Nie wiem po co ten tytuł

              

poniedziałek, 28 lutego 2022

Londyn. Miasto queer. Historia od czasów rzymskich po dzień dzisiejszy (Peter Ackroyd)

Na Soho takie izby na zapleczu prowadził Red Lion, podobnie jak kilka sklepów z trunkami przy Drury Lane. Three Shoes na Moorfields i Three Tobacco Rolls na Covent Garden miały liczne ciotki jako klientów [1814]. Konkluzja z tego cytatu: trzeba się poważnie znać na Londynie i nim fascynować, żeby ta książka zrobiła wrażenie. To może zadziała jako historyczny esej o gejach? To mogłoby się udać, gdyby autor umiał rzucić okiem z dalszej perspektywy, a nie tonął w detalach, relacjonując setki różnych zdarzeń z wielu epok ze szczególnym uwzględnieniem lingwistycznych ciekawostek, o których nie ma jak i nie ma po co pisać dla polskiego czytelnika (którym nie musi być przecież filolog angielski). Tłumacz poddał się i nie tłumaczył słówka queer, za to wprowadził „buzeranctwo” jako synonim aktu homoseksualnego. Stosunek do gejów zmieniał się w przeciągu wieków, przez większość czasu było to szorstkie przyzwolenie, dopiero w wiekach XVIII i XIX (oraz pierwszej połowie XX) można mówić o ostrych i oficjalnych, czyli zapisanych w prawie, restrykcjach. Słynny pręgierz, do którego przykuwano „sodomitów”, wcale nie był wyrokiem łagodnym, bo dla miejskiej tłuszczy typową rozrywką było znęcanie się nad przykutymi, bicie, oblewanie odchodami i tym podobne. W książce omówiono sprawę nieszczęsnego Wilde'a. Szło to tak: jeden z synów markiza Queensberrego miał (rzekomo, ale raczej naprawdę) romans z przyszłym premierem Roseberym, a drugi syn - z Wilde'em (!). Mając w ręku korespondencję obciążającą Roseberego, już premiera, Queensberry mógł zażyczyć sobie, by nie patyczkowali się z Wilde'em w sądzie, co było całkiem możliwe według ówczesnych standardów rozdziału władzy sądowniczej od pozostałych. Zaskakuje brak wzmianki o Turingu zamęczonym w latach pięćdziesiątych XX wieku. Może to nie miało miejsca w samym Londynie, co by usprawiedliwiało takie przeoczenie autora.

[144]
W roku 1869 Węgier Karl-Maria Benkert ukuł termin homoszexualitás, stając się w ten sposób jednym z nierozpoznanych legislatorów ludzkości. Dla niego była to kwestia nie moralności, lecz klasyfikacji. Obiekt potrzebował klinicysty bardziej niż księdza. Na grobie Benkerta ciągle są świeże kwiaty. Dwadzieścia trzy lata później Charles Gilbert Chaddock wprowadził ten termin do angielszczyzny, w której pozostaje do dziś. Havelock Ellis określił go jako „barbarzyński neologizm, wyrosły z monstrualnego pomieszania korzeni greckich i łacińskich” — niewykluczone jednak, że pomylił słowo z samą czynnością.

[234, w czasach rzymskich]
Tylko aktywny może rządzić. Seksualność nie jest niezależnym czynnikiem społeczności; to społeczność określa i dominuje seksualność. Wojownicy pokonani w bitwach mogli być gwałceni przez obywateli rzymskich. Przegranych zamiast tego faszerowano — „rzodkwiami”; może się to wydawać nie nazbyt bolesnym zabiegiem, tymczasem „długie, białe, soplowate rzodkwie” były hodowane w południowej Anglii na długość do sześciu cali.

[338]
bad, po angielsku łóżko
Redaktorom nie zależy na popularyzacji poprawnej angielszczyzny - podobnie jak nauczycielom, którzy mnie uczyli, że dinner to obiad.

[1303]
W połowie XVII wieku w Mulberry Garden, tam, gdzie obecnie znajduje się Buckingham Palace, stworzono „spintry”, czyli męski burdel.
Rewelacja, o której wiem niezależnie ze Str8UpGayPorn.

[1336, rok 1630]
Audley i dwóch jego służących zostało powieszonych pod zarzutem gwałtu i sodomii, ale najpoważniejszym z jego grzechów było zagrożenie stabilności patriarchalnej rodziny.
To ciekawe, ale jeszcze ciekawsze jest to, że w akapicie poświęconym Audleyowi, nie jest on nijak powiązany z innymi postaciami, mającymi na koncie wiadome sprawki. Wpadka redakcyjna.

[1715]
W tym samym roku [1708] Delarivier Manley wydała swą powieść The New Atlantis, w której opisała sprzysiężenie lesbijskich kochanek, których niezliczone intymności „być może posunęły się odrobinę za daleko”.
Może jestem słaby z historii literatury, ale w Polsce kobiety pisarki zaistniały dopiero w XIX wieku. A tu pisze kobieta i to jeszcze na taki temat!

[1800, rok 1721]
I znowu niepodobna było dowieść, iż doszło do „spermatycznego wstrzyknięcia”, jak to nazywano w języku prawniczym, dzięki czemu Duffus uniknął stryczka i został skazany na więzienie oraz pręgierz.

[2454]
Egzekucje za sodomię osiągnęły szczyt w pierwszych dekadach XIX wieku, albowiem pomiędzy rokiem 1806 a 1835 powieszono za to ponad osiemdziesięciu mężczyzn. (...) W tym samym czasie wieszanie za sodomię skończyło się na kontynencie europejskim, a w niektórych krajach związki seksualne pomiędzy mężczyznami przestały być przestępstwem. Po roku 1791 nie wykonano na Kontynencie żadnej egzekucji za ten występek.

[2488, nalot policji z 1810 roku]
Raport donosił, że wewnątrz znajdowały się pokój z kilkunastoma łóżkami, damska garderoba, a także „kaplica”, w której celebrowano śluby. W charakterze pastora udzielającego małżeństw występował John Church, którego później oskarżono o próbę sodomii. Za następnym zwrotem tej już niezwykłej historii okazało się, że jego przyjaciele odgrywali rolę akuszerek, a podczas udawanych narodzin używano pary miechów, aby wydać na świat blok sera Cheshire.

[2553]
Natomiast złe, bezużyteczne i jak najbardziej oburzające są okrucieństwo, przemoc i podstęp, wykorzystywane przeciwko kochankom tej samej płci. Oto jak opisywał jednego z sędziów, którzy skazywali na powieszenie: „Na twarzy jego lśnią zachwyt i egzaltacja, jego mina domaga się aplauzu i gratulacji ze strony otoczenia”. To wizja warta pędzla Fuselego.
Są to zaskakująco postępowe poglądy Jeremy’ego Benthama, twórcy etycznej koncepcji utylitaryzmu, konkurencyjnej wobec etyki chrześcijańskiej, wedle której wspomniane okrucieństwa uznawano niegdyś za wielce uzasadnione. Jak stwierdza autor, „praca ta nigdy nie została opublikowana za jego [Benthama] życia”, niefrasobliwie nie podając tytułu. Terror był taki, że biedny Bentham nie ośmielił się mówić o swoich poglądach publicznie.

[2584, rok 1822]
Clogher stał się znany jako Arse-bishop. Uciekł do Paryża, ale życia dokonał jako anonimowy lokaj w Edynburgu.
Czy nas dziwi, że „czcigodny biskup był jednym z najważniejszych członków Towarzystwa Prześladowania Grzechu”, a miał upodobanie do chłopców w mundurach?

[2652]
Mężczyźni queer, których skazano na śmierć, byli pariasami pod każdym względem; kiedy wieszano kapitana Nicholsa w roku 1833, w ostatniej drodze nie towarzyszył mu żaden członek rodziny, nikt też z niej nie ubiegał się wcześniej o złagodzenie wyroku. Podążył na śmierć nieopłakiwany. Karę śmierci za buzerowanie zniesiono w roku 1861, kiedy to zastąpiło ją dożywotnie więzienie.

[2771]
Wszystkie te pełne niejasności i dwuznaczności sytuacje sprawiły, że w świecie queer pojawił się właściwy mu slang, znany jako „polari” — osobliwy amalgamat języka cygańskiego, jidysz, rymowanego slangu cockney i terminów włóczęgowskich, które były tak stare jak samo włóczęgostwo.
Polari był w użyciu jeszcze w wieku XX.

[2854]
W roku 1885 została ustanowiona nowa wersja prawa kryminalnego, a kiedy debatowano nad tym w Izbie Gmin, jeden z liberalnych posłów, Henry Labouchere, zgłosił poprawkę głoszącą, że „każdego mężczyznę, który publicznie czy prywatnie popełnia jakikolwiek czyn o znacznej nieprzyzwoitości, uczestniczy w nim albo dąży do uczestnictwa w jego dokonaniu, należy uznać za winnego przestępstwa i dlatego zgodnie z decyzją sądu należy skazać na więzienie na okres nieprzekraczający dwóch lat, a ewentualnie obejmujący ciężkie prace”.

Była to sankcja prawna surowsza niż jakakolwiek z dotąd uchwalonych. Nie trzeba już było dowieść penetracji seksualnej czy wytrysku jako oznak przestępstwa. Nie istniało rozróżnienie pomiędzy czynem prywatnym a dokonywanym publicznie. Nie próbowano nawet określić, jak należy rozumieć „znaczną nieprzyzwoitość”. Świadomie zamierzona niejasność i mglistość owej poprawki otwierała w istocie pole do popisu dla wszystkich szantażystów i osób o złych intencjach, aby kogoś oskarżyć, bez najmniejszego pozytywnego dowodu czy też przywołania świadka. Na przykład wzajemna masturbacja została uznana za nielegalną i dlatego podlegającą sankcji karnej. Mówi coś o naturze angielskiego systemu sprawiedliwości fakt, że „norma” ta obowiązywała aż do roku 1967.

Podobno Labouchere zgłosił swoją poprawkę jako absurd mający unaocznić bezsens restrykcyjnego prawa.

[2977]
[Założony w 1897 roku przez George'a Ivesa Zakon Cheronei] miał reprezentować wyidealizowaną wspólnotę Świętego Zastępu Tebańczyków, kochanków walczących razem w bitwie pod Cheroneą w roku 338 p.n.e., w której zostali zmasakrowani przez Filipa II Macedońskiego.
Aaa... To stąd pomysł na The Sacred Band of Thebes, niedawno nakręcony pornos. Pornosy źródłem wiedzy historycznej? Super!

[3051]
Chłosta za przestępstwa homoseksualne — na powrót wprowadzona w 1911 roku — była zarezerwowana dla tych, których uważano za pochodzących z niższej klasy średniej albo jeszcze gorzej.

[3188, o seksie homo w czasach zaciemnienia miasta podczas drugiej wojny]
Jak to ujął Quentin Crisp: „Nigdy w historii seksu tak wiele nie było oferowane przez tak wielu dla tak nielicznych”. Często cytuje się to z zakończeniem: „dla tak wielu przez tak nielicznych”. Można to sprawiedliwie czytać w obydwie strony.

[3302]
W roku 1976 w poniedziałkowe wieczory otwierał się klub Bang! przy Astorii, obok Tottenham Court Road, a wkrótce w okolicy i dalej zaroiło się od podobnych przybytków. Łomoczący rytm muzyki disco i wirowanie skąpo odzianych klientów dookreślały moment hedonizmu i konsumeryzmu, który, jak się wydawało, określał Londyn queer na początku lat osiemdziesiątych XX wieku.

A potem muzyka umilkła.

Zgadnijcie dlaczego.

[3327, w czasach epidemii AIDS]
Poziom publicznej wrogości został uwidoczniony w roku 1988, gdy rząd konserwatywny wprowadził poprawkę 28 do ustawy samorządowej. Stwierdzano w niej, że „władzom lokalnym nie wolno (a) intencjonalnie promować homoseksualizmu ani publikować materiałów z taką intencją; (b) w prowadzonych przez nie szkołach uczyć fałszywej akceptacji homoseksualizmu jako postaci przyjaźni”.

[3723, opis pod reprodukcją portretu króla Jakuba I]
Powiadano, że po królu Elżbiecie nastała królowa Jakub.

niedziela, 27 lutego 2022

W czym mamy problem czyli Serial Mom

Przed obejrzeniem warto zakochać się w Kathleen Turner, głównej gwieździe filmu z 1994 roku. Mamuty pamiętają te czasy bez komórek innych niż te charakterystyczne dla eukariotów. Ówczesne aparaty komórkowe, to jest trzymane w komórkach, wykonywały raczej czynności pralnicze. Uwaga, w filmie pojawia się jedna komórka w ręce supergwiazdy filmowej, jednej z nielicznych osób, które było wtedy na to stać. Widz niezakochany w Kathleen zobaczy w filmie obrazek satyryczny o amerykańskiej „żonie domu”, która w obronie ideałów amerykańskiego marzenia zacznie zabijać sąsiadów i znajomych, dopuszczających się zbrodni w rodzaju niezapinania pasów w czasie jazdy autem lub nieprzewijania kaset wideo. Rzeklibyśmy, że morderstwa przychodzą jej lekko, łatwo i przyjemnie, gdyby nie to, że ludzie nie lubią być zabijani, a kiedy już im się to zdarza, wydzielają z siebie mało estetyczne ochłapy. Nie szukajcie odpowiedzi na pytania o przyczyny przemiany pani Sutphin w morderczynię, nie dziwcie się, że w tym fachu jest dyletantką, która wcale nie przejmuje się zacieraniem śladów i, bo ja wiem, choćby zapewnieniem sobie alibi (nie tak jak bohater American Psycho). Problemem nie będzie nawet to, że o sprawie dowie się rodzina. Zetknąłem się z opinią, że film miał antycypować polityczną poprawność. To chyba przesada, segregacja śmieci czy przewijanie kaset to drobiazgi, na które polityczni poprawnicy nie zwracają uwagi, w przeciwieństwie do rasowych uprzedzeń zakorzenionych w analizie funkcjonalnej lub biologii molekularnej. Jeden z argumentów w filmie sprowadza się do tego, że osoba niesegregująca śmieci jest kreaturą niegodną zaufania. Jasne, że to bardzo przypomina dzisiejsze lewicowe oczekiwania czystości ideologicznej, wedle których niewybaczalną zbrodnią jest nieprawomyślna wypowiedź sprzed szesnastu lat, nieważne że człowiek mógł być wtedy młody, głupi i na haju. Z drugiej strony to przecież najstarszy trik z księgi ludzkich manipulacji, więc, prawiczki, nie podniecajcie się zbyt szybko. W pierwszych scenach filmu widzimy perfekcyjną gospodynię Sutphin, która zabija nieznośną muchę zakłócającą święty rytuał śniadania na amerykańskim przedmieściu. Jak nas zapewnili w finalnym dupochronie, podobieństwo jest przypadkowe, a żadna mucha nie została zabita, ani skrzywdzona. Idźmy za tym przykładem i dbajmy o to, by nasze domy były strefami komfortu dla much.

sobota, 26 lutego 2022

Początek świata czyli L'origine du monde

Powiedzmy sobie wprost: to jest farsa. A my, wyrafinowane panny z filmwebu, nie damy przecież farsie wysokich ocen. Nie za stek głupot i dowcipów niskich lotów, zalatujący ageizmem, rasizmem, transfobią, ksenofobią i ekofobią. Jestem mentalnym zerem i moralną szmatą, bo film mnie ubawił. Uważam nawet, że dialogi były inteligentne, a odcienie humoru różnorodne, od płaskiego do nietuzinkowego. Główna postać, Jean-Louis, odkrywa, że stanęło mu serce, a mimo to przejawia oznaki życia. A teraz serca mam dwa, jak pamiętamy z pieśni. Teraz? Guru Margaux ma inny pogląd, każdy ma dwa serca, fizyczne i kosmiczne, więc można żyć tylko z tym kosmicznym, ale nie za długo. Żeby nie wyjawić za wiele, ratunkiem dla Jean-Louisa jest rozebranie pewnej starszej pani do naga. Nie da się olać rad Margaux, kiedy wcześniej trafnie odczytała z pól morfogenetycznych przeszłość Jean-Louisa, a dzięki nim doceniła także wystrój jego mieszkania, którego wcześniej nie widziała na oczy. Co by dał Maciej „Gumowe Ucho” Wąsik za takie źródło informacji! Przy tym Pegazus wygląda jak cymbałki przy fortepianie. W sprawę zamieszany jest przyjaciel Jean-Louisa, który zaplątany w nieudolne kłamstwa musi się tłumaczyć, że jest fotografikiem, wykonującym polaroidem artystyczne akty prezentowane na wystawach w Algierii. A postępowi Algierczycy chodzą na nie tłumnie i się zachwycają. Subtelne panny z filmwebu będą oczywiście zniesmaczone nieseksualną sceną nagości ze słabo maskowanymi dyndolami i bimbołami, a ja jestem tym zachwycony. Nagość nie powinna być tabu! Ilekroć widzę senatora Jackowskiego, ta sama myśl przebiega mi przez czaszkę. A druga za nią: jakie to dla niego ambarasujace, że zrobiono mu zdjęcie na plaży nudystów. A nie powinno być. Nadmieńmy, że nagi Jean-Louis ma urok seksownego tatusia z filmów porno, za co stawiam filmowi dodatkowy plusik. Fotosy z filmu zmniejszyłem, żeby nie epatować. Oto one.

piątek, 25 lutego 2022

Pomoc czyli Help

Jakie wyjaśnienie zaproponowałyby psycholożki, by pojąć popularność takich mrocznych opowieści? Czy coś poza naturalną skłonnością do empatii? I cóż z tego, że powzruszamy się nad niedolą postaci, przecież nie chodzimy struci przez następny tydzień, zazwyczaj nie biegniemy protestować, nie dokonujemy przelewów, ani nie przystępujemy do rewizji naszych moralnych priorytetów. Coś jednak się wydarza, choćby prosta obserwacja, że nie zdawaliśmy sobie sprawy z czyjegoś cierpienia. Sarah przybywa do domu opieki na rozmowę kwalifikacyjną, która z pozoru przebiegła fatalnie, ale jednak dostaje pracę. Szybko okazuje się, że kobieta nadaje się na opiekunkę dla starszych osób z demencją lub Alzheimerem. Pogodną rutynę nagle burzy covid, kiedy okazuje się, jak niski priorytet ma ratowanie pacjentów domów opieki, szczególnie narażonych na drastyczny przebieg choroby. Sceny, kiedy zdesperowana Sarah próbuje sobie radzić z zagrożeniem dla jej podopiecznych, ogląda się jak dreszczowiec. Kiedy staje się jasne, że nikt nie ma planu, by pomóc nieszczęsnym mieszkańcom domu opieki, Sarah podejmuje próbę ocalenia choć jednej osoby, a wybór padł na Tonego. Zgryźliwie zauważę, że wybór był jakby oczywisty, bo Tony jest stosunkowo młody, przystojny i sympatyczny. Legalność jej działań najlepiej oddaje bon mot Bonda: not even remotely. Tym razem system sprawdzi się bez zarzutu, z całą mocą Kafkowskiej opresji. Nie jest to dla nas żadna nowość, ale warto sobie od czasu do czasu przypomnieć sobie, jak wygląda ten najlepszy z możliwych światów.

czwartek, 24 lutego 2022

Łabędzi śpiew czyli Swan Song

Udo Kier jest zdolny, onegdaj w Królestwie zagrał noworodka będąc aktorem po czterdziestce. Tym razem wcielił się w postać Pata Pitsenbargera, podstarzałego geja z Sandusky w Ohio. Zapewne ze swoim talentem poradziłby sobie z ładną amerykańską wymową, ale ten jego obcy akcent stanowi część uroku. Niegdyś był znanym fryzjerem, który czesał lokalnych celebrytów i bogaczy, a teraz przebywa w domu opieki na amerykańskim zapupiu. Znienacka dostaje zlecenie: jedna z jego klientek przed śmiercią zażyczyła sobie, by Pat poprawił jej wygląd w trumnie, oczywiście za sowitą opłatą. Jasne, że z początku nie ma mowy, całkiem jak z tymi bohaterami, którzy mają ratować świat i nigdy nie podejmują się tego bez ceregieli. Pat wraca do Sandusky, odbywając jednocześnie podróż w przeszłość. Zawitał między innymi do lokalnego klubu, miejsca spotkań gejów i dowiedział się, że miejsce kupili nowi właściciele, skądinąd geje, którzy chcą tu urządzić najzwyklejszą, piździesiątą restaurację w stylu rokoko-maroko. Innych szczegółów fabuły już nie wyjawię, bo ten najwięcej daje do myślenia. Załóżmy, że nie będzie odwrotu, że geje - jak wszystko na to wskazuje - staną się zwykłymi obywatelami, że dwaj tatusie z dziećmi będą traktowani jak normalka (nawet w Polsce, choć nic na to chwilowo nie wskazuje). I co z tego? Nic, poza tym, że odejdzie w przeszłość subkultura gejów z drag queenami, paradami, jaskrawym kiczem i klubami z erotyczną atmosferą wraz z ich otoczką muzyczno-wizualną, czyli źródłem oryginalnych idei przenikających do kultury masowej. Teraz brzmi łabędzi śpiew, a potem kaput i finito. Za jakiś czas diwa zaśpiewa, że dziś prawdziwych gejów już nie ma, jak niegdyś śpiewano o Cyganach. Obecnie szczytem fantazji gejów jest na przykład odgrywanie postaci aktora porno w Second Life i zarabianie screenami z tej działalności na Patreonie (odnośnik 1, odnośnik 2).

środa, 23 lutego 2022

Dzieci Diuny (Frank Herbert)

Na tym tomie kończę czytanie heksalogii Diuny, z której przeczytałem wszystko poza częścią pierwszą. Niemniej przy okazji filmu zajrzałem do niej i wynotowałem cytat.
Mój ojciec, Padyszach Imperator, miał siedemdziesiąt dwa lata, jednak wyglądał najwyżej na trzydzieści pięć w roku, w którym nakreślił śmierć księcia Leto i powtórnie oddał Arrakis Harkonnenom. (...)
– z
W domu mojego ojca pióra księżnej Irulany
Ciekawe, czy w filmowej Diunie odważą się ukazać Shaddama jako relatywnie młodego człowieka, granego przez Timberlake'a lub Toma Hardy'ego. W swojej wersji Lynch się nie odważył. Tytułowe dzieci pojawiają się w finale tomu drugiego, a jako potomstwo Paula Atrydy są oczywiście niezwykłe, podobnie jak Alia urodzone z pamięcią genetyczną o wszystkich swoich przodkach. Są więc jak ona „paskudztwami”, przynajmniej potencjalnie. Paskudztwami w oczach matek wielebnych Bene Gesserit, które słusznie obawiały się następstw przedwczesnej inicjacji wywołanej melanżem. Alia padła ofiarą postaci przechowywanych w jaźni, konkretnie - swego toksycznego dziadka Harkonenna, który nawet po śmierci chętnie zniszczyłby Atrydów. Wiąże się z tym nietypowy u Herberta dramat miłosny, bowiem zakochany w Alii Idaho z jej powodu „łkał rozdzierająco. Alii już nie było”. [6010] „Tleilaxańskie oczy nie były uodpornione na łzy” [2543]. Skoro następny tom jest poświęcony Leto II, jednemu z bliźniaków, jasne jest, że biedna Alia polegnie. I to w sposób spektakularny. Wyobraźcie sobie około dziesięcioletniego chłopca, który jedną ręką wyważa półtonowe drzwi sali audiencyjnej, a potem...
Leto przyjął kopnięcie na przedramię, chwycił Alię za stopę, poderwał i zaczął nią zataczać kręgi wokół swojej głowy. Robił to tak szybko, że w komnacie słychać było świst jej szaty. [7927]
Trochę trwało zanim Leto osiągnął te supermoce, ale więcej spojlerów nie będzie. Szczegół wart odnotowania: matką Jessiki była wielebna Gaius Helena Mohiam. Piszą o tym wprost w „Terminologii Imperium”, chociaż w Dune wiki twierdzą, że jej ojcem był baron Harkonenn, a matka jest nieznana. Poniższe cytaty ilustrują swoiste upodobanie Herberta do mądrości w stylu buddyzmu zen w połączeniu z opisem religii niemal wyłącznie jako narzędzia sprawowania lub podtrzymywania władzy. Ot, choćby to „Łono Niebios”, religijny przydomek Alii. Zwróćmy też uwagę na obcych (w sensie pozaludzkich istot inteligentnych), którzy nigdy nie objawili się w cyklu o Diunie. Może się bali tego kija, jaki na nich trzymali ludzie?

[1176, myśli Alii]
Zdrowy rozsądek w słowach barona wspierała reguła Bene Gesserit: „Istotą sporu jest zmiana istoty prawdy”.

[1257]
Skuteczna religia musi szerzyć następujące iluzje popularnej historii: złym ludziom nigdy się nie szczęści; jeno dzielni zasługują na hurysy; uczciwość popłaca; czyny przemawiają głośniej niż słowa; cnota zawsze triumfuje; dobry uczynek sam w sobie jest nagrodą; każdego złego człowieka da się zmienić na lepsze; religijne talizmany chronią przed opętaniem przez demona; jedynie kobiety znają starożytne tajemnice; bogacze są skazani na niedolę…
– z Podręcznego przewodnika Missionaria Protectiva


[2494]
Żadna liczniejsza klasa techniczna nie pozostaje bez nadzoru, a ustrój Imperium jest niezagrożony. Feudalny, naturalnie, bo to najlepszy ustrój społeczny dla kolonizacji szeroko rozproszonych, dzikich rubieży – nowych planet.

[2502]
(...) trzymanie broni jądrowej w odwodzie służy jednemu: obronie ludzkości, gdyby kiedykolwiek doszło do spotkania z wrogą „obcą inteligencją”.

[2922]
[Jessika nie] lubiła się poddawać takiej żelaznej logice rozumowania. Jedno z pierwszych przykazań zgromadzenia zalecało podchodzić ze sceptyczną podejrzliwością do wszystkiego, co się stroi w piórka logiki.

[3375]
nie można posiąść żadnej rzeczy bez jej przeciwieństwa

[5161, przemiana Leto]
Nie wiedząc, gdzie się to zaczęło, znalazł się w gigantycznym moment bienheureux i był w stanie ujrzeć przeszłość w przyszłości, teraźniejszość w przeszłości, chwilę obecną zarówno w przeszłości, jak i w przyszłości. Było to nagromadzenie stuleci, którego doświadczał między jednym uderzeniem serca a drugim. Świadomość Leto płynęła swobodnie, nieskrępowana żadną obiektywną psychiką i nieograniczona żadnymi barierami.

[5230, Ganima w rozmowie z Alią]
– Kłamiesz, Łono Niebios.

[5496, Leto w rozmowie z ojcem]
Skąd mają wiedzieć, że jestem niebezpieczny, jeśli nie doświadczą tego na własnej skórze przez tysiące lat? Tak, ojcze, któryś jest we mnie, damy im mnóstwo znaków zapytania.

[5774, z credo Bene Gesserit]
Religia to naśladowanie dorosłych przez dziecko. Religia to nagromadzenie dawnych wierzeń: mitologii, która jest zbiorem domysłów, ukrytych założeń, na których opiera się zaufanie do wszechświata, oświadczeń, które składali ludzie, dążąc do władzy, a wszystko to wymieszane ze strzępami oświecenia. I zawsze naczelnym, niewypowiedzianym przykazaniem jest: »Nie będziesz kwestionował!«. Ale my kwestionujemy. W sposób oczywisty łamiemy to przykazanie, albowiem poświęciłyśmy się dziełu wyzwolenia wyobraźni i zaprzęgnięcia jej do rydwanu nieskrępowanej niczym ludzkiej twórczości.

wtorek, 22 lutego 2022

Wieczny singiel czyli Single All the Way

Tuż przed Świętem Choinkowym (znanym też pod kołtuńską nazwą „Bożego Narodzenia”) Peter rozstaje się z Adamem, który jest śliczny, brodaty i doktoraty, w sensie, że kardiologiem jest. Co zrobić, jeśli zapowiedziało się rodzinie, że przyjedzie na święta z ukochanym? Na szczęście w roli chłopaka Petera zgodził się wystąpić Nick, też gej i długoletni współlokator Petera, ale tylko przyjaciel, nie kochanek. Geje w najnowszych produkcjach romkomowych są niczym wiktoriańskie panny spragnione uczucia, warunku koniecznego do uciech alkowy. Seks bez miłości to obrzydlistwo, godne potępieńczego zaśpiewu: spójrz, jak ludzie z uczucia wyzuci niskiej chuci oddają się w ucisk... Nick okazał się wyjątkowo marnym fałszywym chłopakiem, bo już przy powitaniu puścił farbę. Mama Petera nawet się ucieszyła, bo właśnie znalazła synowi bardzo obiecującego kandydata na chłopaka. Molestowany Peter w końcu zgadza się pójść na randkę z Jamesem, a na jego widok, czyli kawału dorodnego chłopa z parudniowym zarostem, zniewalającym uśmiechem, do tego inteligentnie dowcipnego, po drodze przez te zachwyty zapomniałem, jak ciągnąć to zdanie, bo sam doznałem opadu kopary, więc czas na kropkę. Nick też namawia przyjaciela do randkowania z Jamesem, ale... Co „ale”, to już pominę, zauważę za to, że Nick, choć gabarytowo ustępuje Jamesowi, jest bardzo przystojnym i sympatycznym Afromurzynkiem, w dodatku złotą rączką, która czyni cuda. W tle mamy świąteczne przedstawienie z udziałem dzieci, które reżyseruje lekko szurnięta ciotka Petera, a poza tym siostrzenice intrygantki. Podobno ten romkom cieszył się w Polsce dużym powodzeniem, ku zgrozie kuratorki Nowak i homoseksualnego towarzystwa facetów w sukienkach, zwanego episkopatem. Na komediach romantycznych najczęściej uśmiecham się tajemniczo, czasami maskując w ten sposób zażenowanie. Tego uczucia tym razem nie doświadczyłem, a raz nawet się uchachalem, kiedy Peter zapytał ojca, jak opisał w swoim telefonie numer do niego. „Zapewne chce pieniędzy”, odrzekł tato.

The Infamous Middle Finger The Infamous Middle Finger