Nie wiem po co ten tytuł

              

środa, 3 stycznia 2024

Goście z galaktyki Arkana czyli Gosti iz galaksije

Ale bym się zdziwił, gdyby ktoś mi powiedział, że ogląda ten film nie dla beki, ale dlatego, że mu polecono (chyba że polecono, by oglądać dla beki). Pierwszy raz zobaczyłem ten film będąc dzieckiem, całkiem dosłownie, a nie jak Filibert dzieckiem jedynie podszyty. To było dawno temu, kiedy szczerze bawili mnie ludzie, którzy wpadli na absurdalny pomysł, by spotkać się ze przybyszami z kosmosu bez przyodziewku. Była to niejako wizja prorocza, bo rzeczywiście dużo czasu spędzam w Chorwacji na gołych plażach, choć nie po to, by nawiązać kontakt z alienami. Inna scena, którą dzisiaj oglądam bez specjalnych emocji, to przyjęcie weselne z udziałem nieproszonego monstrum, które dokonało potężnej demolki materiału ludzkiego i nie tylko. Dzieckiem będąc ubawiłem się setnie, a dzisiaj tylko jestem w stanie przyglądać się tej niezdarnej animacji i dziwić się, że odważyli się to pokazać. Gdyby ta niezdarność ograniczała się do tej animacji - byłoby może i nieźle. Rzecz w tym, że owi przybysze są materializacją pomysłu pisarza Roberta, co od razu dyskwalifikuje koncept jako poważną fantastykę. Z drugiej strony przecież widać, że nie o poważną fantastykę tu chodziło. A o co chodziło, tak naprawdę nie wiem, bo jako komedia film też nie bardzo dowiózł. Moja specyficzna podnieta w czasie oglądania brała się z konfrontacji mnie dzisiejszego ze mną sprzed lat. Jako podsumowanie nie przychodzi mi na myśl nic trafniejszego niż 1 Kor 13,11.

piątek, 22 grudnia 2023

Cytat wart ocalenia

Pojechał jak łysy warkoczem o kant kuli.
 - Chora Zofia, niekiedy dziewica.

*dupy
 - Marynia

niedziela, 3 grudnia 2023

Duchy w Wenecji czyli A Haunting in Venice

Niejaka redaktor Marcinik raczyła kiedyś zauważyć, że Szekspir jest już passé, tylko ci reżyserzy teatralni przeoczyli ten fakt. Zgadzam się co do ducha, ale nie litery, bo dla mnie passé są Agatha i Arthur Conan, choć rozumiem ewentualną fascynację nimi w wieku szkolnym, a poza tym zrobiłbym wyjątek dla Sherlocka w wersji Ritchiego, bo wycisnął dowcip z ramoty. Branaghowi raczej nie chodziło o wyciskanie dowcipu z Agathy, a raczej o jakieś mroczne klimaty, w których biedny racjonalista Poirot musi zmagać się z mistycznymi zagadkami. W zasadzie Poirotowi się udaje, ale jakieś wątpliwości pozostają. Zarys historii jest taki, że do emerytowanego Poirota przyjeżdża stara znajoma pisarka, która namawia go na zdemaskowanie słynnej medium (ratunku, jaki od tego jest feminatyw?), która urządza seans w jednym z weneckich domów, a konkretnie u zubożałej diwy operowej (której głosu nie usłyszymy niestety). Dom ma ponurą historię, bo niegdyś służył za sierociniec, w którym onegdaj doszło do zajść dramatycznych. Będą trzy trupy nie licząc tych z przeszłości. Rzecz oczywiście się wyjaśni, ale żeby nie było tak prosto, rozwiązanie będziemy otrzymywać wieloetapowo, przy czym oczywiście (ziew) nie ci będą winni, którzy są najbardziej podejrzani. Mamy jedność akcji i miejsca, więc rzecz wygląda bardzo teatralnie. Nie wiem, jak było w książce, ale w filmie niemal wcale nie ma opisu tych błyskotliwych dedukcji, z których słynął choćby powieściowy Holmes. Poirot z tego filmu polega na intuicji - no i super, ale to nie robi na mnie wrażenia. W związku z tym życzymy Poirotowi udanej emerytury oraz tego, żeby nikt już go nie nękał rozwiązywaniem zagadek kryminalnych.

czwartek, 30 listopada 2023

Niewierni w Paryżu czyli Coup de Chance

Woody Allen umiał kiedyś sprawić, że turlałem się ze śmiechu (bardziej z powodu tego, co pisał, niż filmował), więc mam do niego sentyment. Wszelako po wielu ostatnich jego produkcjach przestałem liczyć na jego świetny sarkazm, bo to najwyraźniej się już w nim wypaliło. Filmy Woody'ego bez dowcipu są najczęściej manieryczne w zakresie gry aktorskiej - dziwnie często aktorzy próbują naśladować ten niezgrabny styl samego Allena z charakterystycznym wysławianiem się na granicy jąkania. A tu niespodzianka, bo w najnowszym filmie z francuskimi aktorami tego nie zauważyłem. To oczywiście należy policzyć na plus. Fabuła nie wygląda na zbyt oryginalną, rzecz toczy się w Paryżu, oto żona bogatego faceta spotyka miłość z dawnych lat i po niewielu interakcjach dochodzi do zdrady. Strasznie mnie znudził ten motyw z pierwszej części filmu. Potem robi się ciekawiej, bo mąż podejmuje kroki zaradcze, ale tu należy zawiesić relację. Nie wyjawię już, komu przytrafił się ów „łut szczęścia” z tytułu oryginalnego. Ów łut idzie w parze z czyimś „łutem pecha”, o czym też dokładniej nie napiszę. Chwila namysłu nad tym, o czym jeszcze nie napiszę... Na przykład o tym, że to jest bardzo dobry film, bo nie jest. A jaki jest? Dobry, ale nie bardzo dobry. Przyjemnie było obejrzeć coś po francusku, czyli w języku, który chciałbym rozumieć lepiej, niż mi się to obecnie udaje. Lekkim wyzwaniem jest dla mnie pytanie o szerszy przekaż płynący z twórczości Allena, w szczególności z tego filmu. Przychodzą mi na myśl tylko jakieś banały o nieprzewidywalności człowieczego losu (Anna German wynurza się z keczupu w futrze z golców piaskowych...).

środa, 29 listopada 2023

Końskie zaloty czyli Los agitadores

Ktoś w końcu na serio wziął tezę Kazi Szczuki o kibolach jako środowisku homoseksualnym spajanym poprzez ostro deklarowaną homofobię. Nie na serio, ale od bardzo długiego czasu ten motyw przewija się w produkcjach porno, gdzie jeden homofob posuwa konsensualnie drugiego, ale oczywiście żaden z nich nie jest gejem. Co miło ogląda się w wersji porno, niekoniecznie musi się sprawdzić w zwykłym filmie. Opowieść dotyczy grupy około dziesięciu latynoskich facetów przebywających w hacjendzie jednego z nich (raczej dzianego, bo to jakaś willa z basenem, choć znowu nie tak obszerna, by chłopaki mogły spać w pojedynkę. Jest alkohol i wygłupy, a kobiet mało, choć pojawiają się na chwilę i znikają. Te wygłupy stają się dość monotonne, bo niemal nieustannie sprowadzają się do parodiowania seksu homo, dla przykładu wiele śmiechu wywołuje opublikowanie w sieci zdjęcia śpiącego kolegi, któremu we śnie włożyli rękę do majtek drugiego. Czaicie, o co chodzi. Tymczasem żarty żartami, ale gdzieś w tam krzakach dochodzi do prawdziwej akcji. Łatwo odgadnąć, że się wyda i że będą konsekwencje - i to dość brutalne. W tym miejscu widzę pewien problem, bo chciałbym lepiej zrozumieć motywacje. Ale co stoi na przeszkodzie? - zapytacie. Po pierwsze, przestaję rozumieć ludzkie interakcje, jeśli w grę wchodzi naraz więcej niż sześć osób (plus to, że te interakcje polegają głównie na tym, o czym napisałem wyżej). Po drugie, jest za mało danych, żeby jednoznacznie zinterpretować finał. Czy chodzi o ciężką homofobię, czy o zranione, choć głęboko skrywane uczucia? Podejrzewam, że tego nie wiedziałby nawet Artur Baranowski.

wtorek, 28 listopada 2023

Nuovo Olimpo

Zacznę tak, jak się nie powinno: jakże to piękny, klasyczny melodramat! Jest utracona miłość, ale nie taka, którą zapomnimy po paru latach, bo pamięć o niej trwać będzie przez dziesięciolecia. Zakochani tymczasem niby to ułożą sobie życie z innymi osobami, ale w końcu dojdzie do ponownego spotkania, a stare uczucie powróci z nową siłą, choć oczywiście dawni kochankowie nie mogą tak zwyczajnie wpaść sobie w ramiona, bo wiadomo: rodzina, dzieci. Zagalopowałem się, dzieci akurat nie ma, bo scenarzystom nie chciało się komplikować sytuacji bohaterów. Jedna zmienna w tym obrazku jest mniej standardowa, mianowicie to, że kochankami jest para facetów. Jeden z nich okazał się niereformowalnym gejem, znanym filmowcem, który znalazł sobie nadzwyczaj urodziwego (i w dodatku prawdziwie kochającego) partnera, podczas gdy drugi wybrał heteroseksualny styl życia i poślubił kobietę. Jeśli historia zahacza o biografię reżysera Ozpetka, to na miejscu jego partnera (lub partnerki) byłbym zaniepokojony, bo niefafuśnie jest mieć taką mocną konkurencję do miejsca w sercu ukochanego. Jest jeszcze nasz ulubiony motyw, kiedy partner (lub partnerka) jednego z kochanków mówi mu: biegnij za nim! Patrzyłeś na niego z taką miłością, z jaką nigdy nie spojrzałeś na mnie. I pobiegnie. Historia opowiedziana w filmie ma walor nostalgiczny, a tytułowe Nuovo Olimpo to kino, w którym w latach siedemdziesiątych spotykali sie rzymscy geje. Interesujące przemilczenie dotyczy dekady lat osiemdziesiątych, która w filmach amerykańskich (i nie tylko) przedstawiana jest jako WGW, wielkie gejowe wymieranie spowodowane HIV-em. Ryzykowny zabieg polegał na pozostawieniu tych samych aktorów grających młodzianków oraz postaci starsze o ponad trzydzieści lat. Możemy jedynie westchnąć z żalem skierowanym do nikogo, że nie starzejemy się tak jak bohaterowie w tym filmie. Dodatkowa radość dla zboków: fiutki pokazywali (rzadkość w melodramatach).

poniedziałek, 27 listopada 2023

Nie martw się, kochanie czyli Don't Worry Darling

Alicja, jak wiele innych żon, pędzi sielski żywot u boku męża, który, jak inni mężowie, codziennie wyjeżdża do pracy, by utrzymać rodzinę (w jej przypadku bezdzietną). Wygląda to wszystko jak słodki obrazek z lat pięćdziesiątych, ale jest trochę dziwne. Mężowie nigdy nie mówią o swoim miejscu pracy, bo to podobno wielka tajemnica państwowa lub korporacyjna, a miasteczko położone jest na środku pustyni, z której jakoś nie da się wydostać. Społeczność jest mała, na jej czele stoi Frank, który wygląda bardziej na przywódcę sekty niż szefa korporacji. Dobry nastrój psuje jedna z żon, która najwyraźniej nie ma ochoty się podporządkować i wywołuje ferment w życiu Alicji. O dalszych perypetiach nie wypada tu pisać, ale wszystko wskazuje na to, że ten świat jest jakimś mirażem, za którym ukryta jest prawda. Spokojnie widzu, wszystko zostanie wyjaśnione, ale w taki sposób, że na koniec będzie więcej wątpliwości niż na początku. Problem w tym, że te wątpliwości obejmują również intencje scenarzystów, którzy mieli zapewne ambitne zamiary, ale sklecili historyjkę średnio sensowną. Nie wchodząc w szczegóły rzucę takie pytanie: czy można naprawdę chcieć takiego fałszywego życia, jakie wybrał mąż Alicji i to bez jej zgody? Osoby, które powiedziałyby, że owszem, tak, mają dziwnie pofałdowane zwoje, przynajmniej moim skromnym zdaniem. [X]
The Infamous Middle Finger The Infamous Middle Finger