Lionel Baier, autor opublikowanej książki i pracownik radia w Lozannie, odkrył właśnie, że jego pradziadek był Polakiem. Dla jego subtelnej duszy był to wstrząs, więc odtąd zaczął maniakalnie interesować się Polską i - na ile to możliwe - identyfikować się jako Polak. Trochę nas to dziwi, bo ten pradziadek to żadna świetlana postać w rodzinie Baierów: poślubił szwajcarską pannę, zapłodnił i zwiał do Polski nie myśląc wcale o alimentach. Lionelowi to nie przeszkadza, a kiedy spotyka Polkę Ewę, zaczyna darzyć ją dość dziwnym uczuciem, choć Serge, jego facet, próbuje go przekonać, że jest "as queer as a 3$ bill", czyli przy kobiecie jego zwiędlak pozostanie miękki niczym masło latem, a świeży śnieg zimą. W szaleńczym odruchu Lionel wyjeżdża do Polski razem z siostrą. Docierają na miejsce i pierwsze, co widzą, to Auschwitz. Co czeka naszych bohaterów w tajemniczym kraju? Do wyboru, do koloru: książę z bajki dla niego lub dla niej, szwajcarscy eko-terroryści, wódka zagryzana kabanosami, wozy drabiniaste, jarmark "Europa", rozwiązanie rodzinnych zagadek... Zajeżdża stereotypem, ale w sumie Polska jest pokazana sympatycznie. Ewę zagrała Bachleda-Curuś, nie jest to jej debiut w filmie z wątkiem homo. Odtwórcy roli Polaka Stasia należą się ciepłe słowa. Ten film wzmacnia moje przekonanie, że europejskie niskobudżetowe produkcje z gatunku gtm są na ogół lepsze od tych zza Atlantyku. Dość zabawna jest muzyka w tym filmie, bo miejscami jakby wzięta z filmu sensacyjnego. Poniżej można sobie odsłuchać Pavanę Ravela, jeden z wykorzystanych motywów muzycznych.
niedziela, 29 lipca 2012
Phil śmieje się złowieszczo
Phil to jeden z naukowców w Veridian Dynamics, korporacji z serialu Better Off Ted. Lem jest jego współpracownikiem. Właśnie pracują nad czymś typowym dla Veridian Dynamics, przyjmijmy chwilowo, że chodzi o żaby wysysające ludziom gałki oczne. Zlecenie z góry to zlecenie.
Lem: O, cholera! Może jesteśmy naukowcami bez skrupułów?
Phil: (Śmieje się złowieszczo.) Zawsze się tak śmieję, gdy słyszę nieprzyjemną prawdę. To dlatego wyrzucili mnie z tego filmu Ala Gore'a.
Lem: O, cholera! Może jesteśmy naukowcami bez skrupułów?
Phil: (Śmieje się złowieszczo.) Zawsze się tak śmieję, gdy słyszę nieprzyjemną prawdę. To dlatego wyrzucili mnie z tego filmu Ala Gore'a.
sobota, 28 lipca 2012
Hard Pill
Ten film można by zaliczyć do fantastyki naukowej bliskiego zasięgu, czyli takiej, która nie zdziwiłaby nas, gdyby się urzeczywistniła. Elementem fantastycznym są pigułki zmieniające orientację seksualną gejów na heteroseksualną. Filmu do SF jednak nie zaliczę, bo przedstawiona "terapia" jest w fazie prób klinicznych i nie wiadomo, czy naprawdę zadziała. Mocno wierzę, że religijnie zmotywowani uczeni usilnie pracują nad czymś podobnym, a możliwość "leczenia homoseksualizmu" jest przecież faktem dla odpowiednio sformatowanych umysłów (zapewne Pawłowicz się do nich zalicza). Świat, w którym byłaby możliwa zmiana orientacji seksualnej, to ciekawy eksperyment myślowy. Geje nie mogliby twierdzić, że nic się nie da zrobić, bo tacy się urodzili. Ale na dobrą sprawę, w naszej rzeczywistości argumenty religijnych przeciwników zaczynają się od odrzucenia tej tezy. I tak dyskusja umiera w zarodku. W świecie z pigułką na homoseksualizm - nie umierałaby. Jak widać film daje do myślenia, teraz parę słów o nim. Głównego bohatera Tima gra Jonathan Slavin, znany z roli Phila w serialu Better Off Ted. Ma on ten problem, że nie jest zbyt atrakcyjny, więc nie może znaleźć sobie faceta. Postanawia poddać się "terapii", z czym oczywiście wiążą się spore życiowe zmiany. Filmy z wątkami homo są często słabo zrobione, bo niski budżet, co wybaczyć można, ale też często są słabo pomyślane, co wybaczyć trudniej. Tu mamy niski budżet, ale historyjka kupy się trzyma. Czy Tim po "terapii" będzie jeszcze zdolny do jakiejkolwiek miłości, pani redaktor Janicka?
Paraskevi Papachristou twituje
Zawodniczka Paraskevi Papachristou zamieściła na twitterze spostrzeżenie, że komary znad Nilu mogą w Grecji korzystać ze swoich lokalnych "specjałów", czyli ssać krew ludności znad Nilu, która napłynęła do Grecji (ze strachu przed demokracją w Egipcie?). Ten przejaw rasizmu został ukarany i Papachristou nie pojedzie na igrzyska w Londynie. Przyglądam się temu i rasizmu nie widzę. Bezpośrednio da się tylko wyczytać, że są w Grecji jacyś ludzie znad Nilu, w takim razie jakiekolwiek stwierdzenie obecności ludzi innej narodowości należy uznać za przejaw rasizmu. Co jeszcze widzę? Loty czarterowe, jakie sobie wykupują komary stęsknione za swoimi Kamilami i Raszadami (polecam te tabele, 1, 2, z których odczytamy, że Kamila znaczy "najdoskonalsza", a Raszad - "integralność zachowania"). Czyli odlotowe głupstwo. Jeśli jest rasizm, to domyślny, taki raczej implicite. Rzec by można, że Papachristou poległa od miecza, którym wojuje, czyli głupoty. Można na rzecz spojrzeć inaczej, jeśli poczyta sobie człowiek o latach trzydziestych ubiegłego wieku, kiedy antysemityzm głoszono jawnie i bez zahamowań, a mówię tu nie o oczywistym przykładzie Niemiec, ale o Polsce. Różne oficjalne władze związków lekarzy czy adwokatów raczyły zalecać członkom tych organizacji, aby w ten czy inny sposób okazywali Żydom nieprzychylność. Sprawiedliwie jest dodać, że premier Składkowski odwrotnie - deklarował życzliwość państwa polskiego dla wszystkich jego obywateli. Nędza rasizmu i antysemityzmu była demonstrowana przez uczonych i literatów (nie wszystkich), ale to nie pomagało. Tu także mamy do czynienia z głupotą, ale tym razem głupotą okrutną. Jeśli już miałbym wybierać, to wolę tę śmieszną głupotę politycznej poprawności, którą mamy dzisiaj. Czy dałoby się inaczej, bez żadnej z tych głupot? Niechby Papachristou bredziła sobie o komarach, niechby Hoddle pieprzył swoje głodne kawałki o inwalidach, którzy cierpią za grzechy z poprzedniego życia. Na marginesie: jeśli tak jesteśmy czuli na wiązanie inwalidztwa z reinkarnacją, to chyba powinniśmy bojkotować wyznawców buddyzmu. O, ohydo moralna Dalajlamy! Mój rozum dajmy na to mógłby być mocno obrażony dogmatem o jedyności w Trójcy, ale zamiast tego wybrałem podziw dla umysłów, które tę prawdę akceptują. Bo to piękne umysły. Więc dałoby się inaczej? Na razie nie widzę specjalnych szans na triumf rozsądku, więc prowadź nas głupoto! I bądź śmieszna. Jestem w lekkim szoku.
czwartek, 26 lipca 2012
Alfred Łaszowski mówi
M jetetajnosmsłza cshrdlu h.
Źródło: Kroniki tygodniowe Słonimskiego, nr 338, 19 września 1937 r. Powyższy cytat jest odpowiedzią Łaszowskiego na zarzut Mitznera, że został wylany z organizacji socjalistycznej za komunizm.
środa, 25 lipca 2012
wtorek, 24 lipca 2012
Mamy mają problem z Mają
Wszyscy psychopaci z mojego pokolenia mogą się tłumaczyć tym, że oglądali kiedyś Pszczółkę Maję. Inne przypadłości osobnicze, jak impotencja, oziębłość lub skłonność do prokrastynacji też można tym usprawiedliwiać. Pszczółka Maja powstała wysiłkiem sześciu narodów (sik!) i zdobyła popularność szeroko w świecie. Wiadomo, że główną demoniczną postacią była pajęczyca Tekla, która co chwilę chciała skonsumować któregoś z bohaterów bajki, a na domiar złego rzępoliła na skrzypcach. Ale z czasem złagodniała, została jaroszką i kimś w rodzaju zrzędliwej ciotki. Za wszystko co najgorsze można obwiniać odcinek trzeci Pszczółki Mai. Młodziutka Maja poznaje muchę Nepomucena, który jest sympatyczny i pokazuje jej kawałek świata, czyli łąki, na którą uciekła Maja ze swojego roju. Ale prawa przyrody są nieubłagane i Nepomucen ginie w paszczy modliszki Migotki, którą potem Maja uratowała, kiedy chłopiec próbował Migotce wyrwać skrzydełka (szczegółów nie pamiętam, odtwarzam na podstawie tego).
![]() |
| On oglądał Pszczółkę Maję |
Subskrybuj:
Posty (Atom)








