Helena spotyka swojego chłopaka Jesse'ego.
niedziela, 20 września 2015
niedziela, 13 września 2015
Imigranci to nie nasza sprawa. Czyżby?
Temat jest ciężki, głupi papież i głupi arcybiskup Gądecki nawołują, ale Bóg zatwardził serca Polaków, więc nic nie wskórają. Gowin i inni gorliwi katolicy oczywiście uznają te autorytety, ale raczej w wąskim temacie ginekologii, a nie imigrantów. Łopuszański podobnie potraktował Jana Pawła, a Hoffman - Benedykta. Do kolekcji wpisuję Gowina w kontrze do Franciszka, a teraz przejdę do innego argumentu, który z urokiem zombi pojawia się w debacie publicznej (debacie? - hehe). Otóż Polska nie ma nic do imigrantów, niech zajmują się nimi byłe kraje kolonialne, bo one tam namieszały. Kto wie, czy zwolennikiem tego poglądu nie jest i Miller, który niegdyś ochoczo przyłączył Polskę do interwencji w Iraku. Czy to nie wskutek burdelu po obaleniu Saddama, nie po późniejszym przejęciu władzy przez szyitów saddamowska generalicja weszła w sojusz z fundamentalistami islamskimi, co doprowadziło do powstania ISIS? Polska straciła dziewictwo, więc argument o powinności krajów kolonialnych mam w malusieńkim poważaniu. Kunktatorsko nie wyrażę swojej opinii o przyjmowaniu imigrantów w Polsce, natomiast na marginesie twitu Ostolskiego o ujarzmionym polskim integryzmie katolickim, wobec którego nie musimy się obawiać islamu, zauważę, że ten integryzm nie wydaje się wcale poskromiony. Mieliśmy niesamowitą debatę w o in vitro w senacie, a najbliższych wyborów raczej nie wygra opcja znana z umiarkowania w odwoływaniu się do religii.
Cygan czyli Cigán
Stasiuk w Babadagu entuzjazmował się zalążkiem romskiej państwowości, która podobno rodzi się na wschodnich rubieżach Słowacji. No to zobaczmy, co tam się rodzi. Tłem dla opowieści jest slamsowata górska wioska z dwoma tysiącami mieszkańców, z których stałą pracę ma dwudziestu. Nic więc dziwnego, że w licznych ujęciach widzimy jej ludność, która gromadzi się na głównym placu (szumna nazwa), bo tam zawsze coś ciekawego może się zdarzyć, na przykład przywiozą strusie. Strasznie ponure to filmidło, nastoletniego bohatera, Adama, poznajemy w chwili śmierci jego ojca. Aby jakoś związać koniec z końcem, matka Adama wychodzi za mąż za brata swojego zmarłego męża. To przypomina pewien znany motyw z Szekspira, prawda? Mamy też Ofelię, czyli Julę, choć nie bardzo widzę szekspirowski ekwiwalent dla postaci księdza, bardzo pozytywnej postaci, która stara się jak może zajmować młodszymi mieszkańcami wioski (bez brzydkich podtekstów). Teraz należałoby przejść do tematów poważnych, czyli niechęci Słowaków do Romów, która jest odwzajemniona. Romowie kradną i oszukują, ale usprawiedliwiają to dawnymi krzywdami doznanymi od Słowaków, a ci z kolei znowu krzywdzą. Nie wszyscy, nie zawsze, ale tyle wystarczy, aby fatalna postawa z obu stron była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Mamy to rzecz jasna w filmie, choć główna oś dramatu przebiega gdzie indziej. Jeśli się coś na wschodzie rodzi, jest to raczej posępne i nieciekawe.
wtorek, 8 września 2015
Nieracjonalny mężczyzna czyli Irrational Man
Ciekawe, czy Woody nakręci jeszcze jakąś komedię, bo chyba sposępniał na starość. Jego ponure filmy bywają wciągające, ale zawsze wolałem komedie. Nawet te nieudane miały zawsze jakieś perełki w dialogach, nota bene do takich zalicza się podobno Hollywood Ending (tytuł polski jak zwykle fatalny), czego nie rozumiem. W Nieracjonalnym mężczyźnie śledzimy historię zblazowanego profesora filozofii, który od roku przeżywa dołek, ma blokadę twórczą i falliczną, no rozpacz. Scenariusz zakłada, że lecą na niego kobitki, ale sobie nie użyją. Niespodziewanie przychodzi impuls w postaci myśli o morderstwie, które miałoby charakter pro publico bono. Rozkwita na nowo nasz Abe, ale jego dzielna studentka, która dla niego porzuciła swojego nudnego chłopaka, chyba go rozgryzie. O więcej szczegółów fabuły proszę pytać redaktor Janicką. Żeby była jasność - uważam, że to przyzwoity film, ale naprawdę mało oryginalny. Padają wielkie nazwiska, Kant, Kierkegaard, Dostojewski, ale w bardzo sztampowym kontekście. Okropnie banalne są głosy bohaterów z offu, w stylu: Ach, gdybym tylko mógł odnaleźć sens w życiu, lub: Jego cierpienie sprawia, że jeszcze bardziej mnie pociąga. Właśnie odkryłem, że przegapiłem poprzedni film Allena, który był komedią. Jak nadrobię zaległość, to może coś lepszego o Woodym napiszę. Oby.
poniedziałek, 7 września 2015
Czy Jezus został wymyślony?
Chrześcijanie mają problem z Jezusem, bo nie ma żadnych wiarygodnych źródeł poza Nowym Testamentem, które o nim mówią. A przecież miał dokonywać rzeczy zadziwiających, o których milczą jemu współcześni, chociaż w Palestynie znaleźliby się ludzie wykształceni, którzy mogliby dać świadectwo. I jeszcze ta niepokojąca sprawa, że mamy wierzyć w cuda Jezusa, a przecież w tej epoce nie brak innych cudotwórców, jak choćby taki Apoloniusz. Najciekawsze jest to, że w najstarszych tekstach chrześcijańskich, listach świętego Pawła, Jezus jest kimś w rodzaju bezcielesnego ducha, który owszem, daje wierzącym zbawienie, ale niewiele dowiemy się z nich o życiu Jezusa znanym nam z Ewangelii. Według koncepcji Carriera, popartej podobnymi przykładami, Jezus, z początku abstrakcyjne bóstwo, został „uczłowieczony”, dopisano mu w miarę standardową historię wplatając znane podówczas motywy, opowieści i parabole. Zapewne miało to przybliżyć Boga ludziom. Jak z kolei argumentuje Hitchens, prorok, który był pierwowzorem postaci Jezusa, istniał z dużym prawdopodobieństwem. Gdyby miał być wymyślony, nie sfabrykowano by tej okrutnie wątpliwej bajki o spisie i podróży do Betlejem, gdzie według starszych proroctw miał narodzić się mesjasz. Można by przecież po prostu osadzić go w Betlejem od urodzenia i nie byłoby sprawy. Od siebie dodam, że to nie jest mocny argument, bo takich po prostu nie ma. Być może zmyślona opowieść o proroku z Nazaretu powstała wcześniej, by po odpowiednich modyfikacjach trafić do Ewangelii. Kiedy podważana jest historyczność Jezusa, chrześcijanie wyciągają Sokratesa. Poza Platonem nikt o nim nie wspomina, więc czy możemy wierzyć, że istniał? Ale, mówi Hitchens, istnienie Sokratesa jest kwestią drugorzędną, bo nawet jeśli był literacką fikcją Platona, niczym pan Cogito w przypadku Herberta, to zostawił po sobie zupełnie inne niż Jezus przesłanie: używaj rozumu w dociekaniu prawdy i nie przyjmuj na wiarę niczego bez odpowiedniego świadectwa. Jezus za to mówi: uznaj mnie za zbawiciela lub idź do piekła. I mówi to jako Bóg miłosierny. To już wolę Sokratesa.
Tworki (Marek Bieńczyk)
W czasach kiedy książki kupuje się nie wychodząc z łóżka, można się czasem zdziwić tym, co tam się zobaczy na tablecie czy kindlu. Jak ustaliłem, Tworki mam od Kwiatka, co nie jest złamaniem prawa, bo książki można jeszcze pożyczać konkretnym osobom, format elektroniczny nie ma znaczenia. Jak mam, to przeczytam, powiedziałem sobie, choć mogłem wybrać parę innych rzeczy. Tworki to pozycja sprzed lat ponad piętnastu, ale i wtedy zapewne były czymś oryginalnym. Mamy tu opowieść o Jurku, ledwo dorosłym chłopcu, który zatrudnił się jako księgowy w psychiatryku w Tworkach w czasie wojny (rok 1943). Zakochuje się w Soni, dziewczynie z biura, ale ona woli Olka, kolegę Jurka, futbolistę z szeroką i owłosioną klatą. Już na samym początku dowiemy się, że coś niedobrego się z Sonią stanie, ale ładnych parę stron dalej się to dopiero wyjaśnia, a tak naprawdę - nie do końca, choć oczywiście mam swoje przypuszczenia, których tutaj nie wyjawię. Konwencja, w której ujęta jest ta historia rodzi podejrzenie, że zgodność z realiami nie była priorytetem autora. Rzecz jasna, po niedługiej kwerendzie ustaliłbym, czy rzeczywiście nazistowscy Niemcy utrzymywali zakład w Tworkach, skoro troska o wariatów była im raczej obca, zwłaszcza że byli to wariaci z ludzi drugiej kategorii. Wszak w Szpitalu przemienienia mieliśmy całkiem co innego. W każdym razie w Tworkach Niemcy są całkiem sympatycznymi ludźmi, co koliduje ze stereotypem, ale jest do przyjęcia. Niestety nie dysponuję aparatem krytyczno-literackim, żeby fachowo omówić specyficzny styl tej powieści. Bohater jest lub chce być poetą, a narrator też poddaje się tej poetyckiej manierze i - niestety - udaje mu się. Czy autorowi chodziło o to, żebym miał ubaw czytając nierzadko kabotyńskie opisy stanów ducha (i ciała) postaci? W każdym razie był w tym dość konsekwentny, co na ogół nużyło, ale momenty były.
[457, Jurek puka nieśmiało do drzwi Soni]
Jednak i tak otworzyła, szlafroczek był błękitny z głębokim dekoltem i łabędź znowu wzleciał.
[783, mama Jurka przyjeżdża do Tworek kolejką pełną...]
...jak dwunastnica w południe.
[2136, po odejściu Soni]
Tyle w powietrzu było dziwnych drobin tlenu, byle mieszaniny plusów i minusów.
[2168, o Honnette, niemieckim dyrektorze szpitala, który w trakcie rozmowy z Sonią...]
...oczy miał jak dwa oderwane guziki.
Jeśli natomiast chodzi o sposób traktowania fabuły - dramatyzm wydarzeń sprzężony jest z niedopowiedzeniem. W momentach kluczowych czytelnik powinien uruchomić wyobraźnię, jak mu się zechce rzecz jasna.
[457, Jurek puka nieśmiało do drzwi Soni]
Jednak i tak otworzyła, szlafroczek był błękitny z głębokim dekoltem i łabędź znowu wzleciał.
[783, mama Jurka przyjeżdża do Tworek kolejką pełną...]
...jak dwunastnica w południe.
[2136, po odejściu Soni]
Tyle w powietrzu było dziwnych drobin tlenu, byle mieszaniny plusów i minusów.
[2168, o Honnette, niemieckim dyrektorze szpitala, który w trakcie rozmowy z Sonią...]
...oczy miał jak dwa oderwane guziki.
Jeśli natomiast chodzi o sposób traktowania fabuły - dramatyzm wydarzeń sprzężony jest z niedopowiedzeniem. W momentach kluczowych czytelnik powinien uruchomić wyobraźnię, jak mu się zechce rzecz jasna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








