Nie wiem po co ten tytuł

              

środa, 6 czerwca 2012

Jadwiga Staniszkis napadnięta

Przeczytałem w felietonie Stommy (Polityka nr 19 z br.).
W swojej książce zachwyca się [Palikot] na przykład panią Staniszkis. Otóż teksty i wypowiedzi pani Staniszkis, zakładam, że ktokolwiek je zrozumiał, nie mają w sobie niczego z proklamowanej ideologii Palikota. Jest to przedziwne pomieszanie plotek dozorczyni, ginekologii, konieczności istnienia w telewizji i zmiksowanych złotych myśli z paru książek socjologicznych, pseudosocjologicznych i niedoczytanych do końca. Wyciągnąć zeń można ostatecznie tkliwe przesłanie: "Boże, chroń Jarosława", na pewno jednak nic, co mogłoby programowo lub intelektualnie wzbogacić lewicę.
Nieładnie tak atakować starszą panią po niejednej aborcji. Puknij się w głowę, Stommo (jak poniżej).

wtorek, 5 czerwca 2012

Przepraszam, ale to jakieś dziwne jest

Brian Eno - Glitch
Ludovico Einaudi - Fly
Matthew Dear - Innh Dahh (Slowdance)
Pan Sonic - Murtoneste (Kulma)
Ryoji Ikeda - Test Pattern #1011
Asobi Seksu - Everything Is On (Citrus)
Ryoji Ikeda - Cadenza (0™KC)

[Źródło]

Las Ketchup - The Ketchup Song


Sławomir Sierakowski wkurza się

Mija 20 lat i nic się nie zmieniło! Ciągle ten sam szantaż! Albo popierasz mniejsze zło, albo będzie rządził Kaczyński. Kurwa, no co to za wybór? Nie chcę wciąż patrzeć na coraz większe mniejsze zło (z wywiadu w Gazecie Wyborczej). A jeśli o osobach prostytuujących się mowa, to wybór jest niezły, Sławomirze. Mamy ofertę dla ciebie.

niedziela, 3 czerwca 2012

W życiu bym do teatru nie poszedł!

A jednak mnie namówili. Byłem na tej sztuce:


Angielski tytuł jest Spirit level, to zapewne jakaś gra słów, więc nie dziwne, że sztuka jest wystawiana w polskich teatrach pod różnymi tytułami (nb. ten drugi chyba jest bardziej do rzeczy), choć przekład tej samej tłumaczki. Teatr ma tę techniczną przewagę nad kinem, że nie trzeba wkładać okularów, a 3D jest. A ustępuje kinu tym, że nie ma zbliżeń i dynamicznych cięć. Sala momentami ryczała ze śmiechu, ale nastrój mi się nie udzielił, choć nie mam zastrzeżeń do sztuki, ani jako scenariusza, ani jako przedstawienia. Krótko o fabule: akcja toczy się w domu zamieszkanym przez parę duchów, byłych właścicieli, znanego pisarza i jego żonę, a wprowadza się nowa para, początkujący pisarz z żoną. Duchy są niewidzialne, ale umieją robić standardowe figle: przekrzywiać obrazy, przenosić szklanki i wpływać na ludzkie umysły. I tak pisarz-duch rozpoczyna współpracę z pisarzem żywym, przy czym ten drugi nie bardzo jest jej świadomy.

Praxis

I passed the test – mógłbym sobie powiedzieć jak Galadriela. Praxis wystawia bowiem naszą cierpliwość na poważną próbę, ja jednak obejrzałem całość. Człowiek wiele wycierpi, żeby zobaczyć trochę gołych ciał w końcowych partiach filmu. Czego my tutaj nie mamy! Nie mamy prosto opowiedzianej historyjki, ani nawet opowiedzianej w sposób poplątany (jak bywa u Tarantino). Mamy awangardową narrację, w której mistycyzm splata się z diagnozą psychiatry i Bóg wie, kto wie, co jeszcze. Ja jako cząstka kosmosu, moje życie jako następstwo ubiegłych miliardów lat i jako wkład w nowe millenia. Galileusz odkrył księżyce Jowisza, na Europie jest woda, i kto wie, czy za miliard lat tam coś nie wyewoluuje. W meteorycie z Marsa znaleziono ślady życia. Mówi się o pofragmentowanej osobowości, nawet nie chce mi się sprawdzać, czy to jest wymysł twórców. Bohater oznajmia, że umarł, chodzi po ulicach jak ten duch, ale nie bójmy się, że coś tu jest zanadto jednoznaczne. Te sceny jeszcze będą pięć razy zreinterpretowane, aby wizja zyskała na głębi lub choćby na jej pozorze. Dla zmylenia widza pojawiają się "rozdziały", jeśli dobrze pamiętam kolejność: piąty, dziesiąty, jedenasty, trzeci... Mój umysł płytki nie pojmuje zapewne przesłania tego filmu, które jest w istocie najbanalniejsze w świecie: dobrze jest kochać i być kochanym. Na to zgoda, na resztę – nie, nie i nie.

sobota, 2 czerwca 2012

Lucky Bastard

Wzdychał do Maryli, ale między westchnieniami zadowalał się aptekarzową Kowalską. Ubóstwił Izabelę, a jednak nie omieszkał wykorzystać życiowej szansy zbicia majątku żeniąc się z wdową po Minclu. Ten rwał dla niej nenufary w białym fraku, a ten dla niej fornali do pracy w polu zagania. Filmowy Rusty ma kochającego Daniela, ale kiedy wyjechał służbowo, dał się całkiem omotać przypadkiem spotkanemu Danny'emu. Rozterka życiowa znana zapewne już w czasach jaskiniowych: czy na miejsce tego pana u mojego boku znalazłby się kto inny, bardziej kochający i w lepszą maczugę wyposażony? W wielu przypadkach zapewne tak, ale w końcu zdecydować się trzeba. Tak naprawdę – nie trzeba, bo można być wiecznym singlem, ale nie o takiej sytuacji opowiada film. Danny jest byłym aktorem porno, nosicielem HIV i narkomanem, co wychodzi na jaw dość szybko. Życie z nim na pewno nie byłoby nudne, ale "nudne" w tej sytuacji to nie jest wcale taka zła alternatywa. Jak Rusty rozwiąże swój dylemat, redaktorko Janicka? Tak czy owak, widzimy, że narkomani i fachowcy od designu i renowacji bywają pięknie umięśnieni, choć scenariusz sugeruje, że mają sporo innych zajęć zamiast treningów. W kategorii zgrabnych ciał wymiata Dymkoski, odtwórca roli Danny'ego.

The Infamous Middle Finger The Infamous Middle Finger