środa, 28 sierpnia 2013
Czy wiecie, że Ridge Forrester...
...postać z Mody na sukces, to „wielokrotny wzorowy mąż i ojciec licznych dzieci” [X]. Chodzą słuchy, że zagra epizod w Salatut elämät.
XXL. Tragikomedia erotyczna (Jacek Melchior)
Po tej książce przeczytane parę lat temu 66 miłości Żurawieckiego wydają jeszcze bardziej szeleścić papierem. Szeleściłyby nawet czytane na czytniku ebooków. W ten sposób przeczytałem XXL, rzecz pełnokrwistą, pełnospermistą, bezszelestną par excellence. Dobrze, że nie zniechęcił mnie tytuł (dziękuję, Kwiatku!), bo literatura zaliczana do erotycznej mieści się na ogół w klasie Ż (nie Ź, bo bywają chlubne wyjątki). Już snułem podejrzenia, że autor pisze pod pseudonimem, bo nawet jeśli jest to czysty wymysł napisany przez ojca wielodzietnej rodziny, to i tak sporej odwagi wymagało wydanie tego dzieła. A tu proszę, autor jest prawdziwym redaktorem, tak jak powieściowy Wojtek. Krótko i trywialnie rzecz ujmując, bohater to genialne dziecko z szerokimi zainteresowaniami, które wyrasta na geja z niespełnionymi ambicjami literackimi, za to z biegłością w zaspokajaniu popędu seksualnego. Niestety, na tym drugim polu też trudno o spełnienie, taka już natura rzeczy. Hiob zmarł „syty dni”, ale nie ma szans, by Wojtek był kiedykolwiek syty seksu. Bez balastu uczuć: Potem już tylko bara-bara i do nie zobaczenia (3246). Zdarzają się odstępstwa od tej zasady. Dymany facet w czasie stosunku płciowego zachwyci się rzadką płytą cd na półce Wojtka, dochodzi do stosunku umysłowego, a kończy się na podbitym oku. Z kolei dorodny chłopak traci dziewictwo u Wojtka, później śle jakieś esemesy, czyta je matka rozdziewiczonego i wyzywa telefonicznie Wojtka od zboczeńców, a chłopiec w tle krzyczy „Kocham cię!”. Nie wspominam o wielu innych wątkach i epizodach (pomijam z bólem serca mocny rozdział o Luku), powieść w żadnym wypadku nie sprowadza się do listy seksualnych podbojów. Narrator opowiada o swoim życiu jak o zakończonej całości, czasem wychodzi poza ograniczenia narracji pierwszoosobowej i od swojego wszechwiedzącego kolegi uzyskuje esemesem jakieś strzępy wiedzy anonsowane słowami „Nigdy nie dowiem się, że…”. Tok opowieści jest przetykany licznymi cytatami z dialogów filmowych, a jej język jest na tyle barwny, że mocno odróżnia się od rozmów w sklepie warzywnym, ale nie jest przekombinowany, więc czyta się gładko. Rezonują echa rzeczywistości politycznej, zwłaszcza tej z lat rządów PiS-u, choć w ujęciu nieco zbyt paranoicznym na mój gust.
[O decyzji Lecha Kaczyńskiego, prezydenta Warszawy, 5824]
Kacyk Warszawy, niby w trosce o bezpieczeństwo, zakazuje przemarszu Parady Równości
[O homofobii za rządów PiS-u, 5840]
- Homoseksualiści są jak faszyści i komuniści! - padnie z ust ministra.
- Opacznie pojmują rolę kiszki stolcowej w organizmie mężczyzny! - powie pan prowadzący program w państwowej telewizji.
[O PiS-ie, 6015]
Gdy w redakcji dostanę formularz „oświadczenia lustracyjnego”, będę w kopercie szukał drugiej kartki z pytaniem o orientację seksualną. To też ich zwycięstwo.
Odniosą jeszcze jedno, najważniejsze - zrobią ze mnie obywatela pilnie wypełniającego swój obywatelski obowiązek. To nie udało się dotąd nikomu.
O, tak! Ja też wtedy stałem się obywatelem, który obiecał dozgonnie głosować przeciw homofobom politycznym. Przypomni nam się również o wyborze Raczka i Szczygielskiego na parę roku w „Różach Gali” (7868), po tym wybryku nie było już rok później transmisji w tvp. XXL jest dla mnie przede wszystkim opowieścią o odrębności światów homo i hetero, na swój łagodny sposób sam tego doświadczam. W wersji zabawno-refleksyjnej mieliśmy to w amerykańskim serialu Queer as Folk, kiedy jeden z gejów musiał przed kolegami z pracy udawać zwykłego faceta, oczywiście przykleiła się zaraz jakaś panna i typowe komplikacje. W serialu Rick & Steve the Happiest Gay Couple in All the World widzimy Chucka, który postanawia wyjechać z dzielnicy gejów. Jedzie autobusem, kolory powoli zanikają, podkład muzyczny jak u Hitchcocka, a z głośnika słyszymy ostrzeżenie, że to ostatni przystanek w tej dzielnicy. Książka Melchiora jest niestety prezentem dla Karnowskich, Terlikowskich, Feusette'ów i im podobnych, bo potwierdza ich stereotypy o homoseksualnej zgniliźnie. Nawiasem mówiąc, niedopuszczalne zalegalizowanie związków homo jest działaniem przeciw rozwiązłości, jak mi się wydaje. Gdzie bylibyśmy, gdyby społeczeństwo składało się z samych Wojtków? Mocny argument, a zagrożenie całkiem realne, nieprawdaż. Choć się ze swoim życiem nie afiszuje, Wojtek rzuca wyzwanie ustalonemu porządkowi świata, w którym największym szczęściem jest być ojcem rodziny otoczonym gromadką dzieci, a jak Bóg da, to i wnuków. Wierzcie Melchiorowi, są tacy, dla których to wizja piekielna. Wypisuję garść cytatów, wśród których nie zamieszczam napomnienia: mili homoseksualni młodzieńcy! I inni też! Nie mówi się „wziąŚĆ”, lecz „wziąĆ”.
[Wizyta w restauracji Rudawka vel Ruchawka, 2403]
Szczuplak się klei, lecz ma zasady.
- Słuchaj - tłumaczy mi całkiem poważnie. - Mam faceta, więc nie gniewaj się, ale nie mogę ci obciągnąć. Za to ty możesz mi zrobisz wszystko.
[Nowe potrzeby Maurycego, 3930]
Bo niby jak pracę o Kartezjuszu i sensie jego „wiem, że nic nie wiem” miałby napisać sam Maurycy - ktoś, kto zupełnie nie wie, że nic nie wie i wcale nie zamierza się dowiedzieć?
[Hm, wiem, że „wiem, że nic nie wiem” jest przypisywane Sokratesowi, nie znam Kartezjusza od tej strony. - G.]
[Z wizytą na przyjęciu u rodziny Rafała, 4365]
W którym momencie triumf Małysza stał się osobistym osobistym sukcesem Miecia? Czy pracował na to już jego ojciec, tłumacząc mu od dziecka, że Polska, polskość i w ogóle orzeł biały to ho, ho?
[Matylda - (nie-)koleżanka z redakcji, 4686]
Matylda, rozłożona jakąś grypoanginą, nie może iść na premierę filmu „Gulczas, a jak myślisz?”, choć wedle niepisanej umowy to ona obskakuje takie arcydzieła, mnie pozostawiając te nie-wiadomo-dla-kogo-bo-nie-dla-niej.
[O nawiązaniu współpracy z Witkiem, stałym partnerem do trójkątów, na które nastała moda, 5405]
Spółka z o.o., czyli z otwartym odbytem, staje się faktem.
[Ogłoszenia z czatu dla gejów, 6620]
szukam kolesia który zastąpi mi żonę na czas jej wyjazdu
zrobię loda tobie i twojemu psu
kto chce mojego kloca
[7295]
Ten tu ślicznotek to Nicholas Sparks. Mój awatar w „Second Life” byłby właśnie jak on.
[Seks Luka za pieniądze, 7703]
O Brance myśli, bo lubi tańczyć, a w klubie Toro, gdy tańczył, zarwał go ten grubszy, jak świetnie tańczysz, jak te chłopaki z Rihanną w telewizji! Zrobił mu potem taką ruchannę, że grubszy powinien zabulić ze dwieście pięćdziesiąt, a nie miał, skurwiel, ani grosza! Więc dajesz ten dres, warknął, zabierając z krzesła prawie nowy oryginał Najki, niewiele za duży.
[Luke pyta, 8034]
- Tylko nie mów, że się zakochałeŚ!
(…) Lecz nie. Nie kocham cię, kochanie moje.
[O decyzji Lecha Kaczyńskiego, prezydenta Warszawy, 5824]
Kacyk Warszawy, niby w trosce o bezpieczeństwo, zakazuje przemarszu Parady Równości
[O homofobii za rządów PiS-u, 5840]
- Homoseksualiści są jak faszyści i komuniści! - padnie z ust ministra.
- Opacznie pojmują rolę kiszki stolcowej w organizmie mężczyzny! - powie pan prowadzący program w państwowej telewizji.
[O PiS-ie, 6015]
Gdy w redakcji dostanę formularz „oświadczenia lustracyjnego”, będę w kopercie szukał drugiej kartki z pytaniem o orientację seksualną. To też ich zwycięstwo.
Odniosą jeszcze jedno, najważniejsze - zrobią ze mnie obywatela pilnie wypełniającego swój obywatelski obowiązek. To nie udało się dotąd nikomu.
O, tak! Ja też wtedy stałem się obywatelem, który obiecał dozgonnie głosować przeciw homofobom politycznym. Przypomni nam się również o wyborze Raczka i Szczygielskiego na parę roku w „Różach Gali” (7868), po tym wybryku nie było już rok później transmisji w tvp. XXL jest dla mnie przede wszystkim opowieścią o odrębności światów homo i hetero, na swój łagodny sposób sam tego doświadczam. W wersji zabawno-refleksyjnej mieliśmy to w amerykańskim serialu Queer as Folk, kiedy jeden z gejów musiał przed kolegami z pracy udawać zwykłego faceta, oczywiście przykleiła się zaraz jakaś panna i typowe komplikacje. W serialu Rick & Steve the Happiest Gay Couple in All the World widzimy Chucka, który postanawia wyjechać z dzielnicy gejów. Jedzie autobusem, kolory powoli zanikają, podkład muzyczny jak u Hitchcocka, a z głośnika słyszymy ostrzeżenie, że to ostatni przystanek w tej dzielnicy. Książka Melchiora jest niestety prezentem dla Karnowskich, Terlikowskich, Feusette'ów i im podobnych, bo potwierdza ich stereotypy o homoseksualnej zgniliźnie. Nawiasem mówiąc, niedopuszczalne zalegalizowanie związków homo jest działaniem przeciw rozwiązłości, jak mi się wydaje. Gdzie bylibyśmy, gdyby społeczeństwo składało się z samych Wojtków? Mocny argument, a zagrożenie całkiem realne, nieprawdaż. Choć się ze swoim życiem nie afiszuje, Wojtek rzuca wyzwanie ustalonemu porządkowi świata, w którym największym szczęściem jest być ojcem rodziny otoczonym gromadką dzieci, a jak Bóg da, to i wnuków. Wierzcie Melchiorowi, są tacy, dla których to wizja piekielna. Wypisuję garść cytatów, wśród których nie zamieszczam napomnienia: mili homoseksualni młodzieńcy! I inni też! Nie mówi się „wziąŚĆ”, lecz „wziąĆ”.
[Wizyta w restauracji Rudawka vel Ruchawka, 2403]
Szczuplak się klei, lecz ma zasady.
- Słuchaj - tłumaczy mi całkiem poważnie. - Mam faceta, więc nie gniewaj się, ale nie mogę ci obciągnąć. Za to ty możesz mi zrobisz wszystko.
[Nowe potrzeby Maurycego, 3930]
Bo niby jak pracę o Kartezjuszu i sensie jego „wiem, że nic nie wiem” miałby napisać sam Maurycy - ktoś, kto zupełnie nie wie, że nic nie wie i wcale nie zamierza się dowiedzieć?
[Hm, wiem, że „wiem, że nic nie wiem” jest przypisywane Sokratesowi, nie znam Kartezjusza od tej strony. - G.]
[Z wizytą na przyjęciu u rodziny Rafała, 4365]
W którym momencie triumf Małysza stał się osobistym osobistym sukcesem Miecia? Czy pracował na to już jego ojciec, tłumacząc mu od dziecka, że Polska, polskość i w ogóle orzeł biały to ho, ho?
[Matylda - (nie-)koleżanka z redakcji, 4686]
Matylda, rozłożona jakąś grypoanginą, nie może iść na premierę filmu „Gulczas, a jak myślisz?”, choć wedle niepisanej umowy to ona obskakuje takie arcydzieła, mnie pozostawiając te nie-wiadomo-dla-kogo-bo-nie-dla-niej.
[O nawiązaniu współpracy z Witkiem, stałym partnerem do trójkątów, na które nastała moda, 5405]
Spółka z o.o., czyli z otwartym odbytem, staje się faktem.
[Ogłoszenia z czatu dla gejów, 6620]
szukam kolesia który zastąpi mi żonę na czas jej wyjazdu
zrobię loda tobie i twojemu psu
kto chce mojego kloca
[7295]
Ten tu ślicznotek to Nicholas Sparks. Mój awatar w „Second Life” byłby właśnie jak on.
[Seks Luka za pieniądze, 7703]
O Brance myśli, bo lubi tańczyć, a w klubie Toro, gdy tańczył, zarwał go ten grubszy, jak świetnie tańczysz, jak te chłopaki z Rihanną w telewizji! Zrobił mu potem taką ruchannę, że grubszy powinien zabulić ze dwieście pięćdziesiąt, a nie miał, skurwiel, ani grosza! Więc dajesz ten dres, warknął, zabierając z krzesła prawie nowy oryginał Najki, niewiele za duży.
[Luke pyta, 8034]
- Tylko nie mów, że się zakochałeŚ!
(…) Lecz nie. Nie kocham cię, kochanie moje.
PS. do wpisu „Gej w wielkim mieście (Mikołaj Milcke)”
Gdybym był Kościołem katolickim, to miałbym do autora żal pomieszany z wdzięcznością. Grupa byłych zakonników-lubieżników próbuje zorganizować homoseksualną orgię w sposób ocierający się o pierwszą grupę inwalidztwa umysłowego. Zakonników - stąd żal, byłych - więc wdzięczność.
niedziela, 25 sierpnia 2013
Gej w wielkim mieście (Mikołaj Milcke)
Lekką reklamę zrobił tej książce jeden z tak zwanych opiniotwórczych tygodników w postaci wzmianki w pozytywnym kontekście, mogła to być Polityka. Stąd powstał we mnie impuls nabywczy, a nawet czytelniczy. Podobno Orzeszkowa pisywała we wczesnym pozytywizmie powieści adresowane do skromnych panien, w których tok narracji inkrustowany był odezwami do młodych czytelniczek, aby w danym momencie wzięły sobie do serca przestrogę i naukę płynącą z opowieści. W Geju nie ma takich apostrof, bo redaktor zapewne wyciął. A byłaby to powieść ku nauce i przestrodze dla homoseksualnych młodzieńców wkraczających w dorosłość. Fabularnie wielkiego tu wyczynu nie ma, jest historia dwóch romansów, ale za to nieźle wyposażona w życiowe realia. Nie tylko pokój z łóżkiem i wielka miłość, ale przyjaciele, studia i rodzina. Autor napisał książkę nie mając jeszcze trzydziestki, a pisał o dwudziestodwulatku, z którym ciężko się utożsamić, skoro nie przeżyłem nigdy szoku w związku z zamieszkaniem w dużym mieście, nie podzielam jego zainteresowań muzycznych (ani Maryla, ani Edyta, nie, nie), ani popkulturowych. Nigdy też nie udało mi się spotkać (niemal) idealnego faceta przypadkiem na mieście, nie wyobrażam sobie też, abym był w związku z takim ciachem przez parę miesięcy, w czasie których jedyną formą naszego seksu byłby handjob. Trudno mi również wmówić, że internet jako platforma kontaktów między gejami miałby być około 2003 roku takim niesamowitym odkryciem. Autor pisze, że nie może być mowy o małżeństwach jednopłciowych (choć o związkach formalnych owszem), bo geje najczęściej nie tworzą trwałych związków [495]. Takie słowa wypowiada główny bohater, jednocześnie narrator (mała furteczka na wypadek, gdyby autor tak jednak nie myślał). To może być prawda, ale zwykłe małżeństwa też już nie są trwałe jak niegdyś („znudziłam się” jako powód rozwodu), a poza tym wciąż istnieje presja społeczno-katolicka na trwanie w małżeństwie, choć to nie musi mieć sensu. Jak zauważa przyjaciółka bezimiennego (sik!) bohatera, najchętniej znalazłby swoją miłość wśród nostalgicznych koksów.
Dużych, silnych samczych, a gdy nikt nie patrzy, opiekuńczych i czytających Marię Pawlikowską-Jasnorzewską. [2164]Gej w żadnym wypadku nie jest wyrafinowaną prozą, wszystko jest podane kawa na ławę. Jako czytelnik lubię przy tej kawie dostać tortem po twarzy i tego mi zabrakło. Autor jest autorem bloga, który wydaje mi się ciekawszy od mojego.
Kochanie, zabiłam nasze koty (Dorota Masłowska)
Postanowiłem kiedyś, że będę lubił Masłowską, choć to nie wydaje się najrozsądniejszym pomysłem. Czyż nie lepiej inwestować uczucia w pierogi ruskie? Zwłaszcza że stosunek do nich można mieć wielce skomplikowany, pożądać i nienawidzić zarazem. Lub inaczej, jak w tym programie pod tytułem „Kocham to, co lubię”. Wyobrażam sobie, że Masłowska pisze instrukcję obsługi odkurzacza i odnosi sukces czytelniczy i zupełnie nieważne, że sprzęt jest zdezelowany i służy raczej do przerobu masy krochmalowej na szynkę babuni. Książka jest powieścią, a w powieści występują postaci osadzone w jakiejś rzeczywistości. Tu mamy Farah, Joanne i osoby towarzyszące, w tym samą jakoby autorkę, która ma tendencję do wtryniania się w świat przedstawiony jako jedna z postaci. Gdybym miał zgadywać, to mniemałbym, że pojechała Masłowska do SZA, tam sobie pożyła i teraz możemy tego sami doświadczyć po przefiltrowaniu przez jej umysł i język. Guzik mnie obchodzi, czy zgaduję trafnie. Relacja z fabuły ocierałaby się o tę śmieszność, jakiej doświadczyłem, kiedy na lekcji polskiego opowiadaliśmy przebieg zdarzeń w Szewcach Witkacego. Scurvy wsadził hrabinę do klatki. Co dalej? - pyta pani. Zaczęła krakać. Co dalej? - pyta pani. Dalej będą cytaty.
[O Farah, 345]
Leje deszcz, przechodnie w pelerynach rozstępują się, gdy biegnie ulicą, krztusząc się, wyjąc z bólu, zdradzona, oszukana, nieuprawiająca seksu!
[Farah w rozmowie z szurniętym sąsiadem na prochach, 518]
- Jaki to stan? - pyta Farah, bo jest otwarta, gotowa na przyjęcie cudów życia i nie przerywa rozmów ot tak, tylko dlatego, że ma ochotę uciec, spaliwszy wcześniej wszystkie swoje zdjęcia i dokumenty.
[O rozmowach w biurze, 1546]
Wydawały jej się poszumem dalekiego śmietniska, po którym błądzili hipsterzy w poszukiwaniu futrzanych kołnierzy i obłędnych kinkietów, a mewy wyjadały z wyrzuconych sandwiczów tylko szynkę parmeńską, resztę usuwając, bo nie przepadają ani za sałatą rzymską, ani tym bardziej za musztardą dijon…
[O St. Patrick's, 1559]
(…) większość sklepów to rupieciarnie oferujące podstawki do czajników, niedziałające faksy, zdezelowane kolanka hydrauliczne, lekko ułamane, ale jeszcze działające klawisze „Return” i „Option” do Atari 64, sukienki z żółtymi pachami i unikatowe dzieła zebrane Szekspira z XVII wieku bez okładki, grzbietu i kartek.
[O Mr Foods, 1570]
(…) wnętrza nie zaaranżował tam z pewnością Guy Mac Ferry, nie było stor w deseń zaprojektowany przez Kim Gordon, toaleta nie była wytapetowana Kamasutrą, a mięsa nie sprowadzano z farmy pod Portland, gdzie zwierzęta mogą mieć magnetofon w pokoju, a przed śmiercią mają prawo porozmawiać z psychologiem.
[O menu w Mr Foods, 1584]
- Poproszę… Poproszę duże nuggetsy.
- Dużych nie ma.
- A jakie są?
- Są Ogromne, Gigantyczne i Potworne.
(…)
- Poczwórne czy poszóstne frytki?
[1842]
Lubię jeździć metrem. Czuję wtedy coś z pogranicza religii i seksu. Które podobno przecież nie mają wcale pogranicza.
(Numery odwołują się do lokalizacji w ebooku.)
[O Farah, 345]
Leje deszcz, przechodnie w pelerynach rozstępują się, gdy biegnie ulicą, krztusząc się, wyjąc z bólu, zdradzona, oszukana, nieuprawiająca seksu!
[Farah w rozmowie z szurniętym sąsiadem na prochach, 518]
- Jaki to stan? - pyta Farah, bo jest otwarta, gotowa na przyjęcie cudów życia i nie przerywa rozmów ot tak, tylko dlatego, że ma ochotę uciec, spaliwszy wcześniej wszystkie swoje zdjęcia i dokumenty.
[O rozmowach w biurze, 1546]
Wydawały jej się poszumem dalekiego śmietniska, po którym błądzili hipsterzy w poszukiwaniu futrzanych kołnierzy i obłędnych kinkietów, a mewy wyjadały z wyrzuconych sandwiczów tylko szynkę parmeńską, resztę usuwając, bo nie przepadają ani za sałatą rzymską, ani tym bardziej za musztardą dijon…
[O St. Patrick's, 1559]
(…) większość sklepów to rupieciarnie oferujące podstawki do czajników, niedziałające faksy, zdezelowane kolanka hydrauliczne, lekko ułamane, ale jeszcze działające klawisze „Return” i „Option” do Atari 64, sukienki z żółtymi pachami i unikatowe dzieła zebrane Szekspira z XVII wieku bez okładki, grzbietu i kartek.
[O Mr Foods, 1570]
(…) wnętrza nie zaaranżował tam z pewnością Guy Mac Ferry, nie było stor w deseń zaprojektowany przez Kim Gordon, toaleta nie była wytapetowana Kamasutrą, a mięsa nie sprowadzano z farmy pod Portland, gdzie zwierzęta mogą mieć magnetofon w pokoju, a przed śmiercią mają prawo porozmawiać z psychologiem.
[O menu w Mr Foods, 1584]
- Poproszę… Poproszę duże nuggetsy.
- Dużych nie ma.
- A jakie są?
- Są Ogromne, Gigantyczne i Potworne.
(…)
- Poczwórne czy poszóstne frytki?
[1842]
Lubię jeździć metrem. Czuję wtedy coś z pogranicza religii i seksu. Które podobno przecież nie mają wcale pogranicza.
(Numery odwołują się do lokalizacji w ebooku.)
Lemański o homolobby
Po Polsce nie krążą ulotki. Chyba każdy się nie zetknął z odezwą o przyznanie homoseksualistom szybkiej ścieżki kariery w Kościele rzymskokatolickim. Wszyscy nie słyszeli z mediów elektrycznych, nie przeczytali w gazetach, na tabletach i internetach. Tak właśnie prężnie nie działa lobby homoseksualne w instytucji kościelnej, czyli utajniona grupa szarych eminencji, w tym szarych purpuratów. Jak zwykle czepiam się słówek. Dotychczas lobby kojarzyło mi się z jawną grupą osób prezentujących wspólne interesy, która publicznie domaga się przyznania praw lub wprowadzenia zmian. Lemański, osoba duchowna (czyli ani fizyczna, ani prawna?), pieszczoszek mediów, poruszył temat homolobby w Kościele. Przeczytałem.
Przygniata go to, że nie ma pewności, że duchowny homoseksualista wyrzeknie się seksu? Całe szczęście, że to nie dotyczy heteroseksualistów - oni wyrzekają się seksu skutecznie i na wieki wieków. Seks analny nie powinien przyspieszać kariery w Kościele - zgoda. Ale w sumie brak zgody, bo mamy tu posępny galimatias, jak powiedziałaby Szymborska, prawdy zmieszane z gówno-prawdami i nadużycia leksykalne (to już nie Szymborska).
W księdza Kościele jest miejsce dla homoseksualistów, którzy nie chcą zrezygnować z życia seksualnego?
Może pan wyliczać: zdzierców, oszczerców, krzywoprzysięzców, rozwodników, nałogowców, osób wykorzystujących dzieci, etc. Tak - jest miejsce dla każdego. To, że ktoś jest praktykującym gejem, nie jest przepustką do Kościoła, ale też nie stanowi wilczego biletu.
Jeśli w Kościele swoje miejsce znalazła, i to znaczące, jawnogrzesznica, to każdy grzesznik ma szansę odegrać w Kościele ważną rolę.
Gej, który nie zamierza wyrzec się życia seksualnego, też?
A skąd pan wie, że nie zamierza? Można mówić publicznie, że taka sytuacja nie uwiera i nie jest powodem do wstydu, a wieczorem zagryzać wargi i mówić sobie: jak ja sobie poradzę? To mnie przygniata!
Jeżeli jednak ktoś z tego zła, któremu uległ, robi sobie ścieżkę kariery, to nazywam go zbójem. Jeśli homoseksualizm jest ścieżką kariery w Kościele, a geje tak się usadowili w Stolicy Apostolskiej, że kupują sobie za pieniądze wiernych gejowską łaźnię, to uważam to za zgrozę. Trzeba temu postawić tamę.
W Polsce jest ten problem?
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski (z którym w wielu sprawach się nie zgadzam) powiedział, że jest w Polsce kuria, w której wszyscy od biskupa po kamerdynera należą do lobby homoseksualnego. Ja wierzę, że mówi prawdę.
Nie usłyszeliśmy później o jakimś przypadku, by w którejś kurii nastąpiło personalne trzęsienie ziemi. Jest zatem po staremu. A z lobby opartym na nieprawości, krzywdzie i grzechu trzeba walczyć. Nie z homoseksualistami, ale z lobby homoseksualnym. Nie z alkoholikami, ale z tymi, którzy upijając się wykorzystują innych. Nie z chciwymi, ale ze zdziercami kupującymi dla siebie godności.
Może pan wyliczać: zdzierców, oszczerców, krzywoprzysięzców, rozwodników, nałogowców, osób wykorzystujących dzieci, etc. Tak - jest miejsce dla każdego. To, że ktoś jest praktykującym gejem, nie jest przepustką do Kościoła, ale też nie stanowi wilczego biletu.
Jeśli w Kościele swoje miejsce znalazła, i to znaczące, jawnogrzesznica, to każdy grzesznik ma szansę odegrać w Kościele ważną rolę.
Gej, który nie zamierza wyrzec się życia seksualnego, też?
A skąd pan wie, że nie zamierza? Można mówić publicznie, że taka sytuacja nie uwiera i nie jest powodem do wstydu, a wieczorem zagryzać wargi i mówić sobie: jak ja sobie poradzę? To mnie przygniata!
Jeżeli jednak ktoś z tego zła, któremu uległ, robi sobie ścieżkę kariery, to nazywam go zbójem. Jeśli homoseksualizm jest ścieżką kariery w Kościele, a geje tak się usadowili w Stolicy Apostolskiej, że kupują sobie za pieniądze wiernych gejowską łaźnię, to uważam to za zgrozę. Trzeba temu postawić tamę.
W Polsce jest ten problem?
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski (z którym w wielu sprawach się nie zgadzam) powiedział, że jest w Polsce kuria, w której wszyscy od biskupa po kamerdynera należą do lobby homoseksualnego. Ja wierzę, że mówi prawdę.
Nie usłyszeliśmy później o jakimś przypadku, by w którejś kurii nastąpiło personalne trzęsienie ziemi. Jest zatem po staremu. A z lobby opartym na nieprawości, krzywdzie i grzechu trzeba walczyć. Nie z homoseksualistami, ale z lobby homoseksualnym. Nie z alkoholikami, ale z tymi, którzy upijając się wykorzystują innych. Nie z chciwymi, ale ze zdziercami kupującymi dla siebie godności.
Przygniata go to, że nie ma pewności, że duchowny homoseksualista wyrzeknie się seksu? Całe szczęście, że to nie dotyczy heteroseksualistów - oni wyrzekają się seksu skutecznie i na wieki wieków. Seks analny nie powinien przyspieszać kariery w Kościele - zgoda. Ale w sumie brak zgody, bo mamy tu posępny galimatias, jak powiedziałaby Szymborska, prawdy zmieszane z gówno-prawdami i nadużycia leksykalne (to już nie Szymborska).
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Za co ♥ Wilfreda?
Przechodzę od razu do konkretów. W czwartym odcinku drugiego sezonu na scenie pojawia się ciężarna siostra Ryana i o to ma do niego pretensje Wilfred.
Wilfred: Wojna między psami a niemowlętami. A ty sprowadziłeś ją na nasz próg.
Ryan: Walczycie z niemowlętami? O co?
Wilfred: A o co każda wielka cywilizacja toczy wojnę? O to, kto jest najsłodszy. Poprzez tysiąclecia pod niewidzącym wzrokiem ludzkości toczyliśmy walkę. Rzeki spływały krwią, a sterty okaleczonych trupów rzucały cienie na zasłane wnętrznościami pola bitwy. To były psy kontra niemowlęta, więc i tak było dość uroczo, ale...
Ryan: Więc zawrzyjcie rozejm. Po prostu odpuść Kristen.
Wilfred: Odpuścić? A czy niemowlęta odpuściły w masakrze przy granicy hotelu dla psów z przedszkolem?
W kolejnym odcinku Wilfred traci węch na skutek szoku. Chwilę potem tłumaczy Ryanowi.
W odcinku szóstym wraca sprawa osobliwego debiutu Jenny jako spikerki wiadomości. Zestresowana nie jadła nic przez cały dzień, oprócz jednego ziołowego cukierka u Ryana. Zioło było mocne, a FazioMcBonerz99 sklecił potem z tego Squishy Tits Remix.
Co się stało później pluszowemu misiu? Ryan urwał mu oczko, bo to był guzik z kompletu, a Wilfred rozpacza na widok takiego pohańbienia swojego partnera seksualnego.
To bardzo poważne słowa, mówi Bruce kiedy Wilfred rzuca mu następujące wyzwanie (odcinek ósmy).
W oryginale: I call Monchhichi Clown Bubbles.



Wilfred: Wojna między psami a niemowlętami. A ty sprowadziłeś ją na nasz próg.
Ryan: Walczycie z niemowlętami? O co?
Wilfred: A o co każda wielka cywilizacja toczy wojnę? O to, kto jest najsłodszy. Poprzez tysiąclecia pod niewidzącym wzrokiem ludzkości toczyliśmy walkę. Rzeki spływały krwią, a sterty okaleczonych trupów rzucały cienie na zasłane wnętrznościami pola bitwy. To były psy kontra niemowlęta, więc i tak było dość uroczo, ale...
Ryan: Więc zawrzyjcie rozejm. Po prostu odpuść Kristen.
Wilfred: Odpuścić? A czy niemowlęta odpuściły w masakrze przy granicy hotelu dla psów z przedszkolem?
W kolejnym odcinku Wilfred traci węch na skutek szoku. Chwilę potem tłumaczy Ryanowi.
Słyszałem, że trauma może wywołać ślepotę jak wtedy, gdy Stevie Wonder i Ray Charles nakryli się nawzajem na masturbacji.Tymczasem Ryan chce zainwestować nadwyżkę walorów, nadarza się okazja, bo powstały plany wybudowania ekskluzywnej galerii handlowej w atrakcyjnym miejscu. Dla psów to fatalna wiadomość, bo w ten sposób ulegnie likwidacji ośrodek pomocy dla czworonogów (miejsce, gdzie pewna staruszka nalewa pieskom wodę do miski). Tragiczny koniec marzeń o lepszym świecie.
W odcinku szóstym wraca sprawa osobliwego debiutu Jenny jako spikerki wiadomości. Zestresowana nie jadła nic przez cały dzień, oprócz jednego ziołowego cukierka u Ryana. Zioło było mocne, a FazioMcBonerz99 sklecił potem z tego Squishy Tits Remix.
Co się stało później pluszowemu misiu? Ryan urwał mu oczko, bo to był guzik z kompletu, a Wilfred rozpacza na widok takiego pohańbienia swojego partnera seksualnego.
To bardzo poważne słowa, mówi Bruce kiedy Wilfred rzuca mu następujące wyzwanie (odcinek ósmy).
W oryginale: I call Monchhichi Clown Bubbles.



Subskrybuj:
Posty (Atom)

