niedziela, 31 marca 2013
A Festa da Menina Morta
Nad Rio Negro, gdzieś w Amazonii, leży sobie osada, w której żyje Święty. Pomimo młodego wieku (dałbym mu dwadzieścia kilka lat) i nieznośnego charakteru jest darzony powszechnym szacunkiem, bo przemawia przez niego Martwa Dziewczynka, źródło łask uzdrawiających, błogosławieństw i chętnie słuchanych proroctw. Co roku obchodzone są uroczystości na jej cześć, a my właśnie widzimy przygotowania do dwudziestych obchodów i samą uroczystość, która przebiegać będzie z pewnymi komplikacjami. Zatem kult Martwej Dziewczynki jest raczej świeży, ale jakoś wkomponowano go w obrzędy chrześcijańskie. Film zaliczono do gtm z racji bodaj półminutowej sceny seksu homo, którą można uznać za mocno kontrowersyjną, ale nie z powodu jej śmiałości w pokazywaniu nagości. Film ogląda się niemal jak dokument, to ma być komplement pod adresem twórców. Dokument o chrześcijaństwie mocno podmywanym kultami pogańskimi.
Ssang-hwa-jeom (쌍화점) czyli A Frozen Flower
Film o niewymienionym z imienia koreańskim królu z dynastii Goryeo w okresie, kiedy Korea, jak i pół Azji, była częścią mongolskiego imperium rządzonego przez dynastię Yuan. Wszystko zgodne z wikipedią, co jest bardzo ciekawe zwłaszcza dlatego, że król nie jest zdolny spłodzić potomka z królową, za to chętnie figluje w łożu z Hong-rimem, dowódcą elitarnej straży królewskiej. Gdyby może mu wyświetlili niżej omówiony film, to zrozumiałby, że mógłby sobie z tym jakoś poradzić. Mamy w naszej historii podobny epizod, może kiedyś doczekamy się filmu o Warneńczyku. Król do tego stopnia jest niechętny kontaktom z królową, że misję spłodzenia potomka przekazuje Hong-rimowi, z czego będą później potężne komplikacje erotyczno-polityczne. Trup zaścieli się nie raz, a dalekowschodnia egzotyka przejawia się w tym, że pomiędzy krwawymi łaźniami bohaterowie grają na koto, tańczą, śpiewają, karmią ptaszki w klatce i wąchają kwiatki. I w tym również, że poddani co chwilę domagają się ukarania ich śmiercią, bo nie sprostali oczekiwaniom króla. Twórcy filmu zadbali o stronę wizualną, film jest pełen olśniewających kolorów, a w czasie uczty dworzanie i urzędnicy ubrani na czerwono siedzą po prawej, a niebiescy - po lewej.
Gejbi czyli Gayby
Ten film ma tytuł polski, che che. Nie sądzę, że odgadłbym jego znaczenie, a chodzi mutację słowa „bejbi”, która ma oznaczać dziecię wychowywane przez parę homoseksualną. Nie jest do końca jasne, czy konieczne jest, aby jeden z „rodziców” był rodzicem bez cudzysłowu. W filmie mamy dalsze komplikacje związane z rozumieniem słowa „gejbi”, bo ma być ono dzieckiem panny Jenn i jej przyjaciela-geja Matta, który deklaruje chęć opieki nad potomstwem, atoli bez wspólnego pożycia. Ale jak rozwiązać technicznie problem inseminacji? Jenn chciałaby zrobić to w sposób tradycyjny, co dla Matta jest trudne, ale do wykonania. A tak poza tym, co u nich słychać? Matt jeszcze nie doszedł do siebie po zerwaniu z Tomem, a Jenn, która wygląda na kobiecy klon Woody'ego Allena, też nie ma faceta, ale podejmuje próby. Pewnego dnia do sklepu z komiksami, który prowadzi Matt, wchodzi Scott z synem Parkerem, który chyba też stał się gejbi, od kiedy tatuś zmienił front po rozwodzie. Scenarzysta Jonathan Lisecki zadbał o to, żeby Scott nie przepadł na zawsze za drzwiami sklepu, i o to, żeby wszystkie buzie się pod koniec filmu śmiały. Czy buzie widzów też - na pewno nie wszystkich, ale dało się oglądać.
sobota, 30 marca 2013
O Dupie Słonia
Mowa o skale w Dolinie Będkowskiej niedaleko Ojcowa. Widziałem ją raz na własne oczy, ale na cudze też. Prawdziwie wstrząsające jest to, że opisano niemal czterdzieści różnych szlaków na szczyt o różnym stopniu trudności w skali Kurtyki. Nadano im nazwy o zróżnicowanym stopniu dostojeństwa, od Niepokalanej Nekrofilii przez Sodomię doskonałą do Mędrców Tralfamandrii. Zazdrość bierze człowieka z powodu tej fantazji nazewniczej. Ja jedynie ochrzciłem pewien półmetrowy wodospadzik pod Ojcowem mianem Wodogrzmotów Szymborskiej, ale nie przyjęło się. A może był to Ejakulat Słowackiego?
Matka Boska jest Babką Boską, proszę państwa
Chyba powinienem unikać publicznego radia, do którego z okazji świąt zaprasza się różne pobożne osoby, na przykład księdza i rabina. Rabin nie uznaje boskości Jezusa, ani jego mesjańskości czy mesjaszowatości. Ale to nic, ksiądz to szanuje, bo jakikolwiek sposób oddawania czci Bogu jest już przejawem głębokiego racjonalizmu charakterystycznego dla człowieka od stuleci. Islam też jest cool na swój sposób. Pięknym przykładem racjonalizmu jest Dogmat o Trójcy Świętej. Sięgam do źródła i czytam:
- Ojciec jest tym samym, co Syn, Syn tym samym, co Ojciec, Duch Święty tym samym, co Ojciec i Syn, to znaczy jednym Bogiem co do natury.
- Ojciec jest cały w Synu, cały w Duchu Świętym; Syn jest cały w Ojcu, cały w Duchu Świętym; Duch Święty jest cały w Ojcu, cały w Synu.
- Ojciec nie jest tym samym, kim jest Syn, Syn tym samym, kim Ojciec, ani Duch Święty tym samym, kim Ojciec czy Syn.
- Ojciec jest Tym, który rodzi; Syn Tym, który jest rodzony; Duch Święty Tym, który pochodzi.
![]() |
| Objawienie Trójcy w Świnoujściu |
czwartek, 28 marca 2013
Kiełbasa i sznurek (Bralczyk i Ogórek)
Znowu zapis rozmów wydany w formie książki. Siedzieli i gadali o gadaniu, ale najczęściej o dupie Maryni. Ale to wcale nie szkodzi, bo to może być temat bardzo wyrafinowanej dyskusji. Na początku to niby wygląda jak wywiad Ogórka z Bralczykiem, ale wkład Ogórka jest dość znaczący, a w pewnym momencie to on jest przepytywany. Oto czego się dowiedziałem.
Profesor Bralczyk to postać drugoplanowa z pewnej sztuki teatralnej. Premier Polski zastanawia się nad wynajęciem profesora Bralczyka w celu zbudowania dobrego wizerunku. Ale po namyśle dochodzi do wniosku, że "chyba nie stać ich na profesora Bralczyka, bo jest bardzo drogi. Ten bardzo pracowity profesor jest drogi - mówi". Ale znalazł się zamożny, który zatrudnił profesora Bralczyka, a był to Wielki Kujawa, przywódca separatystów kujawskich, stojący na czele organizacji terrorystycznej. W przedstawieniu warszawskim profesor Bralczyk zostaje zabity strzałem z pistoletu, a we wrocławskim - ginie rozerwany na strzępy granatem przeciwpancernym.
Stefan Themerson próbował stworzyć poezję bez balastu skojarzeń, stereotypów, ocen, która byłaby "czystą reprezentacją rzeczywistości". W jego tłumaczeniu wiersz "Hajda, trojka, snieg puszystyj" brzmiał tak: "Hajda, trzy wielkie parzystokopytne ssaki charakteryzujące się...". I tu przechodzimy do wątku parzystokopytności koni. Mają cztery kopyta, więc są parzystokopytne? Bo gdyby były nieparzystokopytne, to musiałyby mieć trzy nogi, lub jedną... Zupełnie jak jedna Ula, która pisała o kręgach na ustach, które mają kręgouste. A może usta na kręgach. Całe stronice powypisywała na niezapowiedzianej klasówce.
Kiedyś w pociągu Bralczyk zapytał młodego człowieka, który w rozmowie z koleżanką używał intensywnie słów na "j" i "k", czy chce w ten sposób jej zaimponować. Młody człowiek "zwrócił się do mnie słowami pozornie świadczącymi o życzliwości, empatii, które jednak dziś niestety stały się znamieniem znacznej agresji, zapytał: Masz problem?". Naturalny tok rozmowy popłynął w kierunku słów wulgarnych. Ogórek wspominał pewne licealistki, które spotkał nad morzem w czasie spaceru. Miłe, autograf chciały, ale w drodze powrotnej strasznie się pokłóciły i wtedy jedna rzekła do drugiej: "Ja ci tu, kurwa, popierdalam, a ty mi, kurwa, chuj". Profesor Bralczyk zachwycił się tym zdaniem, ta kadencja! Ten rytm! "To jest amfibrach, potem jest trochej i anapest. To jest piękna kolejność - pa pampam, pampam, pam." Mam nadzieję, że potomność doceni mistrzostwo prozodii i za tysiące lat to właśnie zdanie ocaleje razem z "Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj". Ty anapeście! - będę teraz mówił w celu znieważenia.
Pisał Miłosz w Traktacie moralnym: "Widzę tłum intelektualistek,/ nagie, a każda drży jak listek". To à propos feministek. Przy okazji, czy są maskuliniści?
"Pies jako ten najbliższy towarzysz człowieka skupiał na sobie różne niechęci, np. brał na siebie urok, mówi się - tfu, tfu, na psa urok. I wtedy urok brał ten pies i sobie szedł z tym urokiem."
"Słownik wileński z połowy XIX wieku próbował zdefiniować śmiech: Działanie duszy... - już nas to zaczyna śmieszyć, ale dalej jest: ...rodzące się z przyjemnych wrażeń lub szyderczego usposobienia, objawiające się na twarzy przedłużeniem się gęby i uformowaniem podłużnego dołku na jagodach. Przy czem powietrze prędko wychodzi z płuc, a gdy się wzmaga wypuszczanie powietrza, staje się głośnym".
Na wiadukcie w Sosnowcu wisiał za komuny napis: Umacniajmy administrację państwową zespalającą interesy państwa i obywateli. "Ja nawet pomyślałem, że chętnie bym umocnił, i szukałem, gdzie by tu umocnić tę władzę, tę administrację, ale jakoś nie wychodziło".
Ogórek mówi o Słonimskim. "Nie zapomnę jego recenzji z przedstawienia teatralnego, które nazywało się Kartka papieru. Napisał, że nie była to kartka, tylko rolka, i to była cała recenzja".
Fragment rozmowy o piosence Ta ostatnia niedziela.
Michał Ogórek: Podobno samobójstwa ludzie przy tym popełniali.
Profesor Bralczyk: Jakie to piękne, prawda? A nas to bawi jeszcze.
Michał Ogórek: Siła sztuki.
Profesor Bralczyk: Dziś tak już chyba nie ma, żeby ktoś tak napisał jakieś disco polo, żeby potem ktoś po tym strzelił sobie w głowę.
Michał Ogórek: Ja bym miał ochotę bardzo często.
Profesor Bralczyk to postać drugoplanowa z pewnej sztuki teatralnej. Premier Polski zastanawia się nad wynajęciem profesora Bralczyka w celu zbudowania dobrego wizerunku. Ale po namyśle dochodzi do wniosku, że "chyba nie stać ich na profesora Bralczyka, bo jest bardzo drogi. Ten bardzo pracowity profesor jest drogi - mówi". Ale znalazł się zamożny, który zatrudnił profesora Bralczyka, a był to Wielki Kujawa, przywódca separatystów kujawskich, stojący na czele organizacji terrorystycznej. W przedstawieniu warszawskim profesor Bralczyk zostaje zabity strzałem z pistoletu, a we wrocławskim - ginie rozerwany na strzępy granatem przeciwpancernym.
Stefan Themerson próbował stworzyć poezję bez balastu skojarzeń, stereotypów, ocen, która byłaby "czystą reprezentacją rzeczywistości". W jego tłumaczeniu wiersz "Hajda, trojka, snieg puszystyj" brzmiał tak: "Hajda, trzy wielkie parzystokopytne ssaki charakteryzujące się...". I tu przechodzimy do wątku parzystokopytności koni. Mają cztery kopyta, więc są parzystokopytne? Bo gdyby były nieparzystokopytne, to musiałyby mieć trzy nogi, lub jedną... Zupełnie jak jedna Ula, która pisała o kręgach na ustach, które mają kręgouste. A może usta na kręgach. Całe stronice powypisywała na niezapowiedzianej klasówce.
Kiedyś w pociągu Bralczyk zapytał młodego człowieka, który w rozmowie z koleżanką używał intensywnie słów na "j" i "k", czy chce w ten sposób jej zaimponować. Młody człowiek "zwrócił się do mnie słowami pozornie świadczącymi o życzliwości, empatii, które jednak dziś niestety stały się znamieniem znacznej agresji, zapytał: Masz problem?". Naturalny tok rozmowy popłynął w kierunku słów wulgarnych. Ogórek wspominał pewne licealistki, które spotkał nad morzem w czasie spaceru. Miłe, autograf chciały, ale w drodze powrotnej strasznie się pokłóciły i wtedy jedna rzekła do drugiej: "Ja ci tu, kurwa, popierdalam, a ty mi, kurwa, chuj". Profesor Bralczyk zachwycił się tym zdaniem, ta kadencja! Ten rytm! "To jest amfibrach, potem jest trochej i anapest. To jest piękna kolejność - pa pampam, pampam, pam." Mam nadzieję, że potomność doceni mistrzostwo prozodii i za tysiące lat to właśnie zdanie ocaleje razem z "Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj". Ty anapeście! - będę teraz mówił w celu znieważenia.
Pisał Miłosz w Traktacie moralnym: "Widzę tłum intelektualistek,/ nagie, a każda drży jak listek". To à propos feministek. Przy okazji, czy są maskuliniści?
"Pies jako ten najbliższy towarzysz człowieka skupiał na sobie różne niechęci, np. brał na siebie urok, mówi się - tfu, tfu, na psa urok. I wtedy urok brał ten pies i sobie szedł z tym urokiem."
"Słownik wileński z połowy XIX wieku próbował zdefiniować śmiech: Działanie duszy... - już nas to zaczyna śmieszyć, ale dalej jest: ...rodzące się z przyjemnych wrażeń lub szyderczego usposobienia, objawiające się na twarzy przedłużeniem się gęby i uformowaniem podłużnego dołku na jagodach. Przy czem powietrze prędko wychodzi z płuc, a gdy się wzmaga wypuszczanie powietrza, staje się głośnym".
Na wiadukcie w Sosnowcu wisiał za komuny napis: Umacniajmy administrację państwową zespalającą interesy państwa i obywateli. "Ja nawet pomyślałem, że chętnie bym umocnił, i szukałem, gdzie by tu umocnić tę władzę, tę administrację, ale jakoś nie wychodziło".
Ogórek mówi o Słonimskim. "Nie zapomnę jego recenzji z przedstawienia teatralnego, które nazywało się Kartka papieru. Napisał, że nie była to kartka, tylko rolka, i to była cała recenzja".
Fragment rozmowy o piosence Ta ostatnia niedziela.
Michał Ogórek: Podobno samobójstwa ludzie przy tym popełniali.
Profesor Bralczyk: Jakie to piękne, prawda? A nas to bawi jeszcze.
Michał Ogórek: Siła sztuki.
Profesor Bralczyk: Dziś tak już chyba nie ma, żeby ktoś tak napisał jakieś disco polo, żeby potem ktoś po tym strzelił sobie w głowę.
Michał Ogórek: Ja bym miał ochotę bardzo często.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





