Już kiedyś wystosowałem odezwę do homoseksualistów wszystkich krajów, aby się nie żenili. Dzisiaj jest łatwiej, ale kiedyś presja społeczna była dużo większa, więc się żenili, jak okołopięćdziesięcioletni François, głowa rodziny, ojciec dwóch córek, z których jedną właśnie wydał za mąż. Nie byłoby historii, gdyby wśród gości weselnych nie było zabójczo przystojnego, dawno niewidzianego bratanka, który kończy studia prawnicze. Nawet wypady na imprezy w stylu Oczu szeroko zamkniętych w wersji homo i dla ubogich nie potrafią wybić z głowy François obsesji bratankiem. Różne można zgadywać warianty dalszego ciągu, ale myślę, że jest duża szansa odgadnięcia w trzech próbach. Przez co chcę powiedzieć, że para nie poszła w oryginalność fabuły, a raczej w nastroje nostalgiczne o innym życiu, na które jest już za późno. A przez to znowu chcę powiedzieć, że będą dłużyzny. Jako młodzieniec posunięty w leciech doceniam dzisiejsze czasy w opozycji do minionych, ale zawsze sobie myślę, że nie wiemy jak to ocenią za dwadzieścia lat. Bo może żyjemy w czasach dramatycznej niesprawiedliwości nawet o tym nie wiedząc.
sobota, 31 marca 2018
Why There Is No God, Simple Responses to 20 Common Arguments for the Existence of God (Armin Navabi)
Jako nastolatek w Iranie Armin bardzo serio podchodził do religii. Na życiowym koncie ma nawet próbę samobójczą inspirowaną islamem. Rozumował tak: skoro według doktryny samobójstwo jest wybaczane osobom poniżej piętnastego roku życia, najlepszym sposobem na uniknięcie piekła jest śmierć w odpowiednio młodym wieku. Przeżył, ale wciąż myślał o religii, aż doszedł do prawidłowego wniosku, że nie wiadomo dlaczego mamy wierzyć w istotę bądź istoty boskie. Jeden z argumentów, które rozpatruje Armin to tak zwany TAG, czyli argument transcendentalny, który Boga wywodzi z praw logiki. Jest to argument tak dziwny, że nawet trudno zrozumieć, że to jest jakikolwiek argument. Wziął się zapewne z kontaminacji znaczeń słowa „prawa”. Prawa logiki są podobne do praw fizyki, a nie ustanowionych przez kogokolwiek praw w znaczeniu „obowiązujące przepisy”.
[28, o zarzucie wyjmowania fragmentów pism świętych z kontekstu]
Curiously, many believers do not demand more context when mentioning verses describing love, charity or any other positive aspect of their scripture; verses are only viewed as being out of context when the content is unflattering for believers. This sort of cherry picking is a convenient viewpoint to hold but certainly not a defensible one.
[35]
Science fiction author Philip K. Dick once stated, "Reality is that which, when you stop believing in it, doesn't go away." This touches on the heart of the argumentum ad populum fallacy. Physical reality does not require belief to sustain it, and belief will not modify the rules of the universe.
[48, o argumencie poprzez wiarę]
Faith is often invoked in an argument when the person making a claim runs out of rational explanations to support his beliefs. It's a distraction from the fact that there is no real evidence. Once faith enters the equation, the argument can quickly dissolve into absurdity, as absolutely any claim could be "supported" by faith.
You might believe that your dog is secretly a werewolf, that you are abducted by aliens every night while you sleep, or that the president is actually a holographic illusion. You have no proof to substantiate these claims, but you have faith that you're correct. That doesn't mean anyone would be compelled to believe you, however; if anything, the strength of your conviction might be viewed more as a sign of insanity than the truth of the claim.
[75, argument poprzez gotowość do śmierci za wiarę; cześć, Terlikowski 😛]
In 1997, 39 people in the Heaven's Gate community died believing that doing so would enable them to board a UFO that would save them from an imminent apocalypse. In the 197os, Jim Jones pronounced himself a messiah and led more than 900 people to kill themselves. That so many people died through participation in these cults clearly does not mean that the claims of their founders were true.
What if? A co gdyby? (Randall Munroe)
Trochę bzdurkowate, ale można przeczytać. Jest to zbiór pytań, często o sytuacje niemożliwe lub bardzo mało prawdopodobne, z bardzo rzetelnymi naukowo odpowiedziami. Co by się stało, gdybyśmy zaczęli wzlatywać z prędkością jednej trzeciej metra na sekundę? Czy stek zrzucony z odpowiedniej wysokości usmażyłby się w czasie lotu? Kiedy na Facebooku będzie więcej kont zmarłych niż żyjących? Itd.
[191]
Frynosomy rogate to jaszczurki, które wystrzeliwują z oczu strumienie krwi na odległość nawet 1,5 metra. Nie mam pojęcia, dlaczego to robią, ponieważ ilekroć o tym czytam i docieram do tego zdania, zaczynam się na nie gapić i gapię się tak długo, aż muszę się położyć.
[268]
WSZYSTKIM NAM ZDARZYŁA SIĘ KIEDYŚ TAKA SYTUACJA: znajdujemy się wewnątrz dużej stacji kosmicznej i próbujemy zastrzelić kogoś z łuku.
[191]
Frynosomy rogate to jaszczurki, które wystrzeliwują z oczu strumienie krwi na odległość nawet 1,5 metra. Nie mam pojęcia, dlaczego to robią, ponieważ ilekroć o tym czytam i docieram do tego zdania, zaczynam się na nie gapić i gapię się tak długo, aż muszę się położyć.
[268]
WSZYSTKIM NAM ZDARZYŁA SIĘ KIEDYŚ TAKA SYTUACJA: znajdujemy się wewnątrz dużej stacji kosmicznej i próbujemy zastrzelić kogoś z łuku.
Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej (Michał Rusinek)
Mądry, paradoksalny, ale łatwo przyswajalny - taki jest dowcip Szymborskiej, nawet w jej wierszach. Może to i dobrze, że jest taki unikatowy, bo strach pomyśleć, co byłoby, gdyby opatrzność zaczęła nim obdzielać nas szczodrzej. Książka Rusinka zaczyna się w zasadzie tam, gdzie się kończą Wisławy Szymborskiej pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny autorstwa Bikont i Szczęsnej. I tyle, teraz cytaty.
[70]
W dniu przyznania jej Nagrody Nobla staje się, rzecz jasna, bardzo rozpoznawalna. Przestaje wówczas jeździć komunikacją miejską, przerzuca się na taksówki. Kiedyś rozpoznał ją taksówkarz i powiedział: „To dla mnie zaszczyt wieźć taką osobliwość”.
[117]
Bardzo nie lubiła rozmawiać o swoich wierszach. W ciągu tych piętnastu lat dosłownie kilka razy komentowała to, co napisała. Mówiła na przykład, że Głos w sprawie pornografii powstał pod wpływem tak zwanej zastępczej dyskusji w telewizji, na jaką natrafiła w czasie stanu wojennego, poświęconej właśnie pornografii. Opowiedziała mi to dlatego, że pewnego dnia zadzwoniła do mnie jakaś pani z Urzędu Miasta Krakowa i poinformowała, że magistrat postanowił walczyć z pornografią między innymi za pomocą broszurki, w której zostałby przedrukowany wiersz Szymborskiej na ten temat. Lekko się zdziwiłem i zaproponowałem, żeby pani może jeszcze raz przeczytała sobie ten wiersz, bo on jest jednak o czymś innym, moim zdaniem. Urzędniczka obrażonym tonem powiedziała, że nie ma tego wiersza pod ręką.
[139]
Na pogrzebach bywała często, coraz częściej. Rodziny, przyjaciół, kolegów i koleżanek. Wyjątkowo nie lubiła, kiedy mężczyźni całowali ją w rękę na powitanie czy pożegnanie. Być może miejsce, a być może okoliczności wzmagały w niektórych jej kolegach chęć całowania pań po rękach. Podobno – bo jest to anegdota niepotwierdzona – kiedy po jakimś pogrzebie pewien mężczyzna pocałował ją w rękę, powiedziała: „Całuj, póki ciepła”.
[161]
Opowiadała, że kiedy Maciej Giertych w stanie wojennym rozsyłał do pisarzy i intelektualistów listy z apelem o poparcie generała Jaruzelskiego, ona grzecznie mu odmówiła i dopisała: „Z politowaniem – Wisława Szymborska”.
[173, przykład enumeracji, która pojawia się często w wierszach Szymborskiej]
Najbardziej szaloną jej literacką realizacją jest klasyfikacja zwierząt zaczerpnięta przez Borgesa z (fikcyjnej) chińskiej encyklopedii; o tyle ciekawa, że zawierająca obietnicę naukowej distributio: zwierzęta dzielimy na... Dalej jednak następuje dziwaczne wyliczenie, a nie logicznie powiązane ze sobą kategorie: „a) należące do Cesarza, b) zabalsamowane, c) tresowane, d) prosięta, e) syreny, f) fantastyczne, g) bezpańskie psy, h) włączone do niniejszej klasyfikacji, i) miotające się jak szalone, j) niezliczone, k) narysowane cienkim pędzelkiem z wielbłądziego włosia, l) et cetera, m) które właśnie rozbiły wazon, n) które z daleka podobne są do much”.
[202, o tomie Tutaj]
„Newsweek” publikuje druzgoczącą recenzję Tutaj autorstwa Magdaleny Miecznickiej. Uważa ona ten tom za słaby i banalny. Każdy ma prawo, rzecz jasna. Ważne są jednak argumenty. Miecznicka pisze tak: „Rozumiem, że Szymborska, tak jak my wszyscy, żyje współczesnością, czyta gazety, ogląda telewizję – ale jakoś nie wierzę, żeby to już były dla niej prawdziwe poetyckie problemy. Nie ufam nawet jej wierszowi Identyfikacja o katastrofie samolotu. Bo jednak strata najbliższej osoby w katastrofie lotniczej – to się za często nie zdarza, to jest jakaś medialna egzotyka. Dlaczego Szymborska się pod nią podczepia? Czy to przeżycie osobiste? Jeśli tak, nie umie tego przekazać. Wychodzi ogólna refleksja o traceniu bliskich w katastrofie; sztuczna i gazetowa”. Odpowiada jej Jerzy Pilch: „Bronienie Szymborskiej nie jest wymagającym zajęciem, ale jednak od bez mała pół wieku zajmując się łowieniem rozmaitych literackich kuriozów, mało miałem takich pereł. Nie oprę się przeto przed gorzkim stwierdzeniem: Szekspir miał większe szczęście od Szymborskiej, przedstawiona w jednym z jego utworów śmierć bliskiej osoby choćby z racji technologii – wlewanie trucizny w ucho – za często się nie zdarza, nie tylko gazetową, ale jakąś totalną egzotyką zajeżdża, miał chłop szczęście – Miecznicka tego na razie nie wychwyciła. Szymborska szczęścia ma mniej, ale jednak trochę więcej od ofiar katastrof samolotowych, które nie dość, że w takich wypadkach poginą, to jako tworom niecodziennym i gazetowym nie przysługuje im prawo do wzniecania inspiracji literackiej. Słowem: gdy samolot, którym lecisz, się rozbije, masz podwójnie przejebane: po pierwsze nie żyjesz, po drugie napisać o tobie może tylko grafoman”.
[204, o podróży do Bolonii]
Katedra. Tam słynny fresk przedstawiający Mahometa w piekle, więc przed katedrą wzmocniona ochrona w obawie przed atakami. Spacer do kościoła Santa Maria della Vita, gdzie piętnastowieczne Opłakiwanie Chrystusa Niccolò dell’Arca, na którym widać Żyda próbującego wywrócić trumnę z ciałem Marii. Na szczęście Anioł z góry zlatuje i mu to uniemożliwia. Wzmocnionej ochrony nie ma. Wystarczy Anioł.
[215, po wręczeniu Szymborskiej Orderu Orła Białego, poetka udała się na uroczysty obiad z Komorowskimi, a przy stole w pewnym momencie...]
„Głowo państwa – powiedziała nagle Szymborska – poproszę o sól”.
[223, o rysunku Szymborskiej z lat szkolnych]
Ma elegancko pomalowane paznokcie. I jest uczesana tak, jak nigdy sama się nie czesała: w kok. (...) Rysunek jest portretem tak właśnie uczesanej starszej pani, z podpisem: „Antygona w leciech podeszła, gdyby nie była wstąpiła do grobu”.

[70]
W dniu przyznania jej Nagrody Nobla staje się, rzecz jasna, bardzo rozpoznawalna. Przestaje wówczas jeździć komunikacją miejską, przerzuca się na taksówki. Kiedyś rozpoznał ją taksówkarz i powiedział: „To dla mnie zaszczyt wieźć taką osobliwość”.
[117]
Bardzo nie lubiła rozmawiać o swoich wierszach. W ciągu tych piętnastu lat dosłownie kilka razy komentowała to, co napisała. Mówiła na przykład, że Głos w sprawie pornografii powstał pod wpływem tak zwanej zastępczej dyskusji w telewizji, na jaką natrafiła w czasie stanu wojennego, poświęconej właśnie pornografii. Opowiedziała mi to dlatego, że pewnego dnia zadzwoniła do mnie jakaś pani z Urzędu Miasta Krakowa i poinformowała, że magistrat postanowił walczyć z pornografią między innymi za pomocą broszurki, w której zostałby przedrukowany wiersz Szymborskiej na ten temat. Lekko się zdziwiłem i zaproponowałem, żeby pani może jeszcze raz przeczytała sobie ten wiersz, bo on jest jednak o czymś innym, moim zdaniem. Urzędniczka obrażonym tonem powiedziała, że nie ma tego wiersza pod ręką.
[139]
Na pogrzebach bywała często, coraz częściej. Rodziny, przyjaciół, kolegów i koleżanek. Wyjątkowo nie lubiła, kiedy mężczyźni całowali ją w rękę na powitanie czy pożegnanie. Być może miejsce, a być może okoliczności wzmagały w niektórych jej kolegach chęć całowania pań po rękach. Podobno – bo jest to anegdota niepotwierdzona – kiedy po jakimś pogrzebie pewien mężczyzna pocałował ją w rękę, powiedziała: „Całuj, póki ciepła”.
[161]
Opowiadała, że kiedy Maciej Giertych w stanie wojennym rozsyłał do pisarzy i intelektualistów listy z apelem o poparcie generała Jaruzelskiego, ona grzecznie mu odmówiła i dopisała: „Z politowaniem – Wisława Szymborska”.
[173, przykład enumeracji, która pojawia się często w wierszach Szymborskiej]
Najbardziej szaloną jej literacką realizacją jest klasyfikacja zwierząt zaczerpnięta przez Borgesa z (fikcyjnej) chińskiej encyklopedii; o tyle ciekawa, że zawierająca obietnicę naukowej distributio: zwierzęta dzielimy na... Dalej jednak następuje dziwaczne wyliczenie, a nie logicznie powiązane ze sobą kategorie: „a) należące do Cesarza, b) zabalsamowane, c) tresowane, d) prosięta, e) syreny, f) fantastyczne, g) bezpańskie psy, h) włączone do niniejszej klasyfikacji, i) miotające się jak szalone, j) niezliczone, k) narysowane cienkim pędzelkiem z wielbłądziego włosia, l) et cetera, m) które właśnie rozbiły wazon, n) które z daleka podobne są do much”.
[202, o tomie Tutaj]
„Newsweek” publikuje druzgoczącą recenzję Tutaj autorstwa Magdaleny Miecznickiej. Uważa ona ten tom za słaby i banalny. Każdy ma prawo, rzecz jasna. Ważne są jednak argumenty. Miecznicka pisze tak: „Rozumiem, że Szymborska, tak jak my wszyscy, żyje współczesnością, czyta gazety, ogląda telewizję – ale jakoś nie wierzę, żeby to już były dla niej prawdziwe poetyckie problemy. Nie ufam nawet jej wierszowi Identyfikacja o katastrofie samolotu. Bo jednak strata najbliższej osoby w katastrofie lotniczej – to się za często nie zdarza, to jest jakaś medialna egzotyka. Dlaczego Szymborska się pod nią podczepia? Czy to przeżycie osobiste? Jeśli tak, nie umie tego przekazać. Wychodzi ogólna refleksja o traceniu bliskich w katastrofie; sztuczna i gazetowa”. Odpowiada jej Jerzy Pilch: „Bronienie Szymborskiej nie jest wymagającym zajęciem, ale jednak od bez mała pół wieku zajmując się łowieniem rozmaitych literackich kuriozów, mało miałem takich pereł. Nie oprę się przeto przed gorzkim stwierdzeniem: Szekspir miał większe szczęście od Szymborskiej, przedstawiona w jednym z jego utworów śmierć bliskiej osoby choćby z racji technologii – wlewanie trucizny w ucho – za często się nie zdarza, nie tylko gazetową, ale jakąś totalną egzotyką zajeżdża, miał chłop szczęście – Miecznicka tego na razie nie wychwyciła. Szymborska szczęścia ma mniej, ale jednak trochę więcej od ofiar katastrof samolotowych, które nie dość, że w takich wypadkach poginą, to jako tworom niecodziennym i gazetowym nie przysługuje im prawo do wzniecania inspiracji literackiej. Słowem: gdy samolot, którym lecisz, się rozbije, masz podwójnie przejebane: po pierwsze nie żyjesz, po drugie napisać o tobie może tylko grafoman”.
[204, o podróży do Bolonii]
Katedra. Tam słynny fresk przedstawiający Mahometa w piekle, więc przed katedrą wzmocniona ochrona w obawie przed atakami. Spacer do kościoła Santa Maria della Vita, gdzie piętnastowieczne Opłakiwanie Chrystusa Niccolò dell’Arca, na którym widać Żyda próbującego wywrócić trumnę z ciałem Marii. Na szczęście Anioł z góry zlatuje i mu to uniemożliwia. Wzmocnionej ochrony nie ma. Wystarczy Anioł.
[215, po wręczeniu Szymborskiej Orderu Orła Białego, poetka udała się na uroczysty obiad z Komorowskimi, a przy stole w pewnym momencie...]
„Głowo państwa – powiedziała nagle Szymborska – poproszę o sól”.
[223, o rysunku Szymborskiej z lat szkolnych]
Ma elegancko pomalowane paznokcie. I jest uczesana tak, jak nigdy sama się nie czesała: w kok. (...) Rysunek jest portretem tak właśnie uczesanej starszej pani, z podpisem: „Antygona w leciech podeszła, gdyby nie była wstąpiła do grobu”.

piątek, 30 marca 2018
Tak sobie pytam
Czemu podpity Maciej „Gumowe Ucho” Wąsik (żonaty i dzieciaty) ślini się i obmacuje z Marcinem Rudnickim, bratem Jakuba R., któren umoczon jest w aferze reprywatyzacyjnej, a urzędnikiem został z nadania „P”i„S”-u? Czy „P”i„S”-owska spółka Srebrna, która ma w posiadaniu przydzielony po komunie budynek byłej gazety, a która zatrudnia we władzach sekretarkę Prezesa Polski oraz jego kierowcę, nie jest w istocie przykładem nomenklatury uwłaszczonej na postpeerelowskim mieniu? Czy kobieta z broszką nie mogłaby częściej i regularniej mówić, że „nagrody im się należały” (zaimek „mi” też pasuje jak ulał), żeby elektorat mógł sobie dobrze tę myśl przyswoić i dokonać stosownych przemyśleń? Czemu nagle muszę się zgodzić z posłanką Pawłowiczówną, która wyśmiewa pomysł budowy we Francji za publiczny grosz żaglowca, który z Kusznierewiczem przy sterze ku chwale Polski opłynie glob? Czemu ekspertem prokuratury polskiej w sprawie „zamachu” smoleńskiego jest Theodore Postol, znany i ceniony publicysta propagandowej Russia Today? Czemu Kaja Godek ma mnie za kretyna, kiedy mówi, że jej antyaborcyjna działalność zagraża ciepłej posadce w spółce państwowej, skoro jest wręcz przeciwnie? Czemu ma mnie cieszyć weto prezydenta w sprawie głupkowatej ustawy o degeneralizacji Jaruzelskiego, skoro to wszystko świadczy o uwiądzie organów państwa?
A może by tak „Bóg, honor, ojczyzna”?
Dość rzadko popisuję się swoim rozeznaniem w pornografii, bo aktorzy porno poza planem są prawie tak samo nudni jak zwykli aktorzy, choć na ogół nie odstawiają bufonady. To już coś. Zachwycił mnie aktor Ryan Jordan, mniej talentem, a bardziej tatuażem o treści Death Before Dishonor, który do pewnego stopnia jest odpowiednikiem polskiego Bóg, honor, ojczyzna. Takie właśnie hasło na klacie eksponuje artysta w różnych konfiguracjach, tak aktywnych, jak i pasywnych.
Co to ja nie widziałem...

Subskrybuj:
Posty (Atom)


