różnych kwestiach itd. Ton spokojny, podejście, rzekłbym, w stylu Gandhiego. Dostąpili nawet łaski spotkania z abpem Dziwiszem! Czy abp dostanie rozgrzeszenie od Terlikowskiego? Nie wiem, ale od Marzeny Nykiel prawie na pewno nie. W jej tekście czytamy między innymi:
Demoralizacja to fundamentalny element wojny informacyjnej. (...) Rozwiązłość i wynaturzenia będą przedstawiane jako wartości moralne.I tak dalej. Osobiście uważam, że kobieta pouczająca kogokolwiek to gwałt na świętych przykazaniach (1Tm 2:11-15). A poza tym nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni (Mt 7:1-3). Rytualnie zaznaczę, że sprawa akceptacji gejów w Kościele ma dla mnie znaczenie drugorzędne, bo słabo się z tą instytucją identyfikuję. Natomiast fascynuje mnie obsesja prawicowych publicystów i polityków tematem homoseksualizmu. Podejrzewam, że Nykiel, Ziemkiewicz i Terlikowski zaczynają pracę przy komputerze od googlowania hasła „gej” lub „gay”, bo w pewnych tematach są bardziej oblatani ode mnie. O Wierze i Tęczy, a dokładniej o ich zaangażowaniu w nadchodzące ŚDM, dowiedziałem się pośrednio dzięki Ziemkiewiczowi właśnie. Dziękujemy ci, Rafałku.
sobota, 16 lipca 2016
Śledztwo na księżycu czyli High Moon
Kanał specjalizujący się w sajens-fikszyn przyjął nazwę Syfy i taki emblemacik widnieje na jego produkcjach, więc człowiek na starcie się zastanawia, jakie syfy nam dzisiaj będą chcieli wciskać. Najgłupszy wydał mi się pomysł, że aby pozyskiwać hel-3 na Księżycu należy budować kopalnie. Hel jako kopalina - myśl totalnie kopnięta. Kiedyś nawet przeczytałem, że przywieziono z Księżyca parę metrów sześciennych tej cudownej odmiany helu, która potencjalnie ma wielką wartość energetyczną, ale jak poszperałem głębiej - na razie tylko na papierze. Zaczyna się od eksplozji na Księżycu, w której ginie dwóch Amerykanów, brat jednego z nich, telepata zresztą, przylatuje na miejsce, aby przeprowadzić śledztwo. Dzieje się trochę zbyt dużo i zbyt głupio, żeby mi się chciało o tym pisać, więc nie wspomnę o innych nacjach mających bazy na Księżycu, o ich wzajemnych kombinacjach, o sztucznych dinozaurach, czy o cyborgu z poręcznymi łapkami, który uwiódł szefa misji rosyjskiej. Obrzydliwa potwarz i homopropaganda, w tym świecie przeszłości Putin się w grobie przewraca. Mój główny problem z tym filmem to beznadziejna oprawa muzyczna, dominująca i usypiająca. Dołączam gif z Diamantopoulosem z innych źródeł, bo w filmie jest dużo gorzej ubrany.






piątek, 15 lipca 2016
Bezkompromisowe pustosłowie Mariusza Błaszczaka, ministra zresztą
Wypowiedź Błaszczaka trafiła już na listę przebojów Tok FM, choć jest jeszcze świeżą pozycją. Minister bezpardonowo wygarnął całą prawdę, że zamachu w Nicei dokonał osobnik nie wahający się oddać życia za ideologię, a poprawność polityczna nie pozwala wielu osobom przyznać tego otwarcie. Poza tym było o reakcjach na poprzednie zamachy, zapewne chodziło o Paryż i Brukselę, te marsze milczenia, płacz Mogherini i rysowanie kolorowych kwiatków na chodnikach, co się z LGTB kojarzy. Ależ panie ministrze! Używanie określenia „LGTB” jest bijącą po uszach poprawnością polityczną, ja bym po panu spodziewał się czegoś w rodzaju „sodomickiej tęczy”. Po masakrze w Orlando Sam Harris ostro zrecenzował wypowiedzi prezydenta Obamy i kandydatki Clinton, którzy nie wydusili z siebie nawet ostrożnej dezaprobaty dla radykalnego islamu (uwaga, pleonazm!). I chociaż wizja prezydenta Trumpa jest Harrisowi wstrętna, przyznał, że jedynie on umiał powiedzieć coś sensownego w tych okolicznościach. Nasz gardzący politpoprawnością Błaszczak z tymi ludźmi poświęcającymi życie za ideologię wypadł równie blado, co Obama i Clinton. Kiedyś nasi prawicowi politycy mocno przejęli się bzdurnym sondażem, wedle którego młodzi Polacy nie chcą oddawać życia za ojczyznę, czyli niestety mało przypominają fanatyków islamskich. W dzisiejszym programie Piaseckiego Błaszczak wyrażał się już bardziej jasno, wspomniał o fanatyzmie muzułmańskim, a radą na to ma być powrót Europy do korzeni, czyli chrześcijaństwa. Brzmi to dość tajemniczo, niby że muzułmanie na widok żarliwych chrześcijan nawrócą się na prawdziwą wiarę? Без водки не разберешь.
środa, 13 lipca 2016
Przypadkiem wcielony czyli Guy X
W post-apokaliptycznym opowiadaniu z lat osiemdziesiątych Jane Fonda drapała się z namysłem po kroczu. Na pewno teraz by tak robiła, gdyby miała pisać o tym filmie. A co mam zrobić ja, skoro nie mam pod ręka krocza Jane? No bo Jason Biggs nie gra tu typowego dla siebie ostatniego kretyna, jego bohater trafia do bazy wojskowej na Grenlandii w końcu lat siedemdziesiątych pod innym nazwiskiem, choć to wynik urzędowej pomyłki, a nie element misternego planu agenturalnego. Przez chwilę mamy klimaty takie jak w opowiadaniu o pipoku (też z lat osiemdziesiątych), czyli satyryczne, skoro nasz bohater ma ni z tego, ni z owego zająć się wydawaniem gazetki. Flirt z sierżantem płci żeńskiej jeszcze to wrażenie wzmacnia, ale wkrótce okazuje się, że baza ma mroczny sekret związany z przeszłością jej szefa, czyli utrzymywane w stanie wegetatywnym ofiary akcji wojennej z Wietnamu. Czasami nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać. Po obejrzeniu tego dzieła wiadomo: ani to, ani to. Jak się głębiej zastanowić, to chyba i w krocze nie warto się drapać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







